
Przy pomocy wpisów możesz zadać autorowi pytanie, pochwalić go, poprosić o pomoc, a
przede wszystkim utrzymywać z nimi bliższy kontakt. Pamiętaj o zachowaniu kultury,
jesteś gościem :) *Jeśli chcesz odpisać konkretnej osobie, użyj funkcji " Odpowiedz" - osoba ta dostanie powiadomienie* ×










Pjerun
MESSAGE FROM THE MINISTRY OF FROG SHOP
+500 Żappsy have been added to your account! What a great customer, Chairman Suchański would be proud. Keep up the good work and you're sure to be rewarded, and remember to redeem your Hotdog ser bekon units after 9:00 P.M. by using coupon code "FROGGY"! Please visit your local [People's Glorious Żabka] In order to redeem your rations. Glory to the Żabka Communist Party!
https://cdn.discordapp.com/attachments/414588402680201226/888082574759591956/Zabka_mlotpl.mp4
Abdur.Raqeeb.al-Moradi
Jan Paweł II
Przejdź do nawigacji
Przejdź do wyszukiwania
Ten artykuł dotyczy papieża. Zobacz też: film o tytule Jan Paweł II. Na tę stronę wskazuje także przekierowanie „Karol Wojtyła”. Zobacz też: Karol Wojtyła – polski oficer, ojciec Jana Pawła II.
Jan Paweł II
Ioannes Paulus Secundus
Karol Józef Wojtyła
Papież
Biskup Rzymu
Suweren Państwa Watykańskiego
Ilustracja
Jan Paweł II (lata 80. XX wieku)
Herb duchownego Totus Tuus
Cały Twój
Kraj działania
Polska, Watykan
Data i miejsce urodzenia
18 maja 1920
Wadowice
Data i miejsce śmierci
2 kwietnia 2005
Watykan
Miejsce pochówku
bazylika św. Piotra
Papież
Okres sprawowania
16 października 1978 – 2 kwietnia 2005
Arcybiskup metropolita krakowski
Okres sprawowania
8 marca 1964 – 16 października 1978
Wyznanie
katolicyzm
Kościół
rzymskokatolicki
Diakonat
20 października 1946
Prezbiterat
1 listopada 1946
Nominacja biskupia
4 lipca 1958
Sakra biskupia
28 września 1958
Kreacja kardynalska
26 czerwca 1967
Paweł VI
Kościół tytularny
św. Cezara w Pałacu
Pontyfikat
16 października 1978
Odznaczenia
Congressional Gold Medal
Order Orła Białego Krzyż Armii Krajowej Odznaka Skarbu Narodowego RP Prezydencki Medal Wolności z Wyróżnieniem (Stany Zjednoczone) Komandoria Missio Reconciliationis Order Ecce Homo Order Uśmiechu Złoty Order Olimpijski Order Najwyższy Chrystusa Order Złotej Ostrogi Kawaler Orderu Piusa IX Kawaler Orderu Świętego Grzegorza Wielkiego Order Świętego Sylwestra Kawaler Naszyjnika Orderu Grobu Świętego
Multimedia w Wikimedia Commons
Cytaty w Wikicytatach
Wiadomości w Wikinews
Strona internetowa
Święty
Ilustracja
Czczony przez
Kościół katolicki
Beatyfikacja
1 maja 2011
plac Świętego Piotra
przez Benedykta XVI
Kanonizacja
27 kwietnia 2014
plac Świętego Piotra
przez Franciszka
Wspomnienie
22 października
(dzień inauguracji pontyfikatu)
Atrybuty
pierścień rybaka, buty papieskie, pastorał, piuska, mitra
Patron
Rodzin, Światowych Dni Młodzieży, Akcji Katolickiej w Polsce, Ruchu Apostolstwa Młodzieży, polsko-ukraińskiego pojednania, 11 miast w Polsce[a], powiatu tatrzańskiego, województwa kujawsko-pomorskiego i małopolskiego
Szczególne miejsca kultu
kaplica św. Sebastiana w Watykanie, sanktuarium św. Jana Pawła II w Krakowie, Dom Rodzinny w Wadowicach
Faksymile
podpis Jana Pawła II
Sukcesja apostolska
Data konsekracji
28 września 1958
Miejscowość
Kraków
Miejsce
bazylika archikatedralna św. Stanisława i św. Wacława
Konsekrator
Eugeniusz Baziak
Współkonsekratorzy
Franciszek Jop
Bolesław Kominek
[pokaż]Konsekrowani biskupi
[pokaż]Współkonsekrowani biskupi
Emilia i Karol Wojtyłowie, rodzice papieża Jana Pawła II
Dom Rodzinny Ojca Świętego Jana Pawła II w Wadowicach
Matka chrzestna papieża, Maria Wiadrowska z dziećmi
Pozowane czarno-białe zdjęcie. Ludzie ustawieni w dwa rzędy – z przodu siedzi ksiądz w okularach, komży i stule z kwiatami w ręku, obok niego po obu stronach siedzi czworo ministrantów. Za nimi stoi dziesięciu chłopców. Wszyscy mają odświętne alby i patrzą bez uśmiechu w kamerę.
