Patryk

auroraborealis

Patryk

auroraborealis

imię: venus

miasto: seattle, lata 90.

o mnie: przeczytaj

11

O mnie

[teenage angst has paid off well,
now i'm bored and old]

nie mam pojęcia, co jeszcze wyprawiam na tej stronie.
nie tworzę quizów, nie piszę opowiadań, ale lubię vibe losowych wpisów, lubię czytać co mają do powiedzenia inni, a ja sama uwielbiam rozpisywać się na temat... Czytaj dalej

Ostatni wpis

auroraborealis

auroraborealis

chrzanic ludzi, ktorzy nie doceniaja osob, ktore maja wokol siebie, z best friends p... Czytaj dalej
Przy pomocy wpisów możesz zadać autorowi pytanie, pochwalić go, poprosić o pomoc, a przede wszystkim utrzymywać z nimi bliższy kontakt. Pamiętaj o zachowaniu kultury, jesteś gościem :)

*Jeśli chcesz odpisać konkretnej osobie, użyj funkcji " Odpowiedz" - osoba ta dostanie powiadomienie* ×

Zaloguj się, aby dodać nowy wpis.

Ostatni wpis autora: Wyświetl wpisy autora
auroraborealis

auroraborealis

AUTOR•  

chrzanic ludzi, ktorzy nie doceniaja osob, ktore maja wokol siebie, z best friends phase nagle zaczynaja traktowac czlowieka jak powietrze, bo im sie znudzil i nie potrafia zakonczyc relacji w normalny sposob, a wszystko konczy sie na ghostowaniu albo urwanej konwersacji, gdzie i tak w ostatnim czasie odzywalam sie tylko ja.

boli to pozniej jak cholera, a najgorsze w tym wszystkim jest to, ze ta osoba na 90% obrabia mnie za plecami do innej osoby, na ktorej mi bardzo zalezalo, do tego nawet nie moge tej osoby ostrzec przed ta wredna p!zda, bo mi nie uwierzy.

zycie w ogole jest zbyt skomplikowane, za duzo niuansow w tym wszystkim, ja chce po prostu zyc i dogadywac sie normalnie z ludzmi, a nie snuc intrygi czy omijac przy niektorych osobach niewygodne tematy albo udawac kogos innego, bo komus nie spodoba sie moj sposob bycia, no kur.wa

Odpowiedz
7
auroraborealis

auroraborealis

•  AUTOR

sprawa nir jest swieza, bo to czerwiec tego roku, ale dzisiaj sobie przypomnialam i ten wpis to efekt mojego overthinkingu

Odpowiedz
ZARD_fan_2002

ZARD_fan_2002

@auroraborealis A ja tyle tego doświadczyłem przez lata + ostatnie 2 miesiące poznawania ludzi, doprowadziły mnie do takiej mentalności, że już mam gdzieś jakiekolwiek próby interakcji z innymi, niech się inni starają jak chcą bo ja się oficjalnie poddaję :D

+ ogólnie taka teza
Mam wrażenie, że łatwiej jest znaleźć wspólny język z niepełnosprawnymi ludźmi czy takimi których życie dało po kości, niż z tymi co uważa się za "normalne, akceptowane" osoby w społeczeństwie
Życie :D

Odpowiedz
80Ramone

80Ramone

@auroraborealis najgorszy typ człowieka. Teraz już przynajmniej wiem co robić (spi*dalać od takich osób XD), ale w podstawówce bywało nieciekawie :/
Trzymaj się, w końcu pojawi się ktoś kto Cię doceni
Ale fr, już wolę żeby mi coś wygarniali wprost niż ghostowanie

