Nie jestem duchem w tym pokoju. Nie rozpuszczam się w powietrzu, nie znikam, gdy robi się niewygodnie.
Miłość do mnie nie polega na ratowaniu. Polega na uważności. Na tym, że nie wyrywasz stron, które są niewygodne.
Spaliłeś nas, nie ogniem złości, ale brakiem walki. Nie zdradą, lecz tym, że pozwoliłeś mi odejść bez słowa.
Bo kości zrobione z łagodnego buntu nie łamią się łatwo. Uczą się trwać, nawet wtedy, gdy świat cię nie słyszy.
chowałam słowa w kieszeniach, bo mogłabym nimi przeszkadzać
Uczę się mówić o bólu, nazywać rzeczy po imieniu. Nie po to, by ktoś mnie ocenił, nie po to, by ktoś mnie naprawił – ale po to, bym w końcu usłyszała siebie.
Nie chcę być już szeptem. Nie schowam już słów. Bo mój głos jest narzędziem, co rozcina kłamstwa na pół.
nie powiedziałam tego na głos, ale nadal we mnie żyło.