Którego Huncwota poznasz?

Zaznacz poprawną odpowiedź, aby przejść do następnego pytania.
Zauważyłeś literówkę lub błąd? Napisz do nas.

Komentarze sameQuizy: 140

Archies

Archies

Remus 😻😂

Odpowiedz
Josefine_Huncwotka

Josefine_Huncwotka

Remi
Jej!

Odpowiedz
Fan_FNaFa_66

Fan_FNaFa_66

Syriusz
Od kilku godzin próbowałaś się wydostać z Zakazanego Lasu, jednak bez skutku. Odkąd weszłaś tu w pogoni za swoim kotem tak wciąż nie mogłaś z niego wyjść.
– A co taka piękna dziewczyna robi sama w tak okropny miejscu? – wzdrygnęłaś się na dźwięk głosu chłopaka wydobywający się centralnie zza Ciebie. Momentalnie stanęłaś w miejscu i wstrzymałaś oddech. Bałaś się odwrócić. W takim miejscu, jak to mogło być dosłownie wszystko. – Dostanę odpowiedź? – rozbawiony głos chłopaka totalnie zbił Cię z tropu. Jak ktoś może śmiać się w takiej sytuacji?
Zaprzeczyłaś ruchem głowy, a ciche westchnienie od strony nieznajomego dało Ci do zrozumienia, że Twoja niewerbalna wiadomość została przez niego odebrana.
– Chodź – powiedział, wychodząc przed Ciebie, jednak Ty wciąż stałaś i się nie ruszałaś. – Coś się stało? – zapytał, gdy dostrzegł, że nie idziesz.
– Skąd mam wiedzieć, że mogę ci ufać? – zapytałaś zakładając ręce na piersi i unosząc jedną brew do góry.
– Jeżeli tego nie zrobisz to nigdy nie wyjdziesz z tego lasu. – odparł uśmiechając się lekko. – No chodź – pociągnął Cię za rękę zmuszając do pójścia za nim. Marne były Twoje próby wyrwania się chłopakowi. W końcu odpuściłaś i pozwoliłaś się mu prowadzić przez nieprzeniknione ścieżki drzew i krzewów.
– Mógłbyś chociaż powiedzieć jak się nazywasz – mruknęłaś do siebie, ale chłopak najwidoczniej to usłyszał, bo zaraz Ci odpowiedział.
– Tylko jeśli, ty również to zrobisz piękna damo – odparł odwracając się do Ciebie na sekundę z szelmowskim uśmiechem i mrugnął do Ciebie okiem.
– Mama nauczyła mnie, że nie wolno rozmawiać z obcymi – powiedziałaś przyglądając się jego reakcji. Chłopak zaśmiał się.
– A więc dlaczego sama zaczynasz rozmowę? – zapytał rozbawiony.
– Nie lubię ciszy – wzruszyłaś wolnym ramieniem. – No i byłam też ciekawa kim jest mój wybawiciel.
– To już wiesz, czy możesz mi ufać?
– Nie, ale to nie zmienia faktu, że w jakiś sposób mnie ratujesz od spędzania nocy w samotności.
– Zawsze w każdej chwili mogę się zatrzymać i cię zabić – odparł, bardziej zaciskając dłoń na Twojej ręce, gdy o mały włos się nie przewróciłaś o wystający korzeń drzewa.
– Wtedy miałbyś na sumieniu „piękną damę” jak sam to ująłeś – odparłaś, czując, że wygrałaś tę potyczkę słowną.
– Tak, ale nie znałbym nawet jej imienia i nie pamiętałbym o niej dłużej niż miesiąc.
Raz po raz otwierałaś usta by wygłosić jakąś ciętą ripostę, ale nic nie przychodziło Ci do głowy.
– [Twoje imię] – mruknęłaś cicho, opuszczając wzrok na podłoże.
– Syriusz – chłopak odwrócił się do Ciebie z szerokim uśmiechem na twarzy. – Teraz cię nie zabije.
– Bardzo mi ułożyło – uśmiechnęłaś się w jego stronę i w dobrych nastrojach opuściliście Zakazany Las.

Podobał Ci się wynik? Podziel się nim w komentarzu!

