Potem była paniczna ucieczka w głąb lasu. Znowu przyjazny głos, Jagger ufnie wtulił pysk w dłoń nowego człowieka, woń świeżego mięsa.
Potem była paniczna ucieczka w głąb lasu. Znowu przyjazny głos, Jagger ufnie wtulił pysk w dłoń nowego człowieka, woń świeżego mięsa.
Twe oczy – ducha pełne, panny obłapiają biegle. A jednak nić szmaragdu w nich utknęła Czyżby miłość ją tam zaklęła?
Szukam zbawienia wciąż w tym samym miejscu, licząc koraliki dzień po dniu. Każdy z nich jak wspomnienie, każdy jak ciężar mojej winy. Wybacz mi, Panie.