Patryk

auroraborealis

Patryk

auroraborealis

imię: venus

miasto: seattle, lata 90.

o mnie: przeczytaj

11

O mnie

[teenage angst has paid off well,
now i'm bored and old]

nie mam pojęcia, co jeszcze wyprawiam na tej stronie.
nie tworzę quizów, nie piszę opowiadań, ale lubię vibe losowych wpisów, lubię czytać co mają do powiedzenia inni, a ja sama uwielbiam rozpisywać się na temat... Czytaj dalej

Ostatni wpis

auroraborealis

auroraborealis

postanowiłam sobie, że wracam do grafiki komputerowej. jeszcze 3 lata temu był to mó... Czytaj dalej
Przy pomocy wpisów możesz zadać autorowi pytanie, pochwalić go, poprosić o pomoc, a przede wszystkim utrzymywać z nimi bliższy kontakt. Pamiętaj o zachowaniu kultury, jesteś gościem :)

*Jeśli chcesz odpisać konkretnej osobie, użyj funkcji " Odpowiedz" - osoba ta dostanie powiadomienie* ×

Zaloguj się, aby dodać nowy wpis.

Ostatni wpis autora: Wyświetl wpisy autora
auroraborealis

auroraborealis

AUTOR•  

postanowiłam sobie, że wracam do grafiki komputerowej. jeszcze 3 lata temu był to mój taki plan A na życie, coś co zdecydowałam, że będę robić, bo bardzo to lubiłam. przekonywało mnie to, w 1 klasie liceum planowałam nawet, że nie pójdę na żadne studia, bo będę zajmować się tylko tym. i owszem, wypaliłam się strasznie w pewnym momencie, zrezygnowałam z tego, bo miałam dużo innych spraw i nakładałam na siebie ogromną presję (że muszę być w tym możliwie najlepsza, że muszę już teraz szybko z tego zarabiać), a końcowo i tak wyszło, że gdybym przez ostatnie 3 lata robiła to nieprzerwanie, ale bez tej presji, byłabym bardzo do przodu.

z tej więc okazji, jeśli macie jakieś opowiadania lub quizy, ale nie macie miniaturki, albo wiecie już, że quiz prawdopodobnie znajdzie się na sg i najwięcej co dostanie, to jakiś ai sh!t, to możecie złożyć zamówienie na dm 🫶🏻
nie trzeba mnie obserwować, właściwie nic nie trzeba, miło by było jedynie, gdyby miniaturka została kiedyś użyta.
za realizację zabiorę się jednak dopiero 9 lub 10 lipca, bo póki co, ten tydzień będzie szalony XD

Odpowiedz
1
auroraborealis

auroraborealis

•  AUTOR

ngl zaczelam przegladac te miniaturki ze strony glownej, i przebic je to nie bedzie jakies ciezkie zadanie jak juz odgrzebie wszystkie zapomniane fonty z laptopa

Odpowiedz
ericius

ericius

@auroraborealis oo to powidzenia. jak będę czegoś potrzebowała to się odezwę

Odpowiedz
Wszystkie wpisy:
auroraborealis

auroraborealis

AUTOR•  

nie macie pojęcia o desperacji, jeśli nigdy nie pytaliście chata gpt o szczerą ocenę waszych wyborów życiowych. co więcej, sкurwiel ma rację 🤡🤡

Odpowiedz
4
auroraborealis

auroraborealis

AUTOR•  

zalogowałam się tu około miesiąc temu żeby dodać wpis i podpowiadać na zaległe. never happened.

pochłonęła mnie codzienność. całkowicie.
dawniej byłam osobą, która znaczną większość czasu spędzała w swoim świecie. od tworzenia postaci, rysowania, po pochłanianie ogromnych ilości fantastyki, czytanie całymi dniami, słuchawki i spotify 16h na dobę, czy pisanie własnych opowiadań. i czego bym nie robiła, z jakiegoś powodu ciężko jest mi do tego wrócić, nawet kiedy mam więcej czasu niż standardowo i nie pracuję. ostatnio wydaje mi się, że strasznie cofnęłam się w rozwoju, że nie potrafię ubierać w słowa swoich myśli tak jak dawniej, że nie analizuję już niczego, co się wokół mnie dzieje. że żyję mniej świadomie niż kiedyś, że mam mniej przemyśleń na temat życia, pędzę za złotym królikiem i że w zasadzie naprawdę potrzebuję chociaż częściowego powrotu do przeszłości.

