
Przy pomocy wpisów możesz zadać autorowi pytanie, pochwalić go, poprosić o pomoc, a
przede wszystkim utrzymywać z nimi bliższy kontakt. Pamiętaj o zachowaniu kultury,
jesteś gościem :) *Jeśli chcesz odpisać konkretnej osobie, użyj funkcji " Odpowiedz" - osoba ta dostanie powiadomienie* ×




80Ramone
AUTOR•Hejj, chyba muszę się wygadać, nie będzie tu nic istotnego, można pominąć
Coraz bardziej się nie rozumiem. Mam w tej kwestii same wzloty i upadki. Byłam już nieśmiała. Potem dziwna. Potem zaczęła się moja epilepsja, na szczęście cudem udało się znaleźć lekarza, który chciał mnie przyjąć (nawet nie wiedziałam, jak trudno trafić do dziecięcego neurologa). Leki działają, chociaż odkąd je biorę, czuję się inaczej. Nie potrafię tego wyjaśnić, po prostu widzę, jak często się rozkojarzam, nie rozumiem, co do mnie mówią, że mam problemy z rzeczami, które przed tym wszystkim były dla mnie normą. Oprócz tego tradycyjne wahania nastrojów czy inny szajs. Dziś kółeczko się powiększyło. Psycholog wprost spytała mnie, czy nie zastanawiałam się kiedyś, czy nie jestem w spektrum, bo chociaż nie jest od tego specem i to nie jest żadna diagnoza, to może powinnam zagłębić się i być może zdiagnozować. I wiecie co? Myślałam nad tym, ale to było już kilka lat temu. Potem jakoś o tym zapomniałam. W międzyczasie kilka razy losowi ludzie mnie o to pytali. Rzadko, ale jednak. Ja sama nie wiedziałam, co o tym myśleć. Podchodziłam do tego z dystansem, czasem olewałam. Dziś pierwszy raz usłyszałam to z ust kogoś, kto ma jakkolwiek większe pojęcie na ten temat. Nie wiem jeszcze, czy pójdę na diagnozę, na tym etapie mojego życia nie da mi już tyle, ile mogłaby dać na początku przedszkola lub podstawówki. Nie chcę też od razu się samodiagnozować, bo nie o to w tym chodzi. A jednak dało mi to do myślenia. Być może przynajmniej część moich dziwactw w końcu jest jakoś uzasadniona? Może nie jestem zepsuta, a po prostu się nie rozumiem. Może jestem na siebie zła o rzeczy, na które praktycznie nie mam wpływu. Mam ogromne problemy z relacjami i chociaż tłumaczę to sobie nieśmiałością i introwertyzmem, to przecież pamiętam jeszcze odległe czasy, gdy taka nie byłam, a te problemy i tak już istniały. Uzasadniałam to jakąś traumą, a może to właśnie to.. czuję się z tym dziwnie, nawet się rozpłakałam wracając do domu. Potem pogadałam o tym z mamą i trochę mi lepiej, ale wciąż jest to dziwne uczucie. Nie mam żadnego problemu z akceptacją tego u innych, ale nie potrafię zrozumieć, że ja też mogę taka być. Mimo że wiem, że to nic złego, że ludzie po prostu tak mają. I niby nic się nie zmienia, wciąż jestem taka sama. Ale teraz nic już nie wiem. Nie wiem, czy moje problemy to epilepsja, leki na nią, nieśmiałość, lęki, to niezdiagnozowane coś, czy może po prostu moje bycie nienormalną. Czuję się, jakby to wszystko się łączyło, ale nie tworzyło żadnej sensownej całości. Nie chcę też usprawiedliwiać moich wad losowym papierkiem, który mi dadzą, jeśli tylko dobrze zapłacę. Robiłam jakiś losowy test w necie, tak z czystej ciekawości, co wyjdzie. Wyszło mi lekkie spektrum, 2 punkty ponad granicę. Jak rozmawiałam z mamą, to sugerowała mi coś bardzo podobnego (a mama ma w robocie kontakt z autystykami i coś niecoś wie na ten temat). Nie wiem już, co o tym myśleć. Tak jakbym trafiła do nowego świata, którego mapa nawet nie istnieje
Kotonoha
@80Ramone 🫂
80Ramone
• AUTOR@ericius pamiętam jak zaczęłam brać moje, mama była przerażona ulotką i lekarka musiała jej tłumaczyć, że musieli wypisać wszystkie możliwe skutki uboczne, żeby tylko nikt ich nie pozwał. Smutne w sumie… o, też dość często nie umiem usiedzieć i właśnie myślałam, że to pewnie leki
Ja to wszystko umiem zaakceptować tak sama dla siebie, a potem wychodzę do ludzi i i tak mam do siebie wyrzuty, że nie nadążam (mimo że swoim tempem często zrobię nawet więcej, o ile nikt mi nie przeszkadza swoim planem)
Myślę cały czas nad tą diagnozą, chociaż póki co chyba zobaczę, jak będzie z czasem na studiach..
