
Przy pomocy wpisów możesz zadać autorowi pytanie, pochwalić go, poprosić o pomoc, a
przede wszystkim utrzymywać z nimi bliższy kontakt. Pamiętaj o zachowaniu kultury,
jesteś gościem :) *Jeśli chcesz odpisać konkretnej osobie, użyj funkcji " Odpowiedz" - osoba ta dostanie powiadomienie* ×









Escada
AUTOR•W niedzielę miałam ambitny plan zabrania mamy (albo mamy i cioci, może kogoś jeszcze) znowu do Szczawna, tym razem do tej super kawiarni, ale…obudziłam się ok. 12:17, a wstałam i ogarnęłam się po 13… Wtedy też dowiedziałam się, że dziadek zapraszał na 12:30 😅
Ojciec pierwszy wyszedł, nie mówiąc dokąd, my z mamą po 14 poszłyśmy na wyboey, a stamtąd do dziadka. Wujostwa z kuzynami już nie było, ale zaprosili nas do siebie. Posiedziałyśmy trochę i pojechałyśmy z mamą do nich, po drodze kupując w Żabce słodkie prezenty z okazji Dnia Dziecka. Moim pierwszym "posiłkiem" była czekoladka pistacjową z (niestety) wyczuwalną nutką alko, więc była prawie dobra. A potem kilka Krakusków z cukrem i czekoladą (kocham Krakuski, a te to już w ogóle). Po ok. godzinie wróciłyśmy do domu, a ja zadzwoniłam po pizzę, naiwnie sądząc, że przywiozą mi ją jeszcze przed wyjściem do kościoła, ale najwcześniej mogli o 20:30 😅
Ostatecznie i tak dostarczono pół godziny wcześniej. Wzięłam miesięczną (krem parmezanowy nie tylko brzmiał super+duża ilość pistacji w różnych postaciach, mortadela. Jedyne, co mi nie pasowało, to pomidory, które miały być karmelizowane, a smakowały jak suszone). Zjadłam od razu prawie 3 kawałki – reszta ostatniego została na śniadanie.
Wczoraj byłyśmy z mamą na zakupach deserowo-spożywczych, bo był plan, żeby w ramach Dnia Dziecka zaprosić Kasię i Matiego na jakiś deser. Potem zaniosłyśmy do Żabki paczkę ze zwrotem z Temu i w ramach prezentu mama kupiła mi czekoladowo-preclowego loda z Milki. Zjadłam go od razu po powrocie. I zaczęłam pić 1,5-litrową butelkę wody. Do zaśnięcia został mi po niej tylko pełny kubek, który przydał się do śniadania.
Popołudniu weszłam na apkę, żeby sprawdzić wolne terminy u logopedki i znalazłam kilka – niestety (chociaż dla portfela dobrze) – dopiero w lipcu, za to tuż po powrocie z wyjazdu, więc zarezerwowałam. I od razu okazało się, że logopedka zmieniła godzinę na wcześniejszą. :/ ale to i tak po 12, więc jakoś przeżyję XD
Dostałam też instrukcję jak się przygotować, ale było dużo punktów dotyczących dzieci, więc odpisałam, że na wizycie będzie osoba dorosła z takim i takim problemem, i lista znacząco się skróciła. Strasznie się cieszę z tej wizyty, chociaż kilka lat wcześniej jak chciałam się umówić, było 2x taniej.
Dzisiaj popołudniu poszłam do dziadka, żeby się spotkać z Magdą i Maćkiem, a pod bramą zostałam zaczepiona przez znajomą babci, więc zaczęłyśmy rozmawiać. W sumie było miło, ale w ciągu tej rozmowy Magda z mężem zdążyli przyjechać, Kuba został odtransportowany na trening… Ale po rozmowie i tak czekałam na Magdę i Maćka, bo nie chciało mi się wchodzić do dziadka, który miał dość zajęty dzień, a pogoda była super. Jak przyszli, poszliśmy do bistro i zamówiliśmy (Magda kawę z gałką lodów i cornetto, Maciek pizzę i sok, a ja chciałam lody, ale nie było interesującego mnie smaku, więc poprosiłam o dubajską czekoladę, zamiast kawy, która była w menu). Była z lodem, więc pasowała do pogody na zasadzie kontrastu i była przepyszna! 🩵
Po powrocie z treningu Kuby, pojechaliśmy wszyscy do Decathlonu, gdzie zajrzałam na swój ulubiony dział koński i obejrzałam rowery. Jeden mi się spodobał i chyba nawet był dobrej wysokości, ale nie wiem. Po zakupach odwieźli mnie do domu i nic szczególnego się już potem nie działo.