Ks. Figlewicz z ministrantami
Tablica w wadowickiej bazylice z datami narodzin, a także wyboru Karola Wojtyły na biskupa i papieża
Jan Paweł II (łac. Ioannes Paulus PP. II, wł. Giovanni Paolo II, właśc. Karol Józef Wojtyła i[1]; ur. 18 maja 1920 w Wadowicach, zm. 2 kwietnia 2005 w Watykanie) – polski duchowny rzymskokatolicki, biskup pomocniczy krakowski (1958–1964), a następnie arcybiskup metropolita krakowski (1964–1978), kardynał prezbiter (1967–1978), zastępca Przewodniczącego Konferencji Episkopatu Polski (1969–1978), 264. papież i 6. Suweren Państwa Watykańskiego w latach 1978–2005. Święty Kościoła katolickiego.
Poeta i poliglota, a także aktor niezawodowy, dramaturg i pedagog. Filozof historii, fenomenolog, mistyk i przedstawiciel personalizmu chrześcijańskiego.
16 października 1978 został wybrany na papieża przez drugie zgromadzenie kardynałów, po śmierci Jana Pawła I, który zmarł po trzydziestu trzech dniach pontyfikatu. Przyjął imiona Jan Paweł dla uhonorowania swojego poprzednika. Jego wybór na Stolicę Piotrową miał szczególny wpływ na wydarzenia w Europie Wschodniej i w Azji w latach 80. i 90. XX wieku, w szczególności na przemiany demokratyczne w Polsce i w innych krajach bloku wschodniego. Od początku swojego pontyfikatu prowadził energiczne działania przeciwko komunizmowi i uciskowi politycznemu.
Za główny cel papiestwa postawił sobie transformację i zmianę położenia Kościoła katolickiego, chciał „postawić swój Kościół w sercu nowego sojuszu religijnego, który zgromadziłby żydów, muzułmanów i chrześcijan w wielkiej religijnej armadzie”[potrzebny przypis]. Przyczynił się do poprawienia relacji Kościoła katolickiego z judaizmem, islamem, z Kościołem prawosławnym oraz Wspólnotą anglikańską[2][3][4]. Był jednym z najczęściej podróżujących światowych przywódców w historii, odwiedzając w czasie swojego pontyfikatu 129 państw, co interpretowano jako chęć zbudowania relacji między różnymi narodami i religiami.
Podzielał nauczanie Kościoła w takich kwestiach jak utrzymanie celibatu, potępienie mechanicznej, chemicznej i hormonalnej antykoncepcji, sprzeciwiał się aborcji i eutanazji, podtrzymywał stanowisko Kościoła o prawie do życia oraz niedopuszczenie kobiet do święcenia, za co był przez niektórych krytykowany, i choć popierał reformy soboru watykańskiego II, był postrzegany jako konserwatywny w swojej interpretacji tych reform[5][6]. Walczył z teologią wyzwolenia, stygmatyzował także nieokiełznany kapitalizm i konsumpcjonizm, mimo że niejednokrotnie głosił wyższość gospodarki rynkowej nad znacjonalizowanymi.
Beatyfikował 1340 i kanonizował 483 osoby, więcej niż wszyscy jego poprzednicy w okresie pięciu poprzedzających wieków. Mianował większość Kolegium Kardynałów, konsekrował lub współkonsekrował wielu biskupów i wyświęcił wielu księży. Był trzecim najdłużej urzędującym papieżem w historii, po św. Piotrze (30–67) i Piusie IX (1846–1878), pierwszym papieżem z Polski oraz pierwszym spoza Włoch od czasów holenderskiego papieża Hadriana VI (1522–1523).
Zmarł 2 kwietnia 2005. W ceremonii pogrzebowej uczestniczyły delegacje z ponad 150 państw, a w Polsce ogłoszona została sześciodniowa żałoba narodowa. Proces kanonizacyjny rozpoczął się miesiąc po jego śmierci, z odstąpieniem od tradycyjnego pięcioletniego okresu oczekiwania. 19 grudnia 2009 został ogłoszony Czcigodnym Sługą Bożym przez swojego następcę Benedykta XVI i beatyfikowany 1 maja 2011 w Niedzielę Miłosierdzia Bożego, po tym, jak Kongregacja Spraw Kanonizacyjnych przypisała jego wstawiennictwu cud uzdrowienia. Drugi cud został zatwierdzony 2 lipca 2013 i potwierdzony przez papieża Franciszka trzy dni później. 27 kwietnia 2014 (ponownie Niedziela Miłosierdzia), równocześnie z papieżem Janem XXIII został kanonizowany. Wydarzenie to przeszło do historii Kościoła z powodu ogłoszenia świętymi dwóch papieży w obecności dwóch biskupów Rzymu – urzędującego Franciszka i emerytowanego Benedykta XVI[7][8][9].
