Mikołajki w Hogwarcie!

Zaznacz poprawną odpowiedź, aby przejść do następnego pytania.
Zauważyłeś literówkę, błąd ortograficzny lub stylistyczny? Napisz do nas.
Sprawdź naszego nowego bota! Rozpocznij rozmowę

Komentarze sameQuizy: 58

XEwe20060617

XEwe20060617

Mikołajkowy wypad do Hogsmeade, to strzał w dziesiątkę, zwłaszcza w czasie trwających nudnych lekcji. Szykowałaś się właśnie do wyjścia, kiedy w progu drzwi stanął Draco z rękoma w kieszeni.
– Wybierasz się gdzieś? – Spytał z łobuzerskim uśmiechem na ustach.
– Dobrze wiesz dokąd się wybieram. – Posłałaś mu zalotne spojrzenie, nakładając krwistą szminkę na usta.
Ślizgon podszedł do Ciebie od tyłu i położył dłonie na Twoich biodrach, co chwilę składając delikatny pocałunek na Twojej szyi.
– Nie wolałabyś zostać tutaj ze mną i porobić znacznie ciekawsze rzeczy niż rzucać się śnieżkami, jak małe dzieci?
Spojrzałaś na niego złowrogo, bo miałaś nadzieję, że Draco także ma zamiar ulotnić się dzisiaj do Hogsmeade razem z Tobą i pozostałymi.
– Myślałam, że pójdziemy razem. – Bardziej stwierdziłaś niż spytałaś.
– Mam lepsze rzeczy do roboty niż ganianie, jak Hipogryfy na mrozie.
Zagotowało się w Tobie ze złości, bo zwykle Draco nie widział nic złego w dobrej zabawie na śniegu. Od jakiegoś już czasu zmienił się, a Ty nie wiedziałaś, co jest tego powodem.
– Skoro nie chcesz iść ze mną, to mam coś dla ciebie. – Wyjęłaś z kieszeni starannie owinięte pudełeczko.
– Co to jest? – Zdziwił się, potrząsając prezentem.
– Szczęśliwych Mikołajek! – Powiedziałaś smutno, omijając chłopaka.
Draco nie pozwolił Ci jednak odejść i szybko złapał za Twój nadgarstek. Popełnił jednak wielki błąd, ponieważ jego śnieżnobiały rękaw osunął się z przedramienia, ujawniając coś strasznego.
– Co to do cholery jest?!
Szarpnęłaś za jego rękę, podziwiając teraz w pełnej okazałości, wijący się Mroczny Znak sługi Voldemorta. W Twoich oczach natychmiast pojawiły się łzy, bo chociaż już coś podejrzewałaś od jakiegoś czasu, to miałaś nadzieję, że jednak się mylisz.
– Wysłuchaj mnie [Twoje imię]! – Na twarzy Draco pojawiła się panika i bezradność, ale nie oglądałaś tego dłużej, bo natychmiast uciekłaś z pokoju.
Zarzuciłaś na twarz fałszywy uśmiech, kiedy razem z przyjaciółmi wybrałaś się do Hogsmeade na Kremowe Piwo. Cały czas byłaś nieobecna, co chwilę powstrzymując się od głośnego wybuchu płaczu.
– Gdzie Draco? – Spytał czarnoskóry przyjaciel blondyna Blaise Zabbini.
Wzruszyłaś tylko ramionami, wypijając kolejny kufel przesłodzonego napoju. Każde najmniejsze wspomnienie o Malfoy’u wywoływało u Ciebie odruch wymiotny, pomimo tego, że kochałaś go z całego serca.
– Chyba będę już wracać, bo nie czuję się najlepiej. – Zwróciłaś się do przyjaciół, nakładając ciepły płaszczyk na ramiona.
Pozostali nie byli zachwyceni takim obrotem spraw, bo zwykle wspólne wyjście oznaczało świetną zabawę, a nie dzisiejszą stypę.
Maszerowałaś po przykrytej białą warstwą puchu wiosce z opuszczoną głową. Mróz dzisiejszego dnia był okropny, ale przynajmniej hamował łzy, które chciały wydostać się za wszelką cenę.
– [Twoje imię], zaczekaj!
Usłyszałaś za sobą dobrze znajomy głos blondyna, ale dzięki temu jeszcze szybciej przyspieszyłaś kroku. Niestety chłopak był szybszy i po chwili znalazł się przed Tobą.
– Zaczekaj, proszę! – Malfoy musiał biec za Tobą przez pół wioski, co zdradzał jego szybki oddech.
– Daj mi spokój! – Próbowałaś go ominąć, ale Ślizgon najwyraźniej nie miał zamiaru odpuszczać.
– Chciałem ci coś tylko pokazać. – Położył dłonie na Twoich ramionach, próbując chociaż na chwilę Cię uspokoić od narastającego gniewu.
