Patryk

Escada

Patryk

Escada

imię: Ola

o mnie: przeczytaj

201

O mnie

#stopbullying
#papużka

nadzieję, że zostaniesz na dłużej... ;}
Jeśli chcesz dowiedzieć się czegoś na mój temat, to zapraszam b. serdecznie do czytania nominek, których trochę tu jest oraz do przeczytania Q&A.
A teraz kilka informacji... Czytaj dalej

Ostatni wpis

Escada

Escada

W sobotę pojechałam z dziadkiem do Magdy, gdzie zrobiłyśmy deser budyniowy (który wy... Czytaj dalej
Przy pomocy wpisów możesz zadać autorowi pytanie, pochwalić go, poprosić o pomoc, a przede wszystkim utrzymywać z nimi bliższy kontakt. Pamiętaj o zachowaniu kultury, jesteś gościem :)

*Jeśli chcesz odpisać konkretnej osobie, użyj funkcji " Odpowiedz" - osoba ta dostanie powiadomienie* ×

Zaloguj się, aby dodać nowy wpis.

Escada

Escada

AUTOR•  

Wróciliśmy wczoraj o 19:35. Ogólnie wyjazd udany, może kiedyś wrócę.
Byłyśmy z mamą 3 razy w galerii (dwóch różnych), mama szukała czegoś na Kaśkowy ślub, a ja kupiłam kilka fajnych ciuchów i założyłam sobie kartę w Benettonie (szkoda, że nie zrobiłam tego kilka lat temu)… W którejś galerii był automat z mochi i nie ogarnęłam, że są tam całe duże opakowania jak w normalnych sklepach, więc… Kupiłam całe opakowanie i nawet cena mnie nie zdziwiła 😅😂😅 a że miałam jeszcze sałatkę z Gorąco Polecam, miałyśmy z mamą problem ze zjedzeniem tego wszystkiego…
W ogóle, dużo i często zamawiałam jedzenia, bo kolacje hotelowe były bardzo takie sobie, śniadania zresztą też. Na któreś zjadłam 2 spore truskawki i coś równie drobnego, czego nie pamiętam. Tzn. fakt takiego małego śniadania mi nie przeszkadzał, ale wybór był w zasadzie żaden.
W zeszły weekend byłyśmy z mamą w muzeum mydła i wzięłyśmy udział w warsztatach robienia własnego. Fajnie było, chociaż dodatków, na które liczyłam najbardziej, było max.5, więc trochę słabo. Ja w każdym razie mam 2 mydła, bo wyszło za dużo. Potem byłyśmy na obiadokolacji w restauracji niedaleko muzeum, zjadłam lasagne z musem/sosem figowym i innymi dodatkami – wyobrażałam ją sobie nieco lepiej, ale na pewno kiedyś tam jeszcze wrócę, bo menu zawierało dużo fajnych rzeczy.

Nie chcę się wdawać w szczegóły, ale zostaliśmy podzieleni na grupy i w mojej byli dwaj mężczyźni -47 lat i 33. Ucieszyłam się i nie pożałowałam, bo grupa była super, a chłopaki z bardzo fajnym poczuciem humoru. Dopiero w środę i czwartek powymienialiśmy się numerami telefonów, a wszystkie grupy zorganizowały coś w rodzaju imprezy dla nas i naszych wykładowców (którzy szybko się zwinęli), pod koniec której na WhatsApp’ie powstała grupa ze wszystkimi członkami. Na kolacji dostałyśmy od 'moich’ chłopaków po czekoladzie w prezencie za podkarmianie (mało jem, więc np. niektóre obiady (typu drugie danie lub niektóre zupy) im zanosiłyśmy.

W piątek 2 osoby wyjeżdżały, ja z mamą, rodzeństwo i młodszy chłopak z mojej grupy zostaliśmy do końca, więc usiedliśmy razem na śniadaniu (tzn.ja, mama i M.), na obiedzie również. Przy okazji gadaliśmy, zrobiliśmy kilka fotek o treści jak to M. dobrze się czuje po wyjeździe drugiego M., który był jego współlokatorem , a potem wrzuciliśmy na grupę 😂 niedługo potem zadzwonił drugi M. do pierwszego :) Potem poznaliśmy też tatę pierwszego M., który po niego przyjechał i dosiadł się do nas. Fajnie było, chociaż z jednej strony szkoda, że nie było już żadnych zajęć wczoraj.