Odpowiedz
Mary_Longbottom

Mary_Longbottom

W każdym quizie o Huncwotach wypada mi James… Przypadek? NIE SONDZE

Odpowiedz
1
Irrelevante

Irrelevante

•  AUTOR

@Vivierin_Potter W takich sytuacjach przypadki nie istnieją hahah

Odpowiedz
Lily_Luna

Lily_Luna

James
– Pani Pomfery! – krzyknęłaś, gdy tylko przekroczyłaś próg skrzydła szpitalnego. – Proszę pani!
– Nie ma jej tutaj – wzdrygnęłaś się na dźwięk męskiego głosu, a pudełko które niosłaś o mało co nie wyleciało Ci z rąk. Odwróciłaś się w stronę skąd dobiegał hałas. Na jednym z łóżek szpitalnych siedział brązowowłosy chłopak w okularach. Uśmiechnął się do Ciebie i spojrzał na Ciebie z zaciekawieniem.
– Um… Cześć. Wybacz, że przeszkadzam ci w odpoczywaniu – odparłaś speszona swoim zachowaniem sprzed chwili.
– Nie martw się – zaśmiał się pod nosem. – Pani Pomfery poszła poszukać lekarstwa.
– Och… Okej.
– A ty co tutaj robisz? Raczej nie wyglądasz na chorą.
– Przyszłam z opatrunkiem i maścią dla pani Pomfery. Miała zająć się jakimś pacjentem.
– Chyba chodziło o mnie.
– W końcu nikogo więcej tutaj nie ma.
– Racja – zaśmiał się, ale po sekundzie syknął z bólu. Natychmiast się przy nim pojawiałaś.
– Co cię boli? – zapytałaś odkładają pudełko na szafkę obok łóżka.
– To nic takiego. Samo przejdzie.
– W szpitalu nigdy nic samo nie przechodzi – odparłaś i wyciągnęłaś z pudełka jedną z maści. – Gdzie? – zapytałaś patrząc na chłopaka w wyczekiwaniu.
– Tu – mruknął zawstydzony odtrącając wzrok i wskazując na swoją klatkę piersiową. Dopiero teraz zauważyłaś, że nie miał na sobie bluzki, co zapewne miało ułatwić dostęp do poszkodowanego miejsca. Zarumieniłaś się lekko, kiedy spostrzegłaś jego umięśnioną klatkę piersiową.
Wycisnęłaś trochę maści na dłoń i lekko przełożyłaś do zaognionego miejsca, przez co chłopak syknął cicho i spojrzał na Ciebie zdziwiony.
– Co robisz? – zapytał przyglądając Ci się, co sprawiło, że rumieńce na Twojej twarzy się powiększyły. Nie odpowiedziałaś i dalej wykonywałaś swoją czynność.
– Teraz może trochę zapiec – zerknęłaś na chłopaka, który kiwnął głową dając Ci znak, że jest przygotowany.
Zimną maścią dotknęłaś środka rany, szepcząc kilka słów, których udało Ci się wyuczyć w ciągu ostatnich miesięcy. Okularnik od razu wciągnął powietrze i zacisnął usta w wąską linię, podczas gdy rana się zasklepiała. W międzyczasie wyciągnęłaś z pudełka jeden z bandaży i zaczęłaś owijać nim chłopaka w miejscu rany.
– No i po sprawie – uśmiechnęłaś się szeroko patrząc dumnie na swoje dzieło.
– Dziękuję – powiedział chłopak. Zdziwiona przeniosłaś na niego wzrok i posłałaś mu pytające spojrzenie. – Za pomoc z tym – wskazał na ranę owiniętą bandażem.
– Nie ma za co – odparłaś zawstydzona. Czułaś, jak Twoje policzki przybierają różowy kolor.
– Ładnie ci w różowym – powiedział chłopak, na co jeszcze bardziej się zaczerwieniłaś. Nie przeszkodziło Ci to jednak w posłaniu mu morderczego wzroku, na który tylko się zaśmiał.
– Przestań – szturchnęłaś go w ramię, zakładając ręce na piersiach.
– James Potter, a ty – dziewczyno, która uratowała mi życie – to kto?
– Myślę, że nie jest to istotne – odpowiedziałaś.
– A ja wręcz przeciwnie. Jak mogę się odwdzięczyć osobie, skoro nawet nie znam jej imienia?
– [Twoje imię] – mruknęłaś.
– A więc panienko [Twoje imię], jak mogę ci się odwdzięczyć? Oczywiście moje imię już znasz, a namiary gdzie możesz mnie znaleźć wyślę ci później – puścił do Ciebie oczko.
– Jesteś stuknięty – zaśmiałaś się.
– Tego nie mamy w ofercie. Proszę wybrać coś innego.
– Chyba nie tylko twoja klatka piersiowa została popsuta. Głowa też ci szwankuje.
– Jeżeli to ty będziesz mnie leczyć zgodzę się na każdą operację.
Zaśmiałaś się ponownie. Akurat do sali weszła pani Pomfery z plikiem kartek. Natychmiast podniosłaś się z brzegu łóżka, na którym siedziałaś, chwyciłaś karton i jej go przekazałaś.
– Dziękuję ci moja droga. Również za zajęcie się tym niesfornym chłopakiem.
– Nie ma problemu proszę pani – uśmiechnęłaś się do niej.
– Lepiej idź. Zbliża się pora kolacji. A ty mój drogi rozrabiako zostaniesz dziś tutaj na noc – zwróciła się do chłopaka ze srogim wyrazem twarzy. Brunet pokiwał posłusznie głową, a kobieta odeszła w stronę swojego gabinetu.
– Pa James – pożegnałaś się z okularnikiem, dodając mu otuchy uśmiechem.
– Do zobaczenia [Twoje imię] – odpowiedział również posyłając Ci uśmiech. – Wpadaj kiedy chcesz.

