
80Ramone
1504
O mnie
Z tej strony Ramone, dobrze Cię widzieć!
she/he/they
17 (+1) & strung out on confusion
🖤Saviors💖
10/06/24 — Green Day & Donots (Berlin)
"I know it's raining, but it's a beautiful night out tonight!" ~BJA
17/06/25 – Green Day... Czytaj dalej
Ostatni wpis
Odznaki

Zaloguj się, aby dodać nowy wpis.
Mike dostał wczoraj/dziś (nie ogarniam stref czasowych) Lifetime Achievement Award i chociaż nie do końca ogarniam te wszystkie nagrody, to jestem bardzo dumna z pysia :3 tak dobrze było znowu ich razem zobaczyć, no zrobiło mi to dzień, zaraz lecę go rysować, aż otworzyłam nowy szkicownik, który czekał na specjalną okazję
A tak z innych rzeczy to ostatnio byłam u nowej psycholog. Generalnie bardzo fajna kobieta, taka otwarta. I wiecie co? Opowiedziałam jej o moich problemach z nauką. Że nie umiem się skupić, rozpraszać może mnie nawet kolor ściany, regularnie muszę robić moje bransoletki od nowa, bo wiecznie je mimowolnie rozciągam, no i tam masę innych rzeczy. Babka tak słucha, myśli myśli, już mnie miała wysyłać na diagnozę adhd, ale nagle sobie przypomniałam, że ona może nie wiedzieć o mojej chorobie i że od kilku lat jestem na lekach. No i faktycznie, nie wiedziała, jak tylko to usłyszała, to od razu odrzuciła to adhd, bo to chyba faktycznie się jakoś łączy z moim przypadkiem. Potem sama zaczęła mnie wypytywać. Pytała, czy ja zawsze nie mogę się skupić, a potem spytała też, czy mam takie zawieszenia. Nie kojarzę, żeby ktokolwiek kiedykolwiek mnie o to spytał, a to coś, co ostatnio mocno mnie męczy. Nie ważne, jak bardzo próbuję nie spać np na lekcji, oczy mi się same zamykają, albo ziewam tak często, że potem mam ochotę podejść do nauczyciela i przeprosić, chociaż nauczyciele też wiedzą o mojej sytuacji. Próbowałam już trzymać nogę lub obie w górze, żeby nie spać, potem gryzłam język, bawiłam się wszystkim, co mi wpada w ręce, rysuję po zeszytach, robię różne inne dziwne rzeczy, a i tak praktycznie śpię. Nie trwa to długo, ale czasem można do mnie mówić, a ja i tak nie kontaktuję. Jedyne co, to chyba nigdy mi się to nie zdarzyło na dworze. Spytała mnie o to i pierwszy raz czułam się zrozumiana. Potem zaczęła mi mówić, że próbowałam już całej masy rzeczy, że dobrze się znam i że dobrze sobie radzę, patrząc na to, ze mam to wszystko trochę utrudnione. I może nie dowiedziałam się niczego, czego bym wcześniej nie wydedukowała, ale ktoś zauważył to, że próbuję i tbh potrzebowałam tego bardziej niż mi się wydawało
A z tym adhd też mnie zaciekawiła, bo kiedyś o tym czytałam i utożsamiam się tylko z kilkoma rzeczami, takimi powiedzmy nie głównymi objawami, ale teraz się zastanawiam, czy i jak jedno z drugim się łączy..
Tak to napisałam, jakby ktoś z Was też tak czuł, no to nie jesteście sami <3



80Ramone
AUTOR•BILLIE Z SYNEM COVERUJĄCY BOWIEGO NIE BYLI NA MOIM BINGO 2026 ALE NAWET NIE WIECIE, JAK BARDZO TERAZ LATAM PODJARANA PO POKOJU, MIMO ŻE WSTAJĘ ZA NIECAŁE 6H
CZASEM ŻYCIE SERIO JEST PIĘKNE <333
https://youtu.be/9l1tDcFkV6c?si=yrWSzC42tjkBCouO
ericius
@80Ramone o kurcze i to jeszcze moje ulubione heroes
80Ramone
• AUTOR@ericius co nieee
80Ramone
AUTOR•Ej, mam takie pytanie
Czy Wy też tak macie, że jak ktoś z Waszych przyjaciół lub bliskich znajomych ogłosi Wam, że ma crusha lub jest w związku, to czujecie się, jakby dział się koniec świata?
