Patryk

Escada

Patryk

Escada

imię: Ola

o mnie: przeczytaj

201

O mnie

#stopbullying
#papużka

nadzieję, że zostaniesz na dłużej... ;}
Jeśli chcesz dowiedzieć się czegoś na mój temat, to zapraszam b. serdecznie do czytania nominek, których trochę tu jest oraz do przeczytania Q&A.
A teraz kilka informacji... Czytaj dalej

Ostatni wpis

Escada

Escada

Z aktualizacji: w zeszłą środę byłam u osteopatki i okazało się, że w niecałą minutę... Czytaj dalej
Przy pomocy wpisów możesz zadać autorowi pytanie, pochwalić go, poprosić o pomoc, a przede wszystkim utrzymywać z nimi bliższy kontakt. Pamiętaj o zachowaniu kultury, jesteś gościem :)

*Jeśli chcesz odpisać konkretnej osobie, użyj funkcji " Odpowiedz" - osoba ta dostanie powiadomienie* ×

Zaloguj się, aby dodać nowy wpis.

Wpisy autora: Wróć do wszystkich wpisów
Escada

Escada

AUTOR•  

Jest godzina, o której chciałabym iść spać, więc poczytajcie sobie w skrócie o dzisiejszym obozowaniu. Uzupełnię kiedyś 😅

Odpowiedz
1
Escada

Escada

AUTOR•  

Ponieważ w poniedziałek 'odkryłam' obozową listę życzeń, wpisałam na nią kilka rzeczy. Wybieraliśmy też konie do sesji zdjęciowych, wzięłam karą klacz rasy Fell (wygląd mini fryza idealnie wpisuje się w moją wizję sesji, a raczej w jedną z wersji sesji).

We wtorek zamiast zwykłej jazdy wybraliśmy się wszyscy na spacer do lasu (wpisałam na listę życzeń spacer z koniem, ale nie chodziło o spacer na koniu, aczkolwiek nie wiem czy ten spacer był odpowiedzią na ten mój wpis, czy nie).
O 17 mieliśmy normalną jazdę, tym razem z bardzo fajnymi (przynajmniej dla mnie) ćwiczeniami typu przechodzenie nad drągami, zatrzymywanie się nad drągiem, zatrzymywanie się w korytarzu z drągów i możliwe, że jeszcze coś. Dostałam fajną klacz mniej więcej mojego wzrostu i całkiem fajnie się dogadywałyśmy. Pod koniec jazdy zaczęło kropić, więc poszliśmy na halę, gdzie moja ulubiona instruktorka pokazywała ćwiczenia na dosiad z tych, które pamiętam, umiem zrobić jedno…). W trakcie ćwiczeń porządnie się rozpadało, więc z hali wyszliśmy pod (chyba) plandeką w roli parasola… 😂 A jakiś czas później wróciłam do domu.

"Dzisiaj", czyli w sumie wczoraj też miałam jazdę na klaczy z poprzedniego dnia, ale skupiliśmy się na ćwiczeniach typu wolty, młynki itd. Po jeździe poszliśmy na halę uczyć się ustawiania na odpowiednią odległość drągów dla różnych koni w różnych chodach. Dla mnie to jest trudne do zapamiętania, podziwiam ludzi, którzy nie mają z tym problemu. Potem przyprowadzono kucyka, z którym każdy chodził na lonży, przechodząc przez te drągi.
Po obiedzie nasza grupa miała jazdę freestyle'ową na cordeo. Niestety były tylko 2 konie do dyspozycji, więc wsiadłam chyba godzinę później. Samą jazdę miałam na myszatosrokatej klaczy huculskiej i było super… 🩵 Milion razy wygodniej niż z wodzami, bo jeździmy na kantarach z wodzami do haltera, które są dla mnie trochę za grube, przez co ledwo mieszczą mi się w dłoniach… Niestety jazda była bardzo krótka, ale i tak super sprawa. 🩵 Potem oglądałam jazdę innych, a w międzyczasie przyszedł bardzo miziasty i przepiękny kotek 🩷mogłam mieć sesję zdjęciową, ale okazało się, że wybrany przez mnie koń jest potrzebny na jazdę, więc zostałam zaangażowana w przygotowywanie innej klaczy na sesję. Potem próbowałam zwijać lonże na "jutro", bo przyjeżdża gość specjalny na warsztaty z lonżowania, w międzyczasie pogadałam trochę z instruktorką i fajnym chłopakiem+zrobiłam kilka zdjęć klaczy szykowanej na sesję i poznałam też inną przepiękną klacz (i oczywiście wygłaskałam), a niedługo potem ruszyłam w drogę do domu. Zamówiłam sobie na kolację (i śniadanie) pizzę miesiąca z drugiego końca ulicy, a tata ją odebrał. Bardzo dobra :)