Odpowiedz
huncwot_ka00

huncwot_ka00

Lekko podskoczyłaś, wciąż próbując dosięgnąć książki. Jak na złość, powieść, której szukałaś od kilku dni, znajdowała się na samej górze regału, a Twoja różdżka akurat pozostała w dormitorium. Westchnęłaś sfrustrowana i ponownie podskoczyłaś, mając nadzieję, że jakimś cudem, uda Ci się ją ściągnąć z półki. Nie lubiłaś tego, że jesteś taka niska.
Kiedy zamierzałaś się do ponownej próby zdobycia książki czyjaś dłoń Cię w tym uprzedziła i zabrała ją z półki. „Nie no naprawdę?! Akurat teraz?” pomyślałaś i zmęczona oparłaś się o jeden z regałów i zamknęłaś oczy. Tyle zachodu, a książka została Ci zabrana sprzed nosa.
– To chciałaś wziąć? – cichy głos chłopaka wyrwał Cię z odrętwienia. Otworzyłaś oczy i ujrzałaś przed sobą blondyna o zielonych oczach i twarzy pokrytej kilkoma bliznami. Spojrzałaś w dół na jego wyciągniętą w Twoją stronę dłoń, w której znajdowała się książka, którą przed chwilą próbowałaś zdobyć.
Pokiwałaś lekko głową nie będąc w stanie wydusić z siebie słowa.
– S-skąd wiedziałeś? – wyjąkałaś biorąc ją od chłopaka.
– Wyglądałaś na naprawdę zdeterminowaną, kiedy próbowałaś ją ściągnąć – powiedział jak gdyby nigdy nic, a Ty lekko się zarumieniłaś. „Przyglądał mi się?” – zapytałaś siebie w myślach.
– Postanowiłem skrócić ci cierpienie i ci pomóc – uśmiechnął się chłopięco, co sprawiło, że wyglądał jeszcze lepiej niż dotychczas.
– Dziękuję – szepnęłaś do niego uśmiechając się promienie. Wspięłaś się na palce i pocałowałaś go w policzek, przez co twarz chłopaka lekko się zarumieniła, co dodało mu jedynie uroku.
– To naprawdę nic wielkiego – podrapał się po karku wyraźnie zawstydzony.
– [Twoje imię] – powiedziałaś z uśmiechem, a on spojrzał na Ciebie zupełnie zbity z tropu. – Nazywam się [Twoje imię] – zaśmiałaś się, być może ciut za głośno, bo bibliotekarka spojrzała na was z dezaprobatą.
– Och… Remus – odparł chłopak, również się uśmiechając.
– Jeszcze raz ci dziękuję, Remusie. – uśmiechnęłaś się wdzięcznie, unosząc książkę do góry. – To jedna z moich ulubionych powieści.
– Naprawdę nie ma o czym mówić – z zakłopotaniem odwrócił wzrok. – Wybacz, ale muszę już iść. Mam nadzieję, że kiedyś jeszcze się spotkamy.
– Ja również – odparłaś.
– Do zobaczenia [Twoje imię] – pomachał Ci na odchodne i zniknął za regałem.
– Pa Remus – szepnęłaś, przyciskając książkę do piersi.

To uczucie gdy robisz quiz po raz piąty bo jest twoim ulubionym i wychodzi ci to samo, ale nie napisałeś wyniku w komentarzu!

Odpowiedz
1
huncwot_ka00

huncwot_ka00

@Irrelevante Są tak fajne że moge je robić tysiąc razy!

