Obóz letni – Era Huncwotów

Zaznacz poprawną odpowiedź, aby przejść do następnego pytania.
Zauważyłeś literówkę, błąd ortograficzny lub stylistyczny? Napisz do nas.
Sprawdź najnowsze posty na Instagramie! @samequizy

Komentarze sameQuizy: 48

LunaNataliaLovengoodd

LunaNataliaLovengoodd

Lupin…

Odpowiedz
1
CuteCow

CuteCow

Remus Lupin spoko

Odpowiedz
martucha10xd

martucha10xd

James… CHOLERA

Odpowiedz

paulawwra

Remus lupin

Odpowiedz
JestemPotterHead

JestemPotterHead

Syriusz Black
Moi rodzice to najbardziej asertywni ludzie na Ziemi. Doszłam do takiego wniosku, kiedy mimo moich błagań, płaczów i najsłodszych min jakie byłam w stanie zrobić, nie zmienili zdania – w te wakacje jadę na obóz rysunkowy koniec i kropka. Owszem, kochałam rysować, ale nie specjalnie mam ochotę spać w obcym miejscu i mieszkać z obcymi ludźmi przez dwa tygodnie. W końcu poddałam się i zgodziłam. Z miną skazańca pakowałam się i wyglądając, jakbym szła na ścięcie, wsiadłam do autobusu.
Nie bałam się, o nie. Jako dumna, mugolskiej krwi Gryfonka, byłam bardzo odważną osobą. Po prostu… nie lubiłam spędzać wakacji na obozach. Ostatnim razem, a było to trzy lata temu, złamałam nogę i rękę, omal nie spadając z przepaści. W dodatku dwie dziewczyny, z którymi przypadło mi mieszkać, nienawidziły mnie tak bardzo, że aż się dziwiłam, że jest to możliwe. Było to niezwykłe, zwłaszcza, że nie dałam im powodu do nienawiści.
Rysować zaczęłam w pierwszej klasie Hogwartu. Kiedy dowiedziałam się o moich magicznych zdolnościach, byłam nieźle podekscytowana. Jednak kiedy dotarłam do Hogwartu i po raz pierwszy weszłam do klasy Historii Magii, mocno się zawiodłam. Przedmiot był obrzydliwie wręcz nudny. Do tego stopnia, że zaczęłam machinalnie mazać ołówkiem po książce, rysując cokolwiek.
Kiedy spojrzałam na książkę rozbudziłam się natychmiast. Nie sądziłam, że mam talent artystyczny. Rysunek przedstawiał oko, jednak było ono zadziwiająco dokładne i piękne, jak na kogoś kto nigdy nie rysował. Zaczęłam szkicować więcej rzeczy – całą klasę, ławkę, nawet portret pewnej szatynki z mojego domu. Byłam tym po prostu oczarowana.
W te wakacje mieliśmy z rodzicami wyjechać na Hawaje. Czytałam w starej książce z Zakazanego Działu o tajnych źródłach ukrytych w ciepłych krajach i bardzo chciałam sprawdzić czy naprawdę istnieją. A i owszem jedziemy.
Jednak rodzice stwierdzili, że dwa tygodnie bez magii dobrze mi zrobi. Twierdzą, że muszę się czasami oderwać od magii. Łatwo im mówić.
Jestem krwi mugolskiej, nic dziwnego, że rodzice woleliby mieć czasami przerwę od mojego gadania o eliksirach czy nowych zaklęciach. Ale z natury jestem osobą gadatliwą i kiedy coś mnie interesuje, nie potrafię przestać o tym mówić.
Wygląda na to, że po prostu będę musiała to przetrwać. Bez magii. Bez książek. Z ołówkiem w gębie.
Kiedy zatrzymaliśmy się, odetchnęłam z ulgą widząc mój ulubiony fast food. Każdy miał godzinę na zamówienie czegoś w McDonald’s, skonsumowanie i wrócenie do autobusu.
Rzuciłam frytkę w czarne włosy jakiegoś chłopaka przede mną. Nudziło mi się i postanowiłam kogoś podenerwować. Ze zdziwieniem zobaczyłam, że chłopak odwrócił się do mnie z cwaniackim uśmiechem.
– Tak się bawimy? – powiedział i rzucił we mnie wafelkiem z lodami. Warknęłam ze śmiechem i rzuciłam w niego kawałkiem bułki z keczupem, a czerwona maź rozprzestrzeniła się po jego twarzy. Po kilkuminutowej wojnie na jedzenie na środku McDonalda, uspokoiła nas wychowawczyni. Chłopak przysiadł się do mnie, cały umazany od ketchupu i lodów truskawkowych. Kilka frytek tkwiło w jego włosach.
– To był zaszczyt prowadzić tak zażartą i wyrównaną bitwę z panią. Syriusz Black.
– Nawzajem panie Black. [T.I.] [T.N.].