Swoją drogą, nie sądziłam, że któryś z nich będzie chciał się kontaktować jeszcze tego samego dnia, a tymczasem wieczorem z młodszym M. przegadałam chyba z pół godziny przez telefon… 😅 Oczywiście mieszka daleko ode mnie, ale mam nadzieję, że kiedyś przyjedzie, bo zdążyłam go zaprosić już kilka razy. Wiecie, tak, żeby w razie czego nie zapomniał XD

W piątek popołudniu pojechałam na masaż twarzy (Zoga 🩵), i było całkiem fajnie, chociaż miałam katar, więc trochę nie mogłam oddychać… :/

A jutro na 12:15 mam logopedę, a na 15 już mój zwykły masaż, w sensie nie tylko twarzy.
A co u Was?

Odpowiedz
3
WeraHatake

WeraHatake

@Escada O jaa, nieźle :D

Odpowiedz
1
Escada

Escada

•  AUTOR

@WeraHatake i żeby było śmieszniej – to ja się pierwsza zreflektowałam 😅

Odpowiedz
1
pokaż więcej odpowiedzi (3)
Escada

Escada

AUTOR•  

W środę byłam z mamą w galerii, z katarem było już odrobinę lepiej (kupiłam ostatnio jakiś sztyft do nosa z olejkami eterycznymi, całkiem spoko jest), a w czwartek u Emili. Miałyśmy ambitny plan pójścia gdzieś, ale ostatecznie nie poszłyśmy ze względu na pogodę. Pod koniec Emila zrobiła do jedzenia bardzo dobre frytki z różnymi przyprawami, których część wzięłam do domu. W obie strony jechałam Boltem, a potem poszłam do kawiarni, gdzie umówiłam się z Magdą i Maćkiem, po drodze wstępując na chwilę do apteki. Potem poszliśmy pooglądać mecz Kuby, a potem poszłam do domu, bo miałam od poniedziałku wypożyczone Healy, nie chciałam omijać zbyt wielu programów ze względu na czas.

W piątek byłam u dziadka, przejrzałam świadectwa Maćka i Kuby (bardzo dobre zresztą). Pakowałam się też na wyjazd.

W sobotę była dalszą część pakowania, a ja spróbowałam długo wyczekiwanej przeze mnie (i bardzo ostrej) pizzy, a moi pojechali na wycieczkę.

W niedzielę poszliśmy na poranną mszę, po której poszłyśmy z mamą zwrócić Healy i poszłyśmy do domu kończyć pakowanie. Wyjechaliśmy trochę później niż był plan, bo dopiero o 11:57/8, a po drodze zatrzymaliśmy się w kawiarni Delicje w Lesznie (dużo fajnych rzeczy było, ale wzięłyśmy z mamą tylko sernik pistacjowy na pół, żeby nie spędzać tam za dużo czasu. Przyjechaliśmy na miejsce później niż mieliśmy, ale nie aż tak.
Nie chcę jakoś bardzo wchodzić w szczegóły, ale wracamy dopiero 12 lipca. Czasu wolnego jest strasznie mało, posiłki i strasznie wczesnych porach i bardzo krótkie przerwy między zajęciami (których część nawet nie przyda mi się w życiu, ale nie mogę nie chodzić, bo musiałabym zapłacić za pobyt, a jestem za free).

W poniedziałek wieczorem byłyśmy w galerii (nie było mojego ulubionego sklepu, za to w innej galerii jest).
Założyłam mamie aplikację Bolta, żeby miała zniżki na przejazdy.

We wtorek w rynku i w Według.

Dzisiaj w zoo, bardzo fajnie, chociaż gorąco, więc potem kupiłyśmy lody.

Odpowiedz
3
WeraHatake

WeraHatake

@Escada Ech, te upały są czasem upierdliwe ;w;

