Patryk

80Ramone

Patryk

80Ramone

imię: X-Kid

miasto: Jingletown💚

www: pin.it

o mnie: przeczytaj

1538

O mnie

Hey ho!

Z tej strony Ramone, dobrze Cię widzieć!
she/he/they

17 (+2) & strung out on confusion

🖤Saviors💖

10/06/24 — Green Day & Donots (Berlin)
"I know it's raining, but it's a beautiful night out tonight!" ~BJA
17/06/25 – Green Day... Czytaj dalej

Ostatni wpis

80Ramone

80Ramone

Kurcze no debil ze mnie, pierwszy dzień na studiach, w sumie to dziś byłam tam troch... Czytaj dalej

Odznaki

Przy pomocy wpisów możesz zadać autorowi pytanie, pochwalić go, poprosić o pomoc, a przede wszystkim utrzymywać z nimi bliższy kontakt. Pamiętaj o zachowaniu kultury, jesteś gościem :)

*Jeśli chcesz odpisać konkretnej osobie, użyj funkcji " Odpowiedz" - osoba ta dostanie powiadomienie* ×
80Ramone

80Ramone

AUTOR•  

Pisałam już o tym na insta, ale muszę jeszcze raz wyrzucić to z siebie, wybaczcie

Jakoś w zeszłym tygodniu śniło mi się, że GD mieli wypadek helikopterem i wszyscy trzej zginęli. Nie poznałam żadnych szczegółów. Nawet nie wiem, czy ktoś mi o tym powiedział, czy też przeczytałam w internecie. Wiem że to, że to był ten etap snu, gdzie coś niecoś ogarniam, ale nie wiem, że to sen i wszystko się ze sobą miesza. Byłam wtedy w jakimś lesie i znalazłam ich groby, trzy obok siebie. I moją pierwszą myślą było to, że przynajmniej mam ten ch0lerny ból tylko raz, że nie muszę go znosic 3 razy. Zaraz potem dotarła do mnie reszta. To nawet nie były takie typowe groby, bardziej kopczyki usypane z ziemi i czego popadnie, w nie wetknięte krzyże z gałęzi. Nic więcej. Żadnych oznaczeń, zniczy, kwiatów, po prostu nic (to musiało być serio mocne, bo ogólnie to nie rozumiem za bardzo kultury grobingu). Pamiętam że stałam obok tego wszystkiego całkiem sama. Jak gdyby nie mieli bandy oddanych fanów robiących dla nich co najmniej szalone rzeczy. Jakby nikt nigdy o nich nie słyszał, tylko ja, mająca wobec nich ogromny dług, którego w życiu nie spłacę.

Po obudzeniu się wciąż myślałam, że jestem w tym śnie. Że wróciłam już do domu, ale ich wciąż nie ma i nigdy już nie będzie. Od razu się rozpłakałam, zaczęłam tulić poduszkę z nimi (ja gdy cokolwiek pójdzie nie tak XD). Dopiero po chwili zaczęłam się zastanawiać, czy to wszystko tak na serio. Sprawdziłam telefon, a tam żadnych złych wieści, chyba nawet były jakieś nowe zdjęcia. Przeszukałam cały internet. Ostatni raz tak wszystko sprawdzałam, gdy w 2020 jakiś debil puścił plotę, że Billie ma covida. Poczułam ogromną ulgę, ale też nigdy do końca nie wyszłam z tego stanu. Z jednej strony ogromna ulga, że jeszcze wiele ciekawych rzeczy przed nami, że jeszcze będę mogła ich zobaczyć, kiedyś będzie nowa muzyka i kto wie, jak dziwne marzenia jeszcze uda mi się spełnić. Z drugiej, naprawdę nie wiem, co ze mną będzie, gdy ich zabraknie. Pamiętam jak kiedyś chciałam dożyć 22 lat, potem koniec. Niewiele by mi zostało, ale na szczęście porzuciłam ten głupi pomysł. Po prostu wciąż nie dociera do mnie, że oni tu serio są, że jednak nie straciłam tego, co dla mnie najważniejsze. Nie wiem, chyba musiałam to z siebie wyrzucić. Codziennie trzymam wszystko, co od nich dostałam i wyobrażam sobie, że trzymam ich za ręce, że są obok. Czuję się cholernie samotna, mimo że wiem, że to przejściowe i za miesiąc o tej porze pewnie już o tym zapomnę. Tak się po prostu złożyło, że wszyscy aktualnie są zajęci

