Dzieńdobry.
Przyznam, że nie spodziewałam się, że dostanę aż tyle pytań.
Bardzo dziękuję wszystkim zadającym ^^ i tym, którzy nie zadawali bo słusznie stwierdzili, że mogę nie dać rady na tyle odpowiedzieć.
Dzisiaj więc nie odpowiem na wszystkie pytania, a jedynie na część.
Zacznę od najwcześniej zadanego:
Pytanie od HollowHeart: Tobie też się śni że twoi wrogowie piszą o tobie głupoty w internecie?
Miałam już różne sny, ale takiego jeszcze nie. Współczuję snów tego typu, są gorsze niż koszmary z potworami, bo wydają się bardzo realne. U mnie sen tego typu to wszyscy moi znajomi wyznający nagle że w zasadzie to mnie nie lubią i zadawali się ze mną bo im mnie było szkoda.
Pytania od mesmerajzing:
1. Ulubiony piosenkarz/piosenkarka/zespół czy cokolwiek, co coś śpiewa.
Nie mam pojęcia. To mi się zmienia nawet nie co rok, a co pół roku, a nawet częściej. I rzadko "zagłębiam" się w życie jakiegoś piosenkarza czy zespołu... w zasadzie to nigdy. Zwykle nie mam nawet pojęcia, jak się nazywają członkowie zespołu, nawet, jeśli jest ich 1. I duża część muzyki której słucham to utwory na sztuczną orkiestrę z jułtuba, zwykle stosowane jako, mam wrażenie, podkład do grania w gry.
2. Książka lub seria książek, którą przeczytałaś i żałujesz albo nie przeczytałaś bo była taka beznadziejna, że nadawała się tylko do spalenia.
...
To będzie długa historia.
Pierwszą książką, którą przeczytałam i oceniłam, że coś jest z nią nie tak, była seria opowiadająca o nastolatce chodzącej do szkoły aktorskiej, która to nastolatka nazywała się Topaz Love. Niestety pamiętam też fabułę, bo to jest właśnie to, co mój mózg zapamiętuje zamiast ważnych rzeczy, mimo, że czytałam ją co najmniej 10 lat temu. I tak, to była seria, i przeczytałam 3 części zanim dotarło do mnie, że mi się nie podoba.
Później miałam jakiś nieszczęśliwy traf, bo dwie kolejne książki, które wypożyczyłam z biblioteki, Córka Laguny i Królowa Lata, również były jakieś takie niefajne. Córka Laguny teoretycznie opowiadała całkiem ciekawą historię, i zaczynała się dość klimatycznie (swoją drogą zauważyliście, jak często jakość książki drastycznie spada po całkiem dobrym prologu? Z odwrotną sytuacją spotkałam się chyba tylko raz) i można nawet powiedzieć, że pomysł był oryginalny... ale wszystko razem do kupy z jakiegoś powodu wydało mi się odpychające i obrzydziło mi Wenecję na długie lata. Tylko niektóre z rzeczy, które mi się nie podobały, potrafię zdefiniować.
a) Wątek z magicznym światem który widzą tylko dzieci wydawał mi się wtenczas niezwykle oklepany, ale to dlatego, że byłam w wieku, w którym takie historie słyszy się często
b) Już wtedy nie podobało mi się tworzenie postaci tzw Pustej Barbie która istnieje tylko po to, żeby główna bohaterka mogła jej nie lubić i cierpieć prześladowania z jej strony, a tam... no, jest ten wątek
c) Największym arcyzłolem który musi być wyklęty spośród żywych i umarłych, mastermindem wszystkiego złego i diabłem wcielonym przed którym drży cała Wenecja jest sam straszliwy... Bajamonte Tiepolo. Cóż ten zdrajca uczynił, że zaskarbił sobie wieczną nienawiść książkowych mieszkańców? Ee... zrobił rewolucję w której zabił jakiegoś dożę Weneckiego. To tak, jakby napisać fantasy, w którym Polsce zagraża straszliwy i przerażający powstały z grobu Jakub Szela, który zaprzęga siły piekielne i nekromancję do pogrążenia kraju w mrocznych otchłaniach. Co w sumie prawie było zrobione w Weselu... ale Jakub Szela dokonał w sumie brutalnego ludobójstwa, a nie zabił 1 dożę. Zabicie 1 doży to i tak zły czyn, ale nie najgorszy czyn w dziejach ludzkości, jak zdaje się oceniać książka.
