
auroraborealis
auroraborealis
imię: venus
miasto: seattle, lata 90.
o mnie: przeczytaj
153
O mnie
[teenage angst has paid off well,
now i'm bored and old]
nie mam pojęcia, co jeszcze wyprawiam na tej stronie.
nie tworzę quizów, nie piszę opowiadań, ale lubię vibe losowych... Czytaj dalej
Ostatni wpis
jak mnie niezmiernie cieszy ze studia to moj side quest i ze nie poszlam na dzienne XD
tworzy sie moj ranking znienawidzonych rzeczy:
1. studentki starszych rocznikow w parlamencie studenckim/na korytarzach, nawet na ciebie nie spojrza, bo sa tak zajete patrzeniem przed siebie jak modelki chanel (chociaz wyglada to karykaturalnie, zwlaszcza jak wiekszosc nosi torebki w taki charakterystyczny sposob)
2. gadanie o chlaniu 24/7
3. ekologia srodowiska (w skrocie przedmiot o tym jak bardzo winna jestem za to ze korporacje nie maja umiaru)
4. fiksacja na punkcie tytulow i zwracania sie w okreslony sposob do rektora, ktorego de facto utrzymuje, podczas kiedy on pewnie zwraca sie do studentow normalnie
5. korporacyjny sposob myslenia/gadanie o pracy w korpo czy ogolnie o pracy przez wykladowcow
6. parkowanie. doslownie jak przyjezdzam w srodku dnia, a nie z rana, to juz nie ma miejsc i musze jechac na 2x drozszy parking korposzczurow obok. przynajmniej fajne auta tam stoja to sie nie obawiam ze mi ktos zarysuje moje
7. zbieranie plusow za aktywnosc
8. wyczytywanie ludzi do tablicy
9. wyklady polegajace na czytaniu prezentacji (moglabym ja sobie sama przeczytac fr)
10. spam ktory dostaje na uczelnianego maila i ilosc dziwnych szkolen ktore musze przebyc zeby nie wywalili mnie z uczelni
pewnie cos poopowiadam o zyciu za jakis czas, ale obecnie zyje od poniedzialku do czwartku, weekendy mam troche wyjete z zycia, a jak juz mam chwile wolna i moglabym cos zrobic to lapie mnie jakis stan depresyjny i zapominam ze jestem teraz w swoim prime i ze moge wszystko. takze tak.
@auroraborealis 1 i 2, całe życie tak jest XD
3. O tak, Europa odpowiedzialna za 7% gazów cieplarnianych, takk rozp******my gospodarkę całkowicie, by ograniczyć to do 6%, podczas gdy Chiny przejmą więcej, ale hej w na tym kawałku globu produkujemy mniej gazów, co z tego, że same Chiny produkują 30%+. Kocham te tematy, ta hipokryzja ja już nawet przestałam się o to kłócić, bo temat jest tak modny, że ludzie często nawet nie spojrzą szerzej poza ogólną opinię. Samochody elektryczne to w ogóle coś co uwielbiam – ekologiczne? Tak? A wydobycie niklu?
4. Całe życie tak jest XDD
5. Lol a u mnie w korpo nikt o studiach nawet nie gada, oprócz team leaderki z takim jednym gościem, bo są na tej samej uczelni i obgadując wykładowców. To jest taka pokazówa, że daj spokój. Ciekawe ile dostało pracę od tatusia – tacy ludzie mnie zawsze denerwowali, ale tak na 60%, a potem poznałam w prawdziwym życiu osobę, której dosłownie wszystko daje tatuś, która pojęcia nie ma jak działa świat, jak wygląda polityka, jakie są ceny w sklepach, ile płaci za mieszkanie itd itd, ale opinie na na każdy temat
6. Dlaczego parkingu przy korpo mają takie drogie auta? Otóż, na parking korpo mogą wjeżdżać tylko prezesi/team leaderzy i osoby, które są w tej firmi wysoko. Nikt niżej nie może XD – w sensie oni mają karty i parkują za darmo. U mnie w korpo to dosłownie nikt poza nimi nie może, bo jest garaż podziemny i on ma 3 piętra i jest olbrzymi, ale niech stoi pusty tak dla zasady XD
7. 8. Dalej? Liczyłam , że na studiach tego już nie będzie
9. Płatne studia przypominam, „zwracaj się do mnie profesorze” przypominam XD