Spis treści
1 Życiorys
1.1 Dzieciństwo i młodość
1.2 Okres studiów
1.3 Prezbiter
1.4 Biskup
1.5 Kardynał
1.6 Wybór na papieża
2 Pontyfikat
2.1 Lata 1978–1981
2.2 Zamachy na Jana Pawła II
2.3 Lata 1981–1989
2.4 Jesień Ludów w Europie Wschodniej
2.5 Lata 1989–2000
2.6 Jubileusz Roku 2000
2.7 Lata 2000–2005
2.8 Pielgrzymki
2.9 Beatyfikacje i kanonizacje
2.10 Nominacje kardynalskie
3 Ostatnie lata
3.1 Choroba i śmierć
3.2 Pogrzeb
3.3 Reakcje na śmierć
3.3.1 Jan Paweł II Wielki
4 Tablica przodków
4.1 Proces beatyfikacyjny i kanonizacyjny
4.2 Dzień obchodów i patron
5 Relikwie
6 Światowe Dni Młodzieży
7 Ekumenizm i stosunki międzyreligijne
7.1 Judaizm
7.2 Islam
7.3 Niekatolickie Kościoły chrześcijańskie
8 Teologia ciała
9 Kwestia nadużyć seksualnych w Kościele
9.1 Zmiany w kodeksie prawa kanonicznego
9.2 Sacramentorum sanctitatis tutela
9.3 Karta Ochrony Dzieci i Młodzieży
10 Krytyka
11 Zwyczaje Jana Pawła II
12 Twórczość i publikacje
12.1 Poezja
12.2 Dramaturgia, teatr
12.3 Filozofia
12.4 Książki, które wydał jako Karol Wojtyła
12.5 Książki, które wydał jako Jan Paweł II
12.6 Wydawnictwa muzyczne
13 Dokumenty papieskie
13.1 Encykliki
13.2 Adhortacje apostolskie
13.3 Konstytucje apostolskie
13.4 Listy apostolskie
14 Nagrody i wyróżnienia
14.1 Polskie
14.2 Stolicy Apostolskiej
14.3 Zagraniczne
15 Obecność w kulturze masowej
16 Filmy i spektakle
17 Zobacz też
18 Uwagi
19 Przypisy
20 Bibliografia
21 Linki zewnętrzne
Życiorys
Dzieciństwo i młodość
Urodził się w Wadowicach koło Krakowa, 18 maja 1920 jako drugi syn i najmłodsze z trojga dzieci emerytowanego porucznika Karola Wojtyły i Emilii z Kaczorowskich[10]. Ród Wojtyłów wywodzi się z Czańca koło Kęt i Lipnika. Ród Kaczorowskich pochodzi z Michalowa koło Szczebrzeszyna.
Karol Wojtyła został ochrzczony w kościele parafialnym 20 czerwca 1920 przez księdza Franciszka Żaka, kapelana wojskowego[10]. Jego rodzicami chrzestnymi byli Józef Kuczmierczyk, szwagier Emilii, i jej siostra, Maria Wiadrowska[11]. Pierwszą Komunię przyjął w dniu 25 maja 1929[11], a sakramentu bierzmowania udzielił mu abp Adam Stefan Sapieha 3 maja 1938; na bierzmowaniu przyszły papież wybrał imię Hubert, na cześć Karola Huberta Rostworowskiego[10].
Rodzina Wojtyłów żyła skromnie. Jedynym źródłem utrzymania była pensja ojca – wojskowego urzędnika w Powiatowej Komendzie Uzupełnień w stopniu porucznika[3]. Matka pracowała dorywczo jako szwaczka. Edmund Wojtyła, brat Karola, po ukończeniu wadowickiego gimnazjum studiował medycynę w Krakowie i został lekarzem[10]. Wojtyłowie mieli jeszcze jedno dziecko – Olgę, która zmarła 16 godzin po urodzeniu 7 lipca 1916 w Białej[12]. Papież wspominał ją w opublikowanym po śmierci testamencie – na równi z rodzicami i bratem. Fakt urodzin i śmierci starszej siostry papieża ujawnił francuski dziennikarz i filozof André Frossard, autor wydanej w 1982 książki Nie lękajcie się! Rozmowy z Janem Pawłem II.
W dzieciństwie Karola nazywano najczęściej zdrobnieniem imienia – Lolek. Uważano go za chłopca utalentowanego i wysportowanego. Regularnie grał w piłkę nożną oraz jeździł na nartach[3]. Bardzo ważnym elementem życia Karola były wycieczki krajoznawcze, a także spacery po okolicy Wadowic. W większości wycieczek towarzyszył mu ojciec.