– Widziałam już wszystko! – Odpowiedziałaś groźnym tonem, co spowodowało, że blondyn odsunął się o parę kroków.
– Proszę, weź to! – Wcisnął Ci w dłoń małą fiolkę, przyozdobioną czerwoną kokardą.
Przez chwilę patrzyłaś, to na fiolkę, to na Malfoy’a, próbując zrozumieć, czego chce chłopak.
– Prezent. – Odpowiedział na Twoje nieme pytanie.
Prychnęłaś głośno i ominęłaś go, ale tym razem najwyraźniej pozwolił Ci odejść. Przez całą drogę powrotną wpatrywałaś się w mały przedmiot, który gościł w Twojej dłoni. Może rzeczywiście mogłaś wysłuchać Draco, ale w tej chwili byłaś zbyt zraniona.
Usiadłaś na swoim łóżku, rozmyślając o wszystkim i o niczym, ale coś cały czas nie dawało Ci spokoju, a mianowicie prezent od Draco. Wyciągnęłaś z kieszeni płaszcza fiolkę i po cichu udałaś się do gabinetu dyrektora, gdzie miałaś nadzieję znaleźć Myślodsiewnię. Przy odrobinie pomocy i za zgodą Dumbledore’a, ogromna misa pojawiła się przed Tobą, oświetlając cały gabinet. Wlałaś całą zawartość fiolki i po chwili włożyłaś tam twarz, przenosząc się do upiornego Malfoy Manor.
Kroczyłaś po ciemnym dworze, mijając wszystkie sługi Voldemorta, a także samego Draco, stojącego po środku salonu z przerażeniem na twarzy. Jego matka cały czas głaskała go po ramieniu, a ojciec z szyderczym i dumnym uśmiechem na ustach kroczył po pokoju.
– Nie chcę tego, mamo.
Usłyszałaś ten mrożący krew w żyłach smutek z ust Draco. Teraz już nie panowałaś nad łzami, które spływały po policzkach coraz szybciej.
– Będziesz dumą naszego rodu! – Zapewnił go ojciec, który sam nie wyglądał na pewnego.
– To wszystko twoja wina! – Wyrwał się młody Malfoy. – Gdyby nie twoje chore poglądy, dzisiaj żylibyśmy jak normalna rodzina!
Próbowałaś złapać Draco za rękę, ale było to tylko bolesne wspomnienie, zupełnie nieuchwytne.
Po chwili pojawił się sam oprawca Voldemort, który zaprosił Draco bliżej siebie. Wychwyciłaś ten nieopanowany strach i gorycz porażki, kiedy na przedramieniu Draco pojawił się Mroczny Znak. Zrozumiałaś, że nie był to jego wybór, a kara ze względu na ojca, który w przeszłości nie wykonał, jakiegoś zadania.
Powróciłaś do normalności z trudem łapiąc oddech przez słone łzy. Nie wiedziałaś, gdzie jest teraz Draco, ale za wszelką cenę chciałaś go znaleźć i przeprosić. Biegałaś po całym Hogwarcie z nadzieją, że za rogiem go znajdziesz, ale rozpłynął się w powietrzu. Wpadałaś już w panikę, kiedy dobrze Ci znany platynowy odcień włosów, pojawił się za rogiem.
– Draco! – Krzyknęłaś, biegnąc za nim coraz szybciej.
Blondyn zniknął za drzwiami, prowadzącymi na wieżę Astronomiczną. Natychmiast wbiegłaś za nim, z trudem pokonując każdy stopień.
W końcu go znalazłaś, opierającego się tyłem o barierę zabezpieczającą. Ostrożnie do niego podeszłaś, kładąc dłoń na jego ramieniu. Początkowo był zaskoczony Twoją wizytą, ale po chwili na jego twarzy pojawiła się ulga.
– Tak mi przykro Draco… – Wyszeptałaś, przepraszająco.
Ślizgon uśmiechnął się smutno, obejmując Cię ramieniem.
– Chciałem, żebyś wiedziała, ale nie miałem pojęcia, jak ci o tym powiedzieć… – Ucałował Cię w czubek głowy.
– To już bez znaczenia. – Wzruszyłaś ramionami. – Co się stało, to się nieodstanie, ale obiecaj mi jedno Draco.
– Co tylko chcesz. – Zapewnił.
– Obiecaj mi, że teraz bez względu na konsekwencje, będziesz mi mówił o wszystkim. – Spojrzałaś w jego oczy.
– Obiecuję. – Powiedział szczerze, a po chwili złączył wasze usta w czułym pocałunku.
– A teraz, chodź. – Wyciągnął do Ciebie dłoń, którą po chwili ujęłaś.
– Dokąd? – Spytałaś.
– Do Hogsmeade. – Puścił do Ciebie oczko, a po chwili na głowach waszej dwójki osadzał się biały puch.

