Byłam uwięziona między ciemnością a jasnością. Chłodem a ciepłem. Niczym a wszystkim. Pustką a uczuciami. Ciszą a krzykiem.
Byłam uwięziona między ciemnością a jasnością. Chłodem a ciepłem. Niczym a wszystkim. Pustką a uczuciami. Ciszą a krzykiem.
Ja się nie zakochuję. Ja tylko zawsze czuwam Bez względu na zmęczenie I za bardzo ufam.
„Spojrzałam na niego po raz kolejny. — Czy to jest właściwe, zostawiać ich wszystkich, czy tak powinnam odchodzić? —zrobiłam krok w jego stronę. Uśmiechnął się przymykając oczy…”
Nie proszą o wiele, tylko o jeden dar: by pozwolić im żyć, tak jak żyć chcemy my sami wciąż.
„Wcześniej nie miałem pewności czym jest, i nie dotykałem jej myśląc, że to kwas. Teraz nabrałem pewności, że dopóki jej nie wypiję, nie wykończy mnie, nie fizycznie. Była zwykłym atramentem(…)”
— Co się dzieje. Powiedz, proszę — poprosiła mnie, już po raz któryś tego dnia, Lilith. Byłyśmy w szkole, była akurat przerwa. Siedziałyśmy na korytarzu, zaraz miała być godzina wychowawcza. — proszę.
You wanted me to become a dream, but I became a nightmare that will never leave you.
Czasem chciałabym, żeby ktoś zobaczył, że tonę. Że się duszę. Ale robię to tak cicho, że nikt nie widzi.
Tam, gdzie miało być moje imię, rozkwitła jej obecność. I ja zostaję cieniem, który patrzy i pali się od środka, który kocha, nienawidzi i nie może odejść.
„Bo tylko dzięki tej masce był w stanie jeszcze utrzymywać się na powierzchni.”
»Kolejny dzień udawania, że lubię ich wszystkich. Mam dosyć już tego idiotycznego podejścia.«
„Nie tak miało być, w dzieciństwie strzelałem wodą, a dziś – świat rozdziera głos, który mówi: „Idź i walcz.” Nie chcę być żołnierzem, nie chcę przelewać prawdziwej krwi.”
Nie chciał być obok – chciał być mną.
Od teraz jestem introwertyczką – nie z wyboru, lecz z konieczności. Osobą, która wiele w życiu przeżyła, a każda rana zostawiła trwały ślad.
W Nibylandii nikt nie jest samotny. Niestety szczęście nie może trwać wiecznie. Trzeba wybrać pomiędzy ocaleniem siebie, a domu. | 16+
Zamknęłam drzwi, nie trzaskiem, nie wrzaskiem. Zamknęłam je ciszą, której nie chciałeś słyszeć.
Wszystko było zupełnie normalne. Do czasu, aż pewnej zimy ona postanowiła odebrać sobie życie…
„[…] Lecz wciąż życie me szczęśliwym ślepo jest zwane. Tak naprawdę jest to przekleństwo na mnie zesłane […]”
nie cierpię widzieć Cię uśmiechniętego. pragnę spalić Twoje szczęście. samo myślenie o tym sprawia mi satysfakcję… oczy psychopaty, przepełnione bólem. moim bólem.
Spaliłeś nas, nie ogniem złości, ale brakiem walki. Nie zdradą, lecz tym, że pozwoliłeś mi odejść bez słowa.
I wtedy zrozumiałem, że to nie on był upadły. To ja. Tylko że przy nim – po raz pierwszy – upadek nie wydawał się taki zły.
Przed świętami głosy zwyciężą. Może wtedy zaznam wreszcie spokoju. Ty też to zrobisz, nie bój się.
Kiedyś była dla niego najważniejsza. Teraz oboje darzą się jedynie nienawiścią. Chociaż… może to tylko kłamstwa?
,,Milczenie. Duszności. Bicie serca. Żyły. Zęby. Kolejne uderzenie serca. Kolejny oddech. Serce. Wdech. Serce. Wydech. Niech to się skończy. Błagam.”
Bo kim ja jestem? Drugą opcją. Tą niechcianą i najcichszą osobą. Tą, która przygląda się z boku. Tą, którą zasypują pytaniami „Jak się czujesz” i „Co u Ciebie”, a ja nie wiem co u mnie.
Stałam się pusta. Mój wzrok nic nie mówił. Ciało dawało małe znaki. Włosy wypadały. Mniej jadłam.
chowałam słowa w kieszeniach, bo mogłabym nimi przeszkadzać
Życie… jest. Boli, pozostawia szramy, testuje cierpliwość, śmieje się na twe łzy, by na koniec czule otulić.
Śmierć wraz z roztrzaskaną nadzieją wisi nad małym kawałkiem plastiku, dryfującym razem z dwójką rodzeństwa – tylko czy cokolwiek poza prawdą zaburzy oczekiwanie na zgon?
W oczach pojawiły się łzy, a w piersi rosło duszące napięcie. Panika. Rozglądała się po łazience jak zwierzę w klatce. Wzrok zatrzymał się na toalecie. Serce zaczęło łomotać. Ręce zadrżały.