Odpowiedz
1
JestemPotterHead

JestemPotterHead

Severus Snape
Nareszcie wakacje! Po ciężkim roku w Hogwarcie – wbrew pozorom nauczyciele nie odpuszczają nam na szóstym roku – miło jest wrócić do rodziny, nawet, jeśli Twoja mama jest mugolem.
Ojciec też był niemagiczny. Stwierdził jednak, że nie będzie wychowywał rozwydrzonej dziewuchy w dodatku czarownicy. Moją mamę dopadła depresja, jednak z moją drobną pomocą szybko się jej pozbyła. Postanowiła poświęcić się mojemu wychowaniu, a przy okazji oddać się pasji – stworzyła ogromny obóz tańca, który otwarty jest w wakacje i ferie. Zapisałam się na niego, jako pierwsza, taniec był wspólną pasją moją i mamy. Razem z mamą uczymy tańca nowych uczniów, a ze stałymi bywalcami układamy nowe układy taneczne oraz dajemy przedstawienia w całej Anglii. Obóz stał się niezwykle popularny, czasami mamy osoby z całej Anglii, chcące uczyć się różnych tańców. Razem z mamą podzieliłyśmy się – ona daje lekcje tańców bardziej tradycyjnych, towarzyskich czy ludowych, a ja uczę tańców nowoczesnych. W te wakacje nie mogło mnie zabraknąć.
– Dziewczyny w tym tygodniu musimy tylko dopracować cały refren. Następnie raz w tygodniu próba, aby nie zapomnieć całego układu. W przyszłym tygodniu wyjeżdżacie do Birmingham na turniej tańca. Postaram się dotrzeć na trzeci dzień turnieju, chcę zobaczyć wyniki i dołączyć finałowych tańców – uśmiechnęłam się ciepło do dziewczyn z grupy tanecznej.
– A więc zaczynamy. Laurel włącz stereo.
Po całej sali rozległy się pierwsze takty piosenki „All Over The World”. E.L.O. było świetną grupą, do ich piosenek łatwo się tańczy. To była jedyna piosenka w naszym repertuarze, w której razem z nimi tańczyłam, a nie tylko uczyłam.
„Everybody all around the world
gotta tell you what I just heard
There’s gonna be a party all over the world”.
CIĘCIE. Stereo zostaje wyłączone, wściekła patrzę na osobę, która go wyłączyła. Mama. Ale nie sama.
– [T.I.] to jest Severus Snape. Twój uczeń, jest tu pierwszy raz. Niech obejrzy twój trening, aby zobaczył jak to wygląda. Ja muszę przejść do moich uczniów.
Rodzicielka szybko wyszła z sali, a ja uśmiechnęłam się przebiegle. Doskonale go znałam. Severus Snape, kolega z ławki na historii magii.
– Severus Snape na obozie tanecznym. Tego jeszcze nie grali – zaśmiałam się.
– [T.I.], jako nauczycielka. McGonagall się chowa – odparował mi.
Może się wydawać, że go nie lubię, ale tak nie jest. To rodzaj dziwnej relacji, w której dogryzamy sobie nawzajem.
– Siadaj małpo i podziwiaj, potem się tobą zajmę.
Włączyłam stereo od nowa, pokazując dziewczynom na migi, że wyjaśnię im to później.
Taniec się rozpoczął, a ja nie mogłam się do końca skupić. Nie miałam problemu z tańczeniem przed publicznością, jednak nigdy nie przyglądał mi się ktoś kogo bardzo dobrze znam, oprócz mojej mamy i stałych bywalców obozu. Dlatego ze dwa razy pomyliłam kroki, co Małpa natychmiast po zakończeniu, wytknęła.
– A weź się zamknij, od kiedy Pan-Nie-Dotykaj-Tego-Kociołka zna się na tańcu? W ogóle jak tu trafiłeś? Za karę?
– Nie. Zwyczajnie mi się nudziło w wakacje i…
– Darujcie sobie te dyskusje. Może załatwicie to w stylu odpowiednim do sytuacji? – wtrąciła się Louise. Była piętnastoletnią tancerką, która była jedną z pierwszych członkiń obozu.
– W jakim stylu? – zdziwiła się Małpa.
– Może po prostu zatańczysz to i zobaczymy jak ci pójdzie. Widziałeś cały układ, zatańcz to lepiej, Małpo – uśmiechnęłam się triumfalnie.
– Chcesz tego? – zaśmiał się.
– A proszę. Chętnie zatańczę z tobą, zobaczymy kto jest lepszy. Dziewczyny ogłaszam piętnastominutową przerwę, Małpa musi zostać zniszczona.
Dziewczyny zaśmiały się i z chęcią wzięły drobny prowiant zostawiony na stoliku i usiadły pod ścianą. Były zmęczone, nie dziwię się, wałkowałyśmy ten układ od wczoraj.
– Dajesz – zaśmiałam się. Snape uśmiechnął się przebiegle. Włączyłam stereo.
Cóż, nie powiem, tańczył całkiem nieźle jak na nowicjusza. Powiedziałabym nawet, że świetnie.
Zespół też był pod wrażeniem. Kiedy piosenka się skończyła oboje byliśmy zmęczeni – ja z powodu ciągłych treningów, on z powodu słabej kondycji. W każdym razie tak podejrzewam.
– Nieźle tańczysz. Jak na wężową małpę.
– Ty też. Jak na lamę z dwoma lewymi nogami.
– To co. Rewanż? – zapytałam uśmiechnięta, wyciągając rękę.
– Rewanż – uśmiechnął się i złapał mnie za rękę.
Dziewczyny zaśmiały się i usłyszałam jak Lauren i Kalay obstawiają, które z nas szybciej wymięknie.
– Mimo wszystko, miło cię znowu widzieć Małpo.
– I vice versa, Lamo.- uśmiechnęliśmy się do siebie.
Z głośników usłyszałam dobrze znany mi utwór Looking Glass – Brandy. I rozpoczęliśmy taniec, który polegał na moim specjalnym talencie – na improwizacji.
„The sailors say:
Brandy, you’re a fine girl
(you’re a fine girl)
What a good wife you would be
(such a fine girl)
Yeah your eyes could steal a sailor from the sea”.

