Patryk

lonely_sunflower_

Patryk

lonely_sunflower_

imię: Blanka

miasto: Słonecznikowa łąka

www: vod.tvp.pl

o mnie: przeczytaj

1772

O mnie

pisanie, książki, tworzenie, kultura🖋️🤎 patriotyzm, historia, pamięć, tożsamość🇵🇱🤎 wiara i duchowość✝️🤎 folklor i Słowiańszczyzna (zwłaszcza wschodnia)🌾🤎 przemyślenia🍂🤎 piękno dnia codziennego🌼🤎 miłość, uśmiech, pokój🥰🤎

Od... Czytaj dalej

Ostatni wpis

lonely_sunflower_

lonely_sunflower_

Cześć. Naprawdę nie sądziłam, że jeszcze kiedyś zaloguję się na tę stronkę i ode... Czytaj dalej
Przy pomocy wpisów możesz zadać autorowi pytanie, pochwalić go, poprosić o pomoc, a przede wszystkim utrzymywać z nimi bliższy kontakt. Pamiętaj o zachowaniu kultury, jesteś gościem :)

*Jeśli chcesz odpisać konkretnej osobie, użyj funkcji " Odpowiedz" - osoba ta dostanie powiadomienie* ×

Zaloguj się, aby dodać nowy wpis.

Wpisy autora: Wróć do wszystkich wpisów
lonely_sunflower_

lonely_sunflower_

AUTOR•  

(Na Instagramie rozbiłam to na dwa posty, tutaj wstawię jako jeden wpis)
Niekiedy zdarza się, że dzieło ze wszech miar wybitne pozostaje nieznane, niedoceniane, nie schlebia gustom ogółu. Zwykle przyczyną jest to, że ówczesne społeczeństwo nie jest na nie gotowe, nie potrafi docenić talentu autora, który stylem i horyzontami myślowymi wyprzedza swoją epokę. Zapewne z tego powodu Vincent van Gogh sprzedał tylko jeden ze swoich obrazów, Cyprian Kamil Norwid dokonał żywota w przytułku dla ubogich, a o ,,Lalce” Bolesława Prusa mówiono początkowo jako o ciężkiej, chaotycznej powieści bez pomysłu na losy głównego bohatera.

W przypadku ,,Nadberezyńców” Floriana Czarnyszewicza było inaczej. Z zachwytem pisały o nich największe polskie autorytety literackie, takie jak Czesław Miłosz i Melchior Wańkowicz. Nie trafiali wyłącznie w gusta humanistycznej elity, wszak porównywano ich do kochanych przez Polaków ,,Pana Tadeusza”, ,,Nad Niemnem”, ,,Krzyżaków” i sienkiewiczowskiej Trylogii, a gdy ukazali się w 1942 roku, z wypiekami czytali ich polscy żołnierze na Zachodzie. Witold Gombrowicz skarżył się, że Czarnyszewicz jest od niego znacznie popularniejszy wśród argentyńskiej Polonii (no cóż, panie Witoldzie, ,,my Sławianie, my lubim sielanki”). Utwór znakomity pod względem walorów artystycznych, miał jednocześnie wszystkie cechy, którymi mógł zaskarbić sobie sympatię szerokich mas czytelników. Dlaczego zatem jednej z najpiękniejszych polskich powieści XX wieku w kraju niemal nie czytano i po dziś dzień pozostaje znana tylko dość wąskim środowiskom, nigdy nie stała się lekturą szkolną, nie weszła do oficjalnego ,,kanonu klasyki”?