mój gap year już praktycznie się kończy i z jednej strony cieszę się, że w jego trakcie zajmowałam się tym, czym się zajmowałam, a z drugiej, gdybym wiedziała, że po roku dojdę do takich samych wniosków jak rok temu, nigdy bym się na to nie pisała. póki co nie chcę oceniać przedwcześnie czy to miało jakiś sens czy nie, bo de facto takie rzeczy wychodzą dopiero z perspektywy czasu, ale jakoś czasem mam wrażenie, że życie poszło do przodu beze mnie i ja nadal siedzę sobie w bezczasie, mając za sobą liceum, a przed sobą całe życie i multum dróg (z których żadna nie wiąże się ze studiami). bo szczerze, gdybym miała alternatywę, nie pakowałabym się na żaden kierunek, nie tylko dlatego, że to nie dla mnie, ale i też po to, żeby zrobić na przekór wszystkim osobom, które non stop powtarzają, że studia to przecież podstawa, bo one je mają, ale jednocześnie te same osoby są obrazem ogromnej nieudolności życiowej. czy istnieje większa hipokryzja?
nie wiem.

ale tak poza tym, nie jest u mnie źle. od połowy czerwca moim głównym zajęciem w ciągu dnia było tracenie benzyny (czyli innymi słowy jeżdżenie autem). przesłuchałam w tym czasie większość albumów alice in chains, po czym doszłam do wniosku, że w samochodzie i tak najbardziej buja cały american idiot od zielonych, i że w sumie to nie lubię metalliki. dosyć sporo przebywam też wśród ludzi, w zasadzie nie tylko rówieśników, ale i tych, którzy tak po prostu sobie są, w tych miejscach, w których ja jestem codziennie. i w zasadzie miło się z nimi wszystkimi rozmawia, ale jednocześnie dochodzę do wniosku, że myliłam się co do siebie, i że tak naprawdę znacznie bliżej mi do introwertyczki, niż ekstrawertyczki. po każdym dłuższym spotkaniu z ludźmi potrzebuję dwóch dni tylko dla siebie, bo po prostu czuję się przebodźcowana.

zaczęły się wakacje i póki co nie jest najgorzej, mimo że nie znoszę lata. nawet cieszy mnie, że jest ciepło, że w jakiś sposób mam flashbacki lata 2023 (które było totalnym przeciwieństwem wiosny tego samego roku), że jest trochę bardziej beztrosko niż zwykle. mogłoby być co prawda trochę lżej jeśli chodzi o pogodę, ale tak poza tym zapowiada się całkiem ok, pod warunkiem, że zacznę realizować to, co sobie założyłam na początku.
sterta książek do przeczytania rośnie, lista rzeczy do zrobienia też, a ja właściwie nie chcę myśleć o przyszłości ani przeszłości, tylko chcę żyć sobie chwilą. i właściwie do tego też dojrzałam całkiem niedawno. bo dawniej albo non stop myślałam o przyszłości, planowałam na kilka lat do przodu ze wszystkimi szczegółami, a później zderzałam się boleśnie z rzeczywistością, albo myślałam o przeszłości i obsesyjnie porównywałam ją do teraźniejszości, znowu zderzając się z rzeczywistością, bo często okazywało się, że pomimo moich prób zrobienia wszystkiego, żeby dany moment przypominał podobny z przeszłości, nadal był inny i to już nie było to samo.

myślę, że wrócę do shitpostowania i jednego dłuższego wpisu w tygodniu. nie wiem jak to wyjdzie w praktyce, ale tak robiłam kiedyś i miało to jakąś swoją regularność, o którą obecnie bardzo mi ciężko. kiedyś wpisy to był mój dziennik, i dosłownie kiedy cokolwiek ciekawego się działo, opisywałam to tutaj. prócz tego, dalej mam w notatkach opowiadanie, które mogłoby nawet nadawać się do opublikowania tutaj, gdyby było skończone. naprawdę, jedyne czego mi teraz brakuje do szczęścia to samodyscyplina i regularność, nie tylko tutaj, ale też w życiu, relacjach i zainteresowaniach.

postaram się też chociaż pobieżnie ponadrabiać wpisy, ale tu też nic nie obiecuję, bo mimo że doba ma tyle samo czasu co zawsze, nadal mam wrażenie, że czas płynie 5 razy szybciej. trzymajcie się <3