Odpowiedz
1
XEwe20060617

XEwe20060617

Świetny i inspirujący quiz!

Odpowiedz
2
XEwe20060617

XEwe20060617

Draco!

Odpowiedz
2
CornelleMalfoy

CornelleMalfoy

Draco!
Cudowne opowiadanie!

Odpowiedz
2
Donaldi06

Donaldi06

Syriusz Mikołaj Black

Odpowiedz
1
Lilcia.Milcia.Flint

Lilcia.Milcia.Flint

Draco Mikołaj Malfoy. Kochany Malfoy 💖

Odpowiedz
1
Kinga_Magdalena

Kinga_Magdalena

Mój Kochany Syriusz Mikołaj Black ❤💕
Super quiz 😄

Odpowiedz
1
Kalanadii

Kalanadii

Bitwa na śnieżki, to coś, co uwielbiałaś zimą. Szczególnie, gdy zabawa odbywała się w towarzystwie Huncwotów, którzy królowali w tej dziedzinie.
– Hej [Twoje imię], najedz się do syta! – Zanim potwornie oberwałaś w twarz twardą śnieżką, udało Ci się zidentyfikować oprawcę, a mianowicie Syriusza Black’a.
Leżałaś teraz na śniegu, zastanawiając się czy w ogóle jeszcze żyjesz. Cios był potwornie silny, ale najwyraźniej księciunio nie sprawdził, jak bardzo mokry był dzisiaj śnieg.
– Chyba coś jej się stało! – Remus Lupin, jako jedyny przejął się stanem Twojego zdrowia.
– Nic jej nie będzie, to ostra zawodniczka! – Z dala usłyszałaś pochlebne słowa Black’a i Pottera.
Niestety tym razem zbyt mocno oberwałaś i z Twojego nosa zaczęła spływać krew. Tego wieczora było wyjątkowo zimno i siarczysty mróz także nie ułatwił Ci normalnego funkcjonowania.
– Co ci jest? – Syriusz usiadł obok Ciebie, próbując wybadać czy rzeczywiście tak źle się czujesz.
– Nie czuję żadnej kończyny swojego ciała. – Wyjaśniłaś, spoglądając załzawionymi oczami na chłopaka.
Black zaśmiał się, a Ty zastanawiałaś się, co w tym może być śmiesznego.
– Daj mi rękę, pomogę ci.
Syriusz złapał za Twoją dłoń i pociągnął gwałtownie do góry tak, że zderzyliście się czołami. Dopiero po chwili zrozumiał, że tylko pogorszył sprawę.
– Chyba zaraz zemdleję. – Uprzedziłaś, łapiąc się ramienia Syriusza.
Black dopiero teraz zdał sobie sprawę z powagi sytuacji i po chwili byłaś już niesiona na jego rękach.
– Nigdy nie potrafisz obchodzić się delikatnie z dziewczyną, co Black? – Żartobliwy ton Jamesa Pottera, najwyraźniej wkurzył Twojego oprawcę.
Większość dziewczyn w zamku patrzyły na Ciebie wilczym wzrokiem, przecież słynny Syriusz Black niósł na rękach właśnie Ciebie i chyba pierwszy raz w życiu z powagą na twarzy.
Chłopak oddał Cię w ręce Pani Pomfrey, która pokiwała głową z niezadowoleniem.
– Kiedyś pozabijacie się o własne nogi! – Stwierdziła, wypraszając Black’a za drzwi.
Po paru godzinach ocknęłaś się, próbując sobie przypomnieć, gdzie jesteś. Miałaś zabandażowaną głowę, a obok łóżka znajdowały się leki przeciwbólowe.
– W tym roku chyba ominie mnie Mikołaj… – Westchnęłaś, przewracając się na bok łóżka.
Chciałaś ponownie zasnąć, ale tym razem coś Ci w tym przeszkadzało, a mianowicie dziwny dźwięk dochodzący z pobliskiego kominka. Podniosłaś się szybko z łóżka, podchodząc do źródła hałasu, czego później zaczęłaś żałować. Do kominka wpadło coś, a raczej ktoś w stroju Mikołaja, przypalając swój tyłek. Przeklinałaś w myślach ten dzień, a teraz w dodatku Twoja twarz, jak i reszta były brudne od sadzy z kominka.