Grobowiec rodziców i brata na Cmentarzu Rakowickim w Krakowie
Wczesny okres jego dojrzewania jako nastolatka został naznaczony śmiercią najbliższych. Gdy miał 9 lat, zmarła matka (13 kwietnia 1929). Trzy lata później, 5 grudnia 1932, w wieku 26 lat, na szkarlatynę zmarł jego brat Edmund[10].
Od września 1930, po zdaniu egzaminów wstępnych, Karol Wojtyła rozpoczął naukę w 8-letnim Państwowym Gimnazjum Męskim im. Marcina Wadowity w Wadowicach[3]. Według jego katechetów, wyróżniała go wówczas ogromna wiara[3]. W pierwszej klasie ks. Kazimierz Figlewicz zachęcił go do przystąpienia do kółka ministranckiego, którego stał się prezesem. Katecheta ten miał znaczny wpływ na rozwój duchowy młodego Karola Wojtyły. Jednym z nauczycieli Karola Wojtyły i jego wychowawcą był Mirosław Moroz (1893–1940), w 1940 zamordowany w Katyniu[13].
Podczas nauki w gimnazjum Karol zainteresował się teatrem[3] – występował w przedstawieniach Kółka Teatralnego stworzonego przez polonistów z wadowickich gimnazjów: żeńskiego im. Michaliny Mościckiej i męskiego im. Marcina Wadowity.
Okres studiów
14 maja 1938 zakończył naukę w gimnazjum, otrzymując świadectwo maturalne z oceną celującą, która umożliwiała podjęcie studiów na większości uczelni bez egzaminów wstępnych. Karol Wojtyła wybrał studia polonistyczne na Wydziale Filozoficznym Uniwersytetu Jagiellońskiego[2]. Studia rozpoczął w październiku 1938.
W pierwszym roku studiów przeprowadził się wraz z ojcem do rodzinnego domu matki przy ul. Tynieckiej 10 w Krakowie[3]. Pozostał wierny swej pasji – piłce nożnej, uczęszczał na mecze Cracovii. Od października 1938 do lutego 1941 studiował, uczęszczał na spotkania grupy literackiej, a także tworzył poezję[3]. W lutym 1940 poznał Jana Tyranowskiego, który prowadził dla młodzieży męskiej koło wiedzy religijnej. Uczestniczący w nim Wojtyła poznał wówczas i po raz pierwszy czytał pisma św. Jana od Krzyża.
18 lutego 1941 po długiej chorobie zmarł jego ojciec. W 1942 i 1943, jako reprezentant krakowskiej społeczności akademickiej, udawał się do Częstochowy, by odnowić Śluby Jasnogórskie.
Wojna odebrała Karolowi Wojtyle możliwość kontynuowania studiów, zaczął więc w 1940 pracować jako pracownik fizyczny w zakładach chemicznych Solvay[3]. Początkowo od jesieni 1940 przez rok w kamieniołomie w Zakrzówku, a potem w oczyszczalni wody w Borku Fałęckim[3]. W tym okresie związał się z „Unią”. Po wejściu jej w skład Stronnictwa Pracy, był członkiem tej partii[14].
Jesienią 1941 wraz z przyjaciółmi założył Teatr Rapsodyczny[3], który swoje pierwsze przedstawienie wystawił 1 listopada 1941. Rozstanie Karola Wojtyły z teatrem nastąpiło nagle w 1942, gdy postanowił studiować teologię i wstąpił do tajnego Metropolitalnego Seminarium Duchownego w Krakowie[2]. W okresie od kwietnia 1945 do sierpnia 1946 pracował na uczelni jako asystent i prowadził seminaria z historii dogmatu. Pracę magisterską pt. Pojęcie środka zjednoczenia duszy z Bogiem w nauce św. Jana od Krzyża napisał na Wydziale Teologicznym Uniwersytetu Jagiellońskiego pod kierunkiem ks. prof. Ignacego Różyckiego[15].
Był to też okres rozwoju literackiego Karola Wojtyły. Pierwszy zbiór wierszy Renesansowy psałterz, powstały w 1939 (wydany w 1999), ma jeszcze charakter poetyckich pierwocin; jest też wyrazem hołdu dla wielkiej tradycji, w tym dla Jana Kochanowskiego. W marcu 1946 powstał między innymi, poemat Pieśń o Bogu ukrytym, o charakterze wizyjnym i mistycznym, nawiązujący twórczo do św. Jana od Krzyża[3]. Tworzył poezję metafizyczną.
