
Przy pomocy wpisów możesz zadać autorowi pytanie, pochwalić go, poprosić o pomoc, a
przede wszystkim utrzymywać z nimi bliższy kontakt. Pamiętaj o zachowaniu kultury,
jesteś gościem :) *Jeśli chcesz odpisać konkretnej osobie, użyj funkcji " Odpowiedz" - osoba ta dostanie powiadomienie* ×









ericius
AUTOR•kolejka emerytów na badania to moja nowa trauma, i swear. czemu zawsze w tych kolejkach muszą być jakieś przepychanki i kłótnie. dziś stoje półtorej godziny, już mam wchodzić, a nagle zrespia się babka, która twierdzi, że jest bez kolejki (dlaczego? ona nie musi się tu nikomu tłumaczyć), stwierdza, że wejdzie ze mną, bo tak, po czym jak jest moja kolej to dosłownie wbiega i zatrzaskuje mi drzwi przed nosem. a ja tylko grzecznie badania musiałam sobie zrobić. warszawka.
na mojej wsi wcale nie lepiej, bo niby są godziny, ale naprzychodzi niezapisanych ludzi, a jak o 7.40 mam wchodzić na moją 7.25 to wpierdziela się przedemnie jakaś pani na 7.30 krzycząc, że się spieszy do pracy, a za nią kolejna, bo ona tylko oddać próbkę i oczywiście może sobie wejść poza kolejką, bo jest z pielęgniarką na ty. potem wychodzę po swoim badaniu, a ta sobie siedzi i gapi się w telefon, tak się do pracy spieszy. nie idzie wytrzymać z tymi ludźmi.
plusy są takie, że do mojej przychodni przyszła wreszcie dobra lekarka i zapisałam się do jakiegoś gastrologa na za parę dni z jej polecenia, prywatnie ofc. ale wychodzi na to, że ci psychiatrzy na których tak się narzeka wcale nie są tacy najdrożsi, bo taki gastrolog bierze 320-450zl za wizytę, więc chyba wcale nie lepiej. tak wiem, znowu narzekam na to samo
Escada
@ericius receptę załatwię bez wizyty, gorzej ze skierowaniem i samą wizytą 😅
80Ramone
@ericius geeez, tragedia… aż mi się przypomniało, jak sama byłam u rodzinnego, a do gabinetu obok była kolejka na 4 osoby, sami emeryci i prawie się pobili parasolami, bo ten przyszedł wcześniej, a ten ma na taką godzinę… a jak moi dziadkowie gdzieś idą to słyszę jeszcze lepsze historie
ericius
AUTOR•ostatnio sporo zajmowałam się sprzątaniem, a to strych nad garażem, a to taki typowy składzik w domu albo trochę zajmowałam się pudłami po przeprowadzce, które od trzech lat stoją upchnięte w garażu, rzeczy zabrane, bo trzeba opróżnić mieszkanie, ale niezbyt potrzebne do życia, więc tak stoją. przez to wszystko uderzyły mnie trzy myśli.
pierwsze, co przychodzi to okropne przytłoczenie ilością tych rzeczy. widzisz parę metrów sześciennych rzeczy niepotrzebych albo potrzydających się ze dwa razy do roku, które dobrze by było uporządkować i masz ochotę stamtąd uciec albo się popłakać. przeszkadza chaos, przeszkadza zajęta przestrzeń, przeszkadza, że większość tego się po prostu marnuje. p******** kapitalizm każe nam ciągle produkować, zwiększać ilość, wydajność, zarabiać pieniądze. tylko nasuwa się pytanie po co nam do cholery to wszytsko, skoro nam się już k**** nie mieści. patrzysz na karton rzeczy, które zastąpiłaś nowymi, bo miałaś ochotę i najchętniej chciałabyś, żeby nie istniał, ale jedyne co można zrobić to sprzedać, wyrzucić albo trzymać dalej. po tym wszystkim mam chęć zostać skrajną minimalistką chociaż wiem, że mi się to nie uda na ile bym chciała, mogę tylko próbować.