d) Niektóre z mrocznych, podstępnych planów złoli obecnych w książce są... powiedzmy, że zastanawiające. Na przykład nasz Bajamonte wprowadził w życie niecny plan polegający na tym, że sprzedawał (albo nawet rozdawał za darmo?) na rynku lody miętowe, które hipnotyzowały kupujących je ludzi, żeby ci... jedli więcej tych lodów miętowych. Główna bohaterka wydaje się być tym faktem przerażona... tylko, że nasz złol nie osiągnął w ten sposób absolutnie nic. Poza wzrostem spożycia lodów miętowych w populacji. Natomiast chcecie wiedzieć, jak Zła Różowa Barbie próbowała niecnie wrobić naszą główną bohaterkę, żeby rodzice przestali jej ufać? Podrzuciła jej do kieszeni... papierosy? narkotyki? bilet do nocnego klubu? Nie! Kartę do gry! No bo wiecie, jakby przypadkiem z jakiegoś powodu główna bohaterka wyjęła ją w obecności rodziców z kieszeni, to na pewno sobie pomyślą, że uprawia hazard w wieku 15 lat, własnymi kartami, z których trzyma w kieszeni tylko 1. A nie na przykład gra z jakimiś nowymi znajomymi w brydża czy inne makao. Albo używa karty jako zakładki do książki.
e) Główna bohaterka oczywiście jest super mega wybrańcem... i niech jej będzie, niech sobie jest. Książki z czegoś muszą się składać, często chodzi o to, JAK się supermegawybrańca wprowadzi. W związku z byciem supermegawybrańcem ma też supermoce. I... w zasadzie jestem za dawaniem ludziom słabych supermocy gdyż są one ciekawsze, ale mam wrażenie, że tutaj autorka trochę przesadziła, głównie biorąc pod uwagę jak reszta bohaterów jest tymi mocami podekscytowana i jak wielką wagę nadaje im narracja. Pierwsza z mocy jest ok, pozwala na poznanie intencji danej osoby przez dotknięcie jej serca. Fajna i przydatna moc, bohaterka używa jej raz, dopiero kiedy ktoś jej sugeruje, że powinna to była zrobić, i kiedy już jest za późno. Druga moc, przez którą nasza bohaterka dostaje tytuł vedeparola od podekscytowanej królowej syren polega na tym, że kiedy tylko chce, może, uwagauwaga... włączyć sobie w mózgu opcję, że to, co mówią ludzie, wyświetla się nad ich głowami w formie napisów. Dodatkowo każdy ma swój osobisty font tych napisów. To by MOGŁO być wykorzystane do "podsłuchiwania" niewyraźnej rozmowy, albo zidentyfikowania osoby mówiącej coś za ścianą, ale nieeeeee. I nie jestem pewna, czy ta moc nie działała TYLKO jeśli słowa były wyraźne, a osoba widoczna. I w końcu niesamowity skill głównej bohaterki niezwiązany z jej wybraństwem, ale za to którym wszyscy są zadziwieni niczym trafianiem w środek tarczy przez Robin Hooda, jest czytanie do góry nogami. Znaczy się jak sobie odwróci książkę do góry nogami to nadal potrafi przeczytać, co tam jest napisane. Co oznacza, że albo jej superumiejętnością jest coś, co potrafi praktycznie każdy potrafiący czytać, albo mówcie mi Shadow Pain, bo też tak umiem.
f) kawałek o tym, że wskrzeszają pogrzebanych w Wenecji świętych za pomocą ich relikwii żeby ci się modlili o ich zwycięstwo w walce jest najdziwniejszą "pozytywną" interpretacją chrześcijaństwa z jaką się zetknęłam w literaturze. I to biorąc pod uwagę Trylogię Międzyplanetarną. W sensie... co to niby pomoże, że są znów na ziemi? Z resztą modlitwa o to, żeby rzucić na kogoś magiczną klątwę jest sama w sobie dziwna. Wszystko razem brzmi bardziej jak santeria (kult próbujący wykorzystywać świętych jako źródło magicznych mocy) , a spodziewam się, że nie o to chodziło.
g) W pewnym momencie bohaterka jest ratowana przed utonięciem przez ryby, które dają jej powietrze ze swoich pyszczków do jej ust. Wszystko fajnie, tylko że ryby nie oddychają przez usta. Mają do tego skrzela, filtrują tlen z wody i tlen w formie gazowej, zdaje się, nie występuje w ich organizmie. Już większy sens miałoby, gdyby robiły to delfiny... dziwnie by to wyglądało, ale przynajmniej byłoby, być może, możliwe.
Jak widzicie, to wszystko są małe rzeczy i w zasadzie nawet wzięte do kupy nie wyjaśniają, czemu ta książka pozostawiła we mnie aż taki niesmak.