Odpowiedz
ericius

ericius

@auroraborealis eh, przekleństwo życia w czasach, gdy mamy tyle ludzi teoretycznie na wyciągnięcie ręki, więc zamiast dbać o relacje i je naprawiać wolimy kogoś zghostować, pozbyć się z życia i wymienić na kogoś z kim mamy czystą kartę…
osobiście nie rozumiem na cholerę mieszać, obgadywać kombinować i nie wiadomo co jeszcze. chyba z niektórymi ludźmi po prostu się nie da.
@ZARD_fan_2002 jejku, tak. tacy dziwacy, wyrzutki społeczne, że tak powiem, bardzo często są wspaniałymi przyjaciółmi (no pomijając ludzi, których wszyscy zostawiają przez ich słabe zachowanie). ale ci smutni ludzie, którym życie nieźle dało w twarz są najwrażliwszymi, najbardziej empatycznymi i najmniej oceniającymi ludźmi. aktualnie w moim miejscu zamieszkania mam taką grupkę, zlepek dziwaków, połowa w szkole nie ma znajomych, druga połowa ma swoją małą grupkę, dużo grają w gry albo są strasznymi nerdami w większości to artyści, którzy piszą, rysują czy coś sobie grają, wyglądem raczej nie trafiają w mainstream. i to są najmilsi i najbardziej bezkonfliktowi ludzie jakich znam

Odpowiedz
1
Arenava

Arenava

@auroraborealis rel rel rel nienawidzę tego, mam nadzieję że w koncu cię ktoś doceni tak jak tego potrzebujesz

Odpowiedz
Layvere

Layvere

@auroraborealis poznałam miesiąc temu chłopaka. On chyba miał lekki autyzm czy coś, ale nieważne. Był tak niesamowicie szczery we wszystkim, był taki otwarty, tak prawdziwy i tak niesamowicie sympatyczny. Stał się dla mnie taką olbrzymią inspiracją, naprawdę nigdy nie poznałam kogoś tak otwartego i tak szczerego i sympatycznego po prostu. On był jak taka otwarta książka i rzeczywiście życzył wszystkim dobrze. Często o nim teraz myślę, że chciałabym roztaczać podobną energię, w sensie zachowywać się podobnie i uważam, że świat powinien tak wyglądać. Być po prostu taki dobry. Też nie mam siły na te wszystkie intrygi

Odpowiedz
Wszystkie wpisy:
auroraborealis

auroraborealis

AUTOR•  

miałam nie mieć żadnych przemyśleń do opublikowania, ale okazało się, że jednak jakieś mam, więc być może umieszczenie ich w tym wpisie nie jest najgorszym pomysłem. mało mnie tutaj ostatnio, staram się czytać wasze wpisy i w miarę możliwości odpowiadać, ale nie chcę ostatnich dni wolnych od wszelkich obowiązków spędzać na telefonie, więc w efekcie jest jak jest.

wspominałam już, że 2025 mnie zmęczył i to dość solidnie. był to niejako pierwszy rok, kiedy musiałam sobie radzić jako osoba w pełni dorosła, gdzie nikt nie podpowiadał mi już co zrobić czy też czego nie robić, pojawiały się jedynie pytania od dalszej rodziny pt. "kiedy studia", "co z twoimi planami", "co będziesz robić z tym i tamtym" itd., co doprowadzało mnie do nerwicy (i właściwie dalej się tak dzieje jak sobie o tym myślę). nie wiem dlaczego, ale członkowie dalszej rodziny i dalsi znajomi zazwyczaj po prostu nie mają wyczucia i wydaje im się, że takie pytania to nic wielkiego, chociaż w rzeczywistości jest to podświadoma presja, która być może nie dotyka mnie w chwili zadawania takiego pytania, ale kiedy jestem sama i mam czas na przemyślenia, już tak. długo zajęło mi zrozumienie, że tak oklepane "bez pośpiechu" czy "take your time" to jedyny sposób na przetrwanie pod presją tych wszystkich ludzi, ich opinii, i nieznaczących, ale przebodźcowywujących pytań, naprawdę.

