Kaptur na głowie, bo w tym świecie łatwiej być cieniem, niż tłumaczyć, dlaczego wciąż czuję za dużo.
Kaptur na głowie, bo w tym świecie łatwiej być cieniem, niż tłumaczyć, dlaczego wciąż czuję za dużo.
Tęsknię za tymi czasami,/Bo wtedy wszystko było inne –/W jakiś dziwny, nienaturalny,/Sposób proste. Bez zbędnych gierek,/Bez sztuczności i gorzkich przeżyć.
❝Tego dnia niebo spadło na mnie. Odłamki chmur potoczyły się, rozprysły i poraniły me ręce i nogi.❞
~ Chciałabym, żebyś zdradzał mnie za plecami. Wmawiał kłamstwa raz za razem, wspólne chwile zostawił zdjęć bolesnymi postaciami. Chciwie przepełnił mnie nieznośnym żalem. ~
Widzę tylko jak palą się światłem te z zimnego szkła witraże. I gdy leżę w ciszy, gdy serce odpoczywa, jej śpiew jak mantra mnie do siebie wzywa. Nie chcę jej słuchać, błagam by przestała…
W wazonie znów gnije ta biała lilija, blask dnia w cieniu powoli się zmywa. To, co żyło, w mroku się teraz wije, bo ogień pochłania tylko lilije.
Me myśli mijają się z sensem, gdy wątpliwości przybywa. Czy na to serce zasługuję? Czy miłość jest sprawiedliwa?
W lustrze widzi odbicie obce i dalekie, staje się powoli czasu ściekiem. Wszystkie pragnienia, co kiedyś płonęły, dziś w mroźnej ciszy dawno już zasnęły.
Krążyłam krótko i bez skutku wszelkiego, byłam pewna upadku swego. Do tej pory żyć to trud ogromny, bawię się niechlubnie w literackie metafory.
Nie mogę zapomnieć o niezagojonych ranach O lukach, w których szukałam ciebie do rana
Nie proszą o wiele, tylko o jeden dar: by pozwolić im żyć, tak jak żyć chcemy my sami wciąż.
Mroczny wiersz o ambicji, która prowadzi do upadku – o przekraczaniu granic, utracie sumienia i samotności na szczycie, gdzie zwycięstwo okazuje się pustką.
W filiżance drzemie smoła, gęsta i gorąca, nie to co nijaki trunek, gardło trujący, wciąż niewystarczający. Budzi zmysły dymnym aromatem, gdy poranek jeszcze śpi.
Gdy znów mnie spotka ta biała droga, Co lśni jak gwiazdy, jasna i złoga, Nie zawracając, wpadnę w Utopię, Gdzie własny grób swym skarbem wykopie.
„Chcę porozmawiać o tych słowach // które na zawsze pozostały tylko w naszych głowach”
Najpierw sprawdź, czy koniec świata ma aktualne oprogramowanie. Jeśli nie – zaktualizuj je w nocy, gdy wszyscy śpią i nikt nie dostrzega, że coś się wali.
,,Dziś znów dusi mnie papierosa dym, odurzasz mnie zapachem tym. Śmiejesz się, jakie to zabawne – pragniesz na własne oczy zobaczyć jak upadnę.”
Wiersz o tych wyjątkowych zimowych dniach, które były niezapomniane oraz zmieniły postrzeganie świata.
Szukam zbawienia wciąż w tym samym miejscu, licząc koraliki dzień po dniu. Każdy z nich jak wspomnienie, każdy jak ciężar mojej winy. Wybacz mi, Panie.