Odpowiedz
1
Lily_Luna

Lily_Luna

@Irrelevante ja też mam jamesa kolejny raz

Odpowiedz
1
pokaż więcej odpowiedzi (1)
MRSilliterate

MRSilliterate

James
– Pani Pomfery! – krzyknęłaś, gdy tylko przekroczyłaś próg skrzydła szpitalnego. – Proszę pani!
– Nie ma jej tutaj – wzdrygnęłaś się na dźwięk męskiego głosu, a pudełko które niosłaś o mało co nie wyleciało Ci z rąk. Odwróciłaś się w stronę skąd dobiegał hałas. Na jednym z łóżek szpitalnych siedział brązowowłosy chłopak w okularach. Uśmiechnął się do Ciebie i spojrzał na Ciebie z zaciekawieniem.
– Um… Cześć. Wybacz, że przeszkadzam ci w odpoczywaniu – odparłaś speszona swoim zachowaniem sprzed chwili.
– Nie martw się – zaśmiał się pod nosem. – Pani Pomfery poszła poszukać lekarstwa.
– Och… Okej.
– A ty co tutaj robisz? Raczej nie wyglądasz na chorą.
– Przyszłam z opatrunkiem i maścią dla pani Pomfery. Miała zająć się jakimś pacjentem.
– Chyba chodziło o mnie.
– W końcu nikogo więcej tutaj nie ma.
– Racja – zaśmiał się, ale po sekundzie syknął z bólu. Natychmiast się przy nim pojawiałaś.
– Co cię boli? – zapytałaś odkładają pudełko na szafkę obok łóżka.
– To nic takiego. Samo przejdzie.
– W szpitalu nigdy nic samo nie przechodzi – odparłaś i wyciągnęłaś z pudełka jedną z maści. – Gdzie? – zapytałaś patrząc na chłopaka w wyczekiwaniu.
– Tu – mruknął zawstydzony odtrącając wzrok i wskazując na swoją klatkę piersiową. Dopiero teraz zauważyłaś, że nie miał na sobie bluzki, co zapewne miało ułatwić dostęp do poszkodowanego miejsca. Zarumieniłaś się lekko, kiedy spostrzegłaś jego umięśnioną klatkę piersiową.
Wycisnęłaś trochę maści na dłoń i lekko przełożyłaś do zaognionego miejsca, przez co chłopak syknął cicho i spojrzał na Ciebie zdziwiony.
– Co robisz? – zapytał przyglądając Ci się, co sprawiło, że rumieńce na Twojej twarzy się powiększyły. Nie odpowiedziałaś i dalej wykonywałaś swoją czynność.
– Teraz może trochę zapiec – zerknęłaś na chłopaka, który kiwnął głową dając Ci znak, że jest przygotowany.
Zimną maścią dotknęłaś środka rany, szepcząc kilka słów, których udało Ci się wyuczyć w ciągu ostatnich miesięcy. Okularnik od razu wciągnął powietrze i zacisnął usta w wąską linię, podczas gdy rana się zasklepiała. W międzyczasie wyciągnęłaś z pudełka jeden z bandaży i zaczęłaś owijać nim chłopaka w miejscu rany.
– No i po sprawie – uśmiechnęłaś się szeroko patrząc dumnie na swoje dzieło.
– Dziękuję – powiedział chłopak. Zdziwiona przeniosłaś na niego wzrok i posłałaś mu pytające spojrzenie. – Za pomoc z tym – wskazał na ranę owiniętą bandażem.
– Nie ma za co – odparłaś zawstydzona. Czułaś, jak Twoje policzki przybierają różowy kolor.
– Ładnie ci w różowym – powiedział chłopak, na co jeszcze bardziej się zaczerwieniłaś. Nie przeszkodziło Ci to jednak w posłaniu mu morderczego wzroku, na który tylko się zaśmiał.
– Przestań – szturchnęłaś go w ramię, zakładając ręce na piersiach.
– James Potter, a ty – dziewczyno, która uratowała mi życie – to kto?
– Myślę, że nie jest to istotne – odpowiedziałaś.
– A ja wręcz przeciwnie. Jak mogę się odwdzięczyć osobie, skoro nawet nie znam jej imienia?
– [Twoje imię] – mruknęłaś.
– A więc panienko [Twoje imię], jak mogę ci się odwdzięczyć? Oczywiście moje imię już znasz, a namiary gdzie możesz mnie znaleźć wyślę ci później – puścił do Ciebie oczko.
– Jesteś stuknięty – zaśmiałaś się.
– Tego nie mamy w ofercie. Proszę wybrać coś innego.
– Chyba nie tylko twoja klatka piersiowa została popsuta. Głowa też ci szwankuje.
– Jeżeli to ty będziesz mnie leczyć zgodzę się na każdą operację.
Zaśmiałaś się ponownie. Akurat do sali weszła pani Pomfery z plikiem kartek. Natychmiast podniosłaś się z brzegu łóżka, na którym siedziałaś, chwyciłaś karton i jej go przekazałaś.
– Dziękuję ci moja droga. Również za zajęcie się tym niesfornym chłopakiem.
– Nie ma problemu proszę pani – uśmiechnęłaś się do niej.
– Lepiej idź. Zbliża się pora kolacji. A ty mój drogi rozrabiako zostaniesz dziś tutaj na noc – zwróciła się do chłopaka ze srogim wyrazem twarzy. Brunet pokiwał posłusznie głową, a kobieta odeszła w stronę swojego gabinetu.
– Pa James – pożegnałaś się z okularnikiem, dodając mu otuchy uśmiechem.
– Do zobaczenia [Twoje imię] – odpowiedział również posyłając Ci uśmiech. – Wpadaj kiedy chcesz.
Omg James❤️❤️❤️