10. Też muszę iść do psychiatry i psychologa. Ja spróbowałam już wszystkiego, by sobie poradzić, ale na tym etapie już mam chemię w mózgu zrypaną – na dosłownie siedzę, wiem, że jest dobrze, czuję się spokojna, ale w środku mam gdzie taki płacz, który nigdy nie był wypłakany i którego nie da się wypłakać i wszystko jest takie nerwowe we mnie, mimo, że wiem, że wszystko jest dobrze. Tylko dlaczego nie pójdę? Otóż nie mam pojęcia jak mam zacząć rozmowę z psychologiem i co mówić u psychiatry. Trochę to śmieszne, ale serio ten pomysł musi poleżeć ze mną jeszcze 2 miesiące, zanim podejmę decyzję xD
Ale ogólnie też mam… hm, życie wyjęte z życia, bo pracuje pon-pt i co drugi weekend szkoła 😂 I mam godzinę drogi do pracy i szczerze to jest najgorsze, bo jakbym miała 10 minut to zupełnie inaczej wygląda dzień
@auroraborealis ehh, czyli nie tylko ja się zawiodłam. nie wiem, studia to jest korpo-scam tak samo popaprany jak edukacja podstawowa czy średnia (z jakiegoś powodu myślałam, że nie będzie, przynajmniej nie mój kierunek). najpierw byłam załamana ilością nauki i przytłoczona ilością nowych rzeczy, a teraz jak wszystko wydaje się do zrobienia i przeżycia jak będę z********** odpowiednio dużo i próbowała być ogarniętym człowiekiem to widzę absurd i czuję frustrację. w ogóle popaprane są te studia, a prowadzący wszelacy albo wręcz się śmieją, że będziesz się teraz męczyć czy tam mówią, że współczują albo mają pretensje, że jakim prawem głupi leniwy studencie nie umiesz wszystkiego.
trzymaj się 🫂i jakby co to prime time nie jest na studiach, w liceum albo kiedykolwiek ci powiedzą, tylko wtedy, kiedy ty uznasz, że jest




auroraborealis
AUTOR•ostatnie dwa tygodnie be like:
– nietrafiony kierunek studiów (czy studia w ogóle, zwłaszcza jak usłyszałam że można zbierać plusy za aktywność)
– odkrycie, że doba ma tylko 24 godziny i że nawet jak ułożę sobie plan i będę się go względnie trzymać, to i tak zawsze wyjdzie coś, co zepsuje mi cały koncept
– osiągnięcie największego i najbardziej pożądanego przeze mnie celu postawionego sobie w styczniu tego roku i odkrycie, że po tygodniu wszystko stało się codziennością i już nie cieszy, a nawet że nie cieszyło tak bardzo jak powinno i że w sumie nadal mi mało, i że tak w ogóle to więcej z tego problemów niż myślałam, i że tak wygląda całe życie, karuzela się kręci
– zdanie sobie sprawy z faktu, że to ile zarobię w danym miesiącu zależy tylko ode mnie, a mnie się strasznie strasznie nie chce.
generalnie to dłuższy wpis gdzie rozwinę to co tu napisałam pewnie się pojawi, a póki co chciałabym po prostu wrócić do czasów kiedy dni leciały wolniej, a ja miałam mniej do zrobienia
ericius
@auroraborealis w sumie to reluję z większością tych myśli
80Ramone
@auroraborealis trzymaj się, myślę że początki to zawsze jeden wielki szok. Następny tydzień mam bardzo luźny i znajoma już znalazła sobie pracę właśnie na tydzień, ominie dosłownie jeden angielski i chyba jakiś wykład XD różne rzeczy się dzieją
auroraborealis
AUTOR•gap year dobiegł końca. idę na studia.
mam bardzo dużo przemyśleń i bardzo mało czasu żeby je jakoś uporządkować, albo chociaż zajrzeć tu i coś napisać, jak dawniej i przytłacza mnie to, że niedługo będę mieć go jeszcze mniej. w razie czego zawsze jestem na messengerze czy pintereście, siłą rzeczy, bo zaglądanie tutaj regularnie stało się z jakiegoś powodu zbyt trudne.
równy rok temu zdecydowałam, że nie mam po co iść na studia, skoro nie jestem nawet przekonana co do kierunku. do tego niekoniecznie opłacało mi się na tamten moment wydać kilka tysięcy tylko po to, żeby w tygodniu mieć czas na siebie, a studiować w weekendy. przez ten rok nieuczenia się i robienia totalnie innych rzeczy (udzielanie korków, praca biurowa, fizyczna, jeżdżenie autem w nadmiarze, poznawanie ludzi, masę niezrealizowanych planów na siebie, z których każdy ma potencjał), dotarło do mnie w jak wielkiej iluzji żyłam całą podstawówkę i liceum, aż do teraz.