uderza też jakość, szczególnie ubrań. to wszytsko jest z roku na rok coraz gorsze i nie mam na myśli tylko skrajnie patologicznego fast fashion. nowe ciuchy z drogich sieciówek mi się dosłownie rozpadają, a ubrania moich rodziców mają się super, mimo że w znacznej części są starsze niż ja. znalazłam ostatnio w szafie dwudziestoletni sweter mojej mamy, z sieciówki, 100% akryl i jakimś cudem ma się lepiej niż mój akrylowy sweter kupiony zimą po trzech praniach. na matury chodziłam w marynarce od mamy, mam jej skórzaną torebkę, a moja siostra chodzi w jej spodniach z czasów jak poznała naszego ojca. tak sobie ostatnio pomyślałam, że ja większości moich obecnych ciuchów mojej potencjalnej córce dać nie będę mogła, bo to się zwyczajnie nie będzie nadawać. staram się kupować sensowne rzeczy, część sklepów omijam szerokim łukiem, bo chcę tego trochę poużywać, ale coraz częściej po prostu się nie da. znów p******** kapitalizm, któremu lepiej opłaca się wyprodukować coś, co trzeba będzie zaraz wymienić niż dobre jakościowo rzeczy. i nikt mi nie wmówi, że eko skóra jest lepsza dla środowiska, jedynym problem jest tu natury etycznej.
a w ogóle zrobiła się ze mnie przez to wszytsko strasznie sentymentalna p****. strasznie dużo myślę o przeszłości nie mogąc pozbyć się wrażenia, że kiedyś było jakoś lepiej. i tyczy się to większości momentów mojego życia, mimo że niektóre były obiektywnie rzecz biorąc gorsze niż teraz. ale ja jestem na tyle popaprana, że z sentymentem patrzę dosłownie na wszytsko. ostatnio chciałam zrobić sobie podsumowanie liceum w notatkach z podziałem na lata, bo lubię takie rzeczy dla siebie. po pierwsze to uświadomiłam sobie, że ogólnie rzecz biorąc był to dość parszywy czas. spotkało mnie bardzo dużo dobrych rzeczy, ale jednocześnie przeżyłam chyba 5 epizodów depresji i płakałam trzycyfrową ilość razy. chociaż nie czuję, żebym cokolwiek straciła, imprezowanie, bycie popularną i robienie szalonych rzeczy chyba jest nie dla mnie. zresztą głupio by było nazywać najlepszym okresem życia czasy, gdy było się dość głupim, niedoświadczonym i miało totalnie niedokształcony do końca płat przedczołowy. w ogóle lata nastoletnie są pod tym względem strasznie śmieszne, bo najpierw coś robisz będąc święcie przekonanym, że to dobry pomysł, a za jakiś czas zastanaiasz się jakim cudem powstał ci w głowie taki tok myślowy.
mój mózg też zaczął od razu krzyczeć, że najlepsza była trzecia klasa. trzecia klasa była bardzo dziwnym okresem życia, zdecydowanie pełnym lęku i overthinkowania, wydarzyło się mnóstwo rzeczy, bardzo dla mnie emocjonalnie naładowanych i to niestety w negatywny sposób. z jakiegoś powodu po czasie lepsze wydają mi się te momenty, gdzie dużo się działo, bezwzględu na to czy dobrze czy źle niż znośny, ale ciągnący się jak guma marazm.
wiem, rozpisałam się. chyba ostatnio za mało przebywam z ludźmi, którzy rozumieją moje randomowe wywnętrzanie się. jeśli ktoś dotrwał do końca to jestm wdzięczna. trzymajcie się cieplutko <3
Chiaraa
Kurczaki, dużo z treści wpisu, to jakbym ja sama pisała (siedzisz mi w głowie?). Powiem Ci, co a propos tych kartonów i porządkowania dopiero daje w psyche, sprzątanie po zmarłych rodzicach…Ja "przerobiłam" ten temat po Mamie i zryło mi głowę mocno (byłyśmy bardzo związane).
80Ramone
@ericius omg zgadzam się, tych rzeczy jest po prostu za dużo, jakby się nie dało korzystać z tego, co już jest… ja akurat nie umiałabym w minimalizm, ale niech te graty przynajmniej mają jakiś sens..