Prezbiter
Karol Wojtyła jako wikary w Niegowici
Karol Wojtyła na spływie kajakowym
13 października 1946 alumn Metropolitalnego Seminarium Duchownego w Krakowie, Karol Wojtyła, został subdiakonem, a tydzień później diakonem. 1 listopada 1946 w kaplicy w Pałacu Arcybiskupów Krakowskich kardynał Adam Stefan Sapieha wyświęcił Karola Wojtyłę na księdza[16]. 2 listopada jako neoprezbiter odprawił mszę prymicyjną w krypcie św. Leonarda w katedrze na Wawelu. 15 listopada Karol Wojtyła wraz z klerykiem Stanisławem Starowieyskim poprzez Paryż wyjechał do Rzymu, aby kontynuować studia na Papieskim Międzynarodowym Athenaeum Angelicum (obecnie Papieski Uniwersytet Świętego Tomasza z Akwinu (Angelicum)) w Rzymie[3]. Przez okres studiów zamieszkiwał w Kolegium Belgijskim, gdzie poznał wielu duchownych z krajów frankofońskich oraz z USA. W 1948 ukończył studia z dyplomem summa cum laude i otrzymał stopień doktora za dysertację pt. Problem wiary u św. Jana od Krzyża[3]. Dla potrzeb doktoratu nauczył się języka hiszpańskiego, by czytać teksty tego karmelitańskiego klasyka mistyki chrześcijańskiej z XVI wieku w oryginale. Promotorem pracy doktorskiej Karola Wojtyły był ks. prof. Władysław Wicher[17].
W lipcu 1948 Karol Wojtyła został skierowany do pracy w parafii Wniebowzięcia Najświętszej Maryi Panny w Niegowici, gdzie spełniał zadania wikariusza i katechety[2]. Wolny czas starał się spędzać z młodzieżą na łonie natury. W sierpniu 1949 został przeniesiony do parafii św. Floriana w Krakowie[2]. Nadal wyprawiał się na wycieczki z młodzieżą. Aby zmylić ówczesną milicję, zdejmował podczas nich sutannę i pozwolił, by nazywano go „wujkiem”.
W 1951, po śmierci kardynała Adama Sapiehy, Karol Wojtyła został skierowany na urlop w celu ukończenia pracy habilitacyjnej[3]. Dużo uwagi poświęcał także pracy publicystycznej, pisał eseje filozoficzne (np. Personalizm tomistyczny – o Tomaszu z Akwinu, O humanizmie św. Jana od Krzyża) i szkice. Często publikował w krakowskich periodykach katolickich: miesięczniku „Znak” i „Tygodniku Powszechnym”. W związku z habilitacją podjął systematyczne studia nad myślą etyczną fenomenologa Maxa Schelera[2], którego pisma czytał w oryginale. 12 grudnia 1953 jego praca Ocena możliwości oparcia etyki chrześcijańskiej na założeniach systemu Maksa Schelera [taka spolszczona wersja imienia w tytule] została przyjęta jednogłośnie przez Radę Wydziału Teologicznego UJ, jednak Karol Wojtyła nie uzyskał habilitacji z powodu odmowy Ministerstwa Oświaty. Pisał wiele m.in. na temat chrześcijańskiej etyki seksualnej. W 1960 w wydawnictwie Towarzystwa Naukowego KUL opublikował książkę Miłość i odpowiedzialność. Była owocem jego studiów oraz rozmów prowadzonych ze studentami i młodymi małżeństwami w czasie wypraw wakacyjnych.
Karol Wojtyła powrócił do przerwanych obowiązków. Wykładał m.in. w seminariach diecezji: krakowskiej, katowickiej i częstochowskiej (mieściły się one wszystkie w Krakowie) oraz na Wydziale Filozofii Katolickiego Uniwersytetu Lubelskiego[3]. Jego wykłady obejmowały głównie teologię moralną i etykę małżeńską, ale ogarniały też szeroko pojętą historię filozofii[2].
Biskup
Wizytacja bazyliki Nawiedzenia Najświętszej Maryi Panny w Krakowie oo. Karmelitów na Piasku – początek czerwca 1967
Ulica Franciszkańska 3, „Okno papieskie” nad bramą wjazdową do Pałacu Biskupiego w Krakowie
Herb Karola Wojtyły jako arcybiskupa krakowskiego
4 lipca 1958 Karol Wojtyła został prekonizowany biskupem tytularnym Ombrii, a także biskupem pomocniczym Krakowa[10]. Konsekracji biskupiej Karola Wojtyły dokonał 28 września 1958 w katedrze na Wawelu, arcybiskup Eugeniusz Baziak[10] – metropolita krakowski i lwowski. Współkonsekratorami byli biskupi Franciszek Jop i Bolesław Kominek[10]. W 1962 został krajowym duszpasterzem środowisk twórczych i inteligencji. Na okres biskupstwa Karola Wojtyły przypadły także obrady II soboru watykańskiego, w których aktywnie uczestniczył[18]. Już w tym okresie bardzo dużo czasu poświęcał na podróże zagraniczne w celach ewangelizacyjnych i religijnych. W 1963 odbył pielgrzymkę do Ziemi Świętej[19].