A jak Wam minął weekend i Dzień Dziecka?
Escada
AUTOR•🐾 Nominka: KOCIA EDYCJA! 🐱💫
Autor: @WOJOWNIKARA_anime
Wzięłam od @mustakissa
Zostałeś złapany w pazurki tej nominki! 😼 Teraz odpowiedz i nominuj dalej! 🔄
1. Masz kota? Jeśli tak, jak się nazywa? 🐈
💗 Nie, ale miałam 2 kilkanaście lat temu przez kilka miesięcy, rodzeństwo uratowane przez moją siostrę – Laleczkę i Merkuriusza (podobno z książki, Kaśka wymyślała).
2. Wolisz koty czy psy? Dlaczego? 🐱🐶
💗 Psy, bo są bardziej aktywne i chętne do nauki/współpracy z człowiekiem.
3. Gdybyś był kotem, jakbyś wyglądał? 🎨
💗 Nie mam pojęcia…
4. Ulubiona rasa kota? 🐾
💗 Ragdoll 🩵
5. Kocia supermoc, którą chciałbyś mieć (np. zwinność, widzenie w ciemności)? 🌌
💗 Zwinność.
6. Czy koty mają uczucia? Uzasadnij! ❤️🐱
💗 To pytanie jest dziwne, bo wszystkie zwierzęta mają uczucia, w tych czasach nie powinno się tego musieć uzasadniać.
7. Ulubiona postać z „Wojowników” (jeśli znasz)? 📚🐾
💗 Nie czytałam.
8. Kot domator czy dziki koci wojownik? Który styl życia wolisz? 🏡🌲
💗 Domator.
9. Twój koci znak zodiaku (zgadnij, jaki by był 😹)? ♌♋♊
💗 Nie wiem.
10. Dokończ zdanie: „Koty są…” ✨
💗 Koty są zbyt nieprzewidywalne dla mnie. 😅
👉 Nominuję tyle osób ile jest w słowie "kotek"
Chętni, częstujcie się! +@WeraHatake
Dalej, pokażcie swoje kocie JA! 🐾😻
WeraHatake
@Escada Dziękuję za nominowanie ;3
Escada
AUTOR•Noc serialowa udała się całkiem nieźle i poszłam spać dopiero o 6:50, ale…i tak obudziłam się po 8 :/
Na fachowców załapałam się tylko 'słuchowo', ale okazało się, że nie naprawią tego całkowicie w środę, bo w czwartek od razu będą robić kilka pięter, więc tylko zabezpieczyli tę rurę i odzyskaliśmy ciepłą wodę, ale na czwartek miałyśmy z mamą plany, więc ojciec musiał wrócić w środę. Niby ok, bo zawiózł nas rano na pociąg do Wrocławia, ale…
W czwartek na 10:30 miałyśmy z mamą musical w Teatrze Muzycznym Capitol. Był nim… "Czarnoksiężnik z krainy Oz" 😅 było ciekawie, chociaż nie znałam żadnej piosenki i podobała mi się tylko jedna – piosenka stracha na wróble i wron. Fajne było to, że dużo było w tych piosenkach żartów/gier słownych (kocham gry słowne). Przed pójściem do teatru zjadłyśmy szybkie śniadanie w Coście, czego strasznie dawno nie robiliśmy (w sumie dawno też nie jechałyśmy do Wrocławia). Po spektaklu odwiedziłyśmy kilka sklepów w galerii i poszłyśmy do Max Burger. Chciałam konkretnego shake'a, ale chyba tylko przy kasie dało się go zamówić, a robiłyśmy to przez 'maszynę', więc wzięłam innego. I był mega dobry! Ciasteczkowy, z polewą (albo dwiema), bitą śmietaną i ciasteczkami+lody ciasteczkowe… Do tego wzięłam sojowe nuggetsy (bez szału), i sticksy z mozzarelli+sos słodko-kwaśny. Shake był zdecydowanie najlepszy, na drugim miejscu sticksy – reszty mogłoby nie być. Myślałam, że spotkam się potem gdzieś z Magdą i Maćkiem, ale Kuba nie szedł na trening, więc spotkania by nie było. Mama wzięła burgera w sałacie, ale nie była usatysfakcjonowana nierównomiernym rozłożeniem składników, smakiem zresztą też.