Natomiast Królowa Lata była po prostu paranormal romansem. Z pewną ilością prawie seksu. A ja byłam jedenastolatką która szukała fantastyki przygodowej i była bardzo rozczarowana tym, że zamiast ratować świat jak należy, bohaterowie zajmują się głównie tym, kto z kim się będzie migdalił... swoją drogą ratowanie świata też zależało od tego, kto z kim się będzie migdalił. Ponieważ główna bohaterka, jako z jakiegoś powodu księżniczka wróżek, powinna poślubić księcia wróżek, żeby pokonać złą królową wróżek. Książę wróżek był tam chyba najsympatyczniejszą postacią, wydawał się szczerze kochać główną bohaterkę, a jednocześnie szanował ją na tyle, że nie zamierzał jej do niczego zmuszać nawet, jeśli brak małżeństwa oznaczałby koniec świata, a oznaczał. Więc bohaterka, będąc w klasycznym trójkącie miłosnym (bo jakżeby inaczej) dokonała jedynego słusznego wyboru i rzuciła go dla chamskiego tatuażysty zamieszkującego stary wagon kolejowy, z którym znajomość sprowadzała się do seksu i który i tak miał inne dziewczyny na boku, o czym wiedziała. I tak wygrali, nie pamiętam, w jaki sposób, ale to nieważne, to była pierwsza książka, którą przeczytałam, dowiedziałam się, że ma kontynuację i stwierdziłam, że nie chcę znać dalszego ciągu.
To tylko pierwsze trzy z długiej listy książek, które mi się nie podobały, i chyba dokończę tę listę później...
3. Film, na którym płakałaś.
Różne, ale jednym z najbardziej zaskakujących jest Miś Barei. Konkretniej ostatnia scena. Nie wiem, czemu mnie wzrusza, ale mnie wzrusza. (Prawdopodobnie sama w sobie nie byłaby wzruszająca, ale w kontekście całego filmu jest.)
4. Ulubiony dzień tygodnia i dlaczego.
Nie wiem. To zależy od rozkładu tygodnia. Ale czwartki są zwykle całkiem ok.
5. Dlaczego i jak znalazłaś się na tej stronie?
Szczerze mówiąc nie pamiętam. To było strasznie dawno temu.
6. Gdybyś mogła cofnąć czas, cofnęłabyś?
Trudno powiedzieć. Chyba bym się bała. I zależy, na jakich zasadach.
7. Ile czasu spędzasz dziennie w internecie albo na tej stronie albo gdziekolwiek indziej (tak, jestem ankieter i badam poziom uzależnień)
Za dużo
8. Coś, co mogłabyś jeść do końca życia i nawet dłużej bez przerwy.
Jeśli miałaby to być jedyna rzecz, jaką bym jadła, to chyba wszystko by mi się w końcu znudziło. Ale bliskim kandydatem są dania z makaronu.
9. Ulubione nietypowe zwierzę.
Nie wiem, czy to się liczy jako nietypowe, bo chyba i je już internet uznał za oficjalnego słodziaka, ale! bez wiedzy, jak się nazywa, poznajcie więc myszkę badylarkę ( Micromus minutus ), która waży tyle co kostka cukru, skacze po zbożach (i wije między nimi gniazdo) i śpi w kwiatkach. Praktycznie każde jej zdjęcie jest absolutnie urocze. Kiedyś nawet mieliśmy pomysł żeby adoptować jedną z Poznańskiego ZOO, ale nic z tego nie wyszło.

.Emisia.
Uh oh wywód na temat tej książki był dość długi haha
Co do słabych supermocy, podobało mi się to, że Jason z "Pozaświatowców" nie miał właściwie żadnej supermocy, a ważny dla sprawy był dzięki temu, że jego wytrwałość i sama obecność tam (bo narażał się, a mógł wrócić bezpiecznie do domu) inspirowała sojuszników do wytrwania przy sprawie.
.Emisia.
@TW trylogia Brandona Mulla
TW
• AUTOR@.Emisia. O… Zobaczem
Night_Raven
Takie sny są najgorsze, szczególnie gdy budzisz się na następny dzień i nie wiesz jak wiele z tego to prawda (T-T)
A z pozytywów, przynajmniej myszka jest śliczna <3 ciekawa jestem jak długo takie żyją 🤔
TW
• AUTOR@Night_Raven No, niestety :/ Mam nadzieję, że niewiele
No całkiem ładna… choć niestety pewnie długo nie żyła bo nadgryzła trutkę :/ z drugiej strony mogła przeżyć skoro łaziła normalnie po tym
WeraHatake
O nie – sen, w którym Twoi znajomi kumplują się z Tobą tylko z litości jest straszny ;-;
Mnie, jak Pannie w glanach, z opisem książki z akcją rozgrywającą się w Wenecji od razu skojarzyłam "Dziewczynkę z 6. księżyca" – aż się dziwię, jak sporo informacji się zgadza xd
Jaka ślicznotka z tej myszki! :o ♥
TW
• AUTOR@WeraHatake Oszty, to faktycznie brzmi prawie jak tamto… tylko tam nie było alchemików :(
WeraHatake
@TW Ano, to główna różnica.