Bo ja mam tak za każdym razem. Co prawda mi jest ciężej to wszystko zrozumieć, bo co prawda nie wykluczam, że kiedyś z kimś będę, ale nie rwę się do tego i nie byłabym w stanie teraz się z tym bawić (i nie chodzi mi tu o moją sytuację, klasę maturalną i inne rzeczy, po prostu wiem, że jeśli przez całe życie będę taka jak teraz, to będę sama i tyle). Może więc dlatego tak się tego boję. Ale nie rozumiem tego, jak działa większość związków. Są takie, które zaczynają się od znajomości, potem przechodzą w przyjaźń, aż pewnego dnia jedna ze stron pyta o związek i ta druga jest wniebowzięta. Takie coś rozumiem. Ale nie potrafię pojąć czegoś takiego, że ledwo kojarzysz osobę z widzenia, lub znasz ją bardzo krótko i od razu wchodzicie w związek. Takie branie osoby, która w ten czy inny sposób Cię pociąga, ale tak naprawdę jest takim samym randomem, jak każdy inny, i nazywasz ją swoją. Całujesz przytulasz i robisz inne rzeczy, tylko wam wiadome
I może to tutaj jest ten mój lęk. Staram się angażować w relacje, próbuję wynaleźć czas znikąd (chociaż nie zawsze się udaje, zwłaszcza teraz :/), potrafię poświęcić sen, żeby tylko ktoś nie czuł się samotny podczas cięższej nocy. Gdy ktoś z moich przyjaciół w jakiś sposób krzywdzi samego siebie, również to przeżywam, psychicznie. Nawet nauczyłam się mniej mówić, żeby tylko więcej słuchać, bo w obecnym świecie ludzie w nornalnym stanie (tzn nie ogarnięci przez głód czy wojny) potrzebują przede wszystkim wysłuchania i przytulenia. Przytulać też się nauczyłam, chociaż latami tego nienawidziłam (ale teraz lubię :3). Staram się jakoś żyć tymi relacjami, co trwa latami. A potem pojawia się crush. I wtedy wszystkie moje starania, słuchanie i bycie przy drugiej osobie idą w p¡zdu i szuka się mnie tylko, gdy crush gdzieś pójdzie. A jak ktoś znajdzie sobie partnera to już zaczynam się podświadomie żegnać z tą osobą, bo wiem, że znowu skończy się tak samo
Raz przegrałam z typem, dla którego związek z osobą był zakładem, była dla niego warta kebaba. Innym razem sama przeżywałam załamanie nerwowe, gdy osoba godzinami gadała na kamerce z dziewczyną, z którą weszła w związek tego samego dnia. Większość podstawówki spędziłam sama, bo osoba szukała tEgO kOgOś, bo osoba szukała miłości, a nie jedynie przyjaźni, bo osoba chciała być fajna, a ja tylko zawadzałam. Wiele razy wysłuchałam zapłakanej osoby, by po wyżaleniu się po prostu wstawała i szła do innej osoby pogadać o fajnych rzeczach, a ja zostawałam z mętlikiem w głowie, czy próbować jej pomóc, czy też rzucić wszystko w ch0lerę. Raz miałam wrażenie, że zawadzam osobie, więc nie napisałam pierwsza, a osoba nawet nie zauważyła i po miesiącach napisała jak gdyby nigdy nic. Jeszcze innym razem byłam jedyną osobą na ławce, która patrzyła dookoła, nie w telefon i nie odpisywała crushowi/chłopakowi. Czara goryczy przelała się, gdy osoba obwiniała mnie o to, że mi przykro, że mnie olewa, a następnie wygarnęła, że może i przeszłyśmy sporo razem, ale mam się już zamknąć, bo ma chłopaka i musi z tego korzystać
Osoba nie jest jednym i tym samym człowiekiem, ale każda z nich to ktoś, kto przez jakiś czas nazywał lub wciąż nazywa mnie swoją przyjaciółką. Niektóre sytuacje zostały wyjaśnione, inne to rany nawet wieloletnie, które zawsze rozdrapię zanim się zagoją
Czasem naprawdę chciałabym uciec z dala od wszystkich ludzi, żeby już nigdy tego nie czuć. Albo zostać mnichem, który żyje gdzieśtam z współbraćmi i nie dotyczą go tego typu problemy. Bo chociaż z całego serca kibicuję moim przyjaciołom, to nigdy nie przestanie mnie to boleć. Gdy całe lata wysiłku kończą się na myśli "o, ten fajny" i znowu staję się niewidzialna
KillerQueen...