Odpowiedz
2
ericius

ericius

@auroraborealis jakby nie było to fajnie, że w końcu się odzywasz.
hm, codzienność chyba nie jest taka zła, przynajmniej dla mnie niektóre rzeczy mają swoje uroki. tworzenie i słuchanie muzyki w opór też jest super, ale to nie jedyny słuszny sposób życia. chociaż całkiem rozumiem poczucie powiedzmy „regresu artystycznego”, miałam tak ostatnio, bo wreszcie dostałam czas na robienie rzeczy, które odkładałam przez maturę, a potem to wszystko nie do końca wychodzi tak dobrze jakby się chciało.
nawet jesli nie wymyśliłaś nic odkrywczego to nadal nie jest to czas do końca zmarnowany, bo zawsze nabyłaś jakies nowe doświadczenia, a to też coś. studia wcale takie niezbędne do życia nie są, nawet jestem zdania, że jak chce się robić cos do czego studia nie są potrzebne to trochę nie ma po co marnować czasu, lepiej zainwestować energię w to, co chce się robić albo to, co cię interesuje. ja w sumie też teraz mam lekki kryzys, bo za tydzień wyniki matur, a ja nie mam planu b jak się nie dostanę na żaden lekarski w 3 miastach gdzie składałam. wczesniej myślałam, żeby backupowo złożyć na analitykę medyczną, ale właściwie to by było takie akceptowalne cokolwiek czego nie chcę tak naprawdę. mama się mnie z dwa dni temu zapytała czy mam plan b. powiedziałam, że zostanę na gospodarstwie, będę gotować ciecz kalifornijską (takie sadownicze chemikalia, które da się samemu zrobić na upartego) i poprawię maturę. rzeczą, którą realnie chciałabym robić inną niż medycyna to robić sztukę, ale nie jestem w niczym wystarczająco dobra, żeby się z tego utrzymać, także to może być tylko takie marzenie. chociaż to wszytsko to już takie moje overthinkowanie i gdybanie, bo jedyne co mi grozi biorąc pod uwagę moje szacunki to skończę w innym mieście niż bym najbardziej chciała, ale to nic aż tak strasznego.
jejku, reluję ze stosunkiem do ludzi. super jest pospędzać z kimś czas, ale potem trzeba odreagować mając od kilku godzin do kilku dni czasu w samotności. a jazda autem, słuchanie fajnej muzyki i spotykanie się z ludźmi jest super cool.
cytując patrona mojej podstawówki tudzież osobę, o której myślą w pierszej kolejności Polacy, „przeszłość nie jest nasza, jutro niepewne, tylko dziś należy do nas” (chyba coś pomyliłam, ale sens ten sam), więc chyba dobrze, że żyjesz chwilą obecną. ja tak samo jak ty nieraz próbuję wrócić przeszłość, ale to nie wychodzi…
mam nadzięję, że to dojdzie do skutku, bo lubię twój shitpost hah
też się trzymaj i miłego <3

Odpowiedz
1
auroraborealis

auroraborealis

•  AUTOR

@ericius prawda, jednak mimo wszystko takie uczucie cofania się w rozwoju nie jest ani trochę fajne, jednak mam nadzieję, że w wakacje jakoś nadrobisz i będziesz mieć satysfakcję z tworzenia.
trzymam kciuki, żeby udało Ci się dostać tam, gdzie chcesz, i żebyś nie musiała wybierać akceptowalnego czegokolwiek 🫶🏻
chociaż szczerze mówiąc, myślę sobie czasem, że gdyby nie presja społeczna i wyrzuty sumienia, zrobiłabym jeszcze jeden rok przerwy, i pewnie pomagałabym przy domu, być może zrobiłabym jakiś drobny remont, przeorganizowałabym całą przestrzeń, zrobiła jesienno-zimową odsłonę tarasu i żyłabym sobie po prostu trochę wolniej niż zwykle. więc gotowanie cieczy kalifornijskiej to imho nie jest taki zły pomysł, zwłaszcza jeśli szłoby to w parze z poprawieniem matury.
u mnie niestety nie ma niczego, co by nie było akceptowalnym czymkolwiek (chyba że kierunku nieopłacalne i niezbyt przyszłościowe), więc wybieram w mojej opinii po prostu mniejsze zło. i co najgorsze, wszyscy wokół mówią, że FiR to taki świetny kierunek, że są po tym jakieś perspektywy, że super wybór, że mi pasuje. z tym, że to nie jest ani trochę mój wybór, jedyne, co rzeczywiście mi się tam podoba, to matematyka, chociaż ostatnio i to zaczęłam kwestionować. zobaczę jak to się potoczy i ewentualnie studia zawsze można zmienić, a matury zawsze poprawić albo napisać jakieś nowe, no i też nie chcę poświęcać tym studiom zbyt dużo uwagi, bo mam masę pomysłów, które jakoś wywołują u mnie bardziej pozytywne emocje niż bycie pracownikiem biura rachunkowego czy korporacji po 5 latach zakuwania zapychaczy.
jak miło <3