Odpowiedz
2

hermionagranger44

remus lupin

Odpowiedz

niktxwazny

Syriusz

Odpowiedz
Re_musowata

Re_musowata

Lekko podskoczyłaś, wciąż próbując dosięgnąć książki. Jak na złość, powieść, której szukałaś od kilku dni, znajdowała się na samej górze regału, a Twoja różdżka akurat pozostała w dormitorium. Westchnęłaś sfrustrowana i ponownie podskoczyłaś, mając nadzieję, że jakimś cudem, uda Ci się ją ściągnąć z półki. Nie lubiłaś tego, że jesteś taka niska.
Kiedy zamierzałaś się do ponownej próby zdobycia książki czyjaś dłoń Cię w tym uprzedziła i zabrała ją z półki. „Nie no naprawdę?! Akurat teraz?” pomyślałaś i zmęczona oparłaś się o jeden z regałów i zamknęłaś oczy. Tyle zachodu, a książka została Ci zabrana sprzed nosa.
– To chciałaś wziąć? – cichy głos chłopaka wyrwał Cię z odrętwienia. Otworzyłaś oczy i ujrzałaś przed sobą blondyna o zielonych oczach i twarzy pokrytej kilkoma bliznami. Spojrzałaś w dół na jego wyciągniętą w Twoją stronę dłoń, w której znajdowała się książka, którą przed chwilą próbowałaś zdobyć.
Pokiwałaś lekko głową nie będąc w stanie wydusić z siebie słowa.
– S-skąd wiedziałeś? – wyjąkałaś biorąc ją od chłopaka.
– Wyglądałaś na naprawdę zdeterminowaną, kiedy próbowałaś ją ściągnąć – powiedział jak gdyby nigdy nic, a Ty lekko się zarumieniłaś. „Przyglądał mi się?” – zapytałaś siebie w myślach.
– Postanowiłem skrócić ci cierpienie i ci pomóc – uśmiechnął się chłopięco, co sprawiło, że wyglądał jeszcze lepiej niż dotychczas.
– Dziękuję – szepnęłaś do niego uśmiechając się promienie. Wspięłaś się na palce i pocałowałaś go w policzek, przez co twarz chłopaka lekko się zarumieniła, co dodało mu jedynie uroku.
– To naprawdę nic wielkiego – podrapał się po karku wyraźnie zawstydzony.
– [Twoje imię] – powiedziałaś z uśmiechem, a on spojrzał na Ciebie zupełnie zbity z tropu. – Nazywam się [Twoje imię] – zaśmiałaś się, być może ciut za głośno, bo bibliotekarka spojrzała na was z dezaprobatą.
– Och… Remus – odparł chłopak, również się uśmiechając.
– Jeszcze raz ci dziękuję, Remusie. – uśmiechnęłaś się wdzięcznie, unosząc książkę do góry. – To jedna z moich ulubionych powieści.
– Naprawdę nie ma o czym mówić – z zakłopotaniem odwrócił wzrok. – Wybacz, ale muszę już iść. Mam nadzieję, że kiedyś jeszcze się spotkamy.
– Ja również – odparłaś.
– Do zobaczenia [Twoje imię] – pomachał Ci na odchodne i zniknął za regałem.
– Pa Remus – szepnęłaś, przyciskając książkę do piersi.

Odpowiedz
1

Nowe

Popularne

Kategorie

Powiadomienia

Więcej