Odpowiedz
6
ericius

ericius

Odpowiedz
1
80Ramone

80Ramone

AUTOR•  

Dawno już tu o tym nie pisałam, ale od jakiegoś czasu sporo eksperymentuję z zaimkami, czy raczej they/themuję siebie i wszystkich dookoła i rozmyślam, jak sensownie robić to po polsku. W sumie to nic nie wymyśliłam póki co, ale wciąż poszukuję i załamuję się polskim. Tymczasem postanowiłam zrobić reread Małego Licha – mojej komfortowej serii z dzieciństwa. Czytałam to nie zwracając za bardzo uwagi na jakieś formy, tymczasem tytułowe Licho mówi o sobie jako ono, w sensie np. zrobiłom. Może to nie jest forma dla mnie, ale tak mi się jakoś uroczo zrobiło, bo przy tych książkach zawsze się tak dobrze czułam. Tam każdy bohater pochodzi z innej legendy (i to dosłownie XD), a jednak jakoś to współgra ze sobą i mam wrażenie, że te wszystkie mary są tam odczarowane. Serio miłe zaskoczenie. Tym bardziej, że przynajmniej pierwszą część mama czytała mi na głos, a samą książkę dostałam od jej przyjaciółki (jedynej, która nie działa mi na nerwy)

Nie miałam tego na bingo, ale lubię takie niespodzianki

Odpowiedz
5
80Ramone

80Ramone

•  AUTOR

@ericius dosłownie, niby ma sens, a zarazem nie ma go wcale. Tak samo zastanawiam się, jak by to było po włosku, gdzie z jednej strony osoba nie jest aż tak ważna, a z drugiej, nie ma nawet odpowiednika it…
Dla mnie w sumie też nie, jestem już na tym etapie, gdzie mi mniej więcej wszystko jedno, ale jednak są tacy, którym bardziej to przeszkadza, wtedy już w ogóle nie wiem, co robić
Aww, dzięki <3

Odpowiedz
1
80Ramone

80Ramone

•  AUTOR

@Styczniowka no i dobrze, też sobie czasem rozpisuję :D nawet zrobiłam sobie ockę, która używa tylko they/them, żeby się jakoś do tego zmusić

Odpowiedz
1
pokaż więcej odpowiedzi (3)
80Ramone

80Ramone

AUTOR•  

Dzieńdobryyy, wróciłam z kina, tw spoilery

Ogólnie to bardzo mi się podobało, razem z Ordinary World dzieli tytuł mojego ulubionego filmu (nie wybiorę, bo kocham je za totalnie różne rzeczy i same te filmy bardzo się od siebie różnią)

Billie witający nas jeszcze przed filmem totalnie zrobił mi dzień, uwielbiam tego człowieka całą sobą. Ogólnie zobaczenie moich ulubionych mordeczek na dużym ekranie było czymś cudownym. Może nie tak, jak na żywo, ale wciąż zrobiło mi dzień. Pod koniec była scena z koncertem i na tej scenie trochę płakałam, ale tylko lewym okiem XD tak samo (tylko mocniej) ryczałam w Wiedniu na Holiday. Tak mi się skojarzyło

No właśnie, koniec był koncertem. Happy end. Nie lubię filmów, ale kocham happy endy. Być może niektóre sprawy rozwiązały się za szybko, ale nie przeszkadza mi to. Było naprawdę sporo nawiązań do GD, zwłaszcza ich wczesnych lat. Podczas filmu wyłapałam kilka, ale teraz ciągle przypominam sobie coś nowego. Ale najbardziej mnie śmieszyło, jak im coś telepało w aucie, bo w naszym telepie podobnie XDDD

Mamy trzech bohaterów – Tommy z wielkimi marzeniami, trochę chamski gitarzysta; Fred, czyli odklejony basista, który ciągle jest pod wpływem czegoś; oraz Chad – zbyt spokojny perkusista, maminsynek, ogólnie kijem dotkniesz to się wywali. W każdym z nich znalazłam odrobinę siebie. Moja podjarka na GD to totalnie Tommy, jak gdy nagle, randomowo na parkingu zaczął śpiewać Waiting. Sama już nie wiem, ile razy śpiewałam Waiting w bardzo randomowych miejscach. No i słyszałam to na żywo… Z Fredem chyba najmniej mnie łączy, ale odklejka poniekąd pasuje. Natomiast Chad… nie jestem do końca jak on, ale poczułam się wywołana. Nie umiem być punkiem. Jestem zbyt grzeczna, za bardzo się boję, nie umiem tak o wywołać rewolucji. W tym filmie były 2 momenty, które troszkę mnie naprowadziły. Na poczatku reszta zespołu kazała mówić mu I don't give a sh¡t w kółko, aż do niego dojdzie. Mam podobnie – jak muszę zrobić coś, czego się boję, to przyjmuję moją technikę Tréja na wywiadach i zwyczajnie staram się robić do jako side quest. Na tym trybie przetrwałam liceum xD Natomiast druga rzecz… oni tam pod koniec próbowali na różne sposoby dostać się na koncert GD bez biletów. W pewnym momencie podwędzili komuś kostium Drunk Bunny'ego i przebrali w niego Chada (reszta też na inne sposoby się tam dostała, przynajmniej chwilowo). No i nasz sztywny Chad faktycznie skakał w stroju zająca przed występem Zielonych. Potrzebowałam tego, potrzebowałam zobaczyć, że się da

