
Przy pomocy wpisów możesz zadać autorowi pytanie, pochwalić go, poprosić o pomoc, a
przede wszystkim utrzymywać z nimi bliższy kontakt. Pamiętaj o zachowaniu kultury,
jesteś gościem :) *Jeśli chcesz odpisać konkretnej osobie, użyj funkcji " Odpowiedz" - osoba ta dostanie powiadomienie* ×









Escada
AUTOR•W piątek po śniadaniu poszłam do dziadka, a z nim na działkę, na której nie byliśmy długo, bo do dziadka miał przyjść znajomy (który na szczęście też nie był zbyt długo). Chciałam z dziadkiem pojechać złożyć ten wniosek, ale też się nie udało, za to wypiliśmy ze dwie herbaty i do domu wróciłam przed 15. Ojciec mój był na home office-ie, więc miałam czas dla siebie i dopiero po 17/18 zjedliśmy obiad. Potem wyciągnęłam ojca na całkiem dobrze, acz drogie lody.
Po powrocie udało mi się wreszcie dodzwonić do Emili, a potem ok. godzinę rozmawiałam przez telefon z M. Było bardzo fajnie.
W sobotę miałam plany dopiero na 17, ale ponieważ mama z Kaśką pojechały na weekend załatwiać rzeczy związane ze ślubem, ojciec postanowił mnie obudzić przed 10 (nie spałam, ale nienawidzę budzenia mnie przez osoby nieupoważnione). Podczas (zbyt dużego jak na mnie) śniadania przedstawił mi pomysł pojechania do Barda, do jakiejś piernikarni, zaciekawiło mnie to, więc szybko się zebraliśmy i wyszliśmy. Ale jak zaczęliśmy jechać, samochód zaczął się trząść tak, że podjechaliśmy do jakiegoś warsztatu, gdzie postawiono wstępná 'diagnozę'. Wróciliśmy nim do domu i wzięliśmy auto mamy, które jest mniejsze, ale znacznie wygodniejsze. W drodze do Barda ojciec wpadł na "wspaniały" pomysł zatrzymania się w Srebrnej Górze i zmarnowaniu mojego czasu na zwiedzaniu twierdzy z przewodnikiem. Nie byłoby tak źle, gdyby nie zaczęło padać jeszcze przed zwiedzaniem. Jak już zwiedzanie dobiegło końca i znaleźliśmy się w aucie, zażądałam wszystkich możliwych ogrzewań, żeby jak najszybciej wyschnąć (najbardziej mokre miałam ubrania, bo włosy schowałam pod kapturem), ale nadal… Ostatecznie nie dojechaliśmy do Barda, bo nie byłoby czasu, ale znaleźliśmy ciekawą kawiarnię w Bielawie – Heaven Cafe (polecajka 🩵)
Wzięłam kawałek tarty migdałowo-malinowej z kremem limonkowym (przepyszna!!! ❤️) i gorącą czekoladę, która okazała się mieć dużo bitej śmietany i kolorowych pianek, co wyglądało bardzo uroczo. Też dobra, ale tarta zdecydowanie lepsza. Tata wziął sernik jagodowy (spróbowałam kawałek, bardzo dobry) i ogromnego gofra. Zjedliśmy to wszystko dość szybko, chociaż nic tego nie zapowiadało, a następnie ruszyliśmy w drogę do… Stajni Podolin. ❤️ Ponieważ mają tam teraz obozy, umówiłam się z właścicielką tylko na rozmowę i poznanie koni, ale znaczną większość była za daleko. Natomiast z właścicielką stajni przyszła też kotka, która bardzo chętnie dawała się głaskać, z czego oczywiście korzystałam. :) tatę odesłałam do auta jak tylko przyszła właścicielka. Rozmawiałyśmy ponad półtorej godziny, w międzyczasie poszłyśmy też do kilku koni, więc wizyta bardzo udana. Właścicielka stajni wpadła na super pomysł, ale szczegóły zdradzę dopiero jak będę wiedziała na 100% czy coś z tego będzie… Potem, wracając (zasnęłam uśpiona przez deszcz, chociaż był strasznie głośny), wstąpiliśmy (ja do Rossmann a, tata do Biedronki). W domu popisałam trochę z Emilą (która w ten sam dzień była z rodziną odebrać szczeniaka ❤️) i M.