Odpowiedz
JestemPotterHead

JestemPotterHead

James Potter
Cóż, skłamałabym twierdząc, że nie byłam zawiedziona, kiedy wracając z Hogwartu na letnie wakacje, oznajmili mi, że w tym roku całe dwa miesiące przesiedzimy w domu. Zwykle wyjeżdżaliśmy choćby na dwa, trzy tygodnie, jednak w tym roku rodzice mieli wiele ważnych spraw do załatwienia. To głównie dlatego postanowiłam zaryzykować i pojechać na obóz, o którym opowiadała mi moja przyjaciółka z mugolskiej rodziny – Gryfonka, Marlena Mckinnon.
Musiałam przyznać, że Marlena wiedziała co mi się spodoba. Obóz muzyczny z wyjazdem do Seattle – może te wakacje nie zapowiadają się tak źle.
Mugolski obóz oznacza też brak magii. Moja mama kategorycznie zabroniła mi brać cokolwiek związanego z magią. Była pracownicą Departamentu Przestrzegania Prawa Czarodziejów, dlatego nie protestowałam – wiedziałam, że zasypałaby mnie argumentami, które w porównaniu do moich pyskówek były dużo bardziej wyrafinowane. Tata, który w przeciwieństwie do mamy, był mugolskiego pochodzenia, zgodził się z nią. Całkowite odłączenie od magicznego świata – super. Rodzice stwierdzili, że dobrze mi zrobi przerwa od magii, choć ja mam odmienne zdanie.
Byłam znana w Hogwarcie, jako „Ta inna Krukonka”. Popularność zdobyłam po aferze z Irytkiem, na drugim roku. Ludzie myśleli, że byłam typową Krukonką – zadzierającą nosa, mól książkowy i ulubieniec nauczycieli. Ciężko się pomylili, ale przynajmniej zdali sobie z tego sprawę. Nauczyciele nie przepadali za mną, często pyskowałam i krytykowałam to co mi się nie podoba. Od czasu do czasu wywinęłam jakiś numer, a do biblioteki wpadałam sporadycznie. Uczniowie mojego domu mnie lubili, niektórzy nawet podziwiali. Większość rzeczy robiłam przy pomocy magii, może z wyjątkiem muzyki, dlatego ciężko było mi się rozstać z różdżką na trzy tygodnie. Pocieszałam się myślą, że rodzice pozwolili mi wziąć całą wielką teczką nut i tekstów, które pisałam w wolnym czasie, albo na lekcjach. Trzeba myśleć pozytywnie, prawda? Może nie będzie tak źle.
Autobus, który miał za zadanie nas zawieźć na miejsce obozu, stał na wielkim parkingu, niedaleko rynku w Dursley*. Było to półgodziny drogi, dlatego musiałam jechać Błędnym Rycerzem. Po wyjściu z niego, stwierdziłam, że jazda mugolskim busem nie może być tak zła i niebezpieczna jak jazda Błędnym Rycerzem. Zanim pochłonęły mnie myśli, jak to coś jeszcze funkcjonuje, opiekunka krzyknęła głośno moje nazwisko, sprawdzając