„I was drowning in this red sea, and my screams echoed hollowly from the walls, It turned out that it was a bit too long.”
„I was drowning in this red sea, and my screams echoed hollowly from the walls, It turned out that it was a bit too long.”
Brutalny, delikatny i kruchy. Jeden gwałtowny ruch, a wszystko runie jak domek z kart. Lecz on nie miał już siły, stracił nadzieję. Stracił już wszystko, co należało do niego.
Nic po dawnej mnie nie zostało, kiedyś to tak nie bolało. Bańka szczęścia pękła, upadła nadzieja – nikt mnie już w całość nie pozbiera.
Papier, tusz i wena Sięgnij po papier, zamocz go w słowach Weź cienkie pióro, napisz co siedzi artystom w głowach, chmury latają, zebry biegają, opisz wszystko słowo po słowie.
„Tańczysz teraz w niebie z aniołami, Biegasz po łąkach wypełnionych kwiatami. Wieczne światło okala twą twarz, Bo już pokonałaś ciemny korytarz, Gdy po oczu zamknięciu nim ruszyłaś.”
Szelest sukni, stukot obcasów. Zmieszane oddechy, perfumy. Wymienione spojrzenia oddechy… Dłoń do dłoni. Ciepło do zimna. Czerwień do bieli. Jesteś mój.
Zamknęłam drzwi, nie trzaskiem, nie wrzaskiem. Zamknęłam je ciszą, której nie chciałeś słyszeć.
Kto raz przekroczył Styksu nurt chłodny, ten już nie wraca — to los nieuchronny…
Nie musisz być silna, wystarczy, że jesteś. Popękana dusza, to wciąż dusza jeszcze.
Chciałbym latać, mieć skrzydła i uciec od bólu. W wyobraźni jestem królem wróżek – tam nie ma igieł, łez ani samotności, tylko światło i wolność.
A jednak, gdy zamykam oczy, twoja obecność jest tak bliska, jakby śmierć nie miała prawa odebrać wszystkiego.
„Nie tak miało być, w dzieciństwie strzelałem wodą, a dziś – świat rozdziera głos, który mówi: „Idź i walcz.” Nie chcę być żołnierzem, nie chcę przelewać prawdziwej krwi.”
„Gdy pierwszy raz go ujrzałam w blasku. W zbroi jak ogień, w spojrzeniu brzasku. Serce me drgneło, bez słowa – bez tchu.”
Moje usta się błyszczały jak lipcowe czereśnie, chciałam abyś został, lecz wyszedłeś za wcześnie.
„Moje łuski są kuloodporne, pójdę z tobą na każdą wojnę. Nie martwię się, co zostanie po mnie – martwi mnie, co zostanie po tobie.”
A choć postaci wielu pamięć ludzka tłamsi, Bo po cóż czcić przeciągle, gdy zniknęli tamci, Dwójka ostańców boskich nadal młoda siedzi, Ludzkiej z niebieskich wyżyn przewodząc gawiedzi.
Teraz widząc deszcz będę go pozdrawiać od Ciebie. Za każdym razem widząc gwiazdy na ciemnym niebie…