Oh zraniona duszo… Odpocznij. Usiądź na chwilę. Weź kilka wdechów. Wytrzyj policzki. Rumiane, łzami malowane.
Kropelki krwi skapywały z kuchennego noża jedna za drugą, zostawiając po sobie niewielką czerwoną kałużę. Jeden, dwa, trzy, cztery…, pięćdziesiąt trzy.
„Uczyłam się pilnie, rodzice byli ze mnie dumni. Ach, no i właśnie, nie do końca. Jakby przez te trzy lata nie mogli, teraz postanawiają, że nie powinnam się tu uczyć!”
„Mimo, że Seth podejrzewał, iż nie to miał na myśli Król Wróżek, obdarowując go skrzydłami, to i tak wierzył w tą myśl. Skoro już je ma, musi tylko wzbić się w powietrze”
[…]”Sabat nie składa się z czterech wiedźm – tak powiedziała, więc wiedziałam że jestem tą czwartą niepotrzebną…”[…]
Proszę, spójrz dla mnie w niebo… Może zobaczysz tę gwiazdę… Która spada wraz z moim życzeniem… O tobie, o nas…
„Każdy kiedyś umiera” — nie jest to może najlepszy sposób na rozpoczęcie rozmowy, która pocieszyć ma skruszonych, ale przynajmniej zawiera w sobie stężony roztwór prawdy. Może i bolesnej, ale prawdy.
W momencie, kiedy Jughead po raz pierwszy przekroczył próg klasy, Jennie już wiedziała komu w przyszłości odda swoje serce.
Będzie to opowiadanie o silnej i niezależnej kobiecie, która wie czego chce od życia i idzie po trupach do celu. Pewnego dnia dostaje jednak bardzo korzystną propozycję. Jak to się dla niej skończy?
”Niektórzy próbują niszczyć mnie od środka, nieświadomi tego, że sama zrobiłam to już dawno”.
Uciekaj. To były jego ostatnie słowa. Uciekaj, Jane. Jednak była za młoda by zrozumieć. Zrozumieć do czego może doprowadzić jej decyzja.
„— Zawsze pomagam przyjaciołom… Nawet takim, którzy zmienili się nie do poznania — ostatnie zdanie bardziej wyszeptałam pod nosem.”
„Abrazo znaczy przytulas… […] Będziesz się mógł do niego przytulić, gdy będzie ci smutno, albo będziesz się bał. Zastąpi ci mnie… Gdy mnie już nie będzie…”

























