Patryk

ericius

Patryk

ericius

imię: jul

miasto: gdzieś pomiędzy

www: spotify.com

o mnie: przeczytaj

1162

O mnie

just a sad girl listening to the smiths. or maybe not that sad…

🥀🐈‍⬛🫀

homo studiis deditus, po godzinach artystka amatorka. pisanie jest moją terapią, a poza tym nęka mnie jakaś ogólna potrzeba tworzenia, więc jak tylko mam czas szydełkuję, robię... Czytaj dalej

Ostatni wpis

ericius

ericius

it’s middle of June guys właściwie jak słyszę gdzieś tę piosenkę to kojarzy mi się ... Czytaj dalej
Przy pomocy wpisów możesz zadać autorowi pytanie, pochwalić go, poprosić o pomoc, a przede wszystkim utrzymywać z nimi bliższy kontakt. Pamiętaj o zachowaniu kultury, jesteś gościem :)

*Jeśli chcesz odpisać konkretnej osobie, użyj funkcji " Odpowiedz" - osoba ta dostanie powiadomienie* ×

Zaloguj się, aby dodać nowy wpis.

Ostatni wpis autora: Wyświetl wpisy autora
ericius

ericius

AUTOR•  

it’s middle of June guys
właściwie jak słyszę gdzieś tę piosenkę to kojarzy mi się przede wszytskim z moim pobytem na rehabilitacji w 2022, nie z żadną moją mniej lub bardziej poważną miłostką. dziwne to były czasy, jeszcze w szpitalach mieli restrykcje covidowe, więc siedzieliśmy tak poniekąd odcięci od świata parę tygodni, w pewnym momencie z rodzicami nawet nie można było się zobaczyć. ale z racji na to, że trafił się skład oddziału 11/10 to nawet to wyszło na plus. strasznie często myślę o tych ludziach jak na to, że wielu nie widziałam 4 lata, parę osób potem jeszcze spotkałam na dłużej lub krócej, a teraz tylko ktoś napisze na grupie raz na parę miesięcy, żeby powspominać. szczerze to tamten miesiąc został wysoko na liście „najlepszych momentów życia” i chyba nie tylko mojej. tak czy siak wciąż uwielbiam tych ludzi, chociaż pewnie strasznie się pozmieniali i połowa już jest „dorosła”.
ale do meritum, był wtedy z nami na oddziale taki chłopak z Czeczeni, nie do końca rozumiał po polsku, ale strasznie ikoniczny był z niego człowiek. poza swoimi odpałami miał też skłonność do puszczania rzeczy w zapętleniu, a to jakiś fragment filmu, a to „Fairytale”, które w pewnym momencie doprowadzało do szewskiej pasji dosłownie wszystkich, łącznie z pielęgniarkami, no i to „Heat Waves” nieszczęsne też bardzo lubił. dlatego teraz nadal kojarzy mi się z tamtym latem, nie z żadną konkretną osobą, przez którą nie mogę spać. chyba, że z moim pierwszym crushem, którego wtedy poznałam, a on zaczął latać za inną, która finalnie go olała… ale to dopiero czwarta z kolei myśl
i know, i’m bloody sentimental bitch, także od czasu do czasu muszę sobie popierdzielić o randomowych rzeczach z przeszłości

Odpowiedz
9
Arenava

Arenava

@ericius jestem z tobą w byciu sentymentalną osobą🤝 akurat mi ta piosenka kojarzy się z konkretną osobą, na której bardzo mi zależało i wielokrotnie próbowałam rozwiązać problemy, jakie między nami zaistniały, a koniec końców zostałam zghostowana mimo wielu zapewnień, że jeśli coś będzie nie tak albo będzie miał mnie dość, to powie (Xd). jak na ironię poznaliśmy się na początku czerwca i potem rozmawialiśmy codziennie przez kilka miesięcy, take me back to 2024 so i can ghost him first