Winny jest jeden: komunistyczna cenzura. W PRL Czarnyszewicz był persona non grata ze względu na swój życiorys (a o nim przeczytacie na powyższych kafelkach), a jego twórczość – skazaną na zapomnienie, tak samo jak losy tych, o których opowiadała: polskiej szlachty zagrodowej znad Berezyny i Dniepru. Spadkobierców jagiellońskiej idei. Pogrobowców Wielkiego Księstwa Litewskiego i Rzeczypospolitej Obojga Narodów. Pracowitych, krzepkich i dzielnych kresowiaków, którzy zachowali pamięć o swoim pochodzeniu mimo zubożenia i pauperyzacji, stu kilkudziesięciu lat rusyfikacji i i represji. Polskich patriotów i katolików ze wschodniej Białorusi. Ofiar największych bolszewickich zbrodni. W następnym poście napiszę kilka (dobrze, kilkaset) słów o utworze, który poruszył moje najczulsze struny – jako pasjonatki historii, polskiej patriotki przesiąkniętej etosem wielonarodowej Rzeczypospolitej, osoby duchowo związanej z dziejami Kresów. Powiem wprost – przepadłam w tym świecie, pokochałam go, nad niejednym fragmentem płakałam ze wzruszenia i zachwytu, a jednocześnie przygnębienia, spowodowanego świadomością, jakim był kres żywiołu polskiego na tych ziemiach…. Oddanie uczuć i przeżyć, głębia myśli, dokładność i realistyczność opisów, bogactwo języka, zdolne wskrzesić to, co starła bezlitosna Historia i ludzka niepamięć, i poruszyć czytelnika nawet po wielu latach – to czyni literaturę Wielką. I to wszystko osiąga w ,,Nadberezyńcach” rzadko spotykane rozmiary.
Mimo przyrzeczenia, że nie będę kupowała nowych książek, zamówiłam trzy pozostałe utwory Czarnyszewicza, które są tematycznym i ideowym dopełnieniem ,,Nadberezyńców” (a jedna, zdaje mi się, powieść, także kontynuacją losów niektórych postaci – ją zwłaszcza muszę przeczytać, zważywszy na otwarte zakończenie). Już teraz wiem, że ta tetralogia będzie dla mnie szczególnym cyklem…

*

,,Najbardziej tragiczny list otrzymałem od siostry w roku 1937, zamężnej już za Uścinowiczem. Przysłała mi rejestr deportowanych na Sybir, w którym znalazł się jej mąż, brat i kilku moich kolegów z Wojska Polskiego” – wspominał Florian Czarnyszewicz. W strasznym 1937 mijało 13 lat, od kiedy zamieszkał w Argentynie. Jednocześnie rozpoczynała się operacja polska NKWD, która miała położyć kres mniejszości polskiej na terenach ZSRR. Pozostających na Białorusi bliskich emigranta zesłano, jego brata rozstrzelano – wyłącznie za polskość…

Czarnyszewicz wiedział, że z ziemią zrównano nie tylko jego rodzinny zaścianek, ale i cały bujny świat polskich Kresów. Chwycił zatem za pióro i pięknem swej prozy przywrócił go do życia, z mistrzowskim realizmem namalował słowami swój ,,kraj lat dziecinnych”, dając bodaj jedyne w naszej literaturze świadectwo kultury, mowy, obyczajów i historii – a przy tym tak dotkliwej tragedii – szlachty zaściankowej za Berezyną. Stworzył epicką i realistyczną panoramę lat 1911-1920, zawarł w niej realia życia tamtejszych Polaków u kresu Imperium Rosyjskiego, podczas I wojny światowej, leninowskiej rewolucji, działalności I Korpusu Polskiego gen. Józefa Dowbora-Muśnickiego i wojny z bolszewikami. Tło historyczne jest fenomenalne i stanowi ogromny walor powieści.

Nie jest to jednak chłodna kronika ani li tylko cykl obyczajowych obrazków – to pulsujący uczuciami obraz bezpowrotnej minionej rzeczywistości, choć podszyty rzewnością i nostalgią, to niezwykle barwny, porywający; niekiedy wzruszający, niekiedy pogodny i zgoła zabawny. Podniosła atmosfera oczekiwania na polskie wojska między bezkresnymi łąkami i puszczami Białorusi, wymowa ideowa, uczuciowy pierwiastek, nieustannie pobrzmiewająca nuta tęsknoty za utraconą Ojczyzną, zmysłowość i artyzm opisów – czynią tę książkę magnetyczną, a proces jej czytania jak gdyby mistycznym. Strony ,,Nadberezyńców” iskrzą polskością pomimo wszystkich białorutenizmów i rusycyzmów, którymi przesycone są wypowiedzi bohaterów. Jednocześnie tryska z nich potok miłości – do narodu i kraju, do krajobrazów i przyrody ojczystej ziemi, do ludzi i świata. Życie ludzkie odbija się w nich niczym w wielkim zwierciadle. Posiadają cechę, która świadczy o idealnej powieści historycznej – mikroświat, którym jest życie lokalnej społeczności, relacje międzyludzkie, a przede wszystkim sfera emocji i myśli jednostki, zestawiony jest ze światem Wielkiej Historii, i nieustannie rzutują na siebie nawzajem. Tekst można poczuć wszystkimi zmysłami. Bogactwo ludzkich charakterów i ich przeżyć, a także niesamowita kwiecistość (i przy tym niezwykła lekkość!) języka, czyni go prawdziwym, naturalnym.
Właśnie, język – nie byłabym sobą, gdybym nie zwróciła na niego uwagi. Oddanie kresowego dialektu, jako miłośniczkę wschodniej Słowiańszczyzny, bez reszty mnie zauroczyło. Zdaje sobie sprawę, że w lekturze pomogła mi znajomość języka rosyjskiego i białoruskiego, a większości współczesnych, posługujących się tylko klasyczną polszczyzną czytelników ciężko byłoby bez przypisów zrozumieć niektóre dialogi (skądinąd mam nadzieję, że powstanie nowe, ładniejsze i lepiej opracowane wydanie tej książki, gdyż to ważny krok w jej popularyzacji – nie wpływa ono jednak na moją ocenę, bo recenzuję tekst literacki, a nie współczesny egzemplarz). Świadectwo mowy tamtejszych Polaków jest jednak ważne z językoznawczego punktu widzenia, a czytającego wprowadza w niepowtarzalną atmosferę Kresów, początkowo zaskakuje, później fascynuje i zachwyca. Zapoznanie się z nim to wyjątkowe doświadczenie czytelnicze.