Odpowiedz
Escada

Escada

•  AUTOR

Oczywiście nie "w Według", tylko w Wedlu…

Odpowiedz
Escada

Escada

AUTOR•  

Dzisiaj też miałam całkiem fajny dzień, chociaż jedzeniowo głupi – pizza i słodycze. Moja mama chyba przeziębiła się na tych koncertach, więc w ramach śniadania i obiady zamówiłam pizzę z drugiego końca ulicy, tym razem wzięłam Diavolę, której jeszcze nie próbowałam. Faktycznie ostra, ale chyba jadłam ostrzejsze. Zanim poszłam po pizzę, wstąpiłam do Żabki i kupiłam cytrynę, zaniosłam ją do domu, a mama zaczęła robić napar (niby nic niezwykłego, bo tylko wrzątek, cytryna, imbir i goździki, ale jakie dobre… Oczywiście z miodem znacznie lepsze…), a następnie poszłam po pizzę.
Jedząc, oglądałam serial.
Potem napisałam do Magdy z propozycją spotkania, po czym wyszykowałam się i poszłam…zamówić Bolta. Dopiero chyba szósty kierowca po mnie przyjechał i trochę sobie poczekałam w upale, ale droga do Magdy była całkiem fajna. Auto oznaczone, więc nie musiałam się zastanawiać.
Z Magdą, Maćkiem i Kubą najpierw poszliśmy na mszę, a potem do Żabki po lody (i ciastka dubajskie, które pokazał mi Maciek). U Magdy zjadłam loda i trochę słonych paluszków, a potem wyszłyśmy z Magdą, bo zamwiałam powrotnego Bolta, ale trwało to… jakieś pół godziny albo trochę dłużej nawet. Od dawna byłam najpóźniej wracającą osobą z rodziny (ofc. biorąc pod uwagę tylko naszą trójkę). Spróbowałyśmy z mamą tych dubajskich ciastek – dobre, ale nazwa ta chyba tylko marketing, bo ciasta kataifi (jakkolwiek się je pisze) nie zauważyłam. +Minus za ilość, bo w opakowaniu było ich tylko 6.

Tyle u mnie, a co u Was?

Odpowiedz
1
Escada

Escada

AUTOR•  

W niedzielę byłam u Emili. Dość szybko poszłyśmy na spacer (z mopsem), ale było tak gorąco, że nie oparłam się pokusie zakupu loda (najmniejszy rozmiar okazał się wcale nie być mały). Po powrocie do domu odpoczęłyśmy trochę i Emila zrobiła bardzo dobry deser, którego zjadłam tylko część, bo gonił mnie czas, więc Emila zapakowała mi resztę i poszłyśmy zamówić Bolta kilka minut po czasie, kiedy miałam być już w domu… 😅 Trwało to chyba trochę krócej niż poprzedniego dnia, ale nadal dość długo, przez co dotarłam po 18 i spóźniłyśmy się z mamą na mszę, na której spotkałyśmy Magdę z synami. Potem poszłam z nimi do dziadka, a mama z deserem wróciła do domu. Pomogłam Madzi wybrać wiersze na konkurs i wyszłam równo z nimi. W domu zjadłyśmy z mamą resztę deseru, który jakąś godzinę był w lodówce, zrobiłam sobie okład z torebki herbaty na spuchniętą powiekę (spuchnięta jest nadal), wypiłam herbatę z goździkami i pewnie włączyłam coś na Disney+ 😅

Od wtorku mój ojciec był na home office'ie.

W środę pojechałyśmy z mamą na obiad do miasta (zjadłam miesięcznego jagodowego naleśnika, bardzo dobry 💜), a mamie postawiłam sushi.

W czwartek po śniadaniu poszłyśmy z mamą do dziadka, gdzie było już wujostwo i mój tata. Posiedzieliśmy, pogadaliśmy, padł pomysł z grillem, więc poszłyśmy z mamą do domu, zahaczając o Żabkę, żeby kupić coś na grilla. Ja bardzo nie lubię tego typu zgromadzeń ani jedzenia z grilla (+miałam wielki katar), więc zostałam, a na obiad zamówiłam sobie wege burgera (nie był zły, ale wybitny też nie).
Potem poszłyśmy z mamą na wieczorną mszę.

Wczoraj byłyśmy w galerii, bo moja mama jak zwykle przed wyjazdem stwierdza, że potrzebuję ciuchów (fakt, że ostatnio dość rzadko je kupuję, ale…). Oprócz piżamy i części bielizny, kupiłam ze 3 koszulki i 2 bluzki. W międzyczasie postawiłam nam jeszcze naleśnika (tym razem słonego, ale m.in. z orzechami włoskimi i miodem, bardzo dobry mimo koziego sera, który też mi, jakimś cudem, smakował), matchę i gorącą czekoladę z syropem jagodowym. Chciałam kupić w aptece Vocaler (bo mój głos przez ten katar też trochę ucierpiał), ale aptekarska zaproponowała mi coś innego, bez żadnego info o smaku (dla mnie to bardzo ważne) i droższego. A ja nie ogarnęłam, że przecież mam aptekę pod domem i kompletnie bez sensu wydałam prawie 30 zł. A potem kupiłam Vocaler w aptece pod domem i miałam plan, żeby na dniach oddać to drugie, ale mama wzięła ode mnie listek, więc…
Dzień fajny, ale zdecydowanie za dużo pieniędzy wydałam.
Moi rodzice na 19 pojechali na koncert i wrócili po północy, a ja miałam dużo czasu na oglądanie serialu.