Odpowiedz
Wszystkie wpisy:
ericius

ericius

AUTOR•  

byłam na koncercie, Myslovitz i Kult. z jakiegoś powodu zawsze jak się wybieram na koncert to w jakichś dziwnych okolicznościach. rok temu byłam dokładnie w tym samym miejscu z M na Pidżamie Porno. zanim wyszłam z domu aż się trzęsłam ze stresu, bo była szansa, że go spotkam.
Myslovitz było cudowne, nadal jestem zdania, że na żywo nie mają podjazdu do płytowych wersji. mamy tylko obawę, że w animacjach z tła maczało palce ai :(
zagrali „W deszczu maleńkich żółtych kwiatów”, co podobno rzadkość na ich koncertach. ale to dobrze, kocham tę piosenkę. „Długość dźwięku samotności” Przemek zapowiedział słowami „do hymnu”, szalone, ale właściwie bardzo trafne. strasznie liczyłam na „Nienawiść”, ale niestety nie zagrali. zagrali za to „Dla Ciebie” tylko, że dopiero na bis. dwa lata temu byłam na moim pierwszym Myslo i zadedykowałam w głowie tę piosenkę M, mimo że znaliśmy się miesiąc i okazała się tak cholernie prawdziwa…
ze sceny zeszli do „Heroes” Bowiego, które wprost ubóstwiam, więc byłam zachwycona <3
wracając do M, bo cóż, to nie koniec tej historii, zaczął się Kult, a my przemieściłyśmy się, żeby nie wpaść w środek pogo. (autentycznie jestem pod wrażeniem, ża Kazik mimo wieku ma nadal tak niesamowity głos.) mam z Kultem taki problem, że nie bardzo umiem skojarzyć piosenki z ich tytułami, w każdym razie gdzieś podczas trzeciej wyrósł dwa kroki ode mnie jakiś chłopak, cholernie znajomy. gdyby nie pokręcone włosy byłabym pewna, że to M. a potem uświadomiłam sobie, że gdzy przyszłam dopiero co przestało padać, idealne warunki, żeby długie włosy się podkręciły. miałam straszną ochotę złapać go za ramię i spojrzeć mu w twarz upewniają się czy to on. mówię, a raczej krzyczę do ucha przyjaciółce, że to chyba M albo mam schizofrenię. zażartowała, żebym się nie martwiła, w razie co go pobijemy. ubrany w prawdzie nie do końca w jego stylu, ale chyba miał podobną bluzę, a twarz z profilu i wszystko inne były identyczne. z profilu, bo mimo że przez tak długo dzieliły nas nie więcej niż trzy kroki nie złapaliśmy nawet na sekundę kontatku wzrokowego. może robił to specjalnie, może mnie nie widział, a może to nie był on. kiedyś obiecałam sobie, że jeśli go kiedykolwiek spotkam to nie zacznę rozmowy pierwsza, więc po porstu poszłam do wyjścia, gdy przyszedł czas.
jeśli mam być szczera to poczułam straszną ulgę. po pierwsze dlatego, że mogłam stać obok niego, cieszyć się z „Baranka”, „Nie pytaj o Polskę” i co tam jeszcze grali, żyć spokojnie swoim życiem nawet jeśli stał mi przed nosem. chyba werszcie poczułam, że jestem wolna od tej przykrej i bolesnej historii, że wreszcie poszłam dalej. po drugie, bo wygląda na to, że z nim w porządku. był sam, ale wyglądało na to, że nie było z nim źle, dużo lepiej niż przez ostatnie cztery miesiące naszej znajomości.
żeby było zabawniej to na koniec musiałam się zgubić, sama w środku nocy, na obrzeżach miasta.
ale było z*********, może nie tak idealnie jak na moim pierwszym Myslo, ale wydarcie się z tłumem do emocjonalnych piosenek ma w sobie coś magicznego i oczyszczającego. muszę częściej chodzić na koncerty, bo raz na rok to trochę marny wynik.

Odpowiedz
9
irritator

irritator

@ericius omg miałam iść na dni Ursynowa 😭😭 w sensie byłam, rozważałam czy zostać na Myslovitz bo mega chciałam ale już zdychalam, więc się zwinęlam, a też się bałam że spotkam pewnych ludzi xd. Często tu są na tej jakże wybitnej imprezie kulturowej, już chyba dwa razy byli, to był trzeci jak pamiętam, więc jeszcze kiedyś się załapie pewnie XD. Cieszę się że fajnie było!!!