zawsze byłam jedną z tych zdolnych. najwyższa średnia w klasie, olimpiady, konkursy, świadectwa z paskiem, wyróżnienia i inne niepotrzebne rzeczy. do 7 klasy bardzo głęboko wierzyłam, że nauka jest drogą do kariery, wielkich pieniędzy, odnalezienia sensu w życiu. że ucząc się i mając wykształcenie będę "kimś". w gruncie rzeczy nic dziwnego, skoro tak mówili mi wszyscy wokół, zarówno nauczyciele, jak i babcia czy mama. mamie nigdy nie powodziło się specjalnie w życiu. miała inne priorytety niż kariera, a mimo to swoją nieudolność zrzucała na brak wykształcenia wyższego. babcia zawsze miała świetne wyniki w nauce i mimo że poszła na studia i je skończyła, też nic wielkiego nie osiągnęła, bo nie miała odwagi ani chęci by się wychylać i ryzykować.
po skończeniu liceum i napisaniu matury przeżyłam chyba możliwie największy dołek, jaki dotąd miał miejsce w moim życiu, bo okazało się, że po maturze nie ma nic. kompletnie nic. że na końcu drogi nie ma dla mnie złamanego grosza za cały wysiłek, który włożyłam we własną edukację przez te kilkanaście lat. że wszystko skończyło się inaczej niż sobie to wyobrażałam, że nie napisałam pięciu matur rozszerzonych, nie wygrałam żadnej olimpiady i nie miałam wyników na poziomie 100% ze wszystkiego po kolei. że nawet moje prawie idealne wyniki z matur, świadectwo z paskiem czy wysoka średnia nie czynią ze mnie nikogo. nic nie zmieniają i nic nie wnoszą.
cieszy mnie, że ten rok się wydarzył. cieszy mnie, że miałam okazję zobaczyć na własne oczy, że to inne cechy człowieka, a niekoniecznie wykształcenie rzeczywiście się liczą. że są ludzie, którzy poszli na studia, a mimo to nie mogą znaleźć pracy albo pracują za marne grosze w dużych firmach, gdzie kręci się kilkunastu kierowników i każdy musi coś powiedzieć lub do czegoś się doczepić. męczą się i ledwo żyją, bo poza kredytami na nic ich nie stać.
byłam ostatnio na uczelni i mimo renomy, w środku było jak w pierwszym lepszym liceum. poczułam się jakbym po roku totalnego oderwania od tego toksycznego świata, po prostu wróciła do szkoły. z tą różnicą, że w tej nowej szkole dzieci mają już w większości prawko i dowody osobiste, mogą pić alkohol i często mieszkają same, żeby rodzice nie czepiali się, że za późno wracają do domów z imprez.
picie to jest realnie jedyny taki temat na grupie mojego kierunku, który powtarza się co chwila. obcy ludzie, którzy właściwie nawet się nie znają, już 5 razy umawiali się na wspólne chlanie. po inauguracji, spotkaniu informacyjnym, po zajęciach. może dobrze, że to studia zaoczne, bo przynajmniej jakaś część dojeżdża albo pracuje, i po prostu nie ma czasu na takie rzeczy. wyobraźcie sobie teraz, że wasi księgowi, audytorzy finansowi, czy inne osoby związane z finansami to po prostu imprezowicze mający problem z piciem. z tego co słyszałam nie inaczej jest na innych kierunkach, więc dołożymy do tego lekarzy, prawników, psychologów, informatyków, przyszłych nauczycieli. wśród całkiem dorosłych ludzi dodatkowo normalizuje się takie zachowania, no bo powiedz babci czy ciotce, że jest impreza i nie idziesz to zaraz będzie, że zamykasz się na ludzi i że czasem trzeba się napić albo wyjść na piwo.
i dziwić się, że mamy później problem z alkoholizmem w społeczeństwie.