Teraz trochę o Fredzie. Chłop nażarł się grzybków i miał niezły odlot, wydawało mu się, że stał się niewidzialny, ludzie nabijali się z niego i dalej go wkręcali. A potem przyszedł Tommy wraz ze swoją nową crushie. Ta crushie (Olivia) podeszła do Freda. Zamiast uświadamiać mu, że go widać, kazała mu chwycić się za rękę. Mówiła mu, że dotyka go i słyszy. Była z nim. Potem zaczęła mu też opowiadać, że wcześniej nie znała niewidzialnego człowieka, ale to coś wspaniałego. Nie pamiętam, co tam dokładniej mu opowiadała, bo się rozkleiłam. Od ponad dekady czuję się niewidzialna, mniej lub bardziej. I to właśnie Green Day sprawia, że na jakieś dziwaczne sposoby czuję, że istnieję. Potem Olivia kazała Fredowi z resztą zespołu zagrać coś na takiej małej scenie; że ma zagrać, póki go nie widać, bo potem znowu wróci. Jeszcze nie wiem, co zrobię z tymi słowami, ale bardzo ich potrzebowałam. Nawet nie zliczę, ile ważnych i trudnych decyzji podjęłam siedząc z gitarą i myśląc o świecie…

Na koniec filmu Fred wylądował na scenie z Zielonymi, potem też dostał od Billiego gitarę. To chyba moje największe marzenie na świecie (przytulenie Billiego, nie gitara) i chociaż nie mam żadnej gwarancji, że kiedykolwiek się spełni, to znowu mam w sobie chęci do próbowania

No i był Tommy. Trochę mu nie wychodziło, trochę sam schrzanił, ale potrafił marzyć i miał w sobie coś, co pchało go do tych marzeń. Ostatecznie dostał się na koncert, gdzieś na balkonie. Widział z niego, jak Fred śmiga z nimi na scenie, jak dostaje gitarę. Tommy nie był zazdrosny, był szczęśliwy. Przez całe życie chciałam być najlepsza, często niestety byłam, co tylko mnie dodatkowo nakręcało. Dopiero będąc w tym fandomie zrozumiałam, że to nie zawody, że trzeba cieszyć się szczęściem innych i im kibicować. Chociaż w szkole zawsze próbowałam być najlepsza, to potem mogłam wrócić do domu, zobaczyć, co u fanbazy i znowu cieszyć się swoją przeciętnością będąc jedną z milionów największych fanów

A tak już na sam koniec, Tommy spotkał Billiego. Spytał, czy go pamięta. Billie spojrzał na niego, chwilę popatrzył, po czym podał nazwę zespołu Tommy'ego oraz tytuł jego utworu (który kilka dni czy tygodni wcześniej Tommy dał GD jako demo, jako jeden z wielu zespołów). Niektórzy twierdzą, że GD mnie rozpoznają, mój artstyle, może nawet z nazwy. Nie mam pojęcia, czy to możliwe, ale być może faktycznie coś w tym jest. Wciąż pamiętam, jak Mike zobaczył na insta moje podziękowanie za kostkę i uratowanie mnie. Być może pamięta ten słaby obrazek, który polubił kilka lat wcześniej, a który uświadomił mi, że jestem cokolwiek warta. I ten rok później, który udostępnił z majestatycznym nailed it. Kiedykolwiek coś mi wyjdzie, myślę o tym nailed it i czuję, że on we mnie wierzy

Pewnie wyszło to już ch0lernie długie, ale jestem im po prostu wdzięczna za ten film. Fanatykom kina pewnie tyłka nie urwie, ale cóż… był śmieszny, miał najlepszy soundtrack na świecie i moje misie zielone po raz kolejny udowodniły mi, że przytulas na odległość jest możliwy

Odpowiedz
5
Styczniowka

Styczniowka

@80Ramone 🥹🫶🏻

Odpowiedz
1
80Ramone

80Ramone

AUTOR•  

Jutro idę do kina na Nimrods, póki co sprzedanych jest 5 biletów, w tym mój i mamy, ale skoro ktoś inny też będzie, to się przejęłam i robię bransoletki. Mam nadzieję, że odważę się którąkolwiek dać i że to nie będzie cringe…

Odpowiedz
5
dezerter

dezerter

urocze!! i jak?

Odpowiedz
1
80Ramone

80Ramone

•  AUTOR

@dezerter nie dałam żadnej XD ekipa się szybko ulotniła z kina :/ ale przynajmniej film był super

Odpowiedz
pokaż więcej odpowiedzi (4)
80Ramone

80Ramone

AUTOR•  

https://youtu.be/jmdN5FG-n_o?is=3YDRxtSlKL-lhzyO

Ja to tu zostawiam i lecę dalej rysować. Nie spodziewałam się, że to randomowe q&a będzie tak dobre. Przez cały czas się śmiałam. Uwielbiam ich za to, jak szybko przychodzą im takie losowe odpowiedzi. Niektórzy mówią, że też jestem w tym coraz lepsza, ale do Mistrzów mi jeszcze sporo brakuje XD

Odpowiedz
4