Jako biskup przyjął, zgodnie z obyczajem, hasło przewodnie swej posługi, które brzmiało: Totus Tuus[10] (łac. Cały Twój). Dewizę tę kierował do Matki Chrystusa. Inspiracją była duchowość maryjna francuskiego pisarza ascetycznego epoki baroku, św. Ludwika Marii Grignion de Montfort. Z jego książki Traktat o prawdziwym nabożeństwie do Najświętszej Maryi Panny Wojtyła przejął koncepcję „niewolnictwa duchowego”, rozumianego jako dobrowolne, ufne i całkowite poddanie swego życia wiary i posługi w Kościele duchowemu macierzyństwu Matki Bożej.
Uczestniczył we wszystkich czterech sesjach soboru watykańskiego II[20].
W listopadzie 1963 Wydział Administracyjny KC PZPR odrzucił trzy kandydatury, w tym Wojtyły na urząd biskupa ordynariusza krakowskiego, przedstawione przez prymasa Wyszyńskiego. Jednak już 19 grudnia 1963 premier PRL Józef Cyrankiewicz w liście do Wyszyńskiego nie zgłosił zastrzeżeń co do jego kandydatury[21].
13 stycznia 1964, półtora roku po śmierci swego poprzednika, arcybiskupa Eugeniusza Baziaka, Karol Wojtyła został prekonizowany arcybiskupem metropolitą krakowskim, zaś 29 maja 1967 otrzymał kapelusz kardynalski[10]. Ingres odbył się w katedrze wawelskiej w dniu 8 marca 1964[22][23].
Kardynał
Podczas konsystorza z 26 czerwca 1967 został nominowany kardynałem[10]. 28 czerwca 1967 otrzymał w kaplicy Sykstyńskiej od papieża Pawła VI czerwony biret, a jego kościołem tytularnym stał się kościół św. Cezarego z Afryki[10].
Jako biskup diecezji krakowskiej wizytował parafie, odwiedzał klasztory (w tym zgromadzenie albertynów, założone przez św. brata Alberta). W 1965 otworzył proces beatyfikacyjny siostry Faustyny Kowalskiej, z której Dzienniczkiem oraz orędziem Miłosierdzia Bożego zapoznał się wcześniej. Spotykał się z inteligencją krakowską, zwłaszcza ze środowiskiem naukowym i artystycznym. Ponadto jeździł na Podhale i w Tatry.
Ogłosił drukiem (pod pseudonimem Andrzej Jawień) dramaty: Przed sklepem jubilera i jak misterium ujęte Promieniowanie ojcostwa, także poematy. W 1960 wydał filozoficzną monografię z zakresu etyki Miłość i odpowiedzialność, w 1969 monografię z zakresu antropologii Osoba i czyn, a w 1972 – publikację U podstaw odnowy. Studium o realizacji Vaticanum II[24]. Pomimo obowiązków duszpasterskich systematycznie prowadził wykłady na Katolickim Uniwersytecie Lubelskim, kształtując tam swą szkołę badawczą z zakresu etyki. Według świadectwa Tadeusza Nowaka, kardynał Karol Wojtyła w 1970 był przeciwny rozsyłaniu i czytaniu w diecezji krakowskiej listu pasterskiego, który Episkopat Polski przygotowywał na 50. rocznicę wojny polsko-bolszewickiej[25].
Karol Wojtyła przez wiele lat był zaangażowany w sprawy Wydziału Teologicznego Uniwersytetu Jagiellońskiego, który decyzją Rady Ministrów w 1954 przestał być częścią Uniwersytetu. Kardynał Wojtyła zwracał uwagę na tę kwestię, kierując listy do duchownych i członków archidiecezji, oraz spotykał się z uczonymi, m.in. z Adamem Vetulanim, profesorem UJ. Vetulani jeszcze pod koniec lat 50. pomagał Wojtyle przy jego pracy nad Dekretem Gracjana[26] i był dla niego autorytetem. W 1974, w sześćsetną rocznicę urodzin królowej Jadwigi, fundatorki Wydziału Teologicznego, Wojtyła skierował publiczny list do premiera rządu PRL. Rada Wydziału Teologicznego przedrukowała memoriał, domagając się zgodnie z sugestią Vetulaniego „stwierdzenia posiadania przez Papieski Wydział Teologiczny w Krakowie praw i przywilejów wyższej uczelni akademickiej”[27]. Po latach, w 1997, już jako papież Jan Paweł II, podczas szóstej pielgrzymki do Polski, na spotkaniu z rektorami polskich uczelni pod sam koniec przemówienia przywołał swojego dawnego profesora: „Jeszcze chyba jedną postać i jedno wspomnienie muszę wypowiedzieć. W czasach zmagania się o Papieski Wydział Teologiczny, wydział sześćsetletni, bardzo wiele mi pomógł profesor Adam Vetulani. I wielu innych, ale wymieniam jego, bo był mi szczególnie bliski w tych czasach”[28].