Odpowiedz
1
auroraborealis

auroraborealis

AUTOR•  

niektórzy mówią, że pieniądze nie dają szczęścia i że tak w sumie pieniądze to nie wszystko. a dorosłość polega chyba na tym, żeby zrozumieć, że takie gadanie należy włożyć między bajki.
żyjemy w tak konsumpcyjnym i zepsutym świecie, że żeby być zdrowym i choć trochę szczęśliwym, trzeba mieć pieniądze. i tak na dobrą sprawę zawsze gdzieś tam uważałam, że spoko git, pieniądze zawsze się znajdą, a to inne rzeczy są ważniejsze. aż nie zaczęłam zarabiać i posiadać własnych wydatków. w przeciągu pół roku wydałam naprawdę, naprawdę sporo i najgorsze jest to, że tylko mała część tych rzeczy to były zachcianki. reszta to utrzymanie i codzienność, kupno rzeczy niezbędnych, edukacja, coś czego nie da się przeskoczyć. a w przyszłym roku zapowiada się jeszcze weselej.

i tak oto mała ja, której wydawało się, że życie polega na magii przyjaźni, zderzyła się z rzeczywistością. i bardzo jej współczuję.
kiedy byłam młodsza wydawało mi się, że naprawdę mała część ludzkich nieszczęść to pieniądze, że niektóre problemy da się załatwić nie mając grosza przy duszy. ale prawda jest taka, że przeważająca większość problemów, jakie zauważam w swoim życiu to tylko i wyłącznie kwestia pieniędzy. każda niezrealizowana lub odłożona rzecz w życiu czy każde większe zmartwienie zawsze dałoby się rozwiązać kasą i tylko kasą. owszem, nie dotyczy to może ludzi zjedzonych przez własne nałogi czy depresję, bo to jest ten mały procent, któremu pieniądze rzeczywiście mogą nie wystarczyć (co nie zmienia faktu, że bogaty człowiek z nałogami może pozwolić sobie na lepszą opiekę psychiatryczną lub klinikę zwalczania uzależnień).

nie znoszę też ludzi, którzy opowiadają o tym, jak to oni w ogóle nie są materialistami i w ogóle pieniądze ich nie interesują. jest to ogólnie taki zafałszowany obraz rzeczywistości, bo wszyscy jesteśmy materialistami, w większym lub mniejszym stopniu. wszyscy potrzebujemy pieniędzy i myślę, że gdyby na ulicy leżały sobie 2 miliony do zgarnięcia, to nie byłoby osoby, która by ich nie chciała.
ale z drugiej strony tego typu zachowanie wynika z faktu, że z pieniędzy robi się temat tabu, bo przecież o pieniądzach nie wolno rozmawiać. nie wolno mówić, że lubi się pieniądze czy jakiekolwiek rzeczy materialne. owszem, istnieje druga strona medalu, czyli wydawanie pieniędzy na rzeczy zbędne, nadmierna konsumpcja, zakupoholizm i zapychanie dziur w psychice pieniędzmi, ale nie wiem czemu, niektórzy mają tendencję do ukrywania, że pieniądze są ok i że każdy chce je mieć.

nie ukrywam, że będąc osobą w moim wieku, trochę ciężko o pieniądze inne, niż te rodziców. cały obecny rok udzielałam korków z matmy i dodatkowo pracowałam i generalnie udało mi się jakoś tam to wszystko ogarnąć, ale wiem już na pewno, że nie będę kontynuować korków (zbyt duża odpowiedzialność psychiczna, totalnie nie nadaję się do tłumaczenia czegokolwiek) i muszę poszukać czegoś innego, nowego, przy czym praca na etacie za marne grosze mnie po prostu odrzuca. dużo osób ze starszego pokolenia oburza się, że młodzi ludzie "nie chcą pracować!!", "a za moich czasów robiło się za miskę ryżu!!". no spoko, z tym, że dzisiaj nawet miska ryżu jest droga, a koszty utrzymania są kilkukrotnie wyższe.
całe tegoroczne wakacje będę prawdopodobnie na nowo szukać czegoś, czego będę mogła się złapać, chociaż na jakiś czas. w zasadzie cieszę się, że zrobiłam rok przerwy, bo do wielu rzeczy podchodzę z rezerwą i dystansem, w przeciwieństwie do tego, co działo się rok temu (zmiana zdania 3x dziennie? dla mnie git). wiem już na pewno czego nie chcę robić, a to już jakiś krok w przód.