aktualnie trochę poszłam do przodu, nie tylko z samopoczuciem, ale i mentalnie. co prawda męczy mnie, że nie mam czasu na gitarę [strasznie tęsknię za graniem :(( ], że nie mogę tak często jak kiedyś chodzić na spacery nawet sama ze sobą, bo po prostu mam dużo innych spraw, które szybciej jest załatwić autem. nie czytam, bo siedzę do późna, a potem narzekam, że w ciągu dnia jedyne co mi się chce to spanie. nie rysuję i nie szydełkuję, nie robię też modeli aut w 3d, bo w mojej głowie potrzebuję na to całego dnia, a nigdy go nie mam. z jednej strony tęsknię trochę za latem, bo uważam że mimo swojej niedoskonałości i tego, że nie znoszę tej pory roku, było zbyt krótkie i nie takie, jakie miało być. zbyt gorączkowe.
a z drugiej naprawdę czekam na listopad, bo to wtedy zaczyna się mój ulubiony okres w roku i trwa sobie do końca lutego.
wróciły mi chęci i motywacja, i chociaż wiem, że to drugie nie utrzyma się wiecznie, to zdaję sobie sprawę z tego że nie potrzebuję jej cały czas, a tylko chwilowo jako punkt zapalny. jedyne czego się obawiam to tego, że weekendy i część moich chęci do życia zabiorą studia. oby nie.
w listopadzie ma zmienić się bardzo dużo rzeczy, zaczynam kilka nowych projektów w życiu (poza studiami), i bardzo chcę żeby to wyszło. do tego jako bardzo niedoświadczony kierowca zdecydowanie potrzebuję poćwiczyć wychodzenie z poślizgu (czy za tym kryje się jakieś backstory? noajak!!), najlepiej jeszcze przed zimą, ale obawiam się że nie zdążę. poza bmw e46, nadal nie mam pojęcia czego chcę od życia.
kłaniam się pięknie, dziękuję za przeczytanie.
auroraborealis
• AUTOR@ericius szklany klosz od dłuższego czasu znajduje się na mojej liście do przeczytania, bo po recenzjach innych mam wrażenie jakby bohaterka w pewnym sensie była mną, albo jakbym mogła się z nią bardzo utożsamić. z tym że definitywnie brakuje mi czasu na czytanie, a jak dojdą studia w przyszłym tygodniu, to obawiam się że może być słabo. może po wykładach po prostu przysiądę i powtórzę sobie, żeby być w miarę na bieżąco i żeby poza weekendami nie poświęcać już w ogóle czasu na naukę, ale to też wymaga ode mnie organizacji, która jest ostatnio moim najsłabszym punktem.
mam szczerą nadzieję, że w mojej grupie też będą spoko osoby, chociaż liczyłam na to, że grupa będzie większa (są dosłownie 33 osoby, a ja chciałam zaginąć w tłumie…), do tego na pewno nie będę w niej z osobą, którą już poznałam i która wydawała się być super. zmieniać grupy nie chcę, bo nie znam jej na tyle, żeby bawić się 2 tygodnie w podania, ale trochę szkoda i tak. powodzenia z nauką anatomii!! łącze się trochę w niedoli, bo mnie czeka jakże ciekawa książka o finansach, w której przez pierwsze 100 stron nie ma nic co mogłoby się jakkolwiek przydać. dalej nie dotarłam, bo to by były tortury. chociaż może na zaocznych nie będziemy tego przerabiać XD
auroraborealis
• AUTOR@Layvere mnie nadal szokuje, że ktoś może na własne życzenie wlewać w siebie hektolitry trucizny, i że w sumie ludzie nie mają innych sposobów na urozmaicenie sobie czasu, czy rozrywkę. może to po prostu kwestia tego, że mało widziałam, albo tego, że w moim otoczeniu nie ma alkoholu.
i tu się zgodzę. nie twierdzę, że edukacja jest nieważna albo że nie warto się uczyć, bo warto. z tym że system edukacji zamiast pokazać ludziom, że uczą się głównie dla siebie, żeby mieć trochę tej wiedzy ogólnej, zmusza dzieci, a później dorosłych do uczenia się rzeczy, których niekoniecznie chcą się uczyć. w zamian mogą co najwyżej dostać cyferkę do dziennika, a później wszystko zapomnieć. albo ktoś chciałby poświęcić czas na zainteresowania, a nie może, bo ma sprawdzian z rodzajów gleb na geografii. jest to trochę absurd i myślę, że możnaby było lepiej to rozwiązać, tak żeby np. w 6 czy 7 klasie podstawówki dzieci same wybierały czego chcą się uczyć (czy np. wolą mieć 5h matematyki w tygodniu, czy 5h historii). do tego mogłoby wcale nie być ocen czy sprawdzianów, a jedynie prace domowe i czas po szkole na jakieś swoje rzeczy.