Wojtyła zyskał dojrzałość jako myśliciel, sięgając do rozległej tradycji filozoficznej (grecka etyka klasyczna, św. Tomasz z Akwinu, fenomenologia), lecz też do Biblii i do mistyki (zawsze mu bliski święty Jan od Krzyża) i budując harmonijnie koncepcję zarówno z filozofii, jak i teologii: człowieka jako integralnej osoby. Człowiek jest zadomowiony pośród świata jako byt cielesno-duchowy, otwarty na transcendencję, a godność i wolność dał mu Bóg. Tym sposobem Karol Wojtyła stał się wybitnym przedstawicielem personalizmu. W filozofii reprezentował neotomizm fenomenologizujący. Swoje poglądy stosował też i przedstawiał w pracy duszpasterskiej.
Stał się znanym poza Polską autorytetem. Był, obok prymasa Polski kardynała Stefana Wyszyńskiego, najważniejszą postacią Episkopatu Polski. Z „prymasem Tysiąclecia” (bo tak go nazywał) ściśle współpracował, okazując szacunek dla jego doświadczenia i mądrości. Jako kardynał odbywał podróże zagraniczne, zapraszany także przez środowiska uniwersyteckie. Wiosną 1976 papież Paweł VI zaprosił go do Watykanu, by w dniach 7–13 marca głosił tam rekolekcje wielkopostne (wydane później w publikacji książkowej).
Wybór na papieża
Po niespodziewanej śmierci Jana Pawła I 14 października 1978 w kaplicy Sykstyńskiej rozpoczęło się konklawe, którym wzięło udział 111 kardynałów. Wśród papabili wymieniano Giuseppe Siriego i Giovanniego Benellego. Nie uzyskali oni jednak odpowiedniej ilości 75 głosów. W tej sytuacji zaczęto promować nie-Włochów, m.in. Johannesa Willebrandsa i Eduarda Francisca Pironio[29].
16 października 1978 w ósmym głosowaniu kard. Karol Wojtyła, który nie był wymieniany wśród papabili, został wybrany na papieża. Według szacunków jego kandydaturę poparło 99 kardynałów na 111 głosujących[b][29]. O wyborze zadecydowała m.in. postawa kard. Siriego i jego zwolenników, kampania na rzecz Karola Wojtyły, prowadzona przez kard. Franza Königa oraz namowa kard. Stefana Wyszyńskiego do wyrażenia zgody[29]. Początkowo chciał nazywać się Stanisławem I, na cześć św. Stanisława, jednak kardynałowie wskazali mu, że jest to imię nienależące do tradycji rzymskiej i przybrał imię Jana Pawła II[30]. O 18:18 z komina kaplicy Sykstyńskiej uniósł się biały dym(wł.)[31]. Wynik wyboru ogłosił kard. Pericle Felici o godzinie 18:44[3].
Kilka minut później nowy papież przedstawił się tłumowi zgromadzonemu na placu św. Piotra. Wbrew temu, co przewidywał ceremoniał, postanowił wygłosić do tłumu mowę powitalną. W swoim krótkim przemówieniu oświadczył, że wezwano go „z dalekiego kraju”. Prośbą by poprawiono go, jeśli się pomyli „w naszym języku włoskim” od razu przezwyciężył nieufność Włochów. Na koniec udzielił pierwszego błogosławieństwa Urbi et Orbi[29][32]. Formalna inauguracja pontyfikatu miała miejsce w trakcie mszy św. na placu św. Piotra 22 października 1978[3].
Jan Paweł II był pierwszym papieżem z Polski, jak również pierwszym po 455 latach (od czasu pontyfikatu Hadriana VI) biskupem Rzymu niebędącym Włochem[2] oraz mając 58 lat, został wybrany najmłodszym papieżem od czasu wyboru Piusa IX w 1846, który w chwili wyboru miał 54 lata[33]. Wielokrotnie sam przywoływał słowa wiersza „Słowiański Papież” Juliusza Słowackiego.
Pontyfikat
Lata 1978–1981
Karol Wojtyła jako Jan Paweł II na balkonie bazyliki św. Piotra w dniu wyboru
Jan Paweł II podczas wizyty w Niemczech w 1980
Głównym wykładnikiem pontyfikatu Karola Wojtyły były pielgrzymki[3]. Z tego też powodu został on wkrótce potem nazwany: „papieżem-pielgrzymem”[2]. Swoją pierwszą podróż apostolską odbył w styczniu 1979 do Meksyku (gdzie otworzył Konferencję Biskupów Ameryki Łacińskiej) i do kilku państw Ameryki Łacińskiej[3]. Podkreślił tam również, że politycy krajów w większości katolickich przy okazji sprawowania władzy powinni pamiętać o prawach człowieka, wolności religijnej i godności ludzkiej[34]. Po powrocie do Rzymu w marcu wydał swoją pierwszą encyklikę – Redemptor hominis, w której podkreślił nauki głoszone w krajach odwiedzonych podczas pielgrzymki, a także rozszerzył nauki o sprawiedliwość społeczną[3].