czy jestem obecna. Krzyknęłam „Jestem” i wsiadłam do autobusu, mając przy sobie małą torbę podręczną i futerał na gitarę na plecach. Usiadłam na końcu autobusu, na podwójnym siedzeniu, mając nadzieję, na spokojną podróż. Rozpuściłam włosy i wyjęłam gitarę, zostawiając futerał na półce, nad siedzeniami. Butelkę Coli i drożdżówkę, dałam do siatki zamocowanej obok mnie, a torbę położyłam tam gdzie futerał.
Zaczęłam cicho brzdękać, aby nie obudzić innych uczestników. Niektórzy wyjęli poduszki i przygotowywali się do spania – nic dziwnego, była dziesiąta w nocy. Grałam coś na wzór kołysanki z nutami melodii pozytywki. Jakiś chłopak z rozczochranymi włosami, stanął nade mną, zapewne chcąc się dosiąść. Przesunęłam się, aby się zmieścił i kontynuowałam granie.
– Wszyscy mugole są tacy małomówni? – mruknął do siebie, mając nadzieję, zapewne, że nie słyszę.
– Dzięki, nie wiedziałam, że zamieniłam się z jakąś mugolką na ciała – mruknęłam sarkastycznie.
– Już się tak nie denerwuj – zaśmiał się cicho, trącając mnie łokciem. Walnęłam go glanem w piszczel, przez co pisnął i skulił się, trzymając się za nogę.
– Za co? – zapytał, gdy ja uderzyłam czołem o szybę i chichotałam jak nienormalna.
– Za naruszanie mojej przestrzeni osobistej.
Chłopak uśmiechnął się.
– Jestem James Potter.
– [T.I.] [T.N.], miło poznać. Krukonka.
– Gryfon.
– Co pan czystokrwisty robi na mugolskim obozie?
– Rodzice wykopali mnie z domu – zaśmiał się – A ty?
– Nie miałam co robić. Grasz na czymś?
– Na gitarze, ale sporadycznie.
– Dajesz – powiedziałam, przekazując mu gitarę. Chłopak spojrzał na mnie z powątpiewaniem.
– Boisz się? – powiedziałam ściszając głos i zbliżając swoją twarz do jego. Przełknął głośno ślinę, a ja nie skomentowałam małych rumieńców na jego twarzy.
– N-nie nie boję się. Jestem Gryfonem, [T.I.] my niczego się nie boimy – Drugie zdanie powiedział znacznie pewniej. Zaśmiałam się i wcisnęłam mu gitarę do rąk.
– No dalej – ponaglałam go. Chłopak westchnął i zaczął cicho grać nieznaną mi melodię. Była ona delikatna i spokojna, a zarazem bardzo piękna. Trwała jednak krótko, przez co spojrzałam na niego z zawodem w oczach.
– Taka krótka?
– Taka krótka – zaśmiał się. Przybliżyłam swoją twarz do jego, tak, że niemal stykaliśmy się nosami.
– Nie grasz wcale tak źle – szepnęłam i pstryknęłam go w nos, odsuwając się. Chłopak miał dziwny oddech i lekko zarumienione policzki. Zaśmiałam się.
Dobrze, to będzie ciekawy obóz. Nawet bardzo.