ostatnio obiecałam, że dam znać co tam u mnie tak ogólnie. otóż egzystuję i tylko w ten sposób można opisać ostatnie 2 miesiące. cały kwiecień de facto przechorowałam mimo wielkich planów, a teraz ogarnięcie życia muszę przełożyć na później, bo w jednym wielkim skrócie ilekroć się za to zabieram, coś mi przeszkadza (i tym razem to chyba nie prokrastynacja i guess). małymi krokami coś robię, ale nie jest to nic konkretnego. zbliża się znowu rekrutacja na studia, na które tym razem się wybieram, chociaż nadal jest to dla mnie zwykły nic nie znaczący papier i jednocześnie w 90% strata czasu. nie sądzę, żebym po studiach jakkolwiek chciała być związana z kierunkiem, który wybiorę i z tego co obserwuję, mało kto robi w życiu po studiach to, co obrał sobie jako kierunek tychże studiów. obecnie zmierzam w stronę artystyczną, bo było nie było jest to jedyna rzecz, którą potrafię robić dobrze (poza narzekaniem przeplatanym huraoptymizmem) i która ma szansę na powodzenie w moim przypadku. owszem, mam też jakieś inne plany, ale nie chcę w zasadzie o nich pisać, bo nie zrobiłam nic w tym kierunku i jak zwykle będzie to bullshitting.

kiedyś bawiło mnie, że ludzie żyją od weekendu do weekendu czy od wakacji do wakacji, ale w zasadzie mamy pierwszy rok od dłuższego czasu, kiedy cieszę się z tego, że idzie lato albo że za kilka dni znowu sobota. naprawdę potrzebuję odpoczynku, odbodźcowania, uporządkowania myśli, życia i przestrzeni wokół siebie.
ostatnio dotarło do mnie jak rzadko spędzam czas w miejscach, gdzie kiedyś było mi bardzo po drodze, zwłaszcza do biblioteki i parku nieopodal. na obecną chwilę jak już tam jestem, to tylko autem. mało spaceruję, wszędzie się spieszę, nie mam czasu żeby gdzieś sobie iść sama tak jak kiedyś, bo jeśli pojadę, to będę mieć 5x więcej czasu. no i jakoś nie mam. do tego pani, która zawsze była w tej bibliotece i z którą zawsze rozmawiałam o wszystkim i o niczym, zmarła kilka tygodni temu, po tym jak nie mogłam na nią trafić. i believe me or not, ale strasznie mnie to w jakimś stopniu dobiło, mimo że nie była to bliska mi osoba. po prostu przypomniało mi się, jak niedawno i zarazem dawno byłam tam pierwszy raz, ile rzeczy od tego czasu się wydarzyło, jak bardzo się zmieniłam, jak bardzo posypała się większość rzeczy, które wtedy były dla mnie ogromną częścią życia i jak rzadko obecnie tam bywam. ostatnim razem, kiedy widziałam panią z biblioteki, byłam tam naprawdę przelotem i było mi tak nie po drodze, że poprosiłam tatę, żeby mnie podrzucił. akurat rozmawiała z kimś innym, ale wyglądała zdrowo, promiennie. no i na tym koniec, bo kilka miesięcy później już nie pracowała.

wszystko to brzmi depresyjnie, ale nie taki był zamysł, just rutyna. ostatnio mam już więcej czasu, więc w sumie większość z rzeczy, nad którymi ubolewam w tym wpisie będę próbowała jakoś naprawić i zmienić. pewnie za jakiś czas zrelacjonuję znowu co tam u mnie i może będzie to brzmieć bardziej optymistycznie, a tymczasem pewnie na dniach zabiorę się za nadrabianie starych wpisów i może jakoś ogarnę aktywność tutaj, chociaż nic nie obiecuję.
trzymajcie się cieplutko!!

Odpowiedz
4
auroraborealis

auroraborealis

•  AUTOR

@ZARD_fan_2002 to fakt, kiedyś za 400zł szło sobie życie ustawić, a dzisiaj mając wszystkie te wydatki ciężko sobie wyobrazić, że kiedykolwiek mogło w ogóle tak być