a obecnie wygląda to tak, że kilkanaście lat poświęcamy na naukę, żeby tylko mieć te cyferki, a potem w pędzie życia zapominamy o tej wiedzy, bo w gruncie rzeczy nikt nigdy nie uczył się dla siebie, tylko dla ocen i świętego spokoju :((
i nie masz co czuć się gorsza, bo ktoś ma więcej wiedzy ogólnej 🫶🏻
ona jest na wyciągnięcie ręki, a jestem pewna, że jest jakiś obszar wiedzy, w którym tamta osoba np. kompletnie się nie odnajduje, a Ty tak.
auroraborealis
AUTOR•chyba już z rok nie było wpisów, gdzie narzekałam na ludzi (a to był chyba mój główny content przez dłuższy okres), więc dzisiaj jest ten dzień. nie pozdrawiam instagrama XD
generalnie zacznijmy od tego, że przez jakiś dłuższy czas przyjaźniłam się z bardzo toksyczną osobą, z którą ok. półtorej roku temu udało mi się zerwać kontakt. nie cieszy mnie sposób, w jaki to się stało (nagle, bez wyjaśnienia i bez powiedzenia wszystkiego, co chciałam powiedzieć), ale do teraz cieszy mnie, że to się w ogóle stało, bo to ten typ osoby, co może kogoś nienawidzić, ale będzie utrzymywać znajomość mimo to, bo przecież ilość znajomych świadczy o tym, jakim kto jest człowiekiem.
mimo tego, że przez dłuższy czas była to jedyna osoba, która mnie nie irytowała w żaden sposób, wpadła we "wpływowe" towarzystwo i mocno się zmieniła (zarówno jej zachowanie, jak i zainteresowania, plan na życie). nie mnie to oceniać, ale generalnie zmiana była bardzo zauważalna, bo po każdym spotkaniu z nią byłam w mentalnym dołku i nie miałam ochoty na kolejne. przy tym wszystkim był to okres, kiedy trochę brałam sobie do serca to, co mówili inni, a ona mówiła zaskakująco dużo. że czytam dziwne książki, że słucham dziwnej muzyki, że mam dziwne zainteresowania, dziwnych znajomych, że mam dziwny sposób bycia i tak możnaby wymieniać. ogólnie krytykowała wszystko, co się dało, jednak zdecydowanie najbardziej bolała mnie krytyka gustu muzycznego z ust osoby, która za najwybitniejszą osobę w tej dziedzinie uznawała taylor swift czy olivię rodrigo, krytykując jednocześnie klasyki. nie żebym miała coś do powyższych piosenkarek, if you know what i mean.
dzisiaj instagram podrzucił mi jej profil (tak się nie robi….) i dowiedziałam się, że typiara biega na koncerty zespołów rockowych (które uważała za dziwne, bo tego się przecież nie da słuchać XD).
no i do meritum, bo cała ta historia to właściwie tylko tło do tego, co mi siedzi w głowie od jakiegoś czasu. jeżeli jesteście krytykowani przez innych z powodu własnego sposobu bycia, a nikogo tym nie krzywdzicie (chodzi mi o fizyczną lub psychiczną krzywdę, takie obiektywne zło), to czas zmienić towarzystwo. nie ma co się tym przejmować, czy w ogóle o tym myśleć, bo te osoby sobie gadają, pewnego dnia wasze drogi się rozejdą i będą gadać dalej, ale możliwe, że zupełnie inne rzeczy. może nawet takie, które będą stanowiły hipokryzję względem wcześniejszych stwierdzeń.
nie zliczę ile czasu w liceum straciłam na tego typu osoby i ich mądrości, podczas kiedy mogłam po prostu cieszyć się tym, że mam trochę inne (niż większość tiktokowego społeczeństwa) zainteresowania i że overall jestem sobą. i naprawdę mam nadzieję, że studia nie zmienią mojego podejścia i że nawet jeśli trafię na osoby o ujemnym intelekcie lub niewybrednym zdaniu na mój temat, to jakoś uda mi się w tym wszystkim pozostać sobą.
dziękuję za przybycie na mojego tedtalka, od października wracamy do regularnego narzekania na ludzi we wpisach XD
ericius
@auroraborealis cóż, wspaniale dla ciebie, że już jej nie ma w twoim życiu i niech robi sobie co chce. chociaż znając rockowe i alternatywne towarzystwo to duża szansa, że ktoś zwyzywa ją od pozerów.
