Nie jestem duchem w tym pokoju. Nie rozpuszczam się w powietrzu, nie znikam, gdy robi się niewygodnie.
Pieśń ta ukoi Twą duszę, nim w jej objęciach umrzesz, najpierw za nią do wody, a potem z duchami pójdziesz.
Uczę się mówić o bólu, nazywać rzeczy po imieniu. Nie po to, by ktoś mnie ocenił, nie po to, by ktoś mnie naprawił – ale po to, bym w końcu usłyszała siebie.
Nie chcę być już szeptem. Nie schowam już słów. Bo mój głos jest narzędziem, co rozcina kłamstwa na pół.