Ja bardzo chętnie wrócę kiedyś na jeszcze innego shake'a.
Potem poszłyśmy na pociąg i na szczęście były miejsca siedzące, co nie jest takie oczywiste przy powrotach po 15…
Z dworca wracałyśmy do domu autobusem, na który czekałyśmy ok. 20 min. Potem kupiłyśmy m.in. mrożone truskawki w mlecznej czekoladzie i w końcu poszłyśmy do domu. Truskawki towarzyszyły mi podczas oglądania serialu.
W piątek przyszła moja paczka z Temu. Generalnie zakupy udane, ale nie w 100%, oddałam na razie tylko 4 rzeczy, z jedną muszę poczekać, nad inną jeszcze się zastanawiam czy zostawić sobie, czy nie. Mama poszła na spotkanie z koleżanką, a mnie bolał brzuch. Mój organizm uznał, że to idealny dzień na okres (nie zgadzam się z tym, ale już za późno XD). Wieczorem wypiłam miętę w nadziei, że poskutkuje. Ból przeszedł, ale dalej nie wiem czy od tego.
A dzisiaj pojechałam do Emili. Później niż planowałam (o jakieś 2 h…), ale wykorzystałyśmy ten dzień tak, że bardziej się chyba nie dało 😂
Pojechałyśmy z Migelem na Dni Szczawna, znalazłyśmy super kawiarnię ze świetną ofertą i lodami dla psów (młody próbował, ale całego nie zjadł). Ja nic tam nie wzięłam tylko dlatego, że chciałam szukać MiniMeltsów (znalazłyśmy!)
Kupiłam największą porcję i pomieszałam 2 smaki czekoladowe z dwoma owocowymi. Pyszne, ale… kiedyś były jakieś tańsze 😅
Pooglądałyśmy stoiska, a ja później kupiłam opakowanie cynamonowych Krówek (bo nigdy takich nie widziałam). Potem poszłyśmy z Migelem do lasu, żeby trochę odpocząć od gwaru i temperatury. Otworzyłyśmy Krówki i zjadłyśmy po jednej – dobre, tylko miękkie, ale może to przez temperaturę. Potem poszłyśmy na autobus i doszłyśmy za szybko – czekałyśmy na niego 25 min. 😂 W rynku poszłyśmy do kawiarni na słone croissanty, ale już nie było, więc poszłyśmy do innej, ale też nie było już nic na słono, więc wzięłam 2 mini sterniczki w foremkach na babeczki+lemoniadę, ale nie było to zbyt dobre. Okazało się, że rodzice już po mnie jadą, więc namówiłam ich, żeby weszli i coś sobie wzięli. Mama wzięła ciasto 3BIT, które od niej spróbowałam i żałowałam, że wcześniej nie wiedziałam, że jest (na wysokości mojego wzroku były tylko te serniki). Jakoś po 21 wyszliśmy i odwieźliśmy Emilę z Migelem, a przyjechałam do niej kilka min. po 15.
Dzień bardzo udany, chociaż tylko śniadanie miałam wytrawne… Nie do końca tak miało być.
Z okiem też już znacznie lepiej, ale dopiero w środę wpadłam na pomysł, że może to zapalenie spojówki i chyba tak, bo używam kropli do tego i dzisiaj już nie ma śladu, ale jeszcze jutro i może w poniedziałek będę kropić. Z czterech kropień na dobę od wczoraj zeszłam do trzech, ale nie celowo.
A co u Was?
Escada
• AUTORBonusowa Escada z lodami, o których myślała od wczoraj 😂
Escada
AUTOR•W sobotę miała być 'impreza’ z okazji imienin mojej mamy i Magdy, u nas. Rano (tzn.chyba po 10, ale jeszcze nie wstałam) Magda z Maćkiem wpadli na chwilę i przynieśli pistacjowego croissanta z „mojej” cukierni na Bazarze (jakby ktoś nie wiedział, mam dwie „swoje” cukiernie/piekarnie 😅 jedną od imienia, drugą od nazwiska XD Tyle że niestety nie mam z tego żadnych profitów… 😂😅😂).