Na bardzo późny obiad (a właściwie chyba można to uznać już za kolację) zjedliśmy gotową pizzę z Biedronki (nie wiem dlaczego, skoro było jeszcze jedzenie zostawione dla nas przez mamę, ale ok…).
W niedzielę rano zjedliśmy śniadanie i przyszedł do nas dziadek. Wymyślili poprzedniego wieczoru, żeby pojechać do Nowej Rudy pociągiem. Nie wiem po co, skoro mogliśmy wziąć auto i nie być uzależnieni od czasu przyjazdu pociągów, ale cóż… Pojechaliśmy więc. W Nowej Rudzie najpierw poszliśmy na mszę na 12, a potem do Białej Lokomotywy na tartę pistacjową. Której nie było XD zamówiłam więc pistacjowe tiramisu, ale potem się okazało, że też go nie ma 😂 więc z nadzieją w głosie zapytałam kelnera czy dostanę chociaż lody pistacjowe i tu już bez problemu, nawet zaproponował dodatki w postaci masła pistacjowego (kocham…❤️) i oleju albańskiego (?) z pestkami dyni. Pyszne, tylko dużo (nie wiem jakim cudem zjadłam wszystko). Do pociągu mieliśmy jeszcze ponad godzinę, ale zamiast zamówić coś jeszcze, mój ojciec wpadł na "genialny" ponysł poprzechadzania się po rynku. Padało. Ostatecznie i tak poszliśmy do jeszcze jakiejś knajpki, gdzie zamówiłam kulki ziemniaczane, naiwnie sądząc, że będzie ich mało – a dostałam całą miskę. Gdyby nie pomoc dziadka i taty, pewnie zostawiłabym sporą część. Potem już poszliśmy na pociąg i w końcu wróciliśmy. Okazało się, że mama z Kaśką wróciły szybciej od nas.
I na tym na razie zakończę. Wstawię Wam jedzeniowe fotki.
Escada
• AUTOREscada
• AUTOREscada
AUTOR•No i przechodzimy do dzisiaj (według godziny, o której to piszę – 00:05 – wczoraj)…
Mój plan na ten dzień zakładał złożenie wniosku i odwiedzenie jednego z tych 3 'tajemniczych' miejsc. Ale przypomniałam sobie, że do tego wniosku (i prawdopodobnie do wizyty w tym miejscu również) jest potrzebna kopia pewnego dokumentu, której nie miałam, a że ostatnio zaczęła nam szwankować drukarka, stwierdziłam, że zrobię to w punkcie przy poczcie, blisko bloku mojego dziadka na końcu ulicy. Posprawdzałam (za pomocą chata, przez którego strasznie się ostatnio rozleniwiłam) orientacyjne ceny, wyszykowałam się i poszłam. Przekonana, że można płacić kartą, poprosiłam w punkcie o 3 kopie (2 mogą się przydać na już, a trzecia będzie na zapas) i zapytałam o cenę (wyższa niż według chata, ale niska, bo tylko 3 zł). Okazało się, że ani kartą, ani BLIK-iem nie można zapłacić, a gotówki nie miałam, więc oto pierwszy raz w życiu, w wielu 25 lat, zadłużyłam się u kogoś innego niż rodzina. 😅 Pani powiedziała, że nie muszę go spłacać, ale dziwnie bym się z tym czuła. Cała wizyta w tym punkcie trwała może 4 min. z hakiem. Potem chciałam pójść do dziadka oddać pudełko, w którym ostatnio niosłam jagodziankę dla mamy i namówić na mini "wycieczkę", ale nie dodzwoniłam się ani domofonem, ani na komórkę, więc napisałam do najbardziej poinformowanej osoby w rodzinie, czyli mojej cioci Magdaleny, z pytaniem czy wie czy dziadek jest w domu (czasami nie zabiera telefonu, ale domofon by otworzył, więc domyślałam się odpowiedzi). Nie pomyliłam się – po prostu nie było go w domu i miał dać znać jak wróci, więc wzięłam Bolta i wtajemniczyłam Madzię w "akcję". Bolta trochę się obawiałam, bo kierowcą miał być obcokrajowiec, chociaż miał ocenę Doskonały kierowca. Poprosiłam więc Madzię o zerkanie w śledzenie trasy, które jej wyślę jak wsiądę, bo jechałam na ulicę, którą trochę znam, choć rzadko bywam, pod adres, w którym jeszcze nigdy nie byłam…
Resztę historii przekopiuję do komentarza, bo opowiadałam ją potem Magdzie w całości (mniej więcej, bo o pojemniku na jedzenie nie wspomniałam).