z pozytywnych rzeczy w tym roku, pomimo braku motywacji, pomimo niechęci i nieciekawego stanu mentalnego, udało mi się jako tako rozwalić matury, skończyć kurs na prawko, odciąć się od toksycznych ludzi (w tym bardzo toksycznej przyjaciółki), podomykać kilka spraw i uzyskać częściową niezależność finansową (chociaż przydałaby się jeszcze inteligencja finansowa, bo w grudniu wydałam naprawdę za dużo).
do tego wróciłam do starych, porzuconych na rzecz niewiadomo czego zainteresowań, które nie pasowały do mojej wykreowanej sztucznie, pożądanej osobowości (która nie była moja, ale internet przekonał mnie, że trzeba być poważnym człowiekiem sukcesu, a ktoś taki nie może przecież zajmować się sztuką albo rzeczami, które lubiłam tak długo) i być może, jeśli będę wystarczająco konsekwentna, uda mi się to jakoś spieniężyć i żyć swoimi marzeniami.
w ogóle samo zdanie sobie sprawy z tego, że nie wszystko co robię musi się wpasowywać w jakieś ramy i pasować do mojej osobowości też jest niejako osiągnięciem w 2025. bo wszystkie rzeczy, które robię, nawet jeżeli każda pochodzi z zupełnie innej bajki, poniekąd tworzą mnie jako osobę i odróżniają od wszystkich innych ludzi.

nie był to na pewno rok przełomowy, właściwie mam wrażenie, że naprawdę nic takiego się nie działo. nie poszłam na studia, nie odłożyłam takiej kwoty, jaką planowałam odłożyć na koniec 2025, nie zrobiłam właściwie niczego, co miałam na liście w 2024, co nie oznacza, że nie zrobiłam niczego w ogóle. nie jestem osobą, którą wyobrażałam sobie, że będę, ale to też kwestia tego, że już nie chcę nią być. trochę się pozmieniało można powiedzieć.
niemniej jednak nie zaliczyłabym tego roku do udanych i liczę na to, że ten obecny będzie lepszy. po prostu.

początek zapowiada się całkiem dobrze. przede wszystkim nie cierpię na brak motywacji, co początkowo brałam za skutek uboczny wydarzenia, które miało miejsce tak z miesiąc temu, ale jako że utrzymuje się to stanowczo za długo, być może po prostu oznacza to, że mój układ dopaminowy się jakoś naprawił i działa tak jak powinien. chce mi się po prostu robić. malować, szydełkować, pisać, grać na gitarze, czy oglądać wykłady z fizyki dla szkół wyższych. chce mi się znowu poznawać ludzi i chodzić na ultradługie spacery, czy planować to co chciałabym osiągnąć w niedalekiej przyszłości, chce mi się próbować. nie sądziłam, że jeszcze kiedykolwiek uda mi się osiągnąć taki stan, bo przez półtorej roku uważałam, że robienie czegokolwiek nie ma sensu. dalej tak uważam, ale przy tym jednocześnie nie czuję niechęci do robienia czegokolwiek i nie mam wrażenia, że zaraz się przebodźcuję albo wpadnę w kolejny dołek. jest naprawdę stabilnie.

ogólnie w Nowy Rok uświadomiłam sobie, że mam wokół całkiem fajnych ludzi, nawet jeżeli są to osoby, z którymi widuję się bardzo rzadko. do tego te wszystkie niby nieznaczące relacje, typu pani z biblioteki, z którą można zamienić kilka zdań, czy inne tego typu osoby, które widzi się przelotnie i nieregularnie, też są całkiem ważne i chyba warto je doceniać. tak myślę.

wróciłam w ogóle do jednego ze swoich starych zainteresowań, jakim było czytanie starych przewodników po Tatrach. dosłownie w ostatni dzień 2025 zamówiłam sobie kilka części szczegółowego przewodnika i nie mogę się nadziwić, ile szlaków istniało kiedyś i zostało brutalnie zamkniętych, nawet dla taterników pozaszlakowych. myślę sobie, że chciałabym móc sobie tam legalnie połazić, ale nie mam jeszcze planu jak to zrealizować. jeśli w grę wchodzi zostanie pracownikiem TPN, to może gra jest warta świeczki XD

ogólnie jestem nastawiona pozytywnie póki co. za miesiąc i 2 dni będę egzystować na tym prześmiesznym świecie równo dwie dekady, co tak jak już kiedyś wspominałam, poniekąd mnie przeraża. ale być może niepotrzebnie, bo tak w sumie czasem przypominam sobie, że wcale nie jestem jedyna i że znacznie gorzej musi się czuć ktoś, kto nagle ma 30 albo 40 i jego lata młodości definitywnie dobiegły końca. a może ci ludzie nawet tego nie zauważają i po prostu nie ma się czym przejmować.