Mama przyniosła mi kawałek tego croissanta i było to pierwsze, co zjadłam tego dnia. Drugi był kawałek przepysznego ciasta z czwartku.
Jakoś przed 15 napisał do mnie dziadek, że ma do mnie sprawę, więc przyjdzie wcześniej, ale trochę mi się nudziło, więc zaproponowałam, że przyjdę, co też zrobiłam, bo mieszka na końcu ulicy. Okazuje się, że jego koleżanka przyniosła dla mnie jakieś broszurki i 2 numery czasopisma z podobnego miejsca, do którego za jakiś czas się wybieram.+świeczkę, może własnoręcznie zrobioną?
Wyszła z tego cała ciężka teczka, a kompletnie mnie te rzeczy nie interesują, ale trudno. Na 'imprezę’ przyszliśmy z dziadkiem i byliśmy za wcześnie tylko o minutę lub dwie.
Ogólnie było fajnie, chociaż zjadłam sporo rzeczy, których nie chciałam jeść, a gofrów nie zjadłam tylko dlatego, że wszystkie były przypalone (czyli w sumie dobrze, bo jadłam tylko słone rzeczy). Zostałam też „przekonana” do zabawy w chowanego, chociaż chciałam zostać i słuchać rozmowy. I tak ostatecznie chyba wygrałam. 😅
Potem Magda z mężem pojechali do sklepu, a chłopaki zostali u nas. Wieczorem zjadłam jeszcze trochę czwartkowego ciasta.
W niedzielę rodzice z Magdą, Maćkiem i Kubą pojechali na jakąś wycieczkę, więc miałam czas dla siebie. Dostałam bardzo dobre kanapki z jajkiem, majonezem i szczypiorkiem+ostatni kawałek naszego ciasta. Potem porobiłam coś na telefonie, ubrałam się, poćwiczyłam i tak nastała godzina 15 z minutami, więc zaczęłam przeglądać jedzeniowe apki. Zamówiłam makaron z włoskiej restauracji, który chciałam od dawna.
Czekając na jedzenie, zaczęłam czytać pierwszy rozdział książki z opowiadaniami o psach (i ich ludziach), którą dostałam na zeszłoroczne urodziny. Niezbyt wciągająca, ale i tak chcę ją skończyć. Odbierając jedzenie, musiałam je natychmiast odstawić na szafkę z butami, więc zrobiłam szybki ruch, w wyniku czego klapek, spełniający rolę kapcia, został na wycieraczce, ale gorące opakowanie sprawiło, że nie miałam czasu się tym przejmować. Wróciwszy po niego, pośmiałam się trochę z kurierem, bo tak irracjonalnej sytuacji jeszcze nie miałam. Jedzenie i tak postało na tej szafce jeszcze 10 minut, zanim mogłam je przenieść, więc w międzyczasie trochę poczytałam i przygotowałam stół. Ostatecznie trochę się zawiodłam tym makaronem, bo był najgorszy ze wszystkich trzech rzeczy, jakie do tej pory stamtąd zamówiłam.
Jakiś czas później wrócił tata, ale sam, a na pytanie o mamę nie udzielił mówiącej mi cokolwiek informacji (próbowałam się do niej dodzwonić, ale bezskutecznie). Mieliśmy jechać na wieczorną mszę do innego miasta, bo na naszą byśmy się już nie załapali i w drodze do auta, spotkaliśmy mamę, moich kuzynów i Magdę wracających z kościoła.
Po powrocie do domu śladu po Magdzie i chłopakach już niestety nie było, ale zostawili dla mnie focaccię, która była przepyszna mimo dzikiej ilości rozmarynu. Potem zjadłam jeszcze jakiegoś croissanta, żeby się nie zmarnował, ale żałowałam, bo był niedobry.
W poniedziałek miałam postanowienie, żeby zrobić sobie dzień z wodą zamiast jedzenia, ale prysło jak przypomniałam sobie o resztę makaronu z poprzedniego dnia. Zjadłam go na śniadanie.
