
– Anderson! – usłyszałam jego głos. Ten irytujący i wkurwiający głos. – A ty gdzie?! Chyba mamy do pogadania, nie uważasz? – odwróciłam się w jego stronę i dałam mu z liścia. Pieprzony dupek…
– Żartujesz? Ty mnie kochasz? – popatrzyłam na niego chłodno. On tylko uśmiechnął się i chwycił delikatnie mój policzek. Popatrzył mi w oczy i złączył nasze usta. Najgorsze… że podobało mi się to.



