Odpowiedz
1
JestemPotterHead

JestemPotterHead

Lucjusz Malfoy
Jako półkrwi Krukonka, znana z pyskowania nauczycielom i częstego wagarowania, mogłam z dumą powiedzieć, że mimo moich wybryków, nadal mogę się szczycić dość dobrymi wynikami w nauce – Nędzny z Historii Magii i Zadowalający z Transmutacji i Numerologii trochę psuły świadectwo, jednak nie jestem tak wszechstronnie uzdolniona.
Mój ojciec był ze mnie bardzo dumny, a mama narzekała lekko na wybryki, jednak fakt faktem, że spełniłam wymagania i, co za tym idzie, miałam przyzwolenie jechać na mój wymarzony od dziecka obóz. Była to kolonia dla skateboardzistów, a ja mimo magicznych zdolności od dziecka jeździłam na tym środku transportu. Był świetny, niedaleko domu miałam ogromny park i w samym środku postawiono kilka ramp, żeby się dzieciaki mogły bawić. Poznałam tam starszych o rok przyjaciół, to od nich nauczyłam się tych najlepszych trików. W tym roku jadę sama, ale w przyszłym roku, umówiliśmy się, że pojedziemy całą paczką. A na razie, ja po powrocie mam zdać relację z wyjazdu.
Okazało się, że mieliśmy mieszkać w niezbyt luksusowych apartamentach nad salami. Cały budynek posiadał trzy piętra – pierwsze to sale pełne ramp i różnych ścianek, a także druga ogromna sala z siłownią i rampami dla początkujących. Drugie piętro składało się z kuchni, jadalni i dużego salonu do odpoczynku. Kominek, radio, pełno sof i foteli, a także spora biblioteczka i szuflady z grami planszowymi. Trzecie piętro to głównie apartamenty i łazienki dla uczestników. Nie są to luksusy, co stwierdziłam od razu po wejściu do pokoju numer 49. Dwa łóżka, elegancko zaścielone. Pościel pachniała ładnym, lawendowym płynem do płukania. Dwie, nieduże szafy po obu stronach pokoju, dwie lampki nocne, dwa stoliczki nocne oraz duży stolik z dwoma, białymi fotelami. Było tam też kilka półek, w tym na jednej (Tuż nad moim łóżkiem) stało radio, z którego można było usłyszeć, tak popularne w ostatnim czasie, piosenki ABBY. Przez okna widać było piękny widok na łąkę i, odległe, choć nadal widoczne, jezioro Ruislip Lido. Spojrzałam na moją walizkę. Wyciągnęłam już większość rzeczy, reszty mi się nie chce. Wzięłam ze stoliczka nocnego mój notes, w którym zapisywałam wszelakie pomysły na coraz bardziej epickie ucieczki czy drobne żarty i schowałam go pod poduszkę. Z podręcznej torby wyjęłam deskorolkę i, uprzednio informując organizatorów, udałam się na salę z rampami. Usłyszałam pojedyncze hałasy – ktoś musiał wpaść na ten sam pomysł co ja. Otworzyłam drzwi, a kiedy to zrobiłam, dziękowałam w myślach za moje świetne wyczucie czasu. Długie, do ramion, blond kudły i szare oczy, to cechy charakterystyczne dla osobnika, który właśnie zaliczył, tak zwaną, glebę. Zaczęłam się śmiać, rozpoznając czystokrwistego ślizgona, z mojej szkoły. Wyciągnęłam do niego rękę, którą przyjął z lekkim obrzydzeniem na twarzy.