Szachara
Ta książka z dziewczyną z mocami i Wenecją skojarzyła mi się po opisie z "Dziewczynką z szóstego księżyca" czy jakoś tak. Tam była taka Nina, która za pomocą swoich super-nieprzydatnych mocy ratowała świat za każdym razem mając po prostu ogromne szczęście. Z innych takich rozczarowujących "perełek" był jeszcze cały "Baśniobór" którego akcja była tak przewidywalna jak zakończenie "Pana Tadeusza". Magiczny świat który widzą tylko dzieci które wypiją mleko, 14- latka ratująca ludzkość za pomocą ogromnego farta i przypadku. To nie ma sensu. Myślę, że w takich książkach pokroju tych i tych które były przez Ciebie opisane największy niesmak pozostawia ta losowość i fart głównych bohaterów, którzy mają za każdym razem takie szczęście, że powinni zacząć obstawiać numerki w lotto, a nie chodzi zazwyczaj o błahe sprawy tylko o tragedie pokroju końca świata. Przyznajmy, że kiedy w tak poważnej sytuacji kiedy wszystko się już setny raz sypie i główny bohater/ bohaterka nagle dostaje szansę od losu po raz milionowy robi się to nudne i schematyczne. Miło czasem wrócić do wspominania nawet tak beznadziejnych lektur dla samego faktu uświadomienia sobie, że były tragiczne hah
TW
• AUTOR@Panna_w_glanach Ciekawe… szczerze mówiąc obie książki, szczególnie Dziewczynkę, chciałam kiedyś przeczytać i słyszałam o nich raczej pochlebne opinie… ale co kto lubi, w sumie widizałam już i fanów, i zaciekłych niefanów Jeżycjady na przykład. Nie wiem, czy szczęście było tym problemem, nie wydaje mi się, ale szczerze mówiąc nie pamiętam… z drugiej strony może coś w tym jest? Nie jestem w stanie powiedzieć, co właściwie zrobiła główna bohaterka poza obieraniem komplimentów i patrzeniem, co robią inni (i raz przeczytaniem czegoś do góry nogami), ale to może być kwestia słabej pamięci.
Unde_Malum
Krytyka książek bardzo mi się podobała, haha ;) Ja zawsze jak sobie przypominam książki, które mi się podobały, kiedy miałam 11/12/13 lat, uświadamiam sobie, jakie one były straszne i okropne ;_;
TW
• AUTOR@Unde_Malum oj, to jest straszne przeżycie… książki to pół biedy, ale kiedyś trafiłam na bardzo nieprzychylną jułtubową krytykę kreskówek które oglądałam jako dziecko, łącznie z kadrami i fragmentami, i nie byłam w stanie tego oglądać z zażenowania
Lilu.
Ooo czytałam kiedyś Topaz Love. Też do trzeciej części, bo nie wiedziałam że jest więcej. To była jedna z tych książek które bardzo szybko się czyta, ale ma bardzo płytkich bohaterów i akcję wsm też.
I Córkę Laguny też znam. Ale skończyłam czytać po 1/3 książki bo fabula mi się nie kleiła.
TW
• AUTOR@Lilu. Zarazzaraz, to tego jest więcej!? Co się dzieje dalej? W sumie faktycznie zakończenie trzeciej niekoniecznie było klasycznym zakończeniem serii… choć wtedy z jakiegoś powodu uznałam, że to kompletnie logiczne, że pierwszy można-powiedizeć-że-występ-w-filmie to zakończenie historii.
Mi się fabuła nawet kleiła, ale to dlatego, że miałam 11 lat. Co z tą fabułą było nie tak?
Avinashi_
Przyznać się, kto w momencie, w którym była mowa o tym, że każdy potrafiący czytać umie czytać do góry nogami obrócił telefon i to sprawdził xd
Avinashi_
@.Emisia. można i tak xd
TW
• AUTOR@.Emisia. @Avinashi_ wystarczy wziąć pierwszą z brzegu książkę :) ale fakt, telefon tu pomaga
Choreomania
Fajne tylko szkoda że nie ma akapitów (ale to pewnie SQ ma focha)
TW
• AUTOR@Shataher To przez format głosowania, tak naprawdę żaden format poza opowiadaniami nie pozwala na normalną edycję tekstu :(
Choreomania
@TW okej tak szczeże to gdy dawałam ten komentarz to nie wiedziałam jeszcze i tym. I szkoda że tak jest.
.Anja
Koniecznie potrzebuje oddzielnej części (może Narzekajstwa?) z anty-polecajkami, z książkami które bardzo źle wspominasz, bo super mi się czytało twoją odpowiedź na to pytanie :D
Honey_Lemon
@.Anja jestem za :) też bym chętnie to przeczytała
TW
• AUTOR@.Anja @Honey_Lemon Myślę, że w kolejnych kiułendejach się pojawią… ale nie iwem, kiedy się pojawią kolejne kiułendeje