Patryk

ericius

Patryk

ericius

imię: jul

miasto: gdzieś pomiędzy

www: spotify.com

o mnie: przeczytaj

1520

O mnie

🥀🐈‍⬛🫀

homo studiis deditus, po godzinach artystka amatorka. pisanie jest moją terapią, a poza tym nęka mnie jakaś ogólna potrzeba tworzenia, więc jak tylko mam czas szydełkuję, robię biżuterię, piekę (to też jakaś forma twórczego działania, prawda?),... Czytaj dalej

Ostatni wpis

ericius

ericius

zaczęłam swoje wymarzone studia i po dwóch dniach jestem przerażona ilością nauki ja... Czytaj dalej

Ulubieni

_distance_
persis-tence
litruwa
illusio_doloris
mellien
Dez.
zovia
fluctus
uszanka
auroraborealis
80Ramone
RunWildRunFree
Blaze_Artist
irritator

Odznaki

Przy pomocy wpisów możesz zadać autorowi pytanie, pochwalić go, poprosić o pomoc, a przede wszystkim utrzymywać z nimi bliższy kontakt. Pamiętaj o zachowaniu kultury, jesteś gościem :)

*Jeśli chcesz odpisać konkretnej osobie, użyj funkcji " Odpowiedz" - osoba ta dostanie powiadomienie* ×
ericius

ericius

AUTOR•  

Gilbert Blythe jest miłością mojego życia and u can’t change my mind
jak byłam mała to jedna z moich ciotek dała mi odtwarzacz mp3, na start pobrała mi tam parę piosenek, teraz nawet nie bardzo pamiętam jakich i co ważniejsze dwa „audiobooki”, a właściwie słuchowiska radiowe, jak w 8 klasie się dokopałam, Teatru Polskiego Radia z końca lat 70. „Ania z Zielonego Wzgórza” i „Ania z Avonlea” czytane z podziałem na role, z efektami dźwiękowymi. słuchałam tego jakieś milion razy, będąc dzieckiem i będąc już starsza. pierwszą część znam przez to praktycznie na pamięć, jestem go tych tworów ogromnie przywiązana i dla mnie to jedyna słuszna interpretacja dźwiękowa.
kocham głos Ani młodszej, starszej i to jaka jest. Gilbert, mój ideał mężczyzny, przede wszytskim inteligentny przy czym bardzo wrażliwy i ma tu taki przepiękny głos. Maryla jest cudowna trochę jak moja już nieżyjąca babcia, a pani Linde bardzo mi przypomina taką moją też już zmarłą już sąsiadkę, jej koleżankę, charakterną i trochę przemądrzałą. mój faworyt pan Harrison jest tak z@jeb!sty, że nie da się tego opisać słowami. właściwie to mogłabym coś w tym stylu powiedzieć o absolutnie każdym, bo te postacie są wykreowane idealnie w punkt pod każdym względem, jakby właśnie wyskoczyły z książki opowiedzieć o swoich przygodach.
odkopałam to ostatnio, bo odtwarzacz sprzedałam, ale przypomniało mi się o tym słuchowisku i po prostu musiałam je sobie zostawić. oczywiście nie mogłam się powstrzymać od posłuchania chociaż kawałka przy zgrywaniu, bo po raz ostatni tego cudu audiografii słuchałam ze trzy lata temu. po pierwsze uderzyła mnie okropna nostalgia, po drugie znów zaczęłam simpować do Gilberta, a po trzecie przypomniało mi się, że kiedyś odkryłam, że jest tego wicej części (bo cała seria o Ani liczy z 7 tomów) i wtedy znalazłam tylko jeden.
pogrzebałam trochę w internecie i udało mi się pobrać jeszcze 3. „Ani z Szumiących Topoli” brak, ale chyba w takiej wersji ten tom nie istnieje, co może nie jest aż takie dziwne, bo ta część o ile dobrze pamiętam ma formę epistolarną. w każdym razie cieszę się jak dziecko, bo ta seria jest dla mnie baaardzo ważna i do tego będę miała zajęcie na najbliższe parę dni mojego obecnego pół-bezrobocia.
(a jak ktoś zna Gilberta Blythe to może go dla mnie porwać, zapłacę i dostanie w pakiecie moją dozgonną wdzięczność)

Odpowiedz
10
Chiaraa

Chiaraa

@ericius to zupełnie oddzielna powieść, którą totalnie wielbię i co jakiś czas sobie ją przypominam. Niedawno dostałam w prezencie najnowszy przekład i leży sobie przy łóżku, ot tak, żebym mogła do niej sięgnąć ;) Polecam!!!