jeśli chodzi o moją aktywność tutaj, może być naprawdę słabo, więc jeżeli ktoś z was byłby chętny, mogę podać na pv pinteresta czy messengera. chociaż nie ukrywam, że coś się tworzy, więc być może za jakiś czas zostanie tutaj opublikowane. dziękuję za przeczytanie do końca i trzymajcie się ciepło <3

Odpowiedz
5
mellien

mellien

@auroraborealis ogolnie doczytalam i tam jesg tylko podziękowanie i trzymajcie sie wiec ja ci tu powiem "nie ma za co i ty tez sie trzymaj <333"

Odpowiedz
ericius

ericius

@auroraborealis zebrałam się (wreszcie) żeby poodpisywać na wpisy, hah
ah ta presja, ktoś pyta żeby zagadać o cokolwiek, czasem nawet go to nie obchodzi, ale jak będzie to coś, co nie zgadza się z jego wizją to będzie cię wiecznie oceniać przez pryzmat tej odpowiedzi. niby zwykłe pytanie, bo o pracę, jak tam dzieci i mąż, gdzie na urlop ani o ulubione zajęcie czy bajkę i jak w szkole (xd) nie spytasz kogoś w takim wieku więc pada na plan na siebie, a jak akurat ma się problem ze zdecydowaniem albo ma ochotę iść w coś nieszablonowego to szlag człowieka trafia przez głupie błahe pytanie. cholera jasna, nie wiem na jaki uniwersytet pójdę i jaką specjalizację wybiorę jak nawet nie mam pewność czy się na tę pieprzoną medycynę dostanę, bo wszystko zależy od pieprzonej matury, której jeszcze nie napisałam, a to jak mi pójdzie to powód przez który się nie wysypiam. i tego typu. pozdrowienia dla mojej instruktorki od prawka. i endokrynolożki u której ostatnio byłam pierwszy raz. niby co cię ta opinia obchodzi, ale akurat jak się samemu o to człowiek martwi to gwóźdź d trumny, sól na ranę kropla do czary goryczy et cetera.
to gratuluję poradzenia sobie z tym wszystkim. chyba nie szkodzi, że nie zrealizowałaś sobie zeszłorocznych planów, skoro zamiast tego robiłaś inne rzeczy, które przynoszą satysfakcję. fajnie, że wracasz do prawdziwej siebie, bo i tak nigdy się nie zadowoli wszystkich, więc już chyba najlepiej wybrać z tego tłumu siebie. robienie sztuki też ma swoją wartość nawet jeśli by nie było to źródło utrzymania to warto chociażby dla siebie albo ciotki czy koleżanki, która powie, że fajnie wyszło.
o, racja z tymi przelotnymi relacjami. też mnie ostatnio w ten sposób olśniło. większość życia byłam zdania, że liczą się tylko bliskie, głębokie relacje, a na dalszych znajomych szkoda tracić czasu (do tego jeszcze trzeba by było mieć trochę odwagi i kompetencji społecznych, bo jak tu uznać to za coś dobrego jak dostajesz zawału, gdy ktoś kto mieszka za ścianą się z tobą wita na korytarzu). ale skoro można to czemu nie poświęcić tych paru minut na konwersację z panią z biblioteki, nie powiedzieć dziewczynie w koszulce ulubionego zespołu, że fajna koszulka albo też się to lubi, odpowiedzieć coś więcej niż "spoko, nic ciekawego" jak w kolejce nawinie się ktoś znajomy i spyta, co u ciebie, jeśli ktoś ma się z tego powodu uśmiechnąć albo podbije ci to o 5% nastrój.
hm, niszowo. jeszcze się nie spotkałam, żeby ktoś coś takiego robił, ale brzmi ciekawie. osobiście nie bardzo górowa jestem, znaczy polskie góry są piękne, ale pochodzić miałam przyjemność parę razy w życiu i do tego przydałaby się w miarę przyzwoita kondycja…
praktycznie rzecz biorąc to tylko przeskok cyferki. niewiele to zmienia i ludzie nie zaczną cię nagle zupełnie inaczej postrzegać. ale rozumiem, też się zaczynam czuć staro (chociaż jak ktoś mnie nie zna to zazwyczaj jest zdziwiony ile mam lat. dziś gadałam ze znajomym ze szkoły, coś wspomniałam, że robię kurs na prawko, a on w szoku, że już mogę i pyta ile ja mam lat, chociaż mówiłam mu co najmniej dwa razy, że jestem w maturalnej. w wakacje też poznałam trochę ludzi i zazwyczaj byli skonfundowani jak mówiłam, że zaraz mam 18. o ironio jak byłam dzieciakiem to mi dawali w drugą stronę, z dwa lata więcej)
chętnie przygarnę jakiś namiar na ciebie, skoro cię tu nie będzie za dużo.
o to czekam, a ty też się trzymaj i miłego <3

