Jeśli się zgodzi, to czym to uzasadni? Przecież nie dobrocią serca. Jak powszechnie wiadomo, to coś, co bije w jego klatce piersiowej nie było i nie jest dobre.

Tyle lat wyzwisk. Tyle litrów łez wylanych przez niego. Tyle ton smutku pomieszanego z bólem, nadanych jego imieniem. Tyle nienawiści leżącej w sercu. Czy to wszystko może zamienić się w miłość?






