
80Ramone
1504
O mnie
Z tej strony Ramone, dobrze Cię widzieć!
she/he/they
17 (+1) & strung out on confusion
🖤Saviors💖
10/06/24 — Green Day & Donots (Berlin)
"I know it's raining, but it's a beautiful night out tonight!" ~BJA
17/06/25 – Green Day... Czytaj dalej
Ostatni wpis
Odznaki

Zaloguj się, aby dodać nowy wpis.
Ej, mam takie pytanie
Czy Wy też tak macie, że jak ktoś z Waszych przyjaciół lub bliskich znajomych ogłosi Wam, że ma crusha lub jest w związku, to czujecie się, jakby dział się koniec świata?
Bo ja mam tak za każdym razem. Co prawda mi jest ciężej to wszystko zrozumieć, bo co prawda nie wykluczam, że kiedyś z kimś będę, ale nie rwę się do tego i nie byłabym w stanie teraz się z tym bawić (i nie chodzi mi tu o moją sytuację, klasę maturalną i inne rzeczy, po prostu wiem, że jeśli przez całe życie będę taka jak teraz, to będę sama i tyle). Może więc dlatego tak się tego boję. Ale nie rozumiem tego, jak działa większość związków. Są takie, które zaczynają się od znajomości, potem przechodzą w przyjaźń, aż pewnego dnia jedna ze stron pyta o związek i ta druga jest wniebowzięta. Takie coś rozumiem. Ale nie potrafię pojąć czegoś takiego, że ledwo kojarzysz osobę z widzenia, lub znasz ją bardzo krótko i od razu wchodzicie w związek. Takie branie osoby, która w ten czy inny sposób Cię pociąga, ale tak naprawdę jest takim samym randomem, jak każdy inny, i nazywasz ją swoją. Całujesz przytulasz i robisz inne rzeczy, tylko wam wiadome
I może to tutaj jest ten mój lęk. Staram się angażować w relacje, próbuję wynaleźć czas znikąd (chociaż nie zawsze się udaje, zwłaszcza teraz :/), potrafię poświęcić sen, żeby tylko ktoś nie czuł się samotny podczas cięższej nocy. Gdy ktoś z moich przyjaciół w jakiś sposób krzywdzi samego siebie, również to przeżywam, psychicznie. Nawet nauczyłam się mniej mówić, żeby tylko więcej słuchać, bo w obecnym świecie ludzie w nornalnym stanie (tzn nie ogarnięci przez głód czy wojny) potrzebują przede wszystkim wysłuchania i przytulenia. Przytulać też się nauczyłam, chociaż latami tego nienawidziłam (ale teraz lubię :3). Staram się jakoś żyć tymi relacjami, co trwa latami. A potem pojawia się crush. I wtedy wszystkie moje starania, słuchanie i bycie przy drugiej osobie idą w p¡zdu i szuka się mnie tylko, gdy crush gdzieś pójdzie. A jak ktoś znajdzie sobie partnera to już zaczynam się podświadomie żegnać z tą osobą, bo wiem, że znowu skończy się tak samo
Raz przegrałam z typem, dla którego związek z osobą był zakładem, była dla niego warta kebaba. Innym razem sama przeżywałam załamanie nerwowe, gdy osoba godzinami gadała na kamerce z dziewczyną, z którą weszła w związek tego samego dnia. Większość podstawówki spędziłam sama, bo osoba szukała tEgO kOgOś, bo osoba szukała miłości, a nie jedynie przyjaźni, bo osoba chciała być fajna, a ja tylko zawadzałam. Wiele razy wysłuchałam zapłakanej osoby, by po wyżaleniu się po prostu wstawała i szła do innej osoby pogadać o fajnych rzeczach, a ja zostawałam z mętlikiem w głowie, czy próbować jej pomóc, czy też rzucić wszystko w ch0lerę. Raz miałam wrażenie, że zawadzam osobie, więc nie napisałam pierwsza, a osoba nawet nie zauważyła i po miesiącach napisała jak gdyby nigdy nic. Jeszcze innym razem byłam jedyną osobą na ławce, która patrzyła dookoła, nie w telefon i nie odpisywała crushowi/chłopakowi. Czara goryczy przelała się, gdy osoba obwiniała mnie o to, że mi przykro, że mnie olewa, a następnie wygarnęła, że może i przeszłyśmy sporo razem, ale mam się już zamknąć, bo ma chłopaka i musi z tego korzystać