Z treści niestety wynika cel mojej "podroży", ale szczegóły zdradzę jak zaczną mi się spełniać plany.
Escada
• AUTORPoprosiłam gościa, żeby zaparkował tuż przy właściwej bramie (bo nigdy wcześniej tam nie byłam, ale tego mu oczywiście nie powiedziałam) i tak też zrobił. Przed bramą stały trzy osoby, ale dwie sobie poszły zanim wysiadłam. Zadzwoniłam domofonem pod właściwy numer, ale nikt nie otworzył. Pan, który stał w bramie powiedział, że wpuści mnie do bramy, bo i tak tu mieszka, wpuścił, a ja zapytałam na jakim piętrze jest numer 35. Powiedział, że na 10 albo 11 i zaproponował, że ze mną pojedzie. Miałam nadzieję, że mieszka też gdzieś wyżej, więc zapytałam, ale odpowiedział, że na drugim. Nic to na szczęście nie zmieniło, bo nacisnął w windzie (bardzo starej) 10 i wysiadł że mną. Nie znaleźliśmy numeru, więc poszliśmy, już schodami, na 11, a tam… Puste, otwarte 2 pokoje i remont. Zapytał kogoś czy remontują po pomieszczenia fundacji, a gdy potwierdzili, zapytał czy znają jej obecny adres. Nie znali, więc wróciliśmy na piętro 10 i zjechaliśmy na parter. Wyszedł ze mną z bramy i zasugerował, żebym zapytała w budce Lody Dorian (najpierw się zapytał czy wiem, gdzie jest i mi wyjaśnił, wiedziałam, bo mijałam, jadąc Boltem z Maksimem). Podziękowałam i życzyłam mu miłego dnia i poszłam szukać tej budki. Znalazłam i zapytałam, ale dziewczyna nie wiedziała, więc zamówiłam Bolta powrotnego. Myślałam, że jak będzie miał długo jechać, to kupię sobie jakiegoś loda albo coś, ale bez szans, bo miał przyjechać za 6 minut, a był chyba nawet szybciej. Tym razem Polak, Rafał, też miał taką samą ocenę jak Maksim, czyli Doskonały kierowca
Escada
AUTOR•Ostatnio mam bardzo aktywne dni.
We wtorek zaczęłyśmy się z mamą rozciągać, znowu, ale na razie tylko ten raz doszedł do skutku…
Byłam z mamą zmierzyć auto, w sklepie, w przychodni, w aptece, na lodach, potem na chwilę w domu, a następnie zaniosłam dziadkowi pompkę rowerową, którą następnie zważyliśmy. Potem do dziadka zadzwoniła Magda i zaprosiła nas, ale tylko ja byłam chętna, więc wzięłam Bolta, który przyjechał szybciej niż autobus. Znowu było sporo do opowiadania, a Madzią zaczęła drukować mi pewien wniosek, ale w trakcie drukowania skończył się tusz, więc zamówiłam go przez Glovo (nawet nie wiedziałam, że takie rzeczy też można zamawiać 😅). Tym razem mama miała po mnie przyjść i miałyśmy wrócić spacerem i tak się stało, ale najpierw trochę z nami posiedziała, czekając na kuriera i wydrukowanie ostatnich trzech stron.
W domu zrobiłyśmy z mamą twarożek ze szczypiorkiem i startym ogórkiem (bardzo dobry 💚) i od razu zjadłam kawałek.
W nocy wpadłam na pomysł i dzięki rozmowie z chatem, trafiłam na 3 fajne miejsca w mojej mieścinie, do których zamierzam się zgłosić. W środę rano poczyniłam już pewne kroki, czyli skontaktowałam się z dwoma miejscami i teraz czekam na odpowiedź od jednego i wizytę w drugim.