Odpowiedz
1
Eisou

Eisou

@ericius OMGGG KOCHAM MYSLO I KULT!! Ale super że byłaś na koncercie i że było fajnie ^-^

Odpowiedz
1
pokaż więcej odpowiedzi (1)
ericius

ericius

AUTOR•  

Gilbert Blythe jest miłością mojego życia and u can’t change my mind
jak byłam mała to jedna z moich ciotek dała mi odtwarzacz mp3, na start pobrała mi tam parę piosenek, teraz nawet nie bardzo pamiętam jakich i co ważniejsze dwa „audiobooki”, a właściwie słuchowiska radiowe, jak w 8 klasie się dokopałam, Teatru Polskiego Radia z końca lat 70. „Ania z Zielonego Wzgórza” i „Ania z Avonlea” czytane z podziałem na role, z efektami dźwiękowymi. słuchałam tego jakieś milion razy, będąc dzieckiem i będąc już starsza. pierwszą część znam przez to praktycznie na pamięć, jestem go tych tworów ogromnie przywiązana i dla mnie to jedyna słuszna interpretacja dźwiękowa.
kocham głos Ani młodszej, starszej i to jaka jest. Gilbert, mój ideał mężczyzny, przede wszytskim inteligentny przy czym bardzo wrażliwy i ma tu taki przepiękny głos. Maryla jest cudowna trochę jak moja już nieżyjąca babcia, a pani Linde bardzo mi przypomina taką moją też już zmarłą już sąsiadkę, jej koleżankę, charakterną i trochę przemądrzałą. mój faworyt pan Harrison jest tak z@jeb!sty, że nie da się tego opisać słowami. właściwie to mogłabym coś w tym stylu powiedzieć o absolutnie każdym, bo te postacie są wykreowane idealnie w punkt pod każdym względem, jakby właśnie wyskoczyły z książki opowiedzieć o swoich przygodach.
odkopałam to ostatnio, bo odtwarzacz sprzedałam, ale przypomniało mi się o tym słuchowisku i po prostu musiałam je sobie zostawić. oczywiście nie mogłam się powstrzymać od posłuchania chociaż kawałka przy zgrywaniu, bo po raz ostatni tego cudu audiografii słuchałam ze trzy lata temu. po pierwsze uderzyła mnie okropna nostalgia, po drugie znów zaczęłam simpować do Gilberta, a po trzecie przypomniało mi się, że kiedyś odkryłam, że jest tego wicej części (bo cała seria o Ani liczy z 7 tomów) i wtedy znalazłam tylko jeden.
pogrzebałam trochę w internecie i udało mi się pobrać jeszcze 3. „Ani z Szumiących Topoli” brak, ale chyba w takiej wersji ten tom nie istnieje, co może nie jest aż takie dziwne, bo ta część o ile dobrze pamiętam ma formę epistolarną. w każdym razie cieszę się jak dziecko, bo ta seria jest dla mnie baaardzo ważna i do tego będę miała zajęcie na najbliższe parę dni mojego obecnego pół-bezrobocia.
(a jak ktoś zna Gilberta Blythe to może go dla mnie porwać, zapłacę i dostanie w pakiecie moją dozgonną wdzięczność)

Odpowiedz
8
Chiaraa

Chiaraa

@ericius to zupełnie oddzielna powieść, którą totalnie wielbię i co jakiś czas sobie ją przypominam. Niedawno dostałam w prezencie najnowszy przekład i leży sobie przy łóżku, ot tak, żebym mogła do niej sięgnąć ;) Polecam!!!

Odpowiedz
1
80Ramone

80Ramone

@ericius czytałam tylko pierwszą część i pamiętam że mi się podobała, ale to było jako lektura więc troszkę olałam… ale takie słuchowiska, damnn, ja miałam jakieś o Bożym Narodzeniu, aczkolwiek słuchałam tego cały rok i wszystkich wkurzałam xD
Już nie mówiąc, że kiedyś pomagałam mamie posprzątać w jej robocie, znalazłam moje stare płyty z piosenkami z Disneya i wszystkie znowu przytargałam do domu….

Odpowiedz
1
pokaż więcej odpowiedzi (5)
ericius

ericius

AUTOR•  

jeszcze wam pokażę dinozaura na prezent dla mojego siostrzeńca (obawiam się, że wyszedł podobnej wielkości, co sam siostrzeniec, hah)