Osoba nie jest jednym i tym samym człowiekiem, ale każda z nich to ktoś, kto przez jakiś czas nazywał lub wciąż nazywa mnie swoją przyjaciółką. Niektóre sytuacje zostały wyjaśnione, inne to rany nawet wieloletnie, które zawsze rozdrapię zanim się zagoją
Czasem naprawdę chciałabym uciec z dala od wszystkich ludzi, żeby już nigdy tego nie czuć. Albo zostać mnichem, który żyje gdzieśtam z współbraćmi i nie dotyczą go tego typu problemy. Bo chociaż z całego serca kibicuję moim przyjaciołom, to nigdy nie przestanie mnie to boleć. Gdy całe lata wysiłku kończą się na myśli "o, ten fajny" i znowu staję się niewidzialna
@80Ramone na szczęście jesscze się tak u mnie nie stało, ale z pewnością zawaliłby mi się cały świat gdyby mój przyjaciel ogłosił że się zakochał czy tam jest w związku. Być może dlatego, że moim crushem jest mój najlepszy przyjaciel.
@AleArcheolog oj wierzę :<
U mnie raz tak było, ale wiedziałam, że i tak z nią nie będę, więc nawet na nic nie liczyłam
@80Ramone ożeż, co chodzi o mnie to zależy. W rodzinie jak są nowi wujkowie to zazwyczaj spoko, ale jak ciocia tu już tak średnio. W kwestii mojego środowiska szkolnego, to jeszcze soę nie zaczęły Chb jako tako związki, ale jak już ktoś wejdzie w taki związek, to ich po prostu obgaduje xD.
Nigdy nie miałam chb takiej sytuacji jak ty, ale mega słabe kurde no. Osobiście bym po prostu udawała obojętną i ani się nie cieszyła nowym związkiem, ani nie załamywała porażką. To chyba najgorsze uczucie dla drugiej osoby. I może to nie jest najlepsze rozwiązanie, no ale ja bym tak zrobiła, skoro wsparcie jest jednostronne no. A ja mam akurat ludzi gdzieś i do tej pory miałam tylko jedną koleżankę i wsm też kolegę, na których mi najwięcej w życiu zależało. I jedna i druga osoba była z Ukrainy. Z jedną dziewczyną w 3 klasie nawiązałam super relacje, lecz niestety się wyprowadziła. Chłopak też chodził że mną do klasy i siedziałam z nim na polskim. Super mi się z nim gadało i wgl. Później też odszedł z naszej klasy i wam to była to gruba sprawa, ale jak go raz zobaczyłam (jakieś dwa lata po tym) to z przyzwyczajenia uznałam, że mnie nie rozpozna, a mnie rozpoznał za pierwszym razem i nawet moje imię zapamiętał. Poczułam się jak w jskiejś scenie z filmu dosłownie no. A tak to chb aktualnie nie ma osoby w moim wieku, na którj by mi zależało, więcej mam takich osób w moich dorosłych znajomych.
Ja bym Chb po prostu dystans zachowała i to od początku no. To tylko moje zdanie
@80Ramone oj, przykro mi. osobiście tak nie mam, może to kwestia tego jakie moje przyjaciółki mają do tego podejście. moim zdaniem, jak ktoś zostawia przyjaciółkę, tylko dlatego, że jakiś typ zwróci na nią uwagę jest wybitnie ch**owe. rozumiem, że na początku relacji może to być bardzo angażujące, ale byłabym mocno rozczarowana gdyby moja przyjaciółka znalazła sobie jakiegoś typa i spędzając czas ze mną wiecznie z nim pisała i wystawiała mnie gdy tylko pojawi się okazja spotkania z nim (piszę w takich formach, bo głównie mam w swoim otoczeniu dziewczyny).