A co u Was?

Odpowiedz
3
Escada

Escada

AUTOR•  

Od poniedziałku jestem na obozie końsko-jeździeckim, w formie półkolonii.

Zajęcia okołokońskie zaczęliśmy od 20-minutowej jazdy dosiadowej. Mój stan fizyczny jest dramatyczny. 😅 Dostałam haflingerkę. Było fajnie, ale zimno i deszczowo. Ubrałam się fatalnie, więc na jazdę poszłam w pożyczonej bluzie, a po jeździe właścicielka stajni zaproponowała mi spacer z nią i dwoma jej psami, na co oczywiście się zgodziłam. Mam z niego całkiem fajne zdjęcie, ale nie wiem czy uda mi się tak wyciąć, żeby móc je wstawić, może w komentarzu.
Po 17 była praca z ziemi w parach. Cała nasza grupa dostała kucyki, z którymi robiliśmy różne zadania. Naszym pierwszym zadanie było krótkie lonżowanie w stępie i kłusie na obie strony, całkiem fajnie nam poszło. Potem miałyśmy też przechodzić z kucykiem przez basen z wodą, ale to się akurat niezbyt udało, chociaż przekonałam go do postawienia nogi na krawędzi basenu. Było też manewrowanie w korytarzu z drągów ustawionych w kształt litery L, co też nam ładnie wychodziło; slalom, odczulanie (tu zmienili mi partnerkę), tu było różnie, ale też bardzo ciekawie. Ostatnim zadaniem było pokonywanie z koniem (na szczęście niskiej 😅) przeszkody w stępie i kłusie. Jestem mega dumna z siebie i kucyka, którego nam przydzielono, bo nie miałam żadnych problemów z przekonaniem go do kłusa i skoczenia tego drąga (a i sama się przy okazji nie wywaliłam, więc sukces jest podwójny XD)
Ogólnie było super. 🩵
Po pracy z ziemi mieliśmy naukę siodłania, na szczęście na nieprawdziwym koniu, bo byłby biedny. Po osiodłaniu trzeba było też wsiąść i wsiąść, a potem już zrobiła się godzina 19:35, więc zebrałam się i pojechałam do domu.

Odpowiedz
3
WeraHatake

WeraHatake

@Escada Ale super, że pojechałaś na obóz! ♥ Miłego czasu!