– Nie wykrzywiaj tak twarzy Malfoy i tak jest już dostatecznie zdeformowana – zaśmiałam się, a chłopak stanął wyprostowany. Miał nadzieję, zapewne, że będę od niego niższa, ale zawiódł się, kiedy jego oczy znalazły się dokładnie na wysokości moich, o ile nie niżej.
– Czystokrwisty na mugolskim obozie… czyżby kara? A może przegrany zakład?
– Zakład – burknął wściekły.
– Nie denerwuj się, Lucjuszu. Nie wiedziałam, że potrafisz się posługiwać czymś takim jak deskorolka, w Hogwarcie ledwo potrafisz się widelcem i nożem posługiwać – zakpiłam. Wiedziałam, że nic mi nie zrobi, jest sam w świecie mugoli, a teraz odkrywa, że ten świat nie jest wcale taki zły, a mugole nie są wstrętnymi stworami. Dobrze się stało. Może wreszcie stanie się cud i zmądrzeje.
– Cóż, nie sądziłem, że oceniasz mnie tak powierzchownie – stwierdził zimno Malfoy. Nieco się zawstydziłam.
– Daj spokój, nigdy cię nie oceniałam powierzchownie. Po prostu w Hogwarcie cały czas jesteś wściekły na wszystkich i wyżywasz się na uczniów innej krwi.
– [T.I.] [T.N.], tak?
– Tak.
– Słyszeliśmy o tobie to i owo. Nie wbijaj sobie do głowy, że jesteś nie wiadomo jak popularna. Po prostu nauczyciele często się na ciebie skarżą – prychnął z nutą rozbawienia.
Przybrałam pozę modelki, z gracją opierając się o deskorolkę.
– Ach, zapewne same pozytywne rzeczy. Przecież wiesz jaka ja jestem wspaniała! – powiedziałam, udając zachwyt nad samą sobą. Roszpunka – stwierdziłam, że to przezwisko idealnie do niego pasuje – podłapał zasady gry.
– Ależ oczywiście, o pani. Ciągle tylko cię zachwalają. Nieprawdopodobne, czy jaśnie pani ma jakieś wady? – jego mina wyrażała sztuczne zaciekawienie.
– Oczywiście. Jestem… Zbyt urodziwa – westchnęłam. Spojrzeliśmy po sobie i wybuchliśmy śmiechem.
– Nie sądziłam, że Lucjusz Malfoy ma poczucie humoru.
– Wiele o mnie nie wiesz – puścił mi oczko. Uderzyłam w deskę nogą, w skutek czego podskoczyła, a ja zręcznie ją złapałam.
– To co? Najpierw mały test twoich umiejętności, a potem idziemy leczyć cię z awersji do mugoli. W końcu spędzisz tutaj całe trzy tygodnie – zaświergotałam.
– Niech ci będzie. I tak muszę z tobą mieszkać – powiedział, przewracając oczami.
– Mam tylko jedną zasadę.
– Jaką?
– Łapy przy sobie.
Zaśmiał się z mojego poważnego tonu i miny.
– Spokojna głowa. Nie marnujmy czasu – powiedział i złapał za swoją deskę. Po chwili jeździliśmy na rampach, śmiejąc się i dogryzając, jakbyśmy robili to od zawsze.
Nie, żebym go kiedyś nienawidziła. Po prostu, nie mieliśmy okazji zawrzeć bliższych znajomości. Bywa.