Ok. 15 zaprosiłam mamę na deser z okazji Dnia Matki, po 17 poszłyśmy do bistro, po drodze spotykając Magdę z rodziną. Wzięłyśmy kawałek sernika pistacjowego i cannoli kokosowo-chałwowe, którymi się podzieliłyśmy+mama kawę, a ja dzbanek Earl Grey’a, co w sumie było przesadą. Po 19 ktoś ode mnie kupił koszulkę z Vinted, która wisiałam tam już chyba z 2 lata nawet, więc od razu wysłałam. Od rana miałam problem z okiem, który trochę się zmniejszył po zwykłych kroplach, ale do tej pory nie zniknął, chociaż dzisiaj kropiłam je 3 razy. Irytujące, ale może w końcu poskutkuje, bo boli jakby było trochę spuchnięte, ale chyba nie jest. A przynajmniej mama nic takiego nie stwierdziła.
Dzisiaj śniadanie zjadłam dopiero po 14 i była nim resztka pączka pistacjowego, bo był u mnie Maciek, który miał u mnie poczekać godzinę, a później iść do szkoły po Kubę. Zrobiłam mu Earl Grey’a, bo wiem, że lubi, zjadł pączka, a potem poprosiłam go o przysługę (była trochę ryzykowna, ale nic się nie stało, już od dawna zresztą), a zyskałam torbę z ciuchami, które, już jakoś w zeszłym roku, miałam wystawić na sprzedaż. Dzięki temu porobiłam rzeczom zdjęcia i wystawiłam od razu. Potem Maciek poszedł i przyjechała Kasia. Na mamę, która wracała od 'lekarza’ czekałyśmy tylko kilka minut, a ja postanowiłam zamówić miesięczną pizzę stamtąd, gdzie byłyśmy z mamą wczoraj… Kaśka też chciała, tylko inną, przelała mi za swoją, i poszłam dzwonić. Miałyśmy czekać ok. godziny, przywieźli chyba wcześniej, w sam środek „akcji”… Przyszła sąsiadla z niższego piętra z pytaniem czy nie leci nam gdzieś woda w łazience. Kasia poszła sprawdzić i okazało się, że cieknie. Na szczęście sąsiadka, chyba wcześniej, wezwała dwóch speców, którzy zdiagnozowali problem i jutro mają naprawić pękniętą rurę. Mają być jakoś ok.8:30-9:00, ale nie wiadomo ile to wszystko potrwa, a ja bardzo nie chcę się na nich natknąć, więc myślałam, że pójdę do dziadka wcześniej, ale nie bardzo mam jak, bo dziadek ma plany na ten czas. Podjęłam więc decyzję (dopiero wieczorem), że w takim razie zrobię sobie noc z serialem/filmami, żeby przespać wszystko XD mam nadzieję, że mi się to uda.
Zjadłyśmy pizzę (tzn.mama i Kaśka), spece poszli, a dziewczyny zaczęły się zbierać do wyjścia, bo miały odwiedzić dwie ciotki i rozdać zaproszenia na Kaśkowy ślub, a trzeciej zostawić u córki. Zostałam więc z ostatnim kawałkiem pizzy (przepysznej), po zjedzeniu której poszłam spać, na krócej niż chciałam. Niedługo później wróciła mama. Chciałam pogadać z Emilą, ale robiłyśmy to wcześniej, więc chyba „jutro” się zdzwonimy.
Kończę wpis z zamiarem dolania sobie gorącej wody do kubka i zanurzenia się w serialu.
P.S. zakręcili nam ciepłą wodę, więc mycie zębów odkładam na ostatnią chwilę, chociaż kiedyś myłam je z udziałem wyłącznie zimnej wody…
Escada
AUTOR•Wczoraj pojechałam, popytałam (o jednym pytaniu zapomniałam) i złożyłam. Może w przyszłym tygodniu dostanę odpowiedź. Ogólnie wszystko przebiegło bardzo sprawnie (myślałam, że będę tam siedzieć min. godzinę, a (nie licząc drogi do właściwego pokoju) wszystko zajęło jakieś 25 min.
A przed wyjściem próbowałyśmy z mamą ciasta, które zrobiłyśmy w czwartek. Mało reprezentacyjne z wyglądu, ale mega dobre… 🩵 Chociaż nie wszystko wyszło tak, jak chciałam. Wieczorem zjadłam jeszcze 2 kawałki.
Macie jakieś plany na dzisiaj/jutro?