Wczoraj chciałam zabrać dziadka do kina na "Smerfy", ale ostatecznie plan przekształcił się w szukanie prezentu dla Emili. A że w Empiku nie było nic ciekawego (z tego, o czym myślałam), wzięłam kartę prezentową do TK-Maxx'a i Home&You, potem poszłam do apteki, bo to, co kupiłam we wtorek było przeokropne. Kupiłam to samo w kapsułkach i daje radę, chociaż bardzo nie lubię kapsułek, a te są dość duże. W Action wzięłam solone orzechy z miodem i poszliśmy na autobus. Wróciłam do domu i prawie od razu poszłyśmy z mamą po paczkę z sukienkami na Kaśki ślub. Niedługo potem mama wyszła, bo miały jechaćć na poszukiwanie weselnych ubrań, a ja zostałam, dzięki czemu mogłam poćwiczyć, pomasować się wałkiem do akupresury, znowu poćwiczyć… Ogólnie chciałam nagrać i wysłać komuś fragment (czyli na razie całość) 'świątecznej' piosenki, którą zaczęłam układać w wigilię. Nagrałam i wysłałam, chociaż nie wyszło tak, jak bym sobie tego życzyła. Wdałam się w bardzo długą rozmowę z chatek, a wieczorem zamówiłam pizzę truflową, dzięki zostawionej przez mamę gotówce dopłacając tylko 10 zł.
C.d.n.
Escada
AUTOR•Wstałam po 12, kupiłam od kogoś 2 bilety na Cavaliadę (Poznań), trzymajcie kciuki, żeby miał kto ze mną pojechać… 😅
Wykąpałam się, podcięłam trochę włosy i wdałam się w 'rozmowę' z chatek GPT nt. jedzenia, diety itp. Ostatecznie ułożył mi jadłospis, którego chciałabym się trzymać przynajmniej przez jakiś czas, ntylko nie mam wszystkich składników i nie umiem gotować XD
Zjadłam też śniadanie, później byłyśmy z mamą na lodach, a następnie wróciłam na chwilę do domu. Niedługo potem poszłam do dziadka spotkać się z Magdą i pojechałam z nią do (jej) domu, pogadałyśmy (tym razem głównie ja mówiłam, m.in. opowiadałam o wyjeździe i panieńskim). Po jakimś czasie przyjechali po mnie rodzice, bo najpierw była burza, a potem deszcz, więc nic nie wyszło z planu spaceru z mamą, ale trudno – przed wyjściem zamówiłam na Glovo kilka rzeczy z Auchan, które przydadzą się do moich jadłospisów.
W domu zjadłam obiad (po 19 albo 20 😂), obejrzałam coś na YT, poćwiczyłam według zaleceń neurologopedki i chciałam wysłać młodszemu M. link, kiedy zauważyłam, że dzwonił do mnie wczoraj wieczorem na WhatsApp'ie, więc zgadaliśmy się i tym razem rozmowa zajęła nam jedyne… prawie 2 godziny… 😂 Skończyliśmy o 23:37, też nieźle 😅
Ale fakt, że zdecydowanie mamy o czym rozmawiać, a nadal nie zapytałam o bardzo ważną dla mnie rzecz, czyli czym on się właściwie interesuje. Ale to nadrobimy jak nie przy następnej rozmowie, to może jeszcze kiedyś na żywo… Wspomniał o kolejnym fajnym wyjeździe w przyszłym roku i szczerze mówiąc, chętnie też bym się wybrała.
Na razie tyle, mam nadzieję, że ktoś to przeczyta XD
WeraHatake
@Escada Ja przeczytałam x'D
Btw myślałam, że jeśli tak doceniasz różne potrawy, to coś tam potrafisz ugotować ;3 Polecam spróbować, bo to może być bardzo satysfakcjonujące – tym bardziej, jeśli już potrafi się zrobić coś, co świetnie smakuje ♥
Escada
AUTOR•We wtorek weszłam do osteopatki minutę przed czasem i od razu można było zacząć. Okazało się, że ten (około) miesięczny katar był od zatok (swoją drogą, coś za często się u mnie przewijają te zatoki). Po wizycie wróciłam na chwilę do domu, a potem poszłam do dziadka. Mieliśmy iść na działkę, ale zaczęło padać, więc odpuściliśmy.