Odpowiedz
1
auroraborealis

auroraborealis

•  AUTOR

@ericius prawda, załatwienie najważniejszych potrzeb to też wszystko kwestia pieniędzy. jakiś czas temu przeszłam zapalenie uszu, czyli największe cholerstwo jakie może być, biorąc pod uwagę ból. na nfz musiałabym czekać tydzień (gdzie rośnie ryzyko powikłań, nie wspominając o tym, że to też nie przechodzi samo z siebie), więc oczywistym wyborem była wizyta prywatna, gdzie wraz z lekami poszło 500zł. i dotarło do mnie, że w sumie to nie każdego na to stać i że naprawdę są ludzie, którzy muszą czekać, choćby dlatego, że tych pieniędzy im żal na takie coś (i w ogóle się im nie dziwię). terapia to też ogromne koszty, chociaż to powinno być wg mnie przynajmniej w części refundowane w jakiś sposób, bo otrzymanie sensownej pomocy psychologicznej czy psychiatrycznej na nfz graniczy z cudem.
o tak, a najgorzej jak ktoś zacznie używać tego typu wypłat jako argument, że pokolenie z jest leniwe. dzisiaj za 800zł można właściwie opłacić sobie benzynę i jedzenie na miesiąc, nie wspominając o rachunkach, nagłych wydatkach, czy tej jednej kawie w żabce raz na 2 tygodnie.
ciężka decyzja, mam nadzieję, że wybierzesz sobie na wakacje coś, co będzie Ci najbardziej pasowało <3
też prawda, tylko mam czasem wrażenie, że te przynoszące radość rzeczy mają tendencję do gubienia się w tej rutynie :((
wzajemnie, powodzenia ze wszystkim! <3

Odpowiedz
1
pokaż więcej odpowiedzi (2)
auroraborealis

auroraborealis

AUTOR•  

dawno mnie tu nie było.
i szczerze, napisałabym nawet jakiś wpis, ale jakoś chyba nie mam o czym. czegokolwiek bym nie napisała, będę się powtarzać, opisywać rzeczy, które już opisywałam, bo właściwie mimo tego, że dzieje się u mnie dość sporo, to nie jest to nic takiego, co wcześniej się nie działo.

kiedyś ta strona to było moje safe place i za każdym razem, kiedy nie miałam komu się wygadać albo miałam zbyt dużo przemyśleń, żeby to jakoś sensownie poukładać, pisałam jakiś wpis i jakoś samo się układało. obecnie mam wrażenie, że to już nie miejsce dla mnie i nawet nie pamiętam, żeby tu czasem zajrzeć i nadrobić powiadomienia. może wyrosłam. kiedyś spędzałam tutaj godziny, siedziałam we wszystkich możliwych fandomach, czytałam masę książek, słuchałam muzyki po 16h dziennie i kiedy w prawdziwym życiu nie mogłam znaleźć osób, które czytałyby albo słuchałyby tego co ja, szukałam tutaj. i tym sposobem spędzałam czas dyskutując z ludźmi o tych wszystkich rzeczach, pisząc głupkowate fanfiki, czy tworząc quizy, które zginęły gdzieś w eterze na przestrzeni lat. 2 maja miną 4 lata odkąd jestem sobie tutaj i coś tam robię. masa czasu, a ile rzeczy wydarzyło się w międzyczasie. chciałabym powiedzieć tej swojej młodszej wersji siebie, że miała rację, kiedy jechała siebie samą za nicnierobienie albo marnowanie zasobów, bo przez nią ja cały czas muszę coś robić. z drugiej strony powiedziałabym jej, że jestem dumna i że fajnie, że była tym, kim była, bo dzięki niej wiem, kim ja jestem.

to nie tak, że mam zamiar nigdy tu nie wchodzić, wręcz powiedziałabym, że żyją we mnie dwa wilki, i ten drugi pisze sobie opowiadanie, które być może kiedyś tu wstawi. być może za jakiś czas najdzie mnie na dodawanie wpisów, być może wydarzą się rzeczy, które będą prosiły się o update. a tymczasem trzymajcie się cieplutko <3

Odpowiedz
4
ericius

ericius

@auroraborealis hej
rozumiem. chociaż ja chętnie bym poczytała czasem co u ciebie, nawet jeśli byłoby to powtarznie się.
w pewnym sensie to dobrze, że nie masz już takiej potrzeby, bo to znaczy, że znalazłaś w prawdziwym życiu to czego szukałaś tutaj albo przestało być ci to potrzebne. ja mam taki problem, że ta strona nadal jest dla mnie taki safe space, nawet jeśli mam poczucie, że robię się na nią za stara, nawet jeśli teoretycznie mam ludzi do pogadania na pewne tematy to jakoś automatycznie mam ochotę tu zajrzeć, ta w pewnym sensie anonimowość, jest strasznie kusząca. ile „wpisów” finalnie wkleiłam do swojego dziennika zamist to dodać jak początkowo zamierzałam…
hm, te wszytskie rzeczy też są ważne i kiedy ma mieć się czas na nicnierobienie jeśli nie będąc dzieciakiem? do małej siebie trzeba mieć sporo wyrozumiamałości, bo miała wtedy zupełnie inny punkt widzenia, także fajnie, że jesteś też dumna.
to mam nadzieję, że wygra ten drugi, hah. albo przynajmniej będzie miał jakąś siłę przebicia
też się trzymaj i wszytskiego dobrego