Dzisiaj też pojechali na koncert, tylko wcześniej, bo po 13, a wrócą też późno. Byłam u dziadka i na mini zakupach, bo skończyła mi się woda), na obiad (który zjadłam przed 20) zamówiłam tym razem nuggetsy z Mc'a z sosem. Jedyne, czego żałuję, to to, że nie wzięłam ich więcej, bo zjadłam je jakoś szybko.

U mnie to na razie tyle, a co u Was?

Odpowiedz
2
Escada

Escada

AUTOR•  

Wczoraj obudził mnie dzwonek do drzwi. Zanim otworzyłam, sprawdziłam telefon, i dobrze, bo zadzwoniła Kaśka, żeby jej otworzyć. Mama była w galerii z moją ex fizjo, a była umówiona z Kaśką. Wróciła może pół godziny później.
Potem miała spotkanie z koleżanką, więc zostałam w domu i zaczęłam myśleć o zamówieniu sernika pistacjowego. Zabierałam się do tego dość długo, a w tym czasie wróciła mama. Podzieliłam się z nią sernikowym pomysłem, a ona zaproponowała mi też wzięcie pizzy, o czym wcześniej nie pomyślałam, bo nie chciałam wydawać za dużo kasy, ale ostatecznie wzięłam to i to, tylko pizzę spróbowałam inną – 4 sery (domówiłam sobie do niej karmelizowane pomidory, ale mało ich było), ogólnie dobra, ale następnym razem spróbuję innej, bo zostało mi jeszcze kilka. Przy okazji jedzenia pizzy (swoją drogą, pół dnia było mi zimno, więc miałam zamiar zamówić z czymś ostrym, żeby mnie rozgrzała, a ta nic ostrego nie miała, brawo ja 😅), dokończyłam serial-thriller. Nie jestem do końca zadowolona z zakończenia.
Potem zadzwoniłam do Emili i rozmawiałyśmy dość długo, czyli jak zwykle. :)

Dzisiaj obudziłam się po 11 i ogarnęłam się, w międzyczasie sprawdzając czy Magda się nie odzywała, bo myślałyśmy, że może pojadę z nimi do galerii (był też pomysł z działką, ale dopadła mnie w czwartek chyba jakaś alergia, więc na to bym się nie zgodziła), ale nic nie było, więc zjadłam na śniadanie ostatni kawałek pizzy w "towarzystwie" serialu. Pojechali jednak beze mnie, trochę szkoda, ale cóż zrobić. Dzień mijał mi dość leniwie, aż po 15 Madzia wysłała mi SMS-a z zaproszeniem na gofry. Miałam przyjechać z dziadkiem, ale nie chciał, bo szedł na działkę, więc wyszykowałam się i poszłam. Zamówiłam Bolta, ale musiałam to zrobić chyba z 5 razy, zanim w końcu znalazł się kierowca, który nie odrzucił zamówienia. Okazał się nim bardzo miły Ukrainiec. Auto prawie takie samo jak za pierwszym razem, tylko kolor inny i brak boltowego oznaczenia, co było idiotyczne. Ale wsiadłam i pojechałam. Wysłałam Magdzie śledzenie trasy w razie czego i prawie natychmiast dojechałam. Jedyny minus był taki, że na wolnego kierowcę czekałam z 10 lub kilkanaście minut+brak sensownego oznaczenia.
U Magdy zjadłam 2 gofry (chociaż nie planowałam, bo przyjechałam tylko w celach towarzyskich), pograłam z Kubą w piłkę, wypiłam prawie całą butelkę wody, pogadałam z Magdą, a potem podwieźli mnie do dziadka, przy okazji zawożąc mu fotel. Pogadałam z dziadkiem, u którego nie byłam dość dawno, porobiłam zdjęcia walizki, którą chciał sprzedać, bo miałam na poprzednik telefonię, który gdzieś mi się w domu zgubił, i poszłam do domu, bo umówiłyśmy się z mamą na spacer do sklepu. Wpisując kod, chyba byłam za szybka dla naszego domofonu, więc postanowiłam zadzwonić, tylko że… zamiast dwóch takich samych cyfr jakimś cudem wcisnęłam jedną… Sąsiadka mnie nie wpuściła, a ja się zorientowałam dopiero po jej pytaniu, co się właściwie stało, i musiałam dzwonić jeszcze raz, tylko tym razem do siebie XD
Potem poszłyśmy na ten 'spacer', kupiłyśmy mrożone truskawki w matchy (dla mamy) i loda (dla mnie), a w domu zjadłam loda (i oglądałam serial), a potem bardzo dobry, ale bardzo ostry obiad, też z serialem.

To tyle, jutro jadę do Emili.
A co u Was? 🩵

Odpowiedz
1