Czarnyszewicz przenosi nas do Smolarni, polskiego zaścianka wzorowanego na jego rodzinnej wsi. Jej mieszkańcy, choć szlacheckiego pochodzenia, są prostymi, ciężko pracującymi ludźmi. Od okolicznego białoruskiego chłopstwa odróżnia ich jednak nie tylko język i religia, ale także polityczna i narodowa świadomość, mentalność i zwyczaje. Jeśli komuś zdaje się, że ta panorama jest refleksyjna i barwna, lecz przy tym powolna i monotonna – odpowiadam mu: ,,nic bardziej mylnego!”. ,,Nadberezyńcy” to także przygoda, romans, najczystszy ,,eastern”. Z mozaiki postaci najważniejsza okazuje się trójka bohaterów, którym towarzyszymy przez okres ich dorastania, obserwujemy ich przemiany, kształtowanie własnej tożsamości, przyjaźnie i miłości. Błyskotliwy i sprytny Stach Bałaszewicz, chcący nieprzeciętnym umysłem przysłużyć się Ojczyźnie, silny i odważny (może nieco zbyt odważny) Kościk Wasilewski, który niczym Andrzej Kmicic pokutuje za swój wybuchowy temperament i zmywa dawne winy zasługami dla Polski, największa smolarska piękność Karusia Sokołowska, przeradzająca się z płochej zalotnicy w wierną, honorową pannę i gorącą patriotkę – zdają się jak żywi i wzbudzają niepohamowaną sympatię. Wątek miłosny między dwoma ostatnimi to jedna z najbardziej urokliwych książkowych relacji, o których dane było mi czytać. W fabule nie brakuje zawiłych perypetii, zaskakujących zwrotów akcji, elementów komizmu, intryg, wątków sensacyjnych, ,,szpiegowskich”, a nawet militarnych. Od wartkich, awanturniczych historii ciężko było mi się oderwać.

,,Nadberezyńcy” to powieść doskonała, wielowymiarowa, bijąca kresowym duchem, wyjątkowa. Czesław Miłosz słusznie porównywał ja do narkotyku. To, że tak ważny i fascynujący utwór nie jest powszechnie uznawany za klasykę i czytany przez Polaków, to niepowetowana strata dla polskiej humanistyki. Chyba zbyteczna jest ocena tego arcydzieła w skali liczbowej. Czytajcie, moi drodzy!

Odpowiedz
6
WeraHatake

WeraHatake

@lonely_sunflower_ Opisujesz to z taką szczerą pasją, że chyba każdy mógłby zaciekawić się tym kawałkiem polskiej historii ^_^

Odpowiedz
1
IloveFantasy

IloveFantasy

@lonely_sunflower_ przeczytałam, odnalazłam twój instagram i jestem zaciekawiona! 💜

