– Bryce – krzyczy Alison. Amy nawet na mnie nie spojrzała. Może to widziała. Chociaż nie wiem. Pewnie wyszła jeszcze przed końcem lunch’u, bo zawsze praktycznie jadła szybciej niż inni.
Istnieć nie znaczy żyć… Ja istnieję. Ale nie żyję. Bo wszystko straciłam. Wszystko, oprócz James’a. Ale i to przeminie. Wiem to. Z chorobą nie ma żartów…