Odpowiedz
JestemPotterHead

JestemPotterHead

Remus Lupin
Bywało gorzej…
Zaczęło się od przegranego zakładu z przyjaciółką z Hufflepuff. Miałam przeczytać książkę (Ponad trzysta stron) w godzinę. Nie musiałam nic rozumieć, musiałam czytać jak najszybciej i to na głos. Miałam dosłownie ostatni akapit do przeczytania, gdy Viperin oznajmiła, że czas się skończył. Puchonka cieszyła się jak nigdy i z dumą wręczyła mi moją karę – całe dwa tygodnie na obozie literackim.
Jako czystokrwista ślizgonka, nie miałam do czynienia z wieloma mugolskimi rzeczami, ale że wprost uwielbiałam pisać, zgodziłam się. Rodzicom wmówiłam, że jadę na dwa tygodnie do koleżanki. Nie mogę powiedzieć, że są rasistami, ale też nie mogę powiedzieć, że nimi nie są. Powiedzmy, że mieszczą się gdzieś pośrodku. Pośrodku osób tolerancyjnych i na odwrót. Właśnie dlatego wolałam skłamać.
Obóz zaczynał się w drugim tygodniu lipca. Viperin powiedziała, że jej rodzice mnie odwiozą. Ona wyjeżdżała na obóz sportowy, a że mieli po drodze, nie było z tym problemu.
Viperin była moją przyjaciółką, odkąd tylko pierwszy raz rozmawiałyśmy na Ceremonii Przydziału. Różnica domu nie stworzyła między nami muru, wręcz przeciwnie, przyjaźnimy się od dobrych sześciu lat i wiem, że mogę na nią liczyć. Jeśli to Viperin wybrała obóz, mogę mieć pewność, że będę się tam świetnie czuła.
Wyjechaliśmy z Londynu. Plan był taki – odwożą mnie do Torquay, gdzie znajduje się hotel, pod którym mamy się stawić. Mieliśmy do wyboru przejazd autobusem wycieczkowym od obozu lub zwykłe auto. Wybraliśmy drugą opcję.
Viperin wybierała się aż do Salcombe. Zabawne, nawet nie wiedziałam, że istnieje takie miasto w Anglii, ale to w końcu ogromny kraj i nie mam potrzeby na razie, poznania wszystkich miast.
Zamiast tego, po prawie pięciogodzinnej drodze, moje plecy bolą mnie, jakbym uderzyła się o ścianę i z dwoma walizkami w ręce, ubolewam nad byciem z chłopakiem w jednym pokoju przez cały pobyt tutaj.
Organizatorka, która była już na miejscu, wyjaśniła, że zabrakło miejsc w pokojach dziewcząt, więc muszę spać z chłopakiem. Na szczęście będę miała osobne łóżko.
Zajęcia rozpoczynały się jutro. W planach mieliśmy podstawowe śniadania i różne rozrywki. Różnica polegała na tym, że pisaliśmy wymyślne historie o tym dniu i podczas przebywania tutaj każdy z nas miał obowiązek napisać kilka własnych opowiadań. Wyciągnęłam zeszyt z pomysłami i zaznaczałam gwiazdką, te które mogłyby zdać egzamin. Puściłam z odtwarzacza moją ulubioną playlistę i zaczęłam przypominać sobie wymyślone przeze mnie historie, przesuwając oczami po kartkach. Denerwowała mnie ciągła cisza, mimo, że doskonale słyszałam muzykę. Nie lubiłam siedzieć w ciszy, wolałam mieć się do kogo odezwać. W tej samej chwili jak na zawołanie, otworzyły się drzwi do pokoju. Wysoki (Przeklinam cię mamo, zobaczycie, ja jeszcze urosnę), chłopak stanął w drzwiach, z walizką w ręce. Miał bladą twarz, zielone oczy oraz lekko falowane, blond włosy. Spoglądaliśmy na siebie przez chwilę, ja z otwartymi ustami, ten z podniesioną do góry brwią. Zamknęłam usta i uniosłam brwi w stylu „Serio?”. Po chwili zaczęliśmy się śmiać, choć w sumie do tej pory nie wiem z czego dokładnie.
