Niestety ostatnio brak czasu spowodował, że dopiero teraz mogę przeczytać to dzieło. Kompletnie zatkało mi dech w piersi, przypomniały mi się wszystkie nasze plany, z Paryżem i to nadało tej pracy jeszcze większej idealności, jeśli mogę to tak nazwać. Jest to zdecydowanie mój ulubiony one shot od Ciebie i zapewne będę wracać do niego, jeszcze wiele razy. Sposób w jaki oddałaś emocje, jestem pod ogromnym wrażeniem. Z resztą ty nigdy nie przestaniesz mnie zachwycasz. Gratuluję głównej, z całego serca i dziękuję za tą pracę. Po prostu dziękuję.💕
Ostrzegam na wstępie, że nie umiem w krótkie komentarze i kropka, deal with it: Już od ostatnich kilku lat literatura skutecznie pastwi się nad LGBTA – i tylko nad nimi, bo jakoś nic wykraczającego poza homo, bi i as, od biedy trans nie widuję. Może dlatego, że społeczeństwo nam się powoli naprawia, przyjmuje do wiadomości istnienie czegokolwiek poza hetero i to jest świeża tematyka, coś nowego. Tylko że schrzanili. Zamiast pokazać absolutną normalność i napisać absolutnie normalny romans (nie lubię romansów, ale obiektywnie patrząc, ya know) lub wyłuszczyć czytelnikowi problemy, z którymi zmagają się osoby nie-hetero, wszystko to obrało bardziej kierunek dewiacji, bo dwunastolatki lubią bawić się w yaoi. To słowem wstępu – a teraz do rzeczy. Dawno nie czytałam czegoś takiego jak Twoja praca. Może spędzam za dużo czasu na wattpadzie (heh), gdzie ciężko błagać o subtelność, a może szukam nie tak, jak trzeba, ale to mnie ujęło w taki sposób, w jaki rzadko ujmują mnie wątki miłości – spełnionej czy też nie. Coś, co dla bohaterki jest tragedią, wcale nie jest przedstawione tragicznie. Subtelność, słowo klucz. Może to kwestia Francji, która jest sama w sobie kwintesencją wysublimowania, może tych drobnych humorystycznych detali, które chwytają za serce, a może zwyczajnie tego, że to jest – po raz pierwszy od dawna – ludzkie. I że ta miłość jest zupełnie naga, obdarta z tragizmu, z namiętności, z erotyzmu i z wszystkich tych innych atrybutów, które są w porządku, dopóki się ich nie przemieli dziesięć razy, nie splami niewiedzą i nie wypluje. Miłość prawie – prawie – platoniczna. To już nie jest uczucie pt. "będziemy się pieprzyć tu i teraz", ale pragnienie dotyku, nawet nie, samej obecności. I za to Cię Autorko uwielbiam, bo to jest ten typ podejścia, który balansuje na skraju wyginięcia i który osobiście podoba mi się najbardziej. I za Francję również +10, bo nie pojawiła się Wieża Eiffela, a to wiele znaczy.
Ostrzegałam, że nie umiem w krótkie komentarze, ale oui, to koniec eseju. Można się rozejść.
Lenia10692
Wow! To, w jaki sposób wszystko opisałaś to majstersztyk!😍
monophobia
Niestety ostatnio brak czasu spowodował, że dopiero teraz mogę przeczytać to dzieło. Kompletnie zatkało mi dech w piersi, przypomniały mi się wszystkie nasze plany, z Paryżem i to nadało tej pracy jeszcze większej idealności, jeśli mogę to tak nazwać. Jest to zdecydowanie mój ulubiony one shot od Ciebie i zapewne będę wracać do niego, jeszcze wiele razy. Sposób w jaki oddałaś emocje, jestem pod ogromnym wrażeniem. Z resztą ty nigdy nie przestaniesz mnie zachwycasz. Gratuluję głównej, z całego serca i dziękuję za tą pracę. Po prostu dziękuję.💕
Ashleylps
Zazwyczaj nie czytam opowiadań ale to jest jednym słowem cudowne ❤️
Lord_kot
O wow. To jest po prostu cudne💖
Atlantic
Ostrzegam na wstępie, że nie umiem w krótkie komentarze i kropka, deal with it:
Już od ostatnich kilku lat literatura skutecznie pastwi się nad LGBTA – i tylko nad nimi, bo jakoś nic wykraczającego poza homo, bi i as, od biedy trans nie widuję. Może dlatego, że społeczeństwo nam się powoli naprawia, przyjmuje do wiadomości istnienie czegokolwiek poza hetero i to jest świeża tematyka, coś nowego. Tylko że schrzanili. Zamiast pokazać absolutną normalność i napisać absolutnie normalny romans (nie lubię romansów, ale obiektywnie patrząc, ya know) lub wyłuszczyć czytelnikowi problemy, z którymi zmagają się osoby nie-hetero, wszystko to obrało bardziej kierunek dewiacji, bo dwunastolatki lubią bawić się w yaoi.
To słowem wstępu – a teraz do rzeczy. Dawno nie czytałam czegoś takiego jak Twoja praca. Może spędzam za dużo czasu na wattpadzie (heh), gdzie ciężko błagać o subtelność, a może szukam nie tak, jak trzeba, ale to mnie ujęło w taki sposób, w jaki rzadko ujmują mnie wątki miłości – spełnionej czy też nie. Coś, co dla bohaterki jest tragedią, wcale nie jest przedstawione tragicznie. Subtelność, słowo klucz. Może to kwestia Francji, która jest sama w sobie kwintesencją wysublimowania, może tych drobnych humorystycznych detali, które chwytają za serce, a może zwyczajnie tego, że to jest – po raz pierwszy od dawna – ludzkie. I że ta miłość jest zupełnie naga, obdarta z tragizmu, z namiętności, z erotyzmu i z wszystkich tych innych atrybutów, które są w porządku, dopóki się ich nie przemieli dziesięć razy, nie splami niewiedzą i nie wypluje. Miłość prawie – prawie – platoniczna. To już nie jest uczucie pt. "będziemy się pieprzyć tu i teraz", ale pragnienie dotyku, nawet nie, samej obecności. I za to Cię Autorko uwielbiam, bo to jest ten typ podejścia, który balansuje na skraju wyginięcia i który osobiście podoba mi się najbardziej.
I za Francję również +10, bo nie pojawiła się Wieża Eiffela, a to wiele znaczy.
Ostrzegałam, że nie umiem w krótkie komentarze, ale oui, to koniec eseju. Można się rozejść.
Atlantic
@flaneur a ja po dwóch latach czytam znowu to opowiadanie i podtrzymuję swoje słowa. still a work of art
flaneur
• AUTOR@Atlantic ❤️❤️❤️❤️ kocham