
Przy pomocy wpisów możesz zadać autorowi pytanie, pochwalić go, poprosić o pomoc, a
przede wszystkim utrzymywać z nimi bliższy kontakt. Pamiętaj o zachowaniu kultury,
jesteś gościem :) *Jeśli chcesz odpisać konkretnej osobie, użyj funkcji " Odpowiedz" - osoba ta dostanie powiadomienie* ×




80Ramone
AUTOR•Takie luźne przemyślenie będące wdzięcznością..
Za niedługo mam urodziny i rozmyślam dużo na temat ostatnich kilku lat. Kto mnie zna trochę dłużej, ten pamięta moje bittersweet 16. Było fatalnie, by skończyło się dobrze, choć nie wierzyłam, że to się uda.
Potem nadeszło 17. Nie wiedziałam, czego się spodziewać, a dostałam najlepszy rok w moim życiu (chociaż ten mimo wszystko również nie zapowiada się źle).
Dziwnie mi trochę. Juz nigdy nie będę miała 17 lat. Czasem nie potrafię kochać siebie, ale potem myślę właśnie o osobie pod tytułem ramen lat 17. Tej, która pierwszy raz w życiu jechała do Niemiec, żeby zobaczyć ukochany zespół. Tej, która codziennie na nowo odkrywała, jak bardzo ich kocha. Tej, która zdobywała znajomych i ich traciła – jedno i drugie jest na swój sposób ważne. Tej, która o nieludzko wczesnej porze kupowała bilet na kolejny koncert. Tej, która rysowała więcej niż kiedykolwiek wcześniej, lepiej niż kiedykolwiek wcześniej, z większą pasją. Tej, która całowała obrazki, które udostępnili jej idole. Tej, która na nowo zakochała się w książkach. Tej, która nie do końca potrafi, ale próbuje i się nie poddaje. Tej, która podbiła do losowej laski w szkole, bo miała koszulkę Green Day i teraz ma nową koleżankę. Tej, która na nowo poczuła magię świąt. I w końcu, tej, która w końcu zrozumiała, że stan "nie wiem" nie przeszkadza jej w byciu szczęśliwą
Wiecie, z koncertu Green Day mam masę wspomnień, ale kilka przebija resztę:
Bobby Sox, kiedy zrozumiałam, jak bardzo kocham wszystkich tam zebranych, chociaż większości nawet nie znałam
Coming Clean, gdy zrozumiałam i zaakceptowałam to, kim jestem
The American Dream Is Killing Me, z którego zapamiętałam tylko tyle, że całe przepłakałam
Give Me Novacaine, które wyleczyło rany, które nie wiedziałam nawet, że mam i bolą
Basket Case, gdy poczułam, że się spełniło
All by Myself, które na swój własny sposób połączyło mnie z Tréjem
Whatsername, gdy mój kilkuletni ból w sercu ustąpił
I w końcu Minority, gdy usłyszałam na żywo tekst, który uratował tamtą bittersweet 16 ("blinded by the silence of a thousand broken hearts")
Gdyby nie Billie, nigdy bym się nie pozbierała, Mike dał mi siłę do życia, gdy sama ją straciłam, a Tré dodaje mi pewności siebie i pomaga w byciu sobą
Piszę to dla tych, którzy potrzebują tego typu słów. Wiem, że zwykłe "będzie dobrze" raczej nie działa, ale wiedzcie, że z wielu bagien da się wyjść. Jestem tego żywym przykładem
Życie często wydaje się fatalne, ale wiedzcie, że dla takich momentów warto przetrwać
80Ramone
AUTOR•Chyba muszę ventnąć trochę..
Ale najpierw pozytywy, bo też są. Cieszę się, że mam Green Day, naprawdę. Cieszę się, że dziwak, którym jestem, odnalazł swój dziwny zespół i fanów, którzy są równie dziwni. To naprawdę pocieszające, gdy widzę, że moi idole dają radę z czymś, co aktualnie mnie męczy. Dobrze widzieć, że mam bratnie dusze nawet na drugim końcu świata
Trochę mi jednak przykro. Wiem, że każdy z nas jest inny, to jest cudowne. Ja jednak od zawsze byłam specyficzna. Jestem nastolatką, która boi się zmian, najbardziej kocha spędzać czas z rodzicami, jak wpadnie w obsesję to wyciągnie ją z niej tylko brak czasu. Od małego zastanawiałam się, czy na pewno jestem dziewczyną, co powinnam robić. Nigdy nie byłam szczególnie towarzyska, a moje nastoletnie lata są podobne do moich wyobrażeń z dzieciństwa. Jestem świrem i ciągnie mnie do innych świrów
Wiecie jednak, w czym mój problem? Znajduję ich. Czuję się wśród nich dobrze i gdy myślę, że w końcu ktoś mnie lubi, ta osoba nagle przestaje być świrem i się odwraca. Bo chce zacząć od nowa, znajdzie kogoś lepszego, lub po prostu nie jestem wystarczająca. Ostatnio dostaję masę komplementów, czy to do moich rysunków, gry na gitarze, umiejętności humanistycznych, lub też do tego, że zawsze staram się wysłuchać i pomóc. To naprawdę miłe, bardzo to doceniam i staram się w to wierzyć, ale nie do końca potrafię. Mam wrażenie, że nikt na tym świecie tak naprawdę mnie nie zna, i że to wina obu stron. Moja, bo boję się otworzyć, i ludzi, bo w większości i tak ich to nie obchodzi
Uwielbiam być inna i nie zamieniłabym tego na nic innego, ale to jest ch0lernie przytłaczające. Nigdy nie byłam w związku, nigdy się nie zakochałam, nikt nigdy nie zakochał się we mnie. Żeby było jasne, to nie tak, że w moim życiu w ogóle nie ma miłości, czuję ją choćby od rodziców. Ja też kocham masę ludzi. Po prostu zastanawiam się, co jest we mnie takiego, że ani ja, ani we mnie… Byłam uzdolnionym dzieckiem. Teraz.. to nie tak, że jestem fatalna. Mam kilka hobby, ale w żadnym nie jestem na tyle dobra, żeby to na kimś zrobiło wrażenie. Zawsze znajdzie się inny artysta, inny muzyk, inny pisarz i inna osoba, która jest fajniejsza.