@80Ramone ożeż, co chodzi o mnie to zależy. W rodzinie jak są nowi wujkowie to zazwyczaj spoko, ale jak ciocia tu już tak średnio. W kwestii mojego środowiska szkolnego, to jeszcze soę nie zaczęły Chb jako tako związki, ale jak już ktoś wejdzie w taki związek, to ich po prostu obgaduje xD.
Nigdy nie miałam chb takiej sytuacji jak ty, ale mega słabe kurde no. Osobiście bym po prostu udawała obojętną i ani się nie cieszyła nowym związkiem, ani nie załamywała porażką. To chyba najgorsze uczucie dla drugiej osoby. I może to nie jest najlepsze rozwiązanie, no ale ja bym tak zrobiła, skoro wsparcie jest jednostronne no. A ja mam akurat ludzi gdzieś i do tej pory miałam tylko jedną koleżankę i wsm też kolegę, na których mi najwięcej w życiu zależało. I jedna i druga osoba była z Ukrainy. Z jedną dziewczyną w 3 klasie nawiązałam super relacje, lecz niestety się wyprowadziła. Chłopak też chodził że mną do klasy i siedziałam z nim na polskim. Super mi się z nim gadało i wgl. Później też odszedł z naszej klasy i wam to była to gruba sprawa, ale jak go raz zobaczyłam (jakieś dwa lata po tym) to z przyzwyczajenia uznałam, że mnie nie rozpozna, a mnie rozpoznał za pierwszym razem i nawet moje imię zapamiętał. Poczułam się jak w jskiejś scenie z filmu dosłownie no. A tak to chb aktualnie nie ma osoby w moim wieku, na którj by mi zależało, więcej mam takich osób w moich dorosłych znajomych.
Ja bym Chb po prostu dystans zachowała i to od początku no. To tylko moje zdanie
ericius
@80Ramone oj, przykro mi. osobiście tak nie mam, może to kwestia tego jakie moje przyjaciółki mają do tego podejście. moim zdaniem, jak ktoś zostawia przyjaciółkę, tylko dlatego, że jakiś typ zwróci na nią uwagę jest wybitnie ch**owe. rozumiem, że na początku relacji może to być bardzo angażujące, ale byłabym mocno rozczarowana gdyby moja przyjaciółka znalazła sobie jakiegoś typa i spędzając czas ze mną wiecznie z nim pisała i wystawiała mnie gdy tylko pojawi się okazja spotkania z nim (piszę w takich formach, bo głównie mam w swoim otoczeniu dziewczyny).
w każdym razie uważam, że zostawianie przyjaciół dla swojej miłości nie jest czymś normalnym i w porządku. wiadomo, że trzeba ten czas jakoś podzielić, ale 10% dla przyjaciół, reszta dla crusha, a znajomym gadanie tylko o nim jak już łaskawie się zjawisz jest beznadziejne.