Odpowiedz
auroraborealis

auroraborealis

•  AUTOR

@ericius wydaje mi się, że moja nieaktywność tutaj to głównie wynik wpadnięcia w schemat pracy przeplatanej spadkiem energii i marnowaniem czasu na niewymagające myślenia aktywności (bo napisanie tutaj wpisu czy odpisanie komuś wymaga myślenia, a mi często po całym dniu brakuje komórek mózgowych, żeby jakoś sensownie funkcjonować).
pewnie w wakacje nadrobię to wszystko, bo tak jak wspomniałaś, ta anonimowość i możliwość wyrzucenia jakichś swoich myśli we wpisach, nawet jeśli czyta to tylko garstka, to naprawdę świetna możliwość (i mam wrażenie, że kiedyś tego typu zajęcie było moją terapią, której nawet nie wiedziałam, że potrzebuję).
samo to, że loguję się tu czwarty raz w tym miesiącu chyba oznacza, że ten drugi wygrywa.
dzięki i też wszystkiego dobrego 🫶🏻

Odpowiedz
1
auroraborealis

auroraborealis

AUTOR•  

dorosłość jest porypana, naprawdę. niby dużo mówi się o tym, że po skończeniu liceum wiele rzeczy się zmienia i że jest inaczej, ale nie sądziłam, że znajdę się kiedyś w punkcie, gdzie nie będę miała czasu na kompletnie nic, co lubię/chcę robić, albo będę mieć go na tyle mało, że ważne rzeczy będę wciskać w takie "międzyczasy", kiedy akurat mam godzinne okienko, pół godziny przerwy, albo wieczór, kiedy jakimś cudem nie kończę z migreną. wpisy tutaj, które były kiedyś takim naturalnym końcem tyogdnia, teraz pojawiają się rzadko, na gitarze nie grałam 3 miesiące, swetra nadal nie skończyłam, ostatni obraz namalowałam w grudniu, a ostatnią książkę w całości przeczytałam… nie pamiętam kiedy.
pracuję dużo, nie wysypiam się i zbieram efekty w postaci sytuacji, które uświadamiają mi, że nie jest dobrze i że naprawdę potrzebuję uporządkować wiele rzeczy w swoim życiu XD

byłam ostatnio zatankować auto, podchodzę do kasy i mówię panu "dyspozytor nr 8".
ten konkretny kasjer jest taki dosyć specyficzny, wydaje mi się, że ma content z młodych kierowców, przynajmniej takie odnoszę wrażenie za każdym razem, jak tam jestem. no więc spojrzał na mnie i pyta "że jak pani powiedziała? dyspozytor?", a ja byłam tak bardzo zajęta swoimi myślami, że odpowiedziałam tylko "tak, dyspozytor", zamiast "nie, chodziło mi o dystrybutor" XD polski język trudny język, w zasadzie te dwa słowa to nawet trochę synonimy, tylko że nie w tym kontekście…
no cóż, przyjaciółka doradziła mi, żebym zmieniła stację benzynową, ale generalnie i don't feel any shame, i won't apologize, przynajmniej się typo mógł pośmiać.

niemniej jednak mój ostatnimi czasy chaotyczny sposób bycia uświadomił mi, jak bardzo potrzebuję snu, powrotu do swojego starego trybu życia i świętego spokoju. przy odrobinie szczęścia taki stan rzeczy powróci w maju lub czerwcu, kiedy wreszcie będę mieć swoje 2 miesiące wakacji, książki i wszystko, za co tyle czasu chciałam się zabrać, nie miałam kiedy i pewnie ostatecznie w wakacje tego nie zrobię, bo nie będę wiedziała w co wsadzić ręce.

wielkimi krokami zbliża się październik i prawdopodobnie zostanę jednak studentką finansów, co nie jest może spełnieniem moich marzeń, ale odkąd zaczęłam udzielać korków z matmy wiem na pewno, że jest to miliard razy lepszy wybór niż matematyka albo fizyka nauczycielska. pod tym względem, mimo całego mojego narzekania na ten rok (którego wszystkie bliskie mi osoby mają dość), gap year to była dobra decyzja i cieszę się, że ją podjęłam. bez tego pewnie wepchałabym się w super toksyczną branżę, gdzie możliwości ucieczki są ograniczone, bo żadna inna branża nie ma przecież 2 miesięcy wakacji…
zdałam sobie sprawę z tego, że nie znoszę uczyć ludzi, pracować z ludźmi, nie znoszę nauczycieli i ich środowiska, nie wytrzymuję humorków i zachcianek innych, no i do tego przekonałam się, że ten świat prócz miłych, serdecznych ludzi, jest pełen roszczeniowych mend, które myślą, że cały świat jest stworzony dla nich.