Z ubraniami też racja, mam takie fajne spodnie, no nie dłużej niż 2 lata i ciągle muszę je szyć, tylko dlatego, że w nich chodzę… za to mam też kilka koszulek, które pamiętają jeszcze 3 klasę podstawówki i pomijając kilka ubrudzeń, to są idealne
Liceum to ogólnie dziwny czas, gdzie niby wiemy, ale w sumie to nie. U mnie najlepsza była 1 klasa, tyle że wtedy ze mną było najgorzej i nawet tego nie czułam :/
No i jasne, że nic nie straciłaś, bo robiłaś masę innych fajnych rzeczy :D może kiedyś było lepiej, bo już wiemy, jak było i że teoretycznie mogłoby być gorzej, sama nie wiem
Uwielbiam Twoje wpisy, co prawda zwykle jestem tu z opóźnieniem, ale serio świetnie o tym wszystkim piszesz <3
ericius
AUTOR•służba zdrowia jest jak:
mam przewlekłą, autoimmunologiczną chorobę jelit (WZJG jakby ktoś był ciekawy). odkąd mi to zdiagnozowali 8 lat temu dali mi leki i wszystko było super, nawet odstawiłam immunosupresję po 4 latach. skończyłam 18 lat, pożegnałam swój naprawdę dobry szpital i dostałam skierowanie na dorosłych. poszłam do jakiejś młodej lekarki, było wszystko okej, więc nawet nie musiała specjalnie się wykazywać, dała jakieś badania, jak wyjdą dobrze do zobaczenia za rok. wyszły dobrze, ale dwa miesięce minęły, a mój układ pokarmowy zaczął o**********, może z przeciążenia psychicznego przed maturami, może z innej okazji. gastrolożka zaginęła w akcji, zapisać przez telefon się tam nie da, bo ciągle wysyłają pod inny numer. poszłam do lekarza w mojej przychodni, jedyna sensowna lekarka stamtąd zniknęła, został jeden, który jest kiepski podobno i jakiś świeżo po studiach. poszłam do tego młodego, facet kompletnie zdezorientowany, dał mi badania, ale wyszły okej, więc dalej dezorientacja, patrzy na mnie pytająco u mówi, że może da mi antybiotyk na jelita albo żebym może zwiększyła moje leki o połowę licząc, że mu sama coś powiem, ledwo pełnoletnia dziewczyna, co z mamą przyszła… dalej próbuję się zapisać w szpitalu, tym razem osobiście z jednej rejestracji odsyłają do jakiegoś sekretariatu, gdzie babka opieprza moją mamę, o to jak nam lekarka kazała się zapisać i łaskawie wpisuje wizytę na październik. szybciej się nie da, jakby coś się działo to na SOR. spoko, czyli mam sobie tak siedzieć i czekać narażając się na pogorszenie w stylu bóle brzucha uniemożliwiające życia, latanie do łazienki po kilkanaście razy na dzień albo krwotoki? not funny at all.
wygląda na to, że będę musiała iść prywatnie, ale nawet nie wiem gdzie bym mogła, a po paru ostatnich wizytach prywatnych w różnych branżach mam wrażenie, że ci tam powiedzą cokolwiek, byle kasę dostać i do widzenia. nie mam problemu, żeby zapłacić komuś kto mi pomoże, ale jak mam iść po to, żeby mi wciskali usilnie leki na sen, pierdzielili o swoich dzieciach i wnukach albo chcieli wlepić półroczny antybiotyk na bakteryjne zapalenie mieszków włosowych, którego nie mam to ja dziękuję
ericius
• AUTOR@irritator ma to sens, będę musiała kogoś poszukać
80Ramone
@ericius geez, trzymaj się tam, mam nadzieję, że to się szybko rozwiąże… nie sądziłam że to powiem, ale już nawet moją neurolog było łatwiej znaleźć, a też był cyrk, bo nikt nie chciał przyjąć dziecka lat 15
Oby ta fajna jednak się odezwała..
ericius
AUTOR•autopromocja
zapraszam na vinted, wystawiłam właśnie parę fajnych rzeczy w tym handmede mojego autorstwa także jakby ktoś chciał zerknąć to zapraszam.
tylko nie piszcie tam jak do mnie, bo mam konto wspólne z siostrą, więc może mieć trochę mindfucka jak to ona będzie odpisywać
https://www.vinted.pl/member/192874805-ericiuseri
ericius
AUTOR•absolutnie uzależniłam się od oglądania „love is blind” u Prostracji i zastanawiam się jak żyć do kolejnej niedzieli w oczekiwaniu na następny odcinek. niby bym mogła na chwilę pożyczyć netixa chłopaka mojej siostry i obejrzeć to sama, ale nie zdzierżyłabym oglądania tego typu programu tak na sucho, to jest bez dobrego komentatora. w sumie tego typu programy u Prostracji, streszczenia gównianych romansów albo podcasty związkowe typu besties, idiotki i ten Dramci to moje very guilty pleasure… ale tak dla kontrastu nie cierpię typowych rom-comów i dosłownie jedyny jaki lubię to „10 Things I Hate About You”, wczoraj się dowiedziałam, że to jest inspirowane „Poskromieniem złośnicy” Szekspira, więc to może trochę wyjaśnia.
tak musiałam poyappować o romansidłach
ericius
• AUTOR@Layvere a to oglądałam kiedyś, też fajne było
Madonna.
@ericius
Czytam podczas oglądania haha
Też uwielbiam jej odcinki