wnioski bardzo słuszne, chciałam tu coś mądrego napisać, ale w zasadzie to wszystko co sądzę na ten temat to napisałaś sama
lunaae
dobrze, że wyszłaś z tej relacji. ja z relacji która zabierała mi mnóstwo energii życiowej wyszłam kilka dni temu i wiem, że to wymaga dużej odwagi i jaj żeby się na to zebrać. także gratki wielkie dla Ciebie i powodzenia z relacjami na studiach. już się nie mogę doczekać narzekających wpisów >:)
auroraborealis
AUTOR•mało mnie ostatnio tutaj, na co składa się kilka powodów. po pierwsze, brak czasu. styczeń tego roku skumulował większość nietkniętych albo niedokończonych spraw z zeszłego roku, i wszystkie po prostu się nawarstwiły (w efekcie przeżyłam cały rok w jeden miesiąc i teraz staram się pojąć, że to wszystko naprawdę się wydarzyło). po drugie, realne życie jest ostatnio dla mnie na tyle zajmujące, że niewiele siedzę w mediach społecznościowych. doszłam do wniosku, że o zainteresowania trzeba dbać póki są, więc spędzam swój czas wolny na malowaniu, szydełkowaniu (tak, dalej robię ten sam sweter, nie, nie jestem nawet w połowie), czytaniu, graniu na gitarze i oglądaniu motoryzacyjnego contentu. sporo wychodzę z domu, no i nabijam kolejne godziny na spotify, słuchając może 5 piosenek pearl jamu na krzyż. stwierdziłam ostatnio, że może zajmę się fotografią i lepieniem z gliny, więc szukam aparatu i większej ilości wolnego czasu, bo głupio by było zrezygnować z pracy dla glinianych figurek, a potem narzekać, że nie ma za co kupić gliny. miałam wracać do pisania, więc coś tam się pisze, ale w tempie 2 zdań na dzień, więc jest jak jest, nie mam pojęcia w co ręce włożyć, przez co wszystko robię po trochu. dosłownie.
od kilku dni oficjalnie znajduję się na tym świecie 2 dekady, więc za kolejne dwie będę mogła przechodzić kryzys wieku średniego, za jeszcze dwie będę już na emeryturze, a za jeszcze dwie pewnie w grobie. szybko leci ten czas.
przyznam, że ostatnio znowu zaczęłam się przejmować tym, co sobie myślą o mnie inni, i to tak dość mocno. do tego stopnia, że znowu odpalił mi się overthinking na temat życia, wszystkich obecnych lub kiedyś obenych w moim życiu osób i relacji, a na sam koniec przypomniałam sobie jak dobrze jest być sobą, mieć własne niepodważalne zdanie, cechy osobowości, które inni mogą albo kochać albo nienawidzić, więc w efekcie chyba zatoczyłam koło i wracam do swojej i don't care ery. bo tak w sumie głupio by było spędzić życie pod dyktando randomów. wiele razy poruszałam ten temat tutaj, a jako że lubię się powtarzać, to raz więcej nie zaszkodzi. chciałam kiedyś dopasować na siłę swoją osobowość, sposób ubioru i bycia do jakiejś estetyki, byleby zmieścić się do konkretnego pudełka i być "spójną" osobą. do teraz mam naleciałości takiego toku myślenia, ale na obecną chwilę chyba mam już gdzieś te wszystkie naciągane estetyki, mogę być wszystkim, nawet jeśli rzeczy, które robię kompletnie się wykluczają. jednego dnia mogę być dresem, drugiego najbardziej overdressed osobą wśród znajomych, a trzeciego mieszanką tych dwóch. to samo, jeśli chodzi o wszystko inne. gatunki czytanych książek, muzykę, czy zainteresowania. świat jest zbyt różnorodny, żeby robić sobie krzywdę i się ograniczać.
ostatnio dotarło do mnie, że mój gap year powoli dobiega końca. do tej pory nie wybrałam żadnego kierunku studiów i mimo że dużo rzeczy wyklarowało się po drodze, chyba nadal uważam, że nigdzie nie pasuję na 100%, i nie wiem czy to się zmieni. staram się co miesiąc albo kilka przeglądać kierunki i sprawdzać, co się zmieniło, ale w obszarze moich zainteresowań nie ma niczego interesującego. być może zostanie mój plan A, który okazał się być niewypałem i jednak pójdę na finanse. być może wybiorę coś najbardziej losowego, a być może po prostu nie będę potrzebować studiów wcale. fajnie by było.