Odpowiedz
pokaż więcej odpowiedzi (1)
auroraborealis

auroraborealis

AUTOR•  

ostatnimi czasy mam wrażenie, że stałam się monotematyczna, albo nawet gorzej, bo pewne wpisy, dodawane tu niedawno, w moich oczach nawet nie posiadały jakiejś konkretnej tematyki, nie poruszały żadnego konkretnego problemu, po prostu były.
ale szczerze mówiąc, już dłuższy czas temu doszłam do wniosku, że posiadanie konta na tej stronie to trochę moja osobista terapia, nawet jeśli mam komu się wygadać irl i nawet jeśli shitpostuję. no bo wpisy na tej stronie mają swój osobisty vibe i z jakiegoś powodu pisanie ich jest przyjemne, nawet jeśli nikt ich nie przeczyta, albo zrobią to 2-3 osoby. po prostu sentyment trzyma tą moją potrzebę napisania czegoś tutaj od czasu do czasu, a ja nie protestuję.

otóż muszę się podzielić tym, że ostatnio u mnie zaskakująco dobrze, a porównując z zeszłym rokiem, nawet bardzo dobrze. nie mogę powiedzieć, żeby moja motywacja do wszystkiego wróciła do takiego poziomu jak kiedyś, bo tak nie jest i wydaje mi się, że już nigdy nie będzie. pewne sytuacje zmieniły mnie do tego stopnia, że już raczej nigdy nie będę huraoptymisyką, moje różowe okulary wyblakły i zostało mi bycie realistką. staram się nie przebodźcować, więc nie ekscytuję się za bardzo jeśli nie ma czym, do tego bardzo oszczędzam optymizm i wolę zobaczyć, co będzie dalej i ocenić sytuację po fakcie, bo przejechałam się za dużo razy wyciągając zbyt pochopnr wnioski. wydaje mi się, że to już nie kwestia jakichś moich wewnętrznych problemów, a po prostu dorosłam.

mimo, że wiele rzeczy mi przeszkadza, wydaje mi się, że warto żyć dla tych drobnych czy większych zmian, cięższych momentów w życiu, własnych zainteresowań, czy czegokolwiek, co przynosi radość. wszyscy "specjaliści" mówią, że trzeba znaleźć jakiś cel w tym wszystkim, coś co nas napędza. nie wydaje mi się, żeby to była do końca prawda. tzn. na pewno z celem jest łatwiej, ale prawdziwa sztuka to nauczyć się żyć bez niego. żyć po prostu i nie mieć wyrzutów sumienia, że się żyje.

system edukacji i presja społeczna indoktrynują nas od małego, wciskając, że trzeba znaleźć ten przeklęty cel i "być kimś". celem nie mogą być spacery, czy czytanie książek, albo słuchanie muzyki, bo to byłoby zbyt płytkie, w ten sposób nie robi się przecież kariery, nie jest się pożytecznym dla ogółu i nie zarabia. ale co jeśli to jest właśnie ten prawdziwy cel? żeby być zwyczajnie szczęśliwym człowiekiem? albo względnie szczęśliwym?
nie wiem, ale wydaje mi się, że może tak być.

kiedy byłam młodsza i zaczęłam operować własnymi pieniędzmi, myślałam, że można się uszczęśliwiać kupowaniem rzeczy. i owszem, można. ale w pewnym momencie dotarło do mnie, że już wszystko mam i nie ma takiej rzeczy, którą mogłabym zapełnić lukę. a luką było po prostu polubienie przebywania we własnym towarzystwie. brak jakiegoś wiszącego celu i perspektyw, albo moich niewykorzystanych "talentów", które przecież trzeba wykorzystać, bo jest ileśtam osób na moje stanowisko domniemanej pracy.