Jestem freakiem i oparciem dla freaków, które jest potrzebne tylko, gdy faktycznie jest się tym freakiem. Przekonałam się o tym zbyt wiele razy. Moje nastoletnie lata się kończą, a gdyby nie moi rodzice, to nie miałabym z nich praktycznie nic.
Jedna zostawiła mnie, bo jestem za bardzo fangirl. Druga, bo nie uganiam się za chłopakami. Trzecia, bo nie napisałam pierwsza po raz kolejny. Kolejna, bo po prostu znalazła chłopaka i już jej nie byłam potrzebna (ryczeć mi się chce jak myślę, ile czasu straciłam rok temu robiąc jej fajny prezent na walentynki :(). Do kolejnej właśnie wróciła jej dawna psiapsi i nie posądzam jej o nic, ale mentalnie przygotowywuję się, że to może być kolejny koniec
Nie mam już sił. Rodzice nie rozumieją, gdy mówię im, że najchętniej zamknęłabym się w pokoju, pracowała zdalnie i wychodziła jedynie do parku. Oni nie wiedzą, że moje relacje to tak naprawdę zastanawianie się, kiedy to wszystko upadnie i czy dana osoba nie trzyma ze mną tylko dlatego, że jej słucham i staram się pomóc
Spędziłam z x kilka dobrych lat. Sporo sobie zawdzięczałyśmy, po czym od tak okazało się, że to wszystko było na nic. Teraz nie jest mi smutno, bo ją straciłam, tylko że tak mnie traktowała. Zastanawiam się, czy kiedykolwiek jej zależało, może oprócz samego początku. Nienawidzę, gdy przyjaciele traktują mnie jak g*wno
Boję się powiedzieć na głos, jak wiele Green Day dla mnie znaczą, i tak nikogo to nie obchodzi ://
80Ramone
• AUTOR@Chevie no ja właśnie staram się być bardziej towarzyska, ale moja bateria społeczna bardzo szybko się wyczerpuje
Ig to też ciągle u mnie, ale to tłumaczę Green Dayem xD przynajmniej tiktoka wywaliłam na amen
Tbh ciągle mam overthinking, co robię źle i mam wrażenie, że te rzeczy już do mnie przylgnęły
To na pewno
Dzięki <3
80Ramone
• AUTOR@_saga_ chyba przed moją na 3 roku znajomości mam podobnie, po prostu nie potrafię z nią rozmawiać o problemach, no i dziwnie mi trochę, bo ona mówi mi o swoich
80Ramone
AUTOR•Wszystkiego najwspanialszego dla mojego ulubionego człowieka <33
Billie, dziękuję za wszystko. Za to, że jesteś. Że codziennie mnie ratujesz, zawsze zrozumiesz, że dzięki Tobie się nie poddaję. Dziękuję za bycie moją największą inspiracją, comfort osóbką i człowiekiem, który nauczył mnie żyć. Pokazałeś mi, jak być sobą, jak ogarniać własne emocje, jak prawdziwie kochać oraz jak radzić sobie w najgorszych sytuacjach. Mogłabym pisać elaboraty, ile dla mnie znaczysz, jednak najważniejsze i tak pozostaje między nami
Dziękuję za koncert, który na wiele sposobów uratował mi życie, za każdą piosenkę, w której odnajduję siebie, za Twój głos, który leczy moje rany… i do zobaczenia już za niedługo <3
Rage & Love 💚💚💚
Shooting.Shark
Najlepszego BJ kochany ‼️‼️‼️
.variant
@80Ramone najlepszego billie!!<3
80Ramone
AUTOR•To zdjęcie to definicja "w niebie stwierdzili, że na ziemi bardziej się przyda" 💚
Shooting.Shark
💚
peace.sells
@80Ramone śliczny <33
80Ramone
AUTOR•Czy możemy docenić tę erę Green Daya? Chłopaki wydali bardzo dobry album, pojechali w epicką trasę i podbijają z nią świat. Billie wygląda cudownie, a śpiewa jeszcze lepiej (a pamiętam, jak śpiewał przed pandemią, trochę załamana byłam). Tre wszędzie jest z Sarą i Mickeyem co uważam za przeurocze. Grają niesamowite koncerty, do setlisty wracają bardzo nieoczywiste utwory. Freese wygrał z rakiem, synek Kevina zaraz skończy rok, Billie być może został dziadkiem (śledztwo w toku XD). Mike… po prostu jest Mike'iem, gra swoje Longview i po prostu uwielbiam go. No i nasz pocieszny White <3
To dla mnie zaszczyt, że urodziłam się w czasach, w których oni podbijają świat. Że mogłam zobaczyć ich raz, zobaczę drugi, że oglądam koncerty hurtowo, jeszcze bardziej hurtowo kupuję ich merch, rysowanie ich to jedyne, co naprawdę potrafi mnie uspokoić, no i że jakikolwiek problem bym miała, oni już nagrali o nim piosenkę i nawet, jeśli to go nie rozwiązuje, to nie czuję się z nim sama