pierwszy raz od półtorej roku wydaje mi się, że wiem co robię. albo przynajmniej bardziej wiem niż nie wiem. znowu mam jakieś plany. znowu dość sporo oszczędzam i znowu wydaje mi się, że to co się dzieje może mieć jakiś głębszy sens. o ile jakikolwiek ma.
generalnie u mnie chyba zaskakująco nawet w porządku. chętnie poczytam sobie co u Was.
trzymajcie się cieplutko <3
auroraborealis
• AUTOR@ericius wydaje mi się, że takie poświęcanie się danemu zainteresowaniu przez określony czas jest bardziej efektywne, niż to co ja robię, bo w efekcie w niczym nie osiągam widocznego progresu, tak więc zastanawiam się jak to inaczej zorganizować, no i rozważam taki tryb hahah
prawda, wybory są ogromnie ciężkie, więc życzę Ci, żebyś przekonała się, co jest takim Twoim kierunkiem i żeby wszystko poszło po Twojej myśli <3
i dziękuję!
fajnie, że u Ciebie w porządku, no i dobrze, że masz wokół siebie ludzi, którzy czasem skontrastują tą rutynowość, życie się robi jakieś takie barwniejsze <3
auroraborealis
• AUTOR@lunae25 <3
auroraborealis
AUTOR•ostatnimi czasy mam wrażenie, że stałam się monotematyczna, albo nawet gorzej, bo pewne wpisy, dodawane tu niedawno, w moich oczach nawet nie posiadały jakiejś konkretnej tematyki, nie poruszały żadnego konkretnego problemu, po prostu były.
ale szczerze mówiąc, już dłuższy czas temu doszłam do wniosku, że posiadanie konta na tej stronie to trochę moja osobista terapia, nawet jeśli mam komu się wygadać irl i nawet jeśli shitpostuję. no bo wpisy na tej stronie mają swój osobisty vibe i z jakiegoś powodu pisanie ich jest przyjemne, nawet jeśli nikt ich nie przeczyta, albo zrobią to 2-3 osoby. po prostu sentyment trzyma tą moją potrzebę napisania czegoś tutaj od czasu do czasu, a ja nie protestuję.
otóż muszę się podzielić tym, że ostatnio u mnie zaskakująco dobrze, a porównując z zeszłym rokiem, nawet bardzo dobrze. nie mogę powiedzieć, żeby moja motywacja do wszystkiego wróciła do takiego poziomu jak kiedyś, bo tak nie jest i wydaje mi się, że już nigdy nie będzie. pewne sytuacje zmieniły mnie do tego stopnia, że już raczej nigdy nie będę huraoptymisyką, moje różowe okulary wyblakły i zostało mi bycie realistką. staram się nie przebodźcować, więc nie ekscytuję się za bardzo jeśli nie ma czym, do tego bardzo oszczędzam optymizm i wolę zobaczyć, co będzie dalej i ocenić sytuację po fakcie, bo przejechałam się za dużo razy wyciągając zbyt pochopnr wnioski. wydaje mi się, że to już nie kwestia jakichś moich wewnętrznych problemów, a po prostu dorosłam.
mimo, że wiele rzeczy mi przeszkadza, wydaje mi się, że warto żyć dla tych drobnych czy większych zmian, cięższych momentów w życiu, własnych zainteresowań, czy czegokolwiek, co przynosi radość. wszyscy "specjaliści" mówią, że trzeba znaleźć jakiś cel w tym wszystkim, coś co nas napędza. nie wydaje mi się, żeby to była do końca prawda. tzn. na pewno z celem jest łatwiej, ale prawdziwa sztuka to nauczyć się żyć bez niego. żyć po prostu i nie mieć wyrzutów sumienia, że się żyje.
system edukacji i presja społeczna indoktrynują nas od małego, wciskając, że trzeba znaleźć ten przeklęty cel i "być kimś". celem nie mogą być spacery, czy czytanie książek, albo słuchanie muzyki, bo to byłoby zbyt płytkie, w ten sposób nie robi się przecież kariery, nie jest się pożytecznym dla ogółu i nie zarabia. ale co jeśli to jest właśnie ten prawdziwy cel? żeby być zwyczajnie szczęśliwym człowiekiem? albo względnie szczęśliwym?