– Brodę zakłada się na twarz. – Prychnęłaś, rozpoznając Syriusza.
Zreflektował się, poprawiając niezbyt dobrany strój Mikołaja.
– Bardzo niewygodny ten kominek, dziecinko. – Stwierdził, przerzucając ogromny worek przez swoje ramię.
Powstrzymałaś się od zgryźliwej odpowiedzi, siadając na łóżku obok tego „Mikołaja”.
– A więc, co chciałabyś dostać od Mikołaja w tym roku? – Posadził Cię na swoich kolanach, próbując zmienić swój głos.
– Już dzisiaj dostałam prosto w nos! – Wskazałaś na plaster pośrodku nosa.
Wiedziałaś, że rozśmieszyłaś go tym stwierdzeniem, ale chłopak pozostawał nieugięty, utrzymując na twarzy powagę.
– Oczywiście Mikołaj o wszystkim pomyślał i przyniósł ci to…
– Ochraniacz na twarz? – Uniosłaś wysoko brwi, wybuchając głośnym śmiechem.
– Teraz twoja piękna twarzyczka będzie całkowicie bezpieczna i będę mógł całować każdy jej skrawek. – Spojrzał na Ciebie spod okularów, które opadały mu na nos. Nie mogłaś zaprzeczyć, że atmosfera między wami robiła się coraz gęstsza. Pociągnęłaś jego brodę w dół, odsłaniając usta, w których już po chwili tonęłaś z pożądania. Syriusz jeszcze mocniej pogłębił wasz pocałunek, błądząc dłońmi po Twoim ciele. Już chciałaś całkowicie to wszystko z siebie zrzucić, kiedy zorientowałaś się, że coś zatrzaskuje się na Twoim nadgarstku.
– Kolejny prezent? – Uniosłaś dłoń, podziwiając złotą bransoletkę z inicjałami S.B. i znakiem nieskończoności.
– To za moje dzisiejsze zachowanie. – Wyjaśnił. – Nigdy moim celem nie było skrzywdzenie ciebie, a przynajmniej nie fizycznie.
– A psychicznie?
Wyczekiwałaś na jego odpowiedź z galopującym sercem, chociaż wiedziałaś, że Syriusz jest wolnym duchem i nigdy nie zadowoli się jedną dziewczyną.
– Czy możesz zrobić dla mnie prezent i pominąć te pytanie? – Uniósł z rozbawieniem brew.
– Dobrze, w takim razie powiedz mi, co oznacza ten znak nieskończoności na moim nadgarstku?
– Nie wiedziałem, że to oznacza nieskończoność. Po prostu podobał mi się ten znaczek. – Odpowiedział, jak najbardziej poważnie, aby później się roześmiać. – Nieskończenie wiele lat będę cię wielbić, jeśli tylko mi na to pozwolisz.
– Ta odpowiedź chyba mnie satysfakcjonuje… – Puściłaś do niego oczko, łącząc ponownie wasze usta.
– Ja też mam coś dla ciebie. – Wyciągnęłaś różdżkę i za jednym jej zamachnięciem na podłodze pojawiło się starannie zapakowane pudełko.
Syriusz od razu rzucił się do odpakowania prezentu, a po chwili jego źrenice stały się ogromne. W środku znajdowała się śnieżna kula, a w jej środku znajdowały się dwie postacie, rzucające w siebie śnieżkami.
– To my. – Stwierdził, obracając kulę w swoich dłoniach.
– Brawo Sherlocku, to my. – Ucałowałaś go w policzek.
Przez kolejne pare godzin rozmawialiście ze sobą tak, jak jeszcze nigdy. Dobrze czuliście się w swoim towarzystwie i obydwoje doszliście do wniosku, że nieskończenie wiele lat będziecie razem.
Podziel się wynikiem w komentarzu!