w każdym razie uważam, że zostawianie przyjaciół dla swojej miłości nie jest czymś normalnym i w porządku. wiadomo, że trzeba ten czas jakoś podzielić, ale 10% dla przyjaciół, reszta dla crusha, a znajomym gadanie tylko o nim jak już łaskawie się zjawisz jest beznadziejne.
przykro mi, że miałaś tyle takich sytuacji i rozumiem, że to było dla ciebie bardzo nieprzyjemne 🫂🫂



80Ramone
AUTOR•Dokładnie 2 lata temu Green Day dał nam Saviors, a ja dalej czuję się, jakby to było wczoraj
I chociaż mogłabym tutaj rozpisywać się o tym, jak bardzo zmieniło się moje życie przez ten czas, to ja chciałabym po prostu ich wyściskać, raz a mocno. Za każdy dzień, który umililo mi słuchanie tego albumu w kółko, za każde jedno przesłuchanie Bobby Sox i za każdą wspaniałą duszyczkę, którą było mi dane poznać właśnie dzięki GD (a niektóre nawet na żywo wytulić)
The American Dream Is Killing Me to pierwsza piosenka, jaką usłyszałam od nich na żywo i jeśli miałabym do czegoś porównać to uczucie, to był to ogromny przytulas połączony z chłodnym powietrzem w upalny dzień, i taką magiczną myślą, że coś się spełniło. Nigdy nie zapomnę też dnia, gdy wyszedł tenże singiel i chociaż tylko moje bliższe koleżanki znały powód, to jestem pewna, że cała klasa widziała wtedy moją najbardziej podekscytowaną wersję
Look Ma, No Brains – wyszło w dniu, w którym ogłosili trasę i dopiero usłyszenie jej na żywo uświadomiło mi, jak wiele dla mnie znaczy. Zaczęłam nią rok 2024, czyli najpiękniejszy w moim życiu, zaczął się słowami "don't panic" i chyba coś w tym jest
Bobby Sox – moja najukochańsza piosenka pod słońcem, bo jak jej słucham, to czuję, że kocham. GD, moją rodzinę i przyjaciół, samą siebie. Słyszałam ją na żywo 2 razy i wciąż nie wierzę, że to się wydarzyło. W dodatku w Wiedniu jeden ziomek wrzucił Billiemu pride flagę właśnie na tej piosence. I chociaż przez zamienne boyfriend i girlfriend stało się to hymnem biseksualistów, to ja kocham ją też za pomyślenie o mnie, poprzez dodanie best friend oraz "do you wanna be my…?". Była to też pierwsza piosenka, którą słuchałam dokładnie o północy te 2 lata temu i to wtedy stwierdziłam, że ten album będzie wspaniały. No i raz grałam ją w duecie ze znajomą, z którą co prawda nie mam już kontaktu, ale mam z nią kilka super wspomnień. Też była na koncercie w Berlinie, a nawet wtedy nie wiedziałyśmy o sobie (wtedy chodziła do mojej szkoły)
One Eyed Bastard – moje mentalne zwierzę. Usłyszene po raz pierwszy jako przeciek na tiktoku w maju 2023, po to, by dostać podjarki absolutnej i 2 lata później jechać do Wiednia głównie po to, żeby to usłyszeć
Dilemma – singiel wyszedł w moją piątą rocznicę z Zieleńcami i traktuję to trochę jak prezent :3 również słyszałam na żywo, a teraz słucham jej, gdy życie jest za ciężkie
1981 – zagrali to na festiwalu w sierpniu 2023 i to był pierwszy oficjalny sygnał, że coś się dzieje. Nigdy nie zapomnę tego uczucia
Goodnight Adeline – pomogła mi przetrwać rozstanie, z którego myślałam, że się nie wygrzebię
Coma City – nie mam z tym szczegolnych wspomnień, ale bardzo buja <3
Corvette Summer – GD udostępnili na swoim instagramie mojego fanarta do teledysku tej piosenki i chyba wciąż, po 1,5 roku, nie potrafię tego do końca zrozumieć
Suzie Chapstick – było ze mną zawsze, gdy nie było nikogo innego i pokazało mi, że tęsknota też może być słodka
Strange Days Are Here to Stay – to był mój faworyt po pierwszym odsłuchu i choć teraz wolę inne piosenki, to wciąż jest wysoko w rankingu
