Tyle lat wyzwisk. Tyle litrów łez wylanych przez niego. Tyle ton smutku pomieszanego z bólem, nadanych jego imieniem. Tyle nienawiści leżącej w sercu. Czy to wszystko może zamienić się w miłość?

— Obliviate — powiedział z oczami pełnymi łez. — Choć ty zapomnisz, ja zawsze będę cię pamiętał. I twoje usta, które jak pokutę wypowiadały moje imię.
Blondyn ze stalowymi tęczówkami mógł liczyć tylko na nadzieję. Ostatnią nadzieję. Bo to właśnie ona umiera jako ostatnia.
Przez lata nakłaniana do zmiany, zmuszana do czynów, których nie chciała popełniać w końcu ulega, poddając się woli rodziny…