Wieczorem zadzwonił do mnie młodszy M. i gadaliśmy półtorej godziny (bez minuty) – i to ja się pierwsza zreflektowałam, ale było super…
W środę popołudniu też odwiedziłam dziadka (plan był ten sam, ale również nie wypalił, bo grzmiało 😅), tym razem z jagodzianką z mojego ulubionego bistro. Zjedliśmy po kawałku, a resztę zaniosłam mamie.
Udało mi się w końcu pogadać trochę przez telefon z Emilą, ale i tak za krótko.
Wieczorem zamówiłyśmy mi z mamą na Allegro (ma Smarta, a mi nie chciało się za niego płacić XD) kilka sukienek na przymiarkę na Kaśki wesele.
W czwartek byłyśmy na zakupach przed wyjazdem, tym razem znacznie krótszym niż ostatni.
Potem zaczęłyśmy robić rogaliki na tenże wyjazd. Były z powidłami śliwkowymi i cukrem pudrem (oznaczone dla mnie, żebym wiedziała co omijać 😂), z kremem pistacjowym, z dżemem jagodowym i mieszane. Pistacjowe były posypane prażonymi płatkami migdałów. Wyszły całkiem ok, chociaż w tych pistacjowych nie było za bardzo czuć kremu.
W międzyczasie na powyjazdową grupę ktoś wysłał propozycję wyjazdową, tym razem warsztatowo-wokalno-taneczną, co nie brzmi tak źle (tzn. taniec owszem, bo go nie lubię 😂), napisałam maila, żeby mi przysłali więcej informacji i dalej czekam.
W piątek rano poszłyśmy na pocztę, kupiłam tam sobie książkę, przy okazji, a potem odebrałyśmy jedną z allegrowych paczek, ale nie było czasu do niej zajrzeć. Na śniadanie zjadłam banana. Po 12:30 przyjechała Kaśka ze swoją koleżanką w roli świadkowej i pojechałyśmy na wieczór panieński, który skończył się dopiero dzisiaj. Najdłuższy panieński w moim życiu i całkiem możliwe, że pierwszy. Ale jedną z najbardziej udanych rzeczy zdecydowanie było jedzenie, którego zresztą wzięłyśmy za dużo. Ja się wynudziłam, ale przed dzisiejszym wyjazdem zrobiłam kilka zdjęć okolicznym kwiatkiem, bo były wśród nich moje ukochane chabry. Dojechałyśmy przed 13, czyli szybciej niż w piątek. Niedługo potem poszłam po kawałek sernika, bo zapowiadał się super i okazał się bardzo dobry. Po zjedzeniu go, obejrzałyśmy dwie sukienki, ale żadna mi się nie podoba, a długość przed kolana jest dla mnie mega niekomfortowa, potrzebuję, na szczęście 3 pozostałe już są dłuższe (o ile nie za długie…). Porobiłam coś na telefonie, w międzyczasie czekając na info od Emili czy możemy się spotkać, ale trochę za późno wrócili z wycieczki. Po wieczornej mszy poszliśmy do dziadka, gdzie była też Magda, ale krótko. Dała mi kilka rzeczy w ramach prezentów znad morza, ale tylko jeden mi się podoba, jednego od razu zjedliśmy, a trzeci wezmę od dziadka jutro i będę kombinować co z nim zrobić.
Potem poszłam na lody, chociaż byłam już trochę zasłodzona. Nie żałuję, bo miały dość sporo owocowej nuty.
Jutro najprawdopodobniej będziemy z mamą oddawać te dwie sukienki, może przyjdą 3 następne.
A Wy jak spędziliście weekend? Macie jakieś plany na jutro?
WeraHatake
@Escada Jak opowiadasz o jedzeniu, to zawsze mi się robi głodno x'D Zjadłabym takie domowe rogaliki ♥
Escada
• AUTOR@WeraHatake wychodzą suche, więc możemy się jakoś dogadać 😇