Odpowiedz
10
ericius

ericius

•  AUTOR

@Eisou @mellien dziękii <3

Odpowiedz
2
80Ramone

80Ramone

@ericius genialnyyyy

Odpowiedz
1
pokaż więcej odpowiedzi (6)
ericius

ericius

AUTOR•  

kolejka emerytów na badania to moja nowa trauma, i swear. czemu zawsze w tych kolejkach muszą być jakieś przepychanki i kłótnie. dziś stoje półtorej godziny, już mam wchodzić, a nagle zrespia się babka, która twierdzi, że jest bez kolejki (dlaczego? ona nie musi się tu nikomu tłumaczyć), stwierdza, że wejdzie ze mną, bo tak, po czym jak jest moja kolej to dosłownie wbiega i zatrzaskuje mi drzwi przed nosem. a ja tylko grzecznie badania musiałam sobie zrobić. warszawka.
na mojej wsi wcale nie lepiej, bo niby są godziny, ale naprzychodzi niezapisanych ludzi, a jak o 7.40 mam wchodzić na moją 7.25 to wpierdziela się przedemnie jakaś pani na 7.30 krzycząc, że się spieszy do pracy, a za nią kolejna, bo ona tylko oddać próbkę i oczywiście może sobie wejść poza kolejką, bo jest z pielęgniarką na ty. potem wychodzę po swoim badaniu, a ta sobie siedzi i gapi się w telefon, tak się do pracy spieszy. nie idzie wytrzymać z tymi ludźmi.
plusy są takie, że do mojej przychodni przyszła wreszcie dobra lekarka i zapisałam się do jakiegoś gastrologa na za parę dni z jej polecenia, prywatnie ofc. ale wychodzi na to, że ci psychiatrzy na których tak się narzeka wcale nie są tacy najdrożsi, bo taki gastrolog bierze 320-450zl za wizytę, więc chyba wcale nie lepiej. tak wiem, znowu narzekam na to samo

Odpowiedz
9
Escada

Escada

@ericius receptę załatwię bez wizyty, gorzej ze skierowaniem i samą wizytą 😅

Odpowiedz
1
80Ramone

80Ramone

@ericius geeez, tragedia… aż mi się przypomniało, jak sama byłam u rodzinnego, a do gabinetu obok była kolejka na 4 osoby, sami emeryci i prawie się pobili parasolami, bo ten przyszedł wcześniej, a ten ma na taką godzinę… a jak moi dziadkowie gdzieś idą to słyszę jeszcze lepsze historie