przykro mi, że miałaś tyle takich sytuacji i rozumiem, że to było dla ciebie bardzo nieprzyjemne 🫂🫂
80Ramone
AUTOR•Dokładnie 2 lata temu Green Day dał nam Saviors, a ja dalej czuję się, jakby to było wczoraj
I chociaż mogłabym tutaj rozpisywać się o tym, jak bardzo zmieniło się moje życie przez ten czas, to ja chciałabym po prostu ich wyściskać, raz a mocno. Za każdy dzień, który umililo mi słuchanie tego albumu w kółko, za każde jedno przesłuchanie Bobby Sox i za każdą wspaniałą duszyczkę, którą było mi dane poznać właśnie dzięki GD (a niektóre nawet na żywo wytulić)
The American Dream Is Killing Me to pierwsza piosenka, jaką usłyszałam od nich na żywo i jeśli miałabym do czegoś porównać to uczucie, to był to ogromny przytulas połączony z chłodnym powietrzem w upalny dzień, i taką magiczną myślą, że coś się spełniło. Nigdy nie zapomnę też dnia, gdy wyszedł tenże singiel i chociaż tylko moje bliższe koleżanki znały powód, to jestem pewna, że cała klasa widziała wtedy moją najbardziej podekscytowaną wersję
Look Ma, No Brains – wyszło w dniu, w którym ogłosili trasę i dopiero usłyszenie jej na żywo uświadomiło mi, jak wiele dla mnie znaczy. Zaczęłam nią rok 2024, czyli najpiękniejszy w moim życiu, zaczął się słowami "don't panic" i chyba coś w tym jest
Bobby Sox – moja najukochańsza piosenka pod słońcem, bo jak jej słucham, to czuję, że kocham. GD, moją rodzinę i przyjaciół, samą siebie. Słyszałam ją na żywo 2 razy i wciąż nie wierzę, że to się wydarzyło. W dodatku w Wiedniu jeden ziomek wrzucił Billiemu pride flagę właśnie na tej piosence. I chociaż przez zamienne boyfriend i girlfriend stało się to hymnem biseksualistów, to ja kocham ją też za pomyślenie o mnie, poprzez dodanie best friend oraz "do you wanna be my…?". Była to też pierwsza piosenka, którą słuchałam dokładnie o północy te 2 lata temu i to wtedy stwierdziłam, że ten album będzie wspaniały. No i raz grałam ją w duecie ze znajomą, z którą co prawda nie mam już kontaktu, ale mam z nią kilka super wspomnień. Też była na koncercie w Berlinie, a nawet wtedy nie wiedziałyśmy o sobie (wtedy chodziła do mojej szkoły)
One Eyed Bastard – moje mentalne zwierzę. Usłyszene po raz pierwszy jako przeciek na tiktoku w maju 2023, po to, by dostać podjarki absolutnej i 2 lata później jechać do Wiednia głównie po to, żeby to usłyszeć
Dilemma – singiel wyszedł w moją piątą rocznicę z Zieleńcami i traktuję to trochę jak prezent :3 również słyszałam na żywo, a teraz słucham jej, gdy życie jest za ciężkie
1981 – zagrali to na festiwalu w sierpniu 2023 i to był pierwszy oficjalny sygnał, że coś się dzieje. Nigdy nie zapomnę tego uczucia
Goodnight Adeline – pomogła mi przetrwać rozstanie, z którego myślałam, że się nie wygrzebię
Coma City – nie mam z tym szczegolnych wspomnień, ale bardzo buja <3
Corvette Summer – GD udostępnili na swoim instagramie mojego fanarta do teledysku tej piosenki i chyba wciąż, po 1,5 roku, nie potrafię tego do końca zrozumieć
Suzie Chapstick – było ze mną zawsze, gdy nie było nikogo innego i pokazało mi, że tęsknota też może być słodka
Strange Days Are Here to Stay – to był mój faworyt po pierwszym odsłuchu i choć teraz wolę inne piosenki, to wciąż jest wysoko w rankingu
Living in the '20s – początkowo za nią nie przepadałam, ale tekst raz mnie tak trafił, że ciągle o nim myślę…
Father to a Son – najbardziej kojąca piosenka na albumie i chociaż nie jestem synem Billiego, to pozwala mi się poczuć tak, jakby opiekował się on mną jak swoim dzieckiem
Saviors – buja. A nawiązując do tytułu utworu i albumu – gdy ogłosili, że album nazywa się Saviors, byłam 5 miesięcy po wyjściu z myśli samob*jczych i płakałam przez ładnych kilka minut. Przy ludziach, w szkole. Nikt nie wiedział, o co chodzi, wciąż nie wiedzą. To ja mówiłam sobie, że muszę dożyć do nowej płyty i to ja przekonałam się, że to ona mnie ocaliła
Fancy Sauce – ta piosenka ma zapach, change my mind. Taki sentymentalny, którego nie potrafię nazwać, ale już go kiedyś czułam… bardzo się na niej wzruszam, również jeden z moich faworytów, no i instrumentalne chyba moja ulubiona <3
A najbardziej podoba mi się to, że album nazwany Saviors składa się z 15 piosenek, z których każda ratuje mnie na swój własny sposób. Jest jak 15 tabletek, każda na inną dolegliwość, razem działają wręcz magicznie <3
Strzeliłam szybkiego arta z tej okazji, na zdjęciu również elementy merchu, rzeczy z koncertu i bransoletka ręcznie robiona :D
KillerQueen...