Odpowiedz
1
80Ramone

80Ramone

@ericius czytałam tylko pierwszą część i pamiętam że mi się podobała, ale to było jako lektura więc troszkę olałam… ale takie słuchowiska, damnn, ja miałam jakieś o Bożym Narodzeniu, aczkolwiek słuchałam tego cały rok i wszystkich wkurzałam xD
Już nie mówiąc, że kiedyś pomagałam mamie posprzątać w jej robocie, znalazłam moje stare płyty z piosenkami z Disneya i wszystkie znowu przytargałam do domu….

Odpowiedz
1
pokaż więcej odpowiedzi (5)
ericius

ericius

AUTOR•  

jeszcze wam pokażę dinozaura na prezent dla mojego siostrzeńca (obawiam się, że wyszedł podobnej wielkości, co sam siostrzeniec, hah)

Odpowiedz
11
ericius

ericius

•  AUTOR

@Eisou @mellien dziękii <3

Odpowiedz
2
80Ramone

80Ramone

@ericius genialnyyyy

Odpowiedz
1
pokaż więcej odpowiedzi (6)
ericius

ericius

AUTOR•  

kolejka emerytów na badania to moja nowa trauma, i swear. czemu zawsze w tych kolejkach muszą być jakieś przepychanki i kłótnie. dziś stoje półtorej godziny, już mam wchodzić, a nagle zrespia się babka, która twierdzi, że jest bez kolejki (dlaczego? ona nie musi się tu nikomu tłumaczyć), stwierdza, że wejdzie ze mną, bo tak, po czym jak jest moja kolej to dosłownie wbiega i zatrzaskuje mi drzwi przed nosem. a ja tylko grzecznie badania musiałam sobie zrobić. warszawka.
na mojej wsi wcale nie lepiej, bo niby są godziny, ale naprzychodzi niezapisanych ludzi, a jak o 7.40 mam wchodzić na moją 7.25 to wpierdziela się przedemnie jakaś pani na 7.30 krzycząc, że się spieszy do pracy, a za nią kolejna, bo ona tylko oddać próbkę i oczywiście może sobie wejść poza kolejką, bo jest z pielęgniarką na ty. potem wychodzę po swoim badaniu, a ta sobie siedzi i gapi się w telefon, tak się do pracy spieszy. nie idzie wytrzymać z tymi ludźmi.
plusy są takie, że do mojej przychodni przyszła wreszcie dobra lekarka i zapisałam się do jakiegoś gastrologa na za parę dni z jej polecenia, prywatnie ofc. ale wychodzi na to, że ci psychiatrzy na których tak się narzeka wcale nie są tacy najdrożsi, bo taki gastrolog bierze 320-450zl za wizytę, więc chyba wcale nie lepiej. tak wiem, znowu narzekam na to samo

Odpowiedz
10
Escada

Escada

@ericius receptę załatwię bez wizyty, gorzej ze skierowaniem i samą wizytą 😅

Odpowiedz
1
80Ramone

80Ramone

@ericius geeez, tragedia… aż mi się przypomniało, jak sama byłam u rodzinnego, a do gabinetu obok była kolejka na 4 osoby, sami emeryci i prawie się pobili parasolami, bo ten przyszedł wcześniej, a ten ma na taką godzinę… a jak moi dziadkowie gdzieś idą to słyszę jeszcze lepsze historie