Odpowiedz
1
Escada

Escada

•  AUTOR

Jest super! 🩵

Odpowiedz
Escada

Escada

AUTOR•  

W piątek rano pojechałyśmy z mamą do Wrocławia w celach zakupowo-weselnych, ale żadna z nas nie znalazła niczego odpowiedniego (co nie oznacza, że wróciłyśmy z niczym – kupiłam 4 rzeczy, ale w jednym sklepie, 3 pary spodni i przepiękną niebieską koszulę) 💙/🩵
W drodze powrotnej napisałam wiadomość do kogoś, ale odpowiedź dostałam dopiero jak rozmawiałam przez telefon z Emilą. Byłyśmy jeszcze w Auchan i kupiłam w CCC kolejny plecak (z myślą o wyjeździe, chciałam wziąć też drugi, żeby porównać, który będzie lepszy, ale musiałyśmy wracać do domu, bo Kaśka z Matim jechali do nas. Próbowali pousadzać gości przy stołach weselnych. Odpowiedź dotyczyła miejsca, w którym (w dużej części) spędzę najbliższe 2 tygodnie… ❤️
Po (ponadgodzinnej) rozmowie z Emilą poszłam jeszcze gdzieś z mamą. Jakimś cudem położyłam się spać o 23:37, co jak na mnie jest dość wczesną porą, a obudziłam się o 8:09, przed 10 poszłam do dziadka. Wybraliśmy się na mini zakupy (ja kupiłam drugi plecak i będę sprawdzać czy zmieści się w nim więcej rzeczy, na pewno kolor ma bardziej praktyczny; na chwilę wstąpiłam do apteki po coś na głos, bo ostatnio tyle mówię, że zaczęłam mieć jeszcze dodatkową chrypę+mam notorycznie sucho w gardle, chociaż piję wodę prawie cały czas, i byliśmy na sklepie, bo dziadek też czegoś szukał. Idealnie zmieściliśmy się w czasie, żeby zdążyć na autobus powrotny. Potem wstąpiłam na trochę do dziadka, a po 12 wróciłam do domu. Wczoraj umówiłam się z Emilą na odwiedziny na 11, ale rano zmieniła na 16, co było w sumie i dobre, i złe dla mnie. Miałam plany, żeby wyjść max. 15:45, żeby zamówić Bolta, ale udało mi się wyjść dopiero o 15:57. Na szczęście nie musiałam czekać na nie wiadomo ilu kierowców, bo przyjechał pierwszy, zresztą trochę szybciej niż miał. Ale i tak byłam jakoś ok. 16:30 :/ Najmłodszego członka rodziny poznałam dopiero jak sama go zawołałam, bo wcześniej zajmował się swoimi sprawami. Podszedł od razu, bez zastanowienia, zaczął merdać ogonem i lizać moją rękę, przy okazji dając się głaskać i próbując wspiąć mi się na nogę 😅😂😅 ogólnie rzecz biorąc, to zdecydowanie najsłodszy i najpiękniejszy długowłosy chihuahua, jakiegokolwiek widziałam… Pogadałyśmy, byłyśmy na dwóch spacerach (najpierw z Migelem, który próbował na odległość zamordować wszystkie napotkane psy, a potem z Dopiskiem, bo Gucio (bardzo nie lubię tego imienia) był wcześniej na dłuższej wycieczce. Było super, chociaż i tak się nie nagadałyśmy 😅
W domu popisałam trochę z M. (cały czas chodzi o młodszego), popytałam chata o różne rzeczy i mam nadzieję, że na dniach zrealizuję większość…

U mnie na razie tyle, piszcie co u Was. 🩵

Odpowiedz
4
Escada

Escada

AUTOR•  

W poniedziałek mieliśmy niezapowiedzianą wizytę dwóch osób, w najgorszym możliwym momencie. Niestety musiałam zaprosić je do środka, a mój ojciec był na home office'ie (nie chciałam nic przy nim mówić, ale i tak musiała odpowiedzieć na ankietę (która zawierała w większości to, co we wniosku)… Ogólnie bez sensu.
W międzyczasie dostałam od fundacji dwie propozycje czasu spotkania, z których zdecydowałam się na drugą, nie wiedząc czy dotrę (spoiler alert – nie dotarłam).
Magda poprosiła, żebym zarezerwowała stolik na spotkanie z naszymi dwiema bardzo dobrymi przyjaciółkami, których strasznie dawno nie widziałyśmy, co z chęcią uczyniłam. Przed 18 przyszłam do dziadka, a stamtąd poszłyśmy z Madzią na miejsce spotkania. Samo spotkanie było super, chociaż najpierw trochę się stresowałam, ale oczywiście nie było czego. Siedziałyśmy prawie 3 godziny 😂
Najstarsza z nas poodwoziła nas do domów, niestety byłam pierwsza. Już w domu popisałam trochę z M.