Odpowiedz
1
pokaż więcej odpowiedzi (3)
ericius

ericius

AUTOR•  

ostatnio sporo zajmowałam się sprzątaniem, a to strych nad garażem, a to taki typowy składzik w domu albo trochę zajmowałam się pudłami po przeprowadzce, które od trzech lat stoją upchnięte w garażu, rzeczy zabrane, bo trzeba opróżnić mieszkanie, ale niezbyt potrzebne do życia, więc tak stoją. przez to wszystko uderzyły mnie trzy myśli.
pierwsze, co przychodzi to okropne przytłoczenie ilością tych rzeczy. widzisz parę metrów sześciennych rzeczy niepotrzebych albo potrzydających się ze dwa razy do roku, które dobrze by było uporządkować i masz ochotę stamtąd uciec albo się popłakać. przeszkadza chaos, przeszkadza zajęta przestrzeń, przeszkadza, że większość tego się po prostu marnuje. p******** kapitalizm każe nam ciągle produkować, zwiększać ilość, wydajność, zarabiać pieniądze. tylko nasuwa się pytanie po co nam do cholery to wszytsko, skoro nam się już k**** nie mieści. patrzysz na karton rzeczy, które zastąpiłaś nowymi, bo miałaś ochotę i najchętniej chciałabyś, żeby nie istniał, ale jedyne co można zrobić to sprzedać, wyrzucić albo trzymać dalej. po tym wszystkim mam chęć zostać skrajną minimalistką chociaż wiem, że mi się to nie uda na ile bym chciała, mogę tylko próbować.
uderza też jakość, szczególnie ubrań. to wszytsko jest z roku na rok coraz gorsze i nie mam na myśli tylko skrajnie patologicznego fast fashion. nowe ciuchy z drogich sieciówek mi się dosłownie rozpadają, a ubrania moich rodziców mają się super, mimo że w znacznej części są starsze niż ja. znalazłam ostatnio w szafie dwudziestoletni sweter mojej mamy, z sieciówki, 100% akryl i jakimś cudem ma się lepiej niż mój akrylowy sweter kupiony zimą po trzech praniach. na matury chodziłam w marynarce od mamy, mam jej skórzaną torebkę, a moja siostra chodzi w jej spodniach z czasów jak poznała naszego ojca. tak sobie ostatnio pomyślałam, że ja większości moich obecnych ciuchów mojej potencjalnej córce dać nie będę mogła, bo to się zwyczajnie nie będzie nadawać. staram się kupować sensowne rzeczy, część sklepów omijam szerokim łukiem, bo chcę tego trochę poużywać, ale coraz częściej po prostu się nie da. znów p******** kapitalizm, któremu lepiej opłaca się wyprodukować coś, co trzeba będzie zaraz wymienić niż dobre jakościowo rzeczy. i nikt mi nie wmówi, że eko skóra jest lepsza dla środowiska, jedynym problem jest tu natury etycznej.
a w ogóle zrobiła się ze mnie przez to wszytsko strasznie sentymentalna p****. strasznie dużo myślę o przeszłości nie mogąc pozbyć się wrażenia, że kiedyś było jakoś lepiej. i tyczy się to większości momentów mojego życia, mimo że niektóre były obiektywnie rzecz biorąc gorsze niż teraz. ale ja jestem na tyle popaprana, że z sentymentem patrzę dosłownie na wszytsko. ostatnio chciałam zrobić sobie podsumowanie liceum w notatkach z podziałem na lata, bo lubię takie rzeczy dla siebie. po pierwsze to uświadomiłam sobie, że ogólnie rzecz biorąc był to dość parszywy czas. spotkało mnie bardzo dużo dobrych rzeczy, ale jednocześnie przeżyłam chyba 5 epizodów depresji i płakałam trzycyfrową ilość razy. chociaż nie czuję, żebym cokolwiek straciła, imprezowanie, bycie popularną i robienie szalonych rzeczy chyba jest nie dla mnie. zresztą głupio by było nazywać najlepszym okresem życia czasy, gdy było się dość głupim, niedoświadczonym i miało totalnie niedokształcony do końca płat przedczołowy. w ogóle lata nastoletnie są pod tym względem strasznie śmieszne, bo najpierw coś robisz będąc święcie przekonanym, że to dobry pomysł, a za jakiś czas zastanaiasz się jakim cudem powstał ci w głowie taki tok myślowy.
mój mózg też zaczął od razu krzyczeć, że najlepsza była trzecia klasa. trzecia klasa była bardzo dziwnym okresem życia, zdecydowanie pełnym lęku i overthinkowania, wydarzyło się mnóstwo rzeczy, bardzo dla mnie emocjonalnie naładowanych i to niestety w negatywny sposób. z jakiegoś powodu po czasie lepsze wydają mi się te momenty, gdzie dużo się działo, bezwzględu na to czy dobrze czy źle niż znośny, ale ciągnący się jak guma marazm.
wiem, rozpisałam się. chyba ostatnio za mało przebywam z ludźmi, którzy rozumieją moje randomowe wywnętrzanie się. jeśli ktoś dotrwał do końca to jestm wdzięczna. trzymajcie się cieplutko <3

Odpowiedz
12
Chiaraa

Chiaraa

Kurczaki, dużo z treści wpisu, to jakbym ja sama pisała (siedzisz mi w głowie?). Powiem Ci, co a propos tych kartonów i porządkowania dopiero daje w psyche, sprzątanie po zmarłych rodzicach…Ja "przerobiłam" ten temat po Mamie i zryło mi głowę mocno (byłyśmy bardzo związane).

Odpowiedz
1
80Ramone

80Ramone

@ericius omg zgadzam się, tych rzeczy jest po prostu za dużo, jakby się nie dało korzystać z tego, co już jest… ja akurat nie umiałabym w minimalizm, ale niech te graty przynajmniej mają jakiś sens..
Z ubraniami też racja, mam takie fajne spodnie, no nie dłużej niż 2 lata i ciągle muszę je szyć, tylko dlatego, że w nich chodzę… za to mam też kilka koszulek, które pamiętają jeszcze 3 klasę podstawówki i pomijając kilka ubrudzeń, to są idealne
Liceum to ogólnie dziwny czas, gdzie niby wiemy, ale w sumie to nie. U mnie najlepsza była 1 klasa, tyle że wtedy ze mną było najgorzej i nawet tego nie czułam :/
No i jasne, że nic nie straciłaś, bo robiłaś masę innych fajnych rzeczy :D może kiedyś było lepiej, bo już wiemy, jak było i że teoretycznie mogłoby być gorzej, sama nie wiem
Uwielbiam Twoje wpisy, co prawda zwykle jestem tu z opóźnieniem, ale serio świetnie o tym wszystkim piszesz <3

Odpowiedz
1