nie wiem co dalej. w zasadzie plan jest taki, że w czerwcu zostawiam pewien etap życia trochę za sobą i wracam do rzeczy, którym chcę poświęcać czas, ale nigdy nie ma kiedy. chciałabym wrócić do dawnej siebie, bo ostatnimi czasy cofam się w rozwoju i zapominam o wszystkich lekcjach życiowych, które kiedykolwiek dostałam, nie wspominając o tym, że słodkie kotki zdominowały moją stronę główną na youtubie, no i w efekcie musiałam ustawić sobie limit. staram się nie zapomnieć kim jestem, kim byłam i co lubię robić, ale w zasadzie ciężko o to w świecie, gdzie człowiek od samego istnienia jest już przebodźcowany.

mimo całego tego negatywnego wydźwięku, nie jest tak źle. chyba się nie chwaliłam, ale w styczniu rozwaliłam egzamin na prawko, od około miesiąca jeżdżę po drogach, no i nie jest źle widzowie. co prawda zmienianie pasów o 15:00 na dużych skrzyżowaniach nie idzie mi specjalnie dobrze, ale nauczę się w końcu, przynajmniej taką mam nadzieję XD
przede wszystkim pierwszy raz od dłuższego czasu jestem dość mocno zmotywowana żeby robić cokolwiek, a od motywacji chyba się zaczyna.
dajcie znać co u was, nie wiem kiedy przeczytam, ale postaram się wpaść tu szybciej niż za miesiąc.
trzymajcie się cieplutko!!

Odpowiedz
8
auroraborealis

auroraborealis

•  AUTOR

@80Ramone no dobra, to teraz lecę googlować czemu amnezja to nie to samo co amnestia i czym to się różni XD
oby jednak udało się nam jakoś zdyscyplinować i coś zrobić i oby z tymi studiami też się udało 🙏🏻
w takim razie powodzenia z prawkiem!! <3

Odpowiedz
auroraborealis

auroraborealis

•  AUTOR

@ericius niee, teraz po czasie widzę, że ten pan po prostu ma takie specyficzne poczucie humoru i że jest całkiem miły. na obecną chwilę ilekroć tankuję, mam nadzieję, że trafię na niego, bo reszta pracuje jakby za karę.
racja, ja po 3 miesiącach jeżdżenia nie mogę powiedzieć, żebym była genialnym kierowcą. owszem, zwracam uwagę na więcej rzeczy niż kiedyś, wydaje mi się, że pewne sytuacje już na tym etapie mnie czegoś nauczyły, ale ostatnio pcham się w różne miejsca kiedy ruch jest dość spory, i wiele zdarzyło się akcji, gdzie nie do końca wiedziałam co zrobić, improwizowałam albo miałam szczęście (jak np. to, że musiałam wycofać, żeby ktoś mógł przejechać, a za mną nie było nikogo, zadanie ułatwione). ale nie jest tak źle, w gruncie rzeczy jakoś sobie radzę i osobiście wolę jechać sama, niż jakbym miała jechać uberem czy nawet autobusem.
trochę szkoda, że się nie udało, ale w sumie mało osób zdaje za pierwszym, więc nie ma co żałować, przynajmniej masz już jakieś doświadczenie z egzaminami.
odłożenie tego to też dobra decyzja, bo matury w połączeniu z prawem jazdy to niebezpieczna mieszanka, duże prawdopodobieństwo, że na coś będzie za mało czasu albo za duża presja.
ja do swojej starej instruktorki też nie zadzwoniłam ani razu, bo wyjeździłam kilka godzin z innym instruktorem, i to jemu zawdzięczam zdany egzamin. ona zaś dostała ode mnie negatywa w googlach, po czym napisała mi smsa, że ona się z tą opinią nie zgadza, że mam jej wyjaśnić jakieś stwierdzenia zawarte w tej opinii, i że prawo jazdy to nie spotkanie koleżeńskie. nie odpisałam jej i nie zamierzam, bo gdyby nie ona, miałabym prawko pewnie już na jesień 2025, a jej ciągłe uwagi bardziej przypominały jeżdżenie z fałszywą ciotką, która udaje miłą, a co jakiś czas rzuca ironiczne uwagi.
trochę mam opóźnienie z odpisywaniem, ale mam nadzieję, że matury poszły Ci super i że będziesz mieć więcej czasu dla siebie <3

Odpowiedz
1
pokaż więcej odpowiedzi (4)