Idę przez śnieg, wytrwale brnę przed siebie, mijając setki istnień… Płoty, drzewa, czuję bycie chodnika…
Idę przez śnieg, wytrwale brnę przed siebie, mijając setki istnień… Płoty, drzewa, czuję bycie chodnika…
Zamknęłam drzwi, nie trzaskiem, nie wrzaskiem. Zamknęłam je ciszą, której nie chciałeś słyszeć.