Odpowiedz
1
pokaż więcej odpowiedzi (4)
lonely_sunflower_

lonely_sunflower_

AUTOR•  

🧡Słyszałam najróżniejsze opinie o J.I. Kraszewskim – od zachwytu i nazywania jednym z najwybitniejszych polskich literatów, po zarzuty ,,aczytalności”, frustrującego dziś dydaktyzmu i zupełnej dezaktualizacji jego prozy w dobie XXI wieku. Sama, dwa razy sięgając po jego utwory, dałam im carte blanche – i po raz drugi z czystym sumieniem mogę stwierdzić, że czytanie ,,Bolesławity” to prawdziwa czytelnicza ,,uczta”. Lektura ta nie była przełomowym doświadczeniem w moim życiu, jednak nie była też rozrywką na kilka dni, o szybko się zapomina. Odkładając egzemplarz na półkę, początkowo nie mogłam powiedzieć nic ponad zwyczajne: ,,Dobra, naprawdę dobra książka”. Po ,,Hrabinę Cosel” (1873) – pierwszą część słynnej Trylogii Saskiej i jedną z najpopularniejszych powieści J.I. Kraszewskiego – sięgnęłam wiedziona swoją wielką pasją do historii, a także pozytywnymi wrażeniami po poznaniu,,Ulany” (1842), jednego z ludowych utworów pisarza. Dziś jestem w stanie zauważyć kilka podobieństw między tymi na pozór zupełnie różnymi opowieściami – obie ukazują nieszczęśliwe, oszukane kobiety, zgubione przez miłość do niewłaściwego mężczyzny i niezrozumiane przez otoczenie. Choć jedna z nich jest poleską chłopką, a druga – królewską metresą, głębia ludzkich uczuć i skala cierpienia pozostaje niezmienna, niezależnie od majątku i tytułu…
🧡Akcja rozpoczyna się podczas alkoholowej libacji, którą król Saksonii i RON – August II Mocny – odbywa wraz z najważniejszymi urzędnikami na swoim dworze, rozgoryczony porażkami na frontach III wojny północnej i utratą polskiej korony. Wówczas dowiaduje się o Annie Hoym, niezwykle pięknej, choć nieznanej szeroko w Dreźnie i żyjącej na prowincji żonie swego ministra. W wyniku zakładu Hoymowa zmuszona jest przybyć do stolicy i – czego wszyscy się spodziewali – natychmiast wzbudza w kochliwym królu płomienne pożądanie. Wykształcona, odważna, uczciwa i przede wszystkim bez miary dumna, różni się od poprzednich kochanek władcy. Pewnego dnia, otoczona jeszcze blaskiem chwały, słyszy od łużyckiej wróżbitki: ,,Po długim szczęściu czeka cię dłuższa, o, dłuższa pokuta!”. Słowa te zdają się zwiastować serię dramatycznych wydarzeń…
🧡Utwór jako powieść historyczna okazuje się bardzo wartościową pozycją. Kraszewski sam pisze, że historia Anny Cosel sama przez się – taka, jak przedstawiają ją materiały źródłowe – była wystarczająco ciekawa i poruszająca, by nie uzupełniać jej wyobraźnią, nie dodawać zbyt wielu fikcyjnych postaci i zdarzeń. W tej sytuacji wrażenie robi zarówno jego wiedza historyczna, umożliwiająca utkanie z faktów tak barwnej fabuły, jak i literacka wrażliwość, dzięki której tchnął życie w historyczne postaci, a ich uczucia i motywacje uczynił w oczach czytelnika zrozumiałymi, realnymi. ,,Hrabina Cosel”, naturalnie, ukazuje więcej szczegółów społeczno-obyczajowych niż polityczno-militarnych, zarysowane zostają jednak losy wojny północnej czy realiów panowania Augusta II. Autor bezlitośnie obnaża wady władcy – niestałość, podatność na wpływy, rozrzutność, rozwiązłość, hedonizm… – a także degrengoladę XVIII wieku; tragiczny los, pozornie mających wszystko, kobiet; realia życia w Saksonii, gdzie więcej pieniędzy poświęcano na jarmarki, polowania, bale i zbytki dworu, niż armię podczas toczącej się wojny.
🧡Historia zaabsorbowała mnie już od pierwszych stron i jakkolwiek od początku czułam, że zakończy się tragicznie – z zainteresowaniem czytałam kolejne rozdziały. Szczególnie duże emocje wzbudził we mnie finał, od którego ciężko było mi się oderwać i który nie tyle może, co wyjątkowo mnie zaskoczył, co poruszył i porwał dramatyzmem, uczuciowością, wartkością zdarzeń. Trzeba jednak przyznać, że środek opowieści momentami bywał monotonny – przez pewien czas, gdy zawiązała się już właściwa akcja, a daleko było jeszcze do końca, ciągłe opisy zbytków, rozpasania saskich elit i intryg na Cosel wydawały mi się odrobinę schematyczne. Czekałam na zdecydowany zwrot akcji, przełom w fabule – i finalnie otrzymałam go, choć nieco później, niż go oczekiwałam. Opowieść jest przede wszystkim miłosna, pozbawiona wielowątkowości i wyraźnie podzielona na ,,dobrych” i ,,złych”, nie można jej jednak uznać za banalną. Traktuje nie tylko o miłostkach króla, lecz i o zmienności ludzkich losów, konsekwencjach płynących ze ślepego zakochania; ukazuje portret buntowniczej, targanej namiętnościami kobiety, szlachetnej jednostki wtłoczonej w świat ludzi występnych i małych – a wszystko to dopełnia dobre studium psychologiczne i znakomicie wykreowane tło historyczne. Kraszewski pięknie maluje słowami, bogactwo języka nadaje tekstowi duże walory artystyczne i sprawie, że można poczuć go całym sobą. Wszystko to czyni ,,Hrabinę Cosel” klasyką gatunku, jednym z piękniejszych romansów polskiej literatury, a nie nawiną, jałową opowiastką. Powieść emanuje emocjami, zmysłowością, bólem, samym życiem, a choć napisana 150 lat temu i traktująca o zdarzeniach sprzed ponad 300 lat – jej problematyka nie traci na aktualności. Zmieniają się czasy – ludzka natura pozostaje jednak niezachwiana…
🧡W skali od 1 – 10 przyznaję ,,Hrabinie Cosel” solidną 8️⃣