nie wiem, ale wydaje mi się, że może tak być.
kiedy byłam młodsza i zaczęłam operować własnymi pieniędzmi, myślałam, że można się uszczęśliwiać kupowaniem rzeczy. i owszem, można. ale w pewnym momencie dotarło do mnie, że już wszystko mam i nie ma takiej rzeczy, którą mogłabym zapełnić lukę. a luką było po prostu polubienie przebywania we własnym towarzystwie. brak jakiegoś wiszącego celu i perspektyw, albo moich niewykorzystanych "talentów", które przecież trzeba wykorzystać, bo jest ileśtam osób na moje stanowisko domniemanej pracy.
mam to gdzieś. pod koniec sierpnia pisałam, że dobija mnie to, że nie wiem nic. dzisiaj wydaje mi się, że to dobrze, bo dzięki temu szukam. czy gdybym poszła bezmyślnie na jakiś kierunek studiów, który nie do końca współgra z moimi zainteresowaniami, szukałabym dalej? pewnie nie.
obudziłabym się za kilka lat, mając tytuł magistra i zero pojęcia o tym, co lubię robić, a także zero czasu na pasje.
nie mogę powiedzieć, żebym była mistrzynią w rozwijaniu swoich zainteresowań, bo ostatnio czasu mam mniej niż chęci (o dziwo) i muszę priorytetować pewne rzeczy kosztem innych. ale staram się i wiem na pewno, że jeśli kiedykolwiek zdecyduję się pójść standardową ścieżką studia —> kariera, zrobię wszystko, żeby móc rozwijać to, na co mam ochotę. żeby móc nadal być sobą i nie zaniedbać zainteresowań.
jeżeli więc okaże się, że nie wybiorę w przyszłym roku żadnego kierunku, albo wybór będzie taki sam jak kilka miesięcy temu, pójdę swoją drogą. jakąkolwiek, byle była moja własna.
nie sądzę, żebym kilka miesięcy temu myślała to samo, bo byłam w zupełnie innym miejscu, ale cieszę się, że doszłam do takich wniosków.
nie czuję tych wystrzałów endorfin myśląc o tym, czym mogłabym się zajmować w przyszłości bez studiów, albo wykorzystując jakieś swoje artystyczne umiejętności, ale nie czuję też jakiegoś wstrętu. tylko spokój.
ostatnimi czasy poza pracą zajmuję się porządkowaniem całego życia, żeby wszystko się jako tako trzymało. idzie mi to nienajgorzej i w takich momentach cieszę się, że mam gdzieśtam na to czas.
poza tym wracam do regularności w pewnych rzeczach, znowu gotuję sama (jak najdalej od kupnego gowna), jeszcze tylko jakaś aktywność fizyczna i będzie bingo. i chociaż nie jestem mistrzynią produktywności, tracę czas na gapienie się w ścianę albo myślenie o kwestiach, które nie przybliżą mnie nigdy do wielkiej kariery czy bogactwa, jest mi całkiem dobrze i czuję się dość stabilnie. i co najlepsze, gdyby teraz wszystko okazało się niewypałem, nie skończyłoby się to załamaniem nerwowym ani półtorarocznym spadkiem wszelkiej motywacji. stwierdziłabym, że w sumie spoko i poszła dalej.
dziękuję za przybycie na mojego tedtalka.
RunWildRunFree
Chciałabym zaznaczyć że z wpisu z którym jak zwykle mogę się utożsamić (jak ty to robisz kobieto) trafia do mnie ten akapit:
„system edukacji i presja społeczna indoktrynują nas od małego, wciskając, że trzeba znaleźć ten przeklęty cel i "być kimś". celem nie mogą być spacery, czy czytanie książek, albo słuchanie muzyki, bo to byłoby zbyt płytkie, w ten sposób nie robi się przecież kariery, nie jest się pożytecznym dla ogółu i nie zarabia. ale co jeśli to jest właśnie ten prawdziwy cel? żeby być zwyczajnie szczęśliwym człowiekiem? albo względnie szczęśliwym?
nie wiem, ale wydaje mi się, że może tak być.”
kiedy ktoś ubiera twoje myśli w słowa i nadchodzi to takie dziwne uczucie… dziękuję że napisałaś coś czego ja nie potrafiłam
auroraborealis
• AUTOR@RunWildRunFree ja po prostu piszę co myślę, niemniej jednak bardzo się cieszę, że to do Ciebie trafia i że możesz się z tym utożsamić <3