Living in the '20s – początkowo za nią nie przepadałam, ale tekst raz mnie tak trafił, że ciągle o nim myślę…
Father to a Son – najbardziej kojąca piosenka na albumie i chociaż nie jestem synem Billiego, to pozwala mi się poczuć tak, jakby opiekował się on mną jak swoim dzieckiem
Saviors – buja. A nawiązując do tytułu utworu i albumu – gdy ogłosili, że album nazywa się Saviors, byłam 5 miesięcy po wyjściu z myśli samob*jczych i płakałam przez ładnych kilka minut. Przy ludziach, w szkole. Nikt nie wiedział, o co chodzi, wciąż nie wiedzą. To ja mówiłam sobie, że muszę dożyć do nowej płyty i to ja przekonałam się, że to ona mnie ocaliła
Fancy Sauce – ta piosenka ma zapach, change my mind. Taki sentymentalny, którego nie potrafię nazwać, ale już go kiedyś czułam… bardzo się na niej wzruszam, również jeden z moich faworytów, no i instrumentalne chyba moja ulubiona <3
A najbardziej podoba mi się to, że album nazwany Saviors składa się z 15 piosenek, z których każda ratuje mnie na swój własny sposób. Jest jak 15 tabletek, każda na inną dolegliwość, razem działają wręcz magicznie <3
Strzeliłam szybkiego arta z tej okazji, na zdjęciu również elementy merchu, rzeczy z koncertu i bransoletka ręcznie robiona :D
KillerQueen...
Też chce byç taką fanką Queen jak ty GD 🥰🥰. No ale cóż, na ich koncert już raczej nie pojadę 😅
Klondie
@80Ramone przeczytałam. Całe
80Ramone
AUTOR•Billie po raz kolejny pokazał, jak silnym jest człowieczkiem
Kojarzycie taki występ z 2012 na iHeart Radio? Skrócili im występ o dobre 20 minut (w trakcie koncertu). Billie był w swoim najgorszym dole jeśli chodzi o alkoholizm, więc w trakcie Basket Case po prostu przestał grać, zwyzywał wszystko i wszystkich, rozwalił gitarę i poszedł. Zakończył mówiąc, że jeszcze wrócą. Dzień później nic z tego nie pamiętał i Adrienne wysłała go natychmiastowo na odwyk, dosłownie w ostatniej chwili
Wczoraj znów grali na iHeart Radio. Nie pierwszy raz od tamtego wydarzenia. Gdy zaczynał grać Good Riddance, nagle zaczął odliczać od 5 i się pożegnał, roześmiał i udawał, że schodzi ze sceny, a potem wrócił, żeby jednak zagrać tamto Good Riddance. Jak ktoś wie o co chodzi, to od razu wyłapie powiązanie
I życzę Wam, żebyśmy wszyscy kiedyś potrafili śmiać się z czegoś, co kiedyś prawie nas zabiło, lub co teraz nas niemiłosiernie męczy. Każdy koncert zasługuje na Basket Case i Good Riddance zagrane w całości (chociaż to drugie mi w Berlinie przypadło w wersji przyspieszonej, Berlin ma ciszę nocną XD)
Pookie looks so fine <3
Klondie
@80Ramone aaa to o to chodziło
Kurde, Billie to faktycznie silny człowiek
Silniejszy od nas wszystkich z pewnością i godny podziwu jeśli o to chodzi. Każdy ma przestępki, ale, no, chłop pokazał, że najważniejsze jest mieć do siebie dystans, bo bez tego trauma hits harder
Styczniowka
@80Ramone ja tam sama marzę, żeby tak zwyzywać wszystko i wszystkich – chociaż i tak często robię to i tak w głowie – ale jak się takie coś pamięta (czyli inaczej niż u BJ) to to musi być cholernie oczyszczające, zwłaszcza jak się tego nazbierało w ciul – jak u mnie… Chociaż samo pokrzyczenie w przestrzeń, bez skrępowania, jakby obdzierano cię ze skóry, też byłoby cudowną alternatywą
Ale tak szczerze to u Billiego serio widać ten dystans – najpierw dystans do WMUWSE, teraz to 👏🏻
80Ramone
AUTOR•Ostatnio dniami zastanawiałam się, co się ze mną dzieje. A dziś się obudziłam, zobaczyłam te wszystkie nowe zdjęcia i filmiki i już widzę, że po prostu brakowało mi tych pajacy <3
https://youtube.com/shorts/JcG55Q3br5Y?si=NhK-SDOccmR8QAQ3
KillerQueen...