Odpowiedz
7
lonely_sunflower_

lonely_sunflower_

•  AUTOR

@.Anja łamiesz mi serce💔 no ale rozumiem, gusta są różne i to jest właśnie piękne😄

Odpowiedz
1
WeraHatake

WeraHatake

@lonely_sunflower_ Wyczerpująca, ciekawa recenzja ♥ W sumie w temacie Hrabiny Cosel jestem o tyle, że w zeszłym roku byłam w zamku Stolpen, także tym bardziej miło mi się czytało to, co napisałaś, choć wspomnianej książki nie czytałam ^_^

Odpowiedz
1
pokaż więcej odpowiedzi (4)
lonely_sunflower_

lonely_sunflower_

AUTOR•  

Zaraz powstawiam Wam moje recenzje z ig😗 Na pierwszy ogień idzie ,,Hrabina Cosel" J. I. Kraszewskiego, a później dość długi wpis (trochę esej xD) na temat wspomnianych już ,,Nadberezyńców" F. Czarnyszewicza. Kiedy napiszę kolejną, również ją tu dodam, bo czemu nie.

Odpowiedz
5
rilanrin

rilanrin

@lonely_sunflower_ mogłabym poprosić o Twoją nazwę na Instagramie? Bardzo chciałabym zaobserwować Twoje konto!!