– Cześć jestem Remus Lupin.
– [T.I.] [T.N.]. Miło poznać.
– Nawzajem. Tak nawiasem mówiąc, to czemu jesteś ze mną w pokoju? – zapytał, śmiesznie podnosząc jedną brew. Zachichotałam.
– Ponieważ, w pokoju dziewcząt zabrakło miejsc Panie -Podnoszę-Jedną-Brew.
Powtórzył swój gest, kiedy usłyszał przezwisko.
– Nie powiem, kreatywne przezwisko.
– Nieprawdaż? Jak na Ślizgonkę jestem dziwnie kreatywna, aż dziw, że nie trafiłam do Ravenclaw – mruknęłam bardziej do siebie, mając nadzieję, że nie usłyszy. Usłyszał. F*ck.
– Jesteś w Slytherinie? – zdziwił się. – Jesteś w Slytherinie i jesteś na mugolskim obozie?
– Przegrany zakład. Ale w sumie nie powinno być tak źle, może kilka rozdziałów książki skończę.
– Piszesz książkę? – spytał coraz bardziej zszokowany.
– No mówię przecież – zaśmiałam się. Lupin po chwili jakby się otrząsnął.
– Przepraszam cię, po prostu jestem przyzwyczajony do waszej… niechęci do mugolskich rzeczy.
– A widzisz, cuda się zdarzają – uśmiechnęłam się.
– O czym piszesz?
– Głównie powieści fantasy i przygodowe. Kryminały też nie są złe.
– Ja piszę głównie kryminały i powieści przygodowe. Zdarzają się komedie.
– Zgaduję, że lubisz czytać skoro lubisz i pisać.
– Poprawnie – uśmiechnął się miło zielonooki siadając po turecku na moim łóżku, na przeciwko mnie.
– Jakie książki lubisz? Ja po prostu kocham czytać kryminały. Masz swojego ulubionego autora?
– Wolniej – zaśmiał się, na co ja wydałam z siebie śmiecho-parsk. – Cóż…ja wyjątkowo lubię Aghatę Christie, sam czytam dużo kryminałów.
– Nie słyszałam o niej. Wolę książki Arthura Conan Doyle’a. Czy tamte książki są ciekawe?
– Jak dla mnie są po prostu świetne. Nieważne jak bardzo byś się starała, mogłabyś czytać każdy wers po kilka razy, a i tak zakończenie będzie kompletnie inne niż myślałaś – uśmiechnął się.
– Świetnie się składa, dość niewiele jest takich książek! A co sądzisz o…
I tak wyglądał mój obóz. Pisanie, czytanie, zabawy i poznawanie nowych ludzi. Było dużo lepiej niż myślałam.
– Widzimy się w Hogwarcie, jaśnie panie? – zaśmiałam się, kiedy autokar, przywiózł nas z powrotem.
– Ależ oczywiście mademoiselle – powiedział i teatralnie się ukłonił, na co ja dygnęłam.
– Moglibyśmy uczyć savoir vivr’u – powiedziałam, przez co Remus zakrztusił się pitą właśnie wodą.
– Na pewno wrócimy do tego pomysłu – oznajmił z uśmiechem.

Odpowiedz
1
Catlin15

Catlin15

James Potter ciekawie B)

Odpowiedz
2

Nowe

Popularne

Kategorie

Powiadomienia

Więcej