We wtorek rano wyszłyśmy z mamą i każda poszła/pojechała gdzie indziej, ja do fundacji, ale na inną godzinę. Znacznie łatwiej tam dotrzeć niż w poprzednie miejsce, choć okazało się, że ten adres funkcjonuje od marca… Zostałam przeproszono, co było całkiem miłe. Fundacja teraz jest w mieszkaniu, którego właścicielka niestety pali, więc pierwsze o co poprosiłam, to otwarcie okna (otworzyła balkon – nie za dużo to pomogło, ale zawsze coś).
Nie załatwiłam tego, co chciałam, bo poszłabym z torbami, ale przez "przypadek" poznałam przeuroczego rudego kota, który przy innych gościach ponoć nie wychodzi, bo się boi, a do mnie się łasił kilka razy i pozwolił się głaskać… ❤️ Potem pojechałam Boltem do mamy i zaproponowałam śniadanie na mieście, bo ojciec znowu był na home office-ie. Wzięłam mój ulubiony rozgrzewający napój, croissanta na słono i naleśnika mi.in. z camembertem i żurawiną. Było bardzo fajnie. W domu zaczęłam się częściowo umawiać z Magdą, ale zasnęłam, więc nic z tego nie wyszło.

W środę na 14:45 miałam drugą wizytę u neurologopedki, która tym razem skupiła się na 'osteopatyzowaniu' mnie (jeśli to słowo nie istnieje, to muszę je opatentować 😂). W trakcie wizyty zadzwonił M., ale dowiedziałam się o tym, czekając na autobus, więc napisałam, że zadzwonię już z domu. Byłyśmy jeszcze w aptece i po paczkę, a przy okazji kupiłam bardzo dobrą kanapkę w Żabce, mrożone truskawki w czekoladzie i wielką, różową bąboladę malinową. W paczce były sukienki, które zamówiłyśmy dla mnie w niedzielę. Zjadłam obiad, przymierzyłam sukienki (dwie zielone, jedna bardziej miętowa, i srebrno-szara, która najmniej mi się podoba). Zielone pasowały mi najbardziej, w szarej ledwo mogłam oddychać, więc zamówiłyśmy większy rozmiar, a tę zwróciłyśmy i od razu poszłam z nią do paczkomatu.
Z M. zdzwoniliśmy się dopiero wieczorem i tym razem gadaliśmy jakieś 3 godziny… 😅 Ale było fajnie :)

Dzisiaj za to poszłyśmy z mamą, moją ex fizjo, jej sznaucerem i sunią jej sąsiadki na spacer, którego głównym celem był mój masaż, potem miałam jechać do Emili, ale okazało się, że dzisiaj jednak nie możemy się spotkać (szkoda, że nie napisała mi tego, zanim poszłam z jej prezentami do drugiego miasta 😂😂😂), poszłyśmy do kawiarni, a potem wróciłyśmy też razem. Następnie mama poszła
Na Bazar, a ja do apteki, a potem do osteopatki, z którą w międzyczasie umówiłam się na tape'owanie (przy okazji zrobiła mi też mini masaż powięzi, a nie wzięła za to ani grosza) 🩵
Wracając do bramy, natknęłam się na sąsiada z maltańczykiem i przegadaliśmy kilkanaście minut…
W domu umówiłam się z Madzią na odbiór jej sukienek od znajomej i spacer do Action. Poszłam po jedną rzecz, a wróciłam z nawet nie wiem iloma… Swoją drogą, wychodzi na to, że byłam w ruchu ok. 10 godzin, a to u mnie rzadkość 😅 aż szkoda, że nie wiem gdzie jest mój smartwatch… 😂

Na razie tyle, piszcie co u Was! ❤️

Odpowiedz
3