łu ale się naczytałam!Mam nadzieje że masz wattpada!

Odpowiedz
1
BlackLily

BlackLily

James Mikołaj Potter
Spożywałaś właśnie kolację w Wielkiej Sali, kiedy obok pojawiła się Twoja przyjaciółka z wyraźnym uśmiechem na twarzy.
– A ty co się tak szczerzysz? – Spytałaś, unosząc znacząco brwi.
– Czyli jeszcze nie słyszałaś? – Rozmarzyła się po chwili.
Rozejrzałaś się po otoczeniu, szukając odpowiedzi na nurtujące Cię pytanie. Przyjaciółka najwyraźniej była pochłonięta w swoich marzeniach, co niebywale Cię irytowało.
– A co miałabym słyszeć? – Spytałaś po chwili, delektując się dyniowym pasztecikiem.
– No, jak to co?! – Spojrzała na Ciebie w dziwny sposób. – James nareszcie wyznał miłość Lily.
– Co? – Zdezorientowana nawet nie zauważyłaś, że przestałaś jeść.
– To przecież cudownie, prawda? – Przyjaciółka spojrzała głęboko w Twoje oczy.
– Tak, cudownie. – Odpowiedziałaś, odchodząc od stołu.
Zignorowałaś wołanie kolegów z domu, którzy namawiali Cię do dalszej kolacji. W tej akurat chwili nic nie przeszłoby przez Twoje gardło, ponieważ ogromna gula utknęła Ci w przełyku.
Wyszłaś na ośnieżone Błonia, które pod białą warstwą puchu wyglądały, jak z bajki dla dzieci. Usiadłaś obok zamku, przyglądając się uczniom, obdarowującymi siebie nawzajem prezentami mikołajkowymi. Cicho westchnęłaś, dociskając do piersi prezent, który miałaś podarować Jamesowi, ale skoro wybrał inną dziewczynę, prezent stał się dla Ciebie bezwartościowy.
– Cześć piękna! Właśnie cię szukałem, ale uciekłaś mi z Wielkiej Sali. – James złożył soczysty pocałunek na Twoim policzku i zaczęłaś zastanawiać się, jak on może tak doskonale udawać.
– No to mnie znalazłeś, chociaż nie wiem po co. – Odpowiedziałaś, jak najbardziej wyprana z emocji, zakładając niesforne kosmyki włosów za ucho.
– Chyba księżniczka wstała dziś lewą nogą, co? – James uśmiechnął się szeroko, a Twój nastrój momentalnie się pogarszał.
– Do rzeczy James, o co chodzi? – Skrzyżowałaś ręce na piersi, domagając się wyjaśnień.
– Boję się, gdy mówisz do mnie tym tonem. – Udawał przerażonego, a Ty ledwo powstrzymywałaś się przed wybuchem śmiechu.
Jednak po chwili rzeczywistość nabrała szarych barw i przypomniałaś sobie słowa przyjaciółki, mówiące o miłości Jamesa do Lily. Zerwałaś kontakt wzrokowy z chłopakiem, bo każde wasze spojrzenie było nadzwyczaj bolesne.
– Muszę już iść. – Powiedziałaś, ruszając przed siebie.
Potter był jednak szybszy i wybiegł przed Ciebie, chwytając za Twój nadgarstek.
– Wiem, że jestem piekielnie inteligenty, ale czegoś tu nie rozumiem. – Udawał, że się zastanawia. – Wczoraj wszystko było między nami w porządku, a dzisiaj? Wyglądasz tak, jakbyś chciała wydrapać mi oczy.
Westchnęłaś głośno, przeczesując bezradnie swoje włosy. Chciałaś zachowywać się poważnie w jego towarzystwie, ale zachowanie tego faceta wywoływało u Ciebie za każdym razem uśmiech i nie mogłaś nic na to poradzić.
– Dlaczego nie powiedziałeś mi, że zakochałeś się w Lily? – Kawa na ławę.
James puścił Twój nadgarstek i odsunął się parę kroków w tył. Po raz pierwszy odkąd go znasz, wydawał się przejęty takim obrotem spraw.