Też chce byç taką fanką Queen jak ty GD 🥰🥰. No ale cóż, na ich koncert już raczej nie pojadę 😅
Klondie
@80Ramone przeczytałam. Całe
80Ramone
AUTOR•Billie po raz kolejny pokazał, jak silnym jest człowieczkiem
Kojarzycie taki występ z 2012 na iHeart Radio? Skrócili im występ o dobre 20 minut (w trakcie koncertu). Billie był w swoim najgorszym dole jeśli chodzi o alkoholizm, więc w trakcie Basket Case po prostu przestał grać, zwyzywał wszystko i wszystkich, rozwalił gitarę i poszedł. Zakończył mówiąc, że jeszcze wrócą. Dzień później nic z tego nie pamiętał i Adrienne wysłała go natychmiastowo na odwyk, dosłownie w ostatniej chwili
Wczoraj znów grali na iHeart Radio. Nie pierwszy raz od tamtego wydarzenia. Gdy zaczynał grać Good Riddance, nagle zaczął odliczać od 5 i się pożegnał, roześmiał i udawał, że schodzi ze sceny, a potem wrócił, żeby jednak zagrać tamto Good Riddance. Jak ktoś wie o co chodzi, to od razu wyłapie powiązanie
I życzę Wam, żebyśmy wszyscy kiedyś potrafili śmiać się z czegoś, co kiedyś prawie nas zabiło, lub co teraz nas niemiłosiernie męczy. Każdy koncert zasługuje na Basket Case i Good Riddance zagrane w całości (chociaż to drugie mi w Berlinie przypadło w wersji przyspieszonej, Berlin ma ciszę nocną XD)
Pookie looks so fine <3
Klondie
@80Ramone aaa to o to chodziło
Kurde, Billie to faktycznie silny człowiek
Silniejszy od nas wszystkich z pewnością i godny podziwu jeśli o to chodzi. Każdy ma przestępki, ale, no, chłop pokazał, że najważniejsze jest mieć do siebie dystans, bo bez tego trauma hits harder
Styczniowka
@80Ramone ja tam sama marzę, żeby tak zwyzywać wszystko i wszystkich – chociaż i tak często robię to i tak w głowie – ale jak się takie coś pamięta (czyli inaczej niż u BJ) to to musi być cholernie oczyszczające, zwłaszcza jak się tego nazbierało w ciul – jak u mnie… Chociaż samo pokrzyczenie w przestrzeń, bez skrępowania, jakby obdzierano cię ze skóry, też byłoby cudowną alternatywą
Ale tak szczerze to u Billiego serio widać ten dystans – najpierw dystans do WMUWSE, teraz to 👏🏻
80Ramone
AUTOR•Ostatnio dniami zastanawiałam się, co się ze mną dzieje. A dziś się obudziłam, zobaczyłam te wszystkie nowe zdjęcia i filmiki i już widzę, że po prostu brakowało mi tych pajacy <3
https://youtube.com/shorts/JcG55Q3br5Y?si=NhK-SDOccmR8QAQ3
KillerQueen...
@80Ramone to ja mam tak samo, kiedy za mało Queen słucham
Klondie
@80Ramone i ich kochamy