Z adhd można się starać o wydłużony czas na maturach, no i o pisanie w mniejszej sali. Właśnie z mojej klasy załapalam się ja z moją epilepsją, kolega z adhd i jeszcze jedna dziewczyna, ale nie wiem, co ona miała. Właśnie pod kątem przyszłych terapii też mi o tym powiedziała psycholog, bo niestety moja przygoda z nią się kończy, ale obie wiemy, że prędzej czy później jeszcze gdzieś pójdę
Dokładnie, ja już przyciągam takich ludzi nawet zanim się dowiem, że tacy są XD i to wychodzi totalnie randomowo czasem nawet po latach znajomości
Tez się trzymaj <3
80Ramone
AUTOR•Wszystkiego najlepszego dla Fredzia <3
Moja miłość do Queen ma swoje wzloty i upadki, ale przez cały ten czas wiem, że ich kocham i że nie mogłabym bez nich żyć. Nie ma go z nami dłużej, niż jestem na świecie, a mimo to wciąż czuję tę miłość, którą Freddie dał światu
Kocham Cię, Darling
80Ramone
AUTOR•Śniło mi się, że byłam na koncercie GD w jakimś teatrze i nie było biletów na płytę, ale ochrona miała nas gdzieś, więc stałam pod sceną z jakimś gościem w koszulce z napisem Hold On, potem jakieś Rosjanki wciągnęły nas w pogo jak chłopaki grali Blitzkrieg Bop (btw zaliczyłam pogo na studniówce, a na GD nie XDD), potem już nwm co grali ale była jakaś ekipa z Hiszpanii, tańczyliśmy tam w kółeczku xD a potem te Rosjanki (które notabene wyglądały jak laski z Babymetal) mnie wzięły na bok i spytały, czy to prawda, że Tré będzie prowadził jakieś lekcje perkusji w moim mieście, bo one zaraz po koncercie jadą do Polski żeby na niego wpaść, ja ze nie wiem ale idę z nimi, no i sen się skończył jak rozbijałyśmy namiot pod budynkiem, gdzie miały być jakieś targi i w tym te zajęcia z Tréjem
Kocham nie mieć snów przez miesiąc, żeby potem pojawiło się takie cudo
80Ramone
AUTOR•Usiłuję zrobić sobie koszulkę z The Network i chyba to już czas na zastanawianie się, jak ja tego wszystkiego nie rozmażę…
80Ramone
AUTOR•Nie wiem, jak i kiedy to się stało, ale jest mi jeszcze bardziej smutno niż zwykle, bez żadnego konkretnego powodu. Znaczy, powody niby są, ale nic takiego się nie stało. Mimo że nie idę do szkoły, to widok 1 września na wyświetlaczu mnie dobija. Pamiętam jak rok temu wracaliśmy skądś z tatą, było przed 21 i powiedział wtedy ze smutkiem, że znowu o tej porze jest ciemno. Coraz ciemniej i nie wiadomo, kiedy będzie jaśniej. Wrzesień zwykle jestem w stanie przetrwać, w październiku jest inktober, ale listopad i grudzień to dla mnie katorga, zwłaszcza że w święta rodzinne nie potrafię już uwierzyć. I niby wiem, że znowu będzie wiosna, że będzie jasno, ciepło, wszystko zakwitnie, być może Green Day pojedzie w jakąś trasę, a jednak już płaczę za tym latem. Może i nie było najlepszym w moim życiu, ale też nie było złe, znowu są jakieś dobre wspomnienia. Czuję, że znowu czeka mnie półroczne tulenie się do kostki Mike'a z nadzieją, że pomoże :<
Nie powinno mi być tak smutno. Mam jeszcze miesiąc wolnego, a lato nawet nie jest moją ulubioną porą roku. Coraz bliżej do otwarcia lodowiska, śpiewania kolęd, tego mojego inktobera. Ale nie potrafi mnie to cieszyć, brakuje mi słońca
Tak samo, jak brakuje mi ludzi. Jutro robimy ze znajomą idiotyczny side quest. I niby to nic złego, niby chce spędzić z nią czas, ale tak naprawdę chyba po prostu chcę z kimś pobyć, bo oszaleję. Przynajmniej po kilku niekomfortowych telefonach udało się jednak umówić z psychologiem
ericius
@80Ramone 🫂🫂🫂
cóż, czyli nie tylko ja jakoś timelinuje swój nastrój i łączę go z mieisącami albo porami rozku.
to może by tak poszukać czegoś na listopad i grudzień, co uczyni życie znośniejszym? nie wiem co by to mogło być, bo to musi być coś, co ty czujesz i cię motywuje, ale dobrze mieć coś przyjemnego i dającego ciepło na zimę.
no i fajnie, czymby było życie bez głupich side questów? bez względu na to czy chodzi o sam cel czy o pretekst żeby pobyć razem, życie powinni być dla takich rzeczy.
to dobrze, że się udało z tym psychologiem. myśle, że ci to dobrze zrobi.
trzymaj się <3
80Ramone
• AUTOR@ericius ja też zawsze, w jesień i większość zimy jestem nie do życia, jedynie inktober jakoś pomaga
Właśnie myślałam o tym, w sumie w grudniu wychodzi nowe Ranczo, a ja jestem gdzieś w drugim sezonie, więc możnaby nadgonic😅