Odpowiedz
1
lonely_sunflower_

lonely_sunflower_

•  AUTOR

@rilanrin pewnie, zaraz wyślę na priv <3

Odpowiedz
1
lonely_sunflower_

lonely_sunflower_

AUTOR•  

Tylko osoby, które na co dzień czytają dużo starych lub historycznych powieści, a zwłaszcza samemu piszą te drugie, wiedzą, jak to jest, kiedy w nowoczesnym eseju zaczynasz posługiwać się archaicznymi zwrotami i niedzisiejszą konstrukcją zdań XDD Najpierw ciężko się jest przyzwyczaić do starego języka, ale później jeszcze ciężej jest się od niego odzwyczaić…
Swoją droga, przeczytałam ,,Nadberezyńców" Floriana Czarnyszewicza i muszę Wam powiedzieć, że dawno nie spotkałam się z tak wspaniałą książką. To chyba moja nowa ulubiona, albo jedna z ulubionych. Najpewniej dlatego, że moja dusza jest częściowo na Kresach Wschodnich (co zabawne, nie ma to nawet związku z pochodzeniem, albo nie mam dowodów, by miało, ale powody tego przywiązania już pomińmy) i powieść porusza moje najwrażliwsze struny, jednakże utwór obiektywnie jest wybitny i uważam, że jak najwięcej osób powinno się z nim zapoznać. Niesamowite bogactwo języka i charakterów, wartka, awanturnicza fabuła, urokliwy wątek romantyczny, wspaniałe tło historyczne i refleksje o Polsce, no i cały klimat, cała epickość tej panoramy – to po prostu porusza, uderza, zapiera dech, porywa. I boli, tak strasznie boli, gdy pomyślę o losie tych zim i mieszkających na nich Polaków… Dla mnie czytanie ,,Nadberezyńców" było czymś więcej niż lekturą – było niemal mistycznym doznaniem i przeniesieniem się w jakiś inny, miniony już świat, który autor przywraca do życia pięknem swojej prozy…
Warto wspomnieć, że choć przysięgłam sobie, że nie będę kupowała nowych książek i twardo się tego trzymałam, to ostatnie oszczędności przeznaczyłam właśnie na następne książki Czarnyszewicza. Po pierwsze dlatego, że ,,Nadberezyńcy" mają otwarte zakończenie i ,,Wicik Żywica" to ich częściowa kontynuacja – a ja po prostu muszę poznać dalsze losy bohaterów. Po drugie dlatego, że wciąż mi mało tych kresowych opowieści, przygód i intryg, szlacheckiej braci z ubogich zaścianków, a do tego prawdziwej eksplozji patriotycznych uczuć, podniosłej atmosfery oczekiwania na polskie wojska między Berezyną i Dnieprem, bezkresnymi puszczami i łąkami Białorusi… Przepadłam w tym świecie, pokochałam go całą sobą. Czekałam na książkę, która coś we mnie zmieni, i ta zmieniła – może nie mój charakter i nie mój światopogląd, bo w nim raczej utwierdziła (co też jest ważne!), ale utkwiła mi gdzieś głęboko w duszy i sprawiła, że na niektóre kwestie będę patrzyła przez jej pryzmat. Jest to pewna duchowa, emocjonalna, specyficzna zmiana. Czytajcie Czarnyszewicza, moi drodzy, czytajcie, a jak przeczytacie, to mówcie wszystkim o tych arcydziełach, które PRL-owska cenzura chciała wyrwać z naszej świadomości (jak cały los Polaków na Kresach)! Ja na pewno będę mówiła!
A Wy, polecacie jakieś niedawno poznane powieści?
Swoją drogą, powoli przekształcam swoje konto na IG na bookstagram i jeśli chcecie, to mogę Wam a) podać nazwę na priv (piszcie), b) wstawiać recenzje też tu (dajcie znać w komentarzach, czy to ma sens).

Odpowiedz
11
.lovelyz.

.lovelyz.

Stare książki mają taki super vibe, chyba po tej recenzji dodam to na listę do przeczytania🤌
obecnie czytam "Noce i dnie" Marii Dąbrowskiej, jestem nią zachwycona, chociaż idzie mi dośc wolno
jak to czytam to mam takie wrażenie że bohaterowie serio istnieli, mają tak rozbudowany charakter i całe tło też mi bardzo przypadło do gustu ^^
idk, obserwuję Cię od niedawna, ale jeżeli chcesz to ja chętnie się dowiem, jak nazywasz się na ig :>

Odpowiedz
2
WeraHatake

WeraHatake

@lonely_sunflower_ Super, że mogłaś przeczytać książkę, która tak mocno Ci się spodobała ♥

Myślę, że pomysł wstawiania recenzji książek też tutaj jest trafiony :D

Odpowiedz
1
pokaż więcej odpowiedzi (11)
lonely_sunflower_

lonely_sunflower_

AUTOR•  

Kurczę, dlaczego moje konwersacje z ludźmi (jako INFJ) zaczynają się dosłownie od d*** Maryny, a kończą na rozmowie o cudzych traumach pokoleniowych i próbach leczenia ich o wpół do północy…

Odpowiedz
8
.lovelyz.

.lovelyz.

@lonely_sunflower_ infjs też są super:3 chociaż myślę, że jestem bardziej ambiwertykiem

Odpowiedz
1
lonely_sunflower_

lonely_sunflower_

•  AUTOR

@.lovelyz. ja też bardziej ambi niż intro😅 Ale u INFJ ten typ introwersji jest trochę specyficzny, bo choć jesteśmy dość cisi, zamknięci w sobie i musimy trochę regenerować się po długich spotkaniach, to mamy w sobie coś ze społeczników, lubimy ludzi i zwykle nie cech**e nas zbytnia nieśmiałość. No to dość ciekawa mieszanka. Tak czy inaczej, zwykle stajemy się darmowymi terapeutami naszych znajomych, to już jakąś klątwa xD

Odpowiedz
2
pokaż więcej odpowiedzi (11)