– Źle to wszystko zrozumiałaś… – Próbował jakoś się usprawiedliwić, ale wytłumaczenie niezbyt dobrze mu wychodziło.
– Daj spokój James! – Prychnęłaś zirytowana. – Twoje sprawy sercowe nie są dla mnie ważne, ale przykro mi, że musiałam się dowiedzieć tego od osób trzecich…
Opuściłaś ze smutkiem głowę, podziwiając swoje wypastowane lakierki. Cisza, która zapanowała była jeszcze gorsza niż niewypowiedziane słowa.
– Czego dokładnie się dowiedziałaś?
– Wyznałeś miłość Lily Evans. – Każde z tych słów było dla Ciebie niebywale bolesne, ale jakoś musiałaś się uporać z tą przerażającą prawdą.
– To zupełnie nie tak! – Po chwili zaczął się histerycznie śmiać, co wybiło Cię całkowicie z rytmu.
– Coś w tym śmiesznego? – Uderzyłaś go w ramię, tracąc resztki zdrowego rozsądku.
– Tak, bo naprawdę uroczo wyglądasz, gdy się złościsz, ale pozwól mi cna niewiasto, że wszystko ci wytłumaczę. – Oczywiście nie mógł oszczędzić Tobie swoich filozoficznych tłumaczeń.
– To nie moja sprawa Rogaczu z kim się spotykasz i co robisz, dlatego…
Nie było Ci dane dokończyć, ponieważ James uciszył Cię pocałunkiem długim i namiętnym.
– Ćwiczyłem miłosną przemowę na Lily, która pomogła mi dobierać odpowiednie słowa dla ciebie…
Stałaś tam, jak sparaliżowana po wyznaniu Jamesa, który teraz wyglądał na niewzruszonego i zupełnie szczerego.
– Czyli nic nie czujesz do Evans? – Prawie potknęłaś się o własne nogi.
– Nic prócz uczucia, jakim darzą się przyjaciele. – Uśmiechnął się czule.
Ogromy kamień spadł z Twojego serca i mogłaś spokojnie odetchnąć z ulgą.
– A więc powiesz mi to, co ćwiczyłeś na Lily? – Uniosłaś jedną brew, oczekując odpowiedzi.
Chłopak westchnął i uśmiechnął się szeroko, budząc motylki w Twoim brzuchu. Wiedziałaś, że za niedługo może powiedzieć coś, co na zawsze odmieni Twój stosunek do jego osoby.
– Najpierw to. – Założył na głowę czapkę Mikołaja. – Nie będę powtarzał tego samego, bo wydaje mi się, że żadne słowa nie odniosą się do tego, co czuję do Ciebie.
Nabrałaś ochoty, aby rzucić mu się na szyję, ale właśnie przypomniało Ci się o prezencie dla niego.
– Proszę, to dla ciebie. – Wyjęłaś z torby małe pudełko, podając je Jamesowi, w którego oczach zatańczyły widoczne iskierki.
– Ptaki? – Zdziwił się, oglądając przedmiot z każdej strony, co wywołało u Ciebie histeryczny śmiech.
– To Turkawki, James. – Wyjaśniłaś z uśmiechem.
– Purchawki?
– Turkawki! To taki symbol, który świadczy o przywiązaniu dwóch osób. Legenda głosi, że posiadając razem Turkawki dwoje ludzi nigdy o sobie nie zapomni.
Potter przez chwilę badał Cię wzrokiem, aby po chwili zamknął was w niedźwiedzim uścisku.
– Jesteś cudowna! – Pocałował Cię w czubek głowy.
– No przecież wiem. – Uśmiechnęłaś się czule, odnajdując usta chłopaka.
Z nieba coraz mocniej zaczął padać śnieg, okrywając głowy waszej dwójki. Dobrze, że cała sytuacja z Lily została wyjaśniona i teraz w pełni radości mogłaś cieszyć się Mikołajkami z Jamesem.

Odpowiedz
1
garisa28

garisa28

Draco Malfoy
sama nwm dlaczego łzy mi poleciały xd
Cudowne opowiadanie

Odpowiedz
1
Hannah_1234

Hannah_1234

•  AUTOR

@garisa28 Dziękuję! 😍🎅

Odpowiedz
home
Nowe
trending_up
Popularne
dashboard
Kategorie

Powiadomienia

Więcej