Oboje opieraliśmy się o ściany. (…) Wpatrywaliśmy się w siebie, tylko w siebie. Każde z nas obawiało się odwrócić wzrok… Albo po prostu nie chciało tego robić.

Jego włosy były, jak zwykle, dość luźno ułożone, a jasnobrązowe oczy spoglądały na mnie z zainteresowaniem i ciekawością. Miałam wrażenie, że to spojrzenie zaraz przebije mnie na wylot.
– Od tamtego pożegnania z nim, nie usłyszałam od Ciebie, że jest dobrze. On Cię zniszczył i zabrał szczęście. – Nie. To on był moim szczęściem. – Powiedziałam czując słoną ciecz na swoich policzkach.