@80Ramone to ja mam tak samo, kiedy za mało Queen słucham
Klondie
@80Ramone i ich kochamy
80Ramone
AUTOR•Przepraszam, że tak wybiórczo czytam Wasze wpisy, nadrobię to wszystko z wielką chęcią, ale tak totalnie nie mam na to wszystko siły. Nie wiem już, co się dzieje. Piszę to tu, bo choćbym chciała się ventnąć komukolwiek na priv to chyba nie umiem :/
Im częściej widzę mój telefon, tym bardziej mam ochotę wywalić go przez okno. Nadmiar informacji, cała masa negatywnych treści, jak choćby niemiłe komentarze (nie w moją stronę, tak ogólnie), wibracje, przez które chce mi się płakać, a niektórych chyba nie da się wyłączyć, no i to ai. Jest źle, ch0lernie źle. Widziałam ostatnio takie dziwne zdjęcie Billiego, takie z 2016 bodajże, wiidziałam kiedyś inne z tej samej sesji. Sęk w tym, że sama nie wiem, czy to zdjęcie jest prawdziwe. Coś mi w nim nie pasuje, ale nie umiem powiedzieć, co. Jest tam na tyle podobny, że moje serce wywija fikołki jak zawsze, gdy go widzę. Od razu przeglądałam widoczne dziarki i nie zauważyłam nic dziwnego, ale też wiem że ai już jest coraz lepsze. Anatomiczne też pasuje, tzn jeden lepiej widoczny palec wydaje mi się trochę za krótki, ale Billie akurat nie jest zbyt anatomiczny. Zawsze bałam się tego dnia i chyba nadszedł :(
Do tego dochodzą moje humorki. Wiecie, ja często mogę się wściekać, płakać, ale praktycznie nigdy nie krzyczę na ludzi. Dziś w szkolnej toalecie opie*rzylam 3 typiary z młodszych klas i chociaż miałam swój powód, tzn blokowały kabinę i były chamskie, no to i tak czuję się z tym fatalnie. Nigdy taka nie byłam, nie wiem, co mi odbiło… oprócz tego to coraz bardziej stresuję się maturami — nie wiem, czy to koleżanki mnie już tak nakręciły, ale legitnie mam wrażenie, że zdam jedynie polski…. czuję się niewystarczająca, czasem bezpodstawnie. Miałam dziś tę próbną ustną z angielskiego, na normalnej prawdopodobnie dostałabym 27/30, bo jedyne co, to miałam mało rozbudowane słownictwo + niewystarczająco rozwijałam, ale generalnie było okej. A ja zamiast się cieszyć, to tylko się dobijam, bo wczoraj opracowałam sobie plan, a dziś ze stresu o nim zapomniałam :/
Moja przyjaciółka wybitnie jara się studniówką i jest mi tak głupio, że nie umiem cieszyć się razem z nią. Taka też przecież nie byłam. Przecież to ja w podstawówce słuchałam długich monologów o autach i grach tylko dlatego, że dość daleki kolega chciał komuś o tym poopowiadać. Zawsze umiałam się jarać czyimś szczęściem. A odkąd nie ma X to czuję się, jakbym już nic nie wiedziała o relacjach. Nie umiem się tak angażować, coraz bardziej w ogóle unikam ludzi i ciężko mi wpaść w jakiś taki zachwyt nad człowiekiem, co kiedyś miewałam bardzo często. Teraz już tak nie potrafię. Może się boję, a może po prostu nie chcę dopuścić do tego, żeby jeszcze kiedyś ktoś mnie tak bardzo nie szanował. W tej całej sytuacji oczywiście było sporo mojej winy, ale jakkolwiek nie próbowałam jej usprawiedliwić, nigdy mi się nie udało