Odpowiedz
1
pokaż więcej odpowiedzi (3)
ericius

ericius

AUTOR•  

ostatnio sporo zajmowałam się sprzątaniem, a to strych nad garażem, a to taki typowy składzik w domu albo trochę zajmowałam się pudłami po przeprowadzce, które od trzech lat stoją upchnięte w garażu, rzeczy zabrane, bo trzeba opróżnić mieszkanie, ale niezbyt potrzebne do życia, więc tak stoją. przez to wszystko uderzyły mnie trzy myśli.
pierwsze, co przychodzi to okropne przytłoczenie ilością tych rzeczy. widzisz parę metrów sześciennych rzeczy niepotrzebych albo potrzydających się ze dwa razy do roku, które dobrze by było uporządkować i masz ochotę stamtąd uciec albo się popłakać. przeszkadza chaos, przeszkadza zajęta przestrzeń, przeszkadza, że większość tego się po prostu marnuje. p******** kapitalizm każe nam ciągle produkować, zwiększać ilość, wydajność, zarabiać pieniądze. tylko nasuwa się pytanie po co nam do cholery to wszytsko, skoro nam się już k**** nie mieści. patrzysz na karton rzeczy, które zastąpiłaś nowymi, bo miałaś ochotę i najchętniej chciałabyś, żeby nie istniał, ale jedyne co można zrobić to sprzedać, wyrzucić albo trzymać dalej. po tym wszystkim mam chęć zostać skrajną minimalistką chociaż wiem, że mi się to nie uda na ile bym chciała, mogę tylko próbować.
uderza też jakość, szczególnie ubrań. to wszytsko jest z roku na rok coraz gorsze i nie mam na myśli tylko skrajnie patologicznego fast fashion. nowe ciuchy z drogich sieciówek mi się dosłownie rozpadają, a ubrania moich rodziców mają się super, mimo że w znacznej części są starsze niż ja. znalazłam ostatnio w szafie dwudziestoletni sweter mojej mamy, z sieciówki, 100% akryl i jakimś cudem ma się lepiej niż mój akrylowy sweter kupiony zimą po trzech praniach. na matury chodziłam w marynarce od mamy, mam jej skórzaną torebkę, a moja siostra chodzi w jej spodniach z czasów jak poznała naszego ojca. tak sobie ostatnio pomyślałam, że ja większości moich obecnych ciuchów mojej potencjalnej córce dać nie będę mogła, bo to się zwyczajnie nie będzie nadawać. staram się kupować sensowne rzeczy, część sklepów omijam szerokim łukiem, bo chcę tego trochę poużywać, ale coraz częściej po prostu się nie da. znów p******** kapitalizm, któremu lepiej opłaca się wyprodukować coś, co trzeba będzie zaraz wymienić niż dobre jakościowo rzeczy. i nikt mi nie wmówi, że eko skóra jest lepsza dla środowiska, jedynym problem jest tu natury etycznej.
a w ogóle zrobiła się ze mnie przez to wszytsko strasznie sentymentalna p****. strasznie dużo myślę o przeszłości nie mogąc pozbyć się wrażenia, że kiedyś było jakoś lepiej. i tyczy się to większości momentów mojego życia, mimo że niektóre były obiektywnie rzecz biorąc gorsze niż teraz. ale ja jestem na tyle popaprana, że z sentymentem patrzę dosłownie na wszytsko. ostatnio chciałam zrobić sobie podsumowanie liceum w notatkach z podziałem na lata, bo lubię takie rzeczy dla siebie. po pierwsze to uświadomiłam sobie, że ogólnie rzecz biorąc był to dość parszywy czas. spotkało mnie bardzo dużo dobrych rzeczy, ale jednocześnie przeżyłam chyba 5 epizodów depresji i płakałam trzycyfrową ilość razy. chociaż nie czuję, żebym cokolwiek straciła, imprezowanie, bycie popularną i robienie szalonych rzeczy chyba jest nie dla mnie. zresztą głupio by było nazywać najlepszym okresem życia czasy, gdy było się dość głupim, niedoświadczonym i miało totalnie niedokształcony do końca płat przedczołowy. w ogóle lata nastoletnie są pod tym względem strasznie śmieszne, bo najpierw coś robisz będąc święcie przekonanym, że to dobry pomysł, a za jakiś czas zastanaiasz się jakim cudem powstał ci w głowie taki tok myślowy.
mój mózg też zaczął od razu krzyczeć, że najlepsza była trzecia klasa. trzecia klasa była bardzo dziwnym okresem życia, zdecydowanie pełnym lęku i overthinkowania, wydarzyło się mnóstwo rzeczy, bardzo dla mnie emocjonalnie naładowanych i to niestety w negatywny sposób. z jakiegoś powodu po czasie lepsze wydają mi się te momenty, gdzie dużo się działo, bezwzględu na to czy dobrze czy źle niż znośny, ale ciągnący się jak guma marazm.
wiem, rozpisałam się. chyba ostatnio za mało przebywam z ludźmi, którzy rozumieją moje randomowe wywnętrzanie się. jeśli ktoś dotrwał do końca to jestm wdzięczna. trzymajcie się cieplutko <3

Odpowiedz
14
Chiaraa

Chiaraa

Kurczaki, dużo z treści wpisu, to jakbym ja sama pisała (siedzisz mi w głowie?). Powiem Ci, co a propos tych kartonów i porządkowania dopiero daje w psyche, sprzątanie po zmarłych rodzicach…Ja "przerobiłam" ten temat po Mamie i zryło mi głowę mocno (byłyśmy bardzo związane).