mam to gdzieś. pod koniec sierpnia pisałam, że dobija mnie to, że nie wiem nic. dzisiaj wydaje mi się, że to dobrze, bo dzięki temu szukam. czy gdybym poszła bezmyślnie na jakiś kierunek studiów, który nie do końca współgra z moimi zainteresowaniami, szukałabym dalej? pewnie nie.
obudziłabym się za kilka lat, mając tytuł magistra i zero pojęcia o tym, co lubię robić, a także zero czasu na pasje.

nie mogę powiedzieć, żebym była mistrzynią w rozwijaniu swoich zainteresowań, bo ostatnio czasu mam mniej niż chęci (o dziwo) i muszę priorytetować pewne rzeczy kosztem innych. ale staram się i wiem na pewno, że jeśli kiedykolwiek zdecyduję się pójść standardową ścieżką studia —> kariera, zrobię wszystko, żeby móc rozwijać to, na co mam ochotę. żeby móc nadal być sobą i nie zaniedbać zainteresowań.
jeżeli więc okaże się, że nie wybiorę w przyszłym roku żadnego kierunku, albo wybór będzie taki sam jak kilka miesięcy temu, pójdę swoją drogą. jakąkolwiek, byle była moja własna.

nie sądzę, żebym kilka miesięcy temu myślała to samo, bo byłam w zupełnie innym miejscu, ale cieszę się, że doszłam do takich wniosków.
nie czuję tych wystrzałów endorfin myśląc o tym, czym mogłabym się zajmować w przyszłości bez studiów, albo wykorzystując jakieś swoje artystyczne umiejętności, ale nie czuję też jakiegoś wstrętu. tylko spokój.

ostatnimi czasy poza pracą zajmuję się porządkowaniem całego życia, żeby wszystko się jako tako trzymało. idzie mi to nienajgorzej i w takich momentach cieszę się, że mam gdzieśtam na to czas.
poza tym wracam do regularności w pewnych rzeczach, znowu gotuję sama (jak najdalej od kupnego gowna), jeszcze tylko jakaś aktywność fizyczna i będzie bingo. i chociaż nie jestem mistrzynią produktywności, tracę czas na gapienie się w ścianę albo myślenie o kwestiach, które nie przybliżą mnie nigdy do wielkiej kariery czy bogactwa, jest mi całkiem dobrze i czuję się dość stabilnie. i co najlepsze, gdyby teraz wszystko okazało się niewypałem, nie skończyłoby się to załamaniem nerwowym ani półtorarocznym spadkiem wszelkiej motywacji. stwierdziłabym, że w sumie spoko i poszła dalej.

dziękuję za przybycie na mojego tedtalka.

Odpowiedz
5
RunWildRunFree

RunWildRunFree

Chciałabym zaznaczyć że z wpisu z którym jak zwykle mogę się utożsamić (jak ty to robisz kobieto) trafia do mnie ten akapit:
„system edukacji i presja społeczna indoktrynują nas od małego, wciskając, że trzeba znaleźć ten przeklęty cel i "być kimś". celem nie mogą być spacery, czy czytanie książek, albo słuchanie muzyki, bo to byłoby zbyt płytkie, w ten sposób nie robi się przecież kariery, nie jest się pożytecznym dla ogółu i nie zarabia. ale co jeśli to jest właśnie ten prawdziwy cel? żeby być zwyczajnie szczęśliwym człowiekiem? albo względnie szczęśliwym?
nie wiem, ale wydaje mi się, że może tak być.”
kiedy ktoś ubiera twoje myśli w słowa i nadchodzi to takie dziwne uczucie… dziękuję że napisałaś coś czego ja nie potrafiłam

Odpowiedz
1
auroraborealis

auroraborealis

•  AUTOR

@RunWildRunFree ja po prostu piszę co myślę, niemniej jednak bardzo się cieszę, że to do Ciebie trafia i że możesz się z tym utożsamić <3

Odpowiedz
1
pokaż więcej odpowiedzi (10)