To co piszę pewnie nie brzmi zbyt dobrze, ale generalnie jakoś się trzymam. Jest źle, ale nie tragicznie i wiem, że z tego wyjdę. Brakuje mi słońca i czasu na odsapnięcie. Dziś byłam na zajęciach z gitary i pan powiedział, że ta matura chyba serio mnie wykańcza, że jeszcze niedawno grałam głośniej i pewniej. Nie myślałam, że aż tak to widać…
Layvere
@80Ramone kurna Ramen co ja w szkole odwalałam, weź się tym nie przejmuj, serio, tym że je ochrzaniłaś
ericius
@80Ramone spoko, nie da się nadążyć za wszystkim w internecie i mieć czas i zachoważ jakiś spokój wewnętrzny.
j**** ai czy coś.
i feel you. ile razy miałam ochotę ochrzanić ludzi palących w szkolnym kiblu, ale nie mam psychy. moje psiapsi za to hamulców nie mają i krzyczą na ludzi blokujących przejście albo strasznie głośno komentują rzeczy. trochę to chamskie ale czasem tym ludziom się należy.
nie masz obowiązku ekscytować się studniówką tylko dlatego, że ktoś inny to robi. wystarczy słuchać i nie trzeba na siłę tego entuzjazmu podzielać, to nie znaczy, że jesteś złym przyjacielem.
trzymaj się i dużo siły <3
80Ramone
AUTOR•Kurcze jutro będę miała próbną ustną z angielskiego i się stresuję co najmniej jakbym miała wygłaszać przemowę po chińsku do przywódców wszystkich narodów xd
Nie wiem nawet czemu – nie jestem orłem z angola, ale jakoś sobie radzę, w Wiedniu mi się morda nie zamykała i praktycznie ze wszystkimi trzeba było po angielsku (xD jak wpadliśmy na Tréja to mój tata też tam był, on z angola to takie mocne a1 i jak próbowałam zagadać do ochroniarza to zaczął się martwić, czy przypadkiem nie próbuję go sprzedać, tak mi potem powiedział xDD)
No i mam to z naprawdę fajną babką, która mnie lubi i ogólnie nie ocenia ludzi, taka spokojna jest. Nie wiem, czy boję się, że dostanę jakiś głupi temat (chociaż te zadania są schematyczne), czy że zapomnę wszystkich słówek, które znam, czy odwalę coś w stylu naszego Dudusia, albo to po prostu to, że z mojej grupy idę pierwsza i nie do końca wiem, czego się spodziewać. Teoretycznie mogłabym być druga, po mojej przyjaciółce, ale na późniejszą godzinę nie mam żadnego autobusu, także niech już będzie…
Przynajmniej nabijam wyświetleń na Rock Your English. Mam jakieś deja vu, że już widziałam te filmiki o ustnych, ale totalnie nie pamiętam, kiedy by to mogło być xD
Anyway, tak na rozluźnienie to GD grają za 2 dni na festiwalu i od paru godzin ryję z tej rozpiski
Tak, jeśli tylko nie ma jakichś przeszkód nie z ich winy, to oni są zaj*biście punktualni
Kotonoha
@80Ramone Powodzenia, trzymam kciuki!!
Styczniowka
@80Ramone kocham twojego tatę za ten tekst 😂😂
Sprzedajmy rodziców – spełnijmy marzenia!! XDDD