Odpowiedz
1
80Ramone

80Ramone

@ericius omg zgadzam się, tych rzeczy jest po prostu za dużo, jakby się nie dało korzystać z tego, co już jest… ja akurat nie umiałabym w minimalizm, ale niech te graty przynajmniej mają jakiś sens..
Z ubraniami też racja, mam takie fajne spodnie, no nie dłużej niż 2 lata i ciągle muszę je szyć, tylko dlatego, że w nich chodzę… za to mam też kilka koszulek, które pamiętają jeszcze 3 klasę podstawówki i pomijając kilka ubrudzeń, to są idealne
Liceum to ogólnie dziwny czas, gdzie niby wiemy, ale w sumie to nie. U mnie najlepsza była 1 klasa, tyle że wtedy ze mną było najgorzej i nawet tego nie czułam :/
No i jasne, że nic nie straciłaś, bo robiłaś masę innych fajnych rzeczy :D może kiedyś było lepiej, bo już wiemy, jak było i że teoretycznie mogłoby być gorzej, sama nie wiem
Uwielbiam Twoje wpisy, co prawda zwykle jestem tu z opóźnieniem, ale serio świetnie o tym wszystkim piszesz <3

Odpowiedz
1
ericius

ericius

AUTOR•  

służba zdrowia jest jak:
mam przewlekłą, autoimmunologiczną chorobę jelit (WZJG jakby ktoś był ciekawy). odkąd mi to zdiagnozowali 8 lat temu dali mi leki i wszystko było super, nawet odstawiłam immunosupresję po 4 latach. skończyłam 18 lat, pożegnałam swój naprawdę dobry szpital i dostałam skierowanie na dorosłych. poszłam do jakiejś młodej lekarki, było wszystko okej, więc nawet nie musiała specjalnie się wykazywać, dała jakieś badania, jak wyjdą dobrze do zobaczenia za rok. wyszły dobrze, ale dwa miesięce minęły, a mój układ pokarmowy zaczął o**********, może z przeciążenia psychicznego przed maturami, może z innej okazji. gastrolożka zaginęła w akcji, zapisać przez telefon się tam nie da, bo ciągle wysyłają pod inny numer. poszłam do lekarza w mojej przychodni, jedyna sensowna lekarka stamtąd zniknęła, został jeden, który jest kiepski podobno i jakiś świeżo po studiach. poszłam do tego młodego, facet kompletnie zdezorientowany, dał mi badania, ale wyszły okej, więc dalej dezorientacja, patrzy na mnie pytająco u mówi, że może da mi antybiotyk na jelita albo żebym może zwiększyła moje leki o połowę licząc, że mu sama coś powiem, ledwo pełnoletnia dziewczyna, co z mamą przyszła… dalej próbuję się zapisać w szpitalu, tym razem osobiście z jednej rejestracji odsyłają do jakiegoś sekretariatu, gdzie babka opieprza moją mamę, o to jak nam lekarka kazała się zapisać i łaskawie wpisuje wizytę na październik. szybciej się nie da, jakby coś się działo to na SOR. spoko, czyli mam sobie tak siedzieć i czekać narażając się na pogorszenie w stylu bóle brzucha uniemożliwiające życia, latanie do łazienki po kilkanaście razy na dzień albo krwotoki? not funny at all.
wygląda na to, że będę musiała iść prywatnie, ale nawet nie wiem gdzie bym mogła, a po paru ostatnich wizytach prywatnych w różnych branżach mam wrażenie, że ci tam powiedzą cokolwiek, byle kasę dostać i do widzenia. nie mam problemu, żeby zapłacić komuś kto mi pomoże, ale jak mam iść po to, żeby mi wciskali usilnie leki na sen, pierdzielili o swoich dzieciach i wnukach albo chcieli wlepić półroczny antybiotyk na bakteryjne zapalenie mieszków włosowych, którego nie mam to ja dziękuję

Odpowiedz
7
ericius

ericius

•  AUTOR

@irritator ma to sens, będę musiała kogoś poszukać

Odpowiedz
1
80Ramone

80Ramone

@ericius geez, trzymaj się tam, mam nadzieję, że to się szybko rozwiąże… nie sądziłam że to powiem, ale już nawet moją neurolog było łatwiej znaleźć, a też był cyrk, bo nikt nie chciał przyjąć dziecka lat 15
Oby ta fajna jednak się odezwała..

Odpowiedz
1
pokaż więcej odpowiedzi (4)