Rok temu też chciałam skończyć życie. Pewnie uznacie to za chore, ale rozważałam użycie noża. Nawet miałam go w ręku, ale przypomniałam sobie o niewielu osobach, którym na mnie zależy i musiałam go odłożyć. Teraz nadal czasem chcę skończyć z tym wszystkim, ale powstrzymuję się. Ludzie też mnie obgadują, mają mnie za dziwną, śmieją się z tego, że jestem wysoka…, wiem, że bywają chwilę, że najbardziej w świecie nienawidzę życia, bo czuję, że nikt mnie nie rozumie i każdemu ze mną źle, wiem że większość mnie nie znosi. Ciągle czuję skutek, nawet kiedy powinno mi być wesoło…, a wiem, że nie mogę o tym powiedzieć osobom, na którym mi zależy :(
Do wszystkich (zapewne licznych) osób, które to przeczytały i pomyślały sobie „Jestem zupełnie jak bohaterka tego opowiadania!” I być może pomyślały sobie „Faktycznie, samobójstwo wydaje się jedynym wyjściem!” : Samobójstwo to tak naprawdę najgorsze wyjście z możliwych (no, może poza szukaniem zemsty). Piszę to jako osoba, która w wieku lat 12 poważnie rozważała rzucenie się z balkonu filharmonii właśnie z powodów opisanych w opowiadaniu. Oraz jako osoba, która tydzień temu przypadkiem usłyszała, że grupa innych osób ją obgaduje i określa jako dziwną (średnia wieku w grupie – 17 lat…) A także jako osoba, która aktualnie nie przejmuje się żadną z tych rzeczy, próbuje tylko zapamiętać że inside joke’i zwykle nie są śmieszne dla ludzi których spotykasz pierwszy raz w życiu i dlatego lepiej ich im nie opowiadać zupełnie poważnym tonem (a potem nie uciekać z pokoju kiedy się okazuje, że wzięli Twoje słowa na poważnie). Często kluczem do sukcesu jest przestanie się przejmować oraz próba odgadnięcia, co dokładnie jest w Tobie postrzegane jako dziwne, i wtedy… Tak, często próba zmiany tego zachowania. Cokolwiek by wam nie mówiły książki i filmy dla nastolatków, zmiana zachowania ze społecznie nieakceptowanego na społecznie akceptowane nie jest rzeczą zawsze i jednoznacznie złą. I nie oznacza, że „przestajesz być sobą”. I wiem, że to wszystko jest bardzo trudne i nie zawsze się udaje… Ale zawsze jest lepszym pomysłem niż samobójstwo. Popełniając samobójstwo odbieracie sobie sami możliwość zmiany czegokolwiek na lepsze.
O, ciekawie^^ Czasem czuję się podobnie do Katie. Mam świadomość tego że jestem jedną wielką porażką, tyle że w przeciwieństwie do bohaterki na razie nie mam zamiaru się zabijać.
Szczawiowa
Rok temu też chciałam skończyć życie. Pewnie uznacie to za chore, ale rozważałam użycie noża. Nawet miałam go w ręku, ale przypomniałam sobie o niewielu osobach, którym na mnie zależy i musiałam go odłożyć. Teraz nadal czasem chcę skończyć z tym wszystkim, ale powstrzymuję się. Ludzie też mnie obgadują, mają mnie za dziwną, śmieją się z tego, że jestem wysoka…, wiem, że bywają chwilę, że najbardziej w świecie nienawidzę życia, bo czuję, że nikt mnie nie rozumie i każdemu ze mną źle, wiem że większość mnie nie znosi. Ciągle czuję skutek, nawet kiedy powinno mi być wesoło…, a wiem, że nie mogę o tym powiedzieć osobom, na którym mi zależy :(
Stella_Bella
• AUTOR@Szczawiowa współczuję☹️
Szczawiowa
@-Flores- Przyzwyczaiłam się już :(
TW
Do wszystkich (zapewne licznych) osób, które to przeczytały i pomyślały sobie „Jestem zupełnie jak bohaterka tego opowiadania!”
I być może pomyślały sobie
„Faktycznie, samobójstwo wydaje się jedynym wyjściem!” :
Samobójstwo to tak naprawdę najgorsze wyjście z możliwych (no, może poza szukaniem zemsty).
Piszę to jako osoba, która w wieku lat 12 poważnie rozważała rzucenie się z balkonu filharmonii właśnie z powodów opisanych w opowiadaniu.
Oraz jako osoba, która tydzień temu przypadkiem usłyszała, że grupa innych osób ją obgaduje i określa jako dziwną (średnia wieku w grupie – 17 lat…)
A także jako osoba, która aktualnie nie przejmuje się żadną z tych rzeczy, próbuje tylko zapamiętać że inside joke’i zwykle nie są śmieszne dla ludzi których spotykasz pierwszy raz w życiu i dlatego lepiej ich im nie opowiadać zupełnie poważnym tonem (a potem nie uciekać z pokoju kiedy się okazuje, że wzięli Twoje słowa na poważnie).
Często kluczem do sukcesu jest przestanie się przejmować oraz próba odgadnięcia, co dokładnie jest w Tobie postrzegane jako dziwne, i wtedy…
Tak, często próba zmiany tego zachowania. Cokolwiek by wam nie mówiły książki i filmy dla nastolatków, zmiana zachowania ze społecznie nieakceptowanego na społecznie akceptowane nie jest rzeczą zawsze i jednoznacznie złą. I nie oznacza, że „przestajesz być sobą”.
I wiem, że to wszystko jest bardzo trudne i nie zawsze się udaje…
Ale zawsze jest lepszym pomysłem niż samobójstwo.
Popełniając samobójstwo odbieracie sobie sami możliwość zmiany czegokolwiek na lepsze.
Lilu.
O, ciekawie^^
Czasem czuję się podobnie do Katie. Mam świadomość tego że jestem jedną wielką porażką, tyle że w przeciwieństwie do bohaterki na razie nie mam zamiaru się zabijać.