W czerwcu tego samego roku udał się w pierwszą pielgrzymkę do Polski, gdzie podczas tej wizyty padły słynne[35] później słowa: Wołam, ja, syn polskiej ziemi, a zarazem ja, Jan Paweł II, papież. Wołam z całej głębi tego Tysiąclecia, wołam w przeddzień Święta Zesłania, wołam wraz z wami wszystkimi: Niech zstąpi Duch Twój! Niech zstąpi Duch Twój i odnowi oblicze ziemi. Tej ziemi![36], które pochodzą z Biblii[37]. Głoszone przez niego nauki walnie przyczyniły się do późniejszych transformacji ustrojowych w europejskich państwach bloku wschodniego[3].
5 września, w ramach środowej audiencji generalnej, rozpoczął pierwszy cykl katechez o sakramencie małżeństwa jako przygotowanie do mającego się odbyć rok później synodu o rodzinie. Katechezy te, z przerwami, będzie kontynuował do 1984. Zostaną opublikowane w 1986 w formie książkowej pt. Mężczyzną i niewiastą stworzył ich. Ich echo rozeszło się po całym świecie, zyskując popularną nazwę Teologia ciała[38].
Na przełomie września i października papież udał się w swą trzecią podróż – do Irlandii, a następnie do USA, gdzie skrytykował postawy kapitalistyczne i wyzyskiwanie biednych państw przez bogate[3]. Odwiedził wówczas także siedzibę ONZ[2]. W listopadzie odbył swoją ostatnią podróż w 1979. W Stambule spotkał się z patriarchą Konstantynopola Dymitrem I[34]. Uważa się, że był to jego pierwszy krok jako papieża w stronę budowania relacji ekumenicznych z prawosławiem[34].
Na ten okres przypada także ostre upomnienie Kongregacji Nauki Wiary dla niemieckiego księdza teologa, Hansa Künga (za głoszenie nauk niezgodnych z doktryną Kościoła) oraz wydanie kolejnej papieskiej encykliki – Dives in misericordia[3].
Po wyborze Karola Wojtyły na papieża Józef Mackiewicz zaproponował w paryskiej „Kulturze”, by papież odprawił mszę za polskich oficerów i intelektualistów pomordowanych w 1940 roku. Polacy w Ameryce zebrali nawet na ten cel pieniądze, które zostały przesłane w ofierze do Rzymu. Jan Paweł II jednak odmówił, a władze kościelne zerwały dotychczasowe kontakty z Mackiewiczem[39].
Zamachy na Jana Pawła II
Płyta na placu św. Piotra w miejscu, w którym dokonano zamachu na Jana Pawła II
Osobne artykuły: Zamach na Jana Pawła II (1981) i Zamach na Jana Pawła II (1982).
13 maja 1981, podczas audiencji generalnej na placu św. Piotra w Rzymie, o godzinie 17:19, Jan Paweł II został postrzelony przez tureckiego zamachowca Mehmeta Alego Ağcę[2]. Jak ustalili śledczy, chwilę wcześniej Ali Ağca mierzył w jego głowę, jednak Jan Paweł II schylił się wtedy do małej dziewczynki (Sara Bartoli) i wziął ją na ręce. Zamachowiec opóźnił oddanie strzału prawdopodobnie, dlatego że dziewczynka, którą papież trzymał na rękach, lekko przysłoniła go, co uniemożliwiło zamachowcowi dokładne wycelowanie. Ranny papież osunął się w ramiona stojącego za nim sekretarza, Stanisława Dziwisza. Ochrona przewiozła Jana Pawła II do polikliniki Gemelli, gdzie poddano papieża sześciogodzinnej operacji. Papież wierzył, że swoje ocalenie nie zawdzięczał tylko szczęściu – wyraził to słowami: „Jedna ręka strzelała, a inna kierowała kulę”[2]. Zamach miał miejsce 13 maja, podobnie jak pierwsze objawienie Matki Boskiej w Fátimie w 1917[40]. Jan Paweł II spędził na rehabilitacji w szpitalu 22 dni. Później wielokrotnie cierpiał z powodu różnorodnych dolegliwości, będących następstwem postrzału.
Dokładnie rok później papież udał się do Fatimy, by podziękować Niepokalanemu Sercu Maryi za uratowanie go od śmierci[40]. Został wówczas zaatakowany bagnetem przez Juana Maríę Fernándeza y Krohna, lecz nie odniósł poważnych obrażeń[40].
Lata 1981–1989
Jeszcze odbywając rekonwalescencję, papież wydał kolejną encyklikę – Laborem exercens, w której zaapelował o godziwe traktowanie pracowników, niekonsumpcjonistyczny system sprawowania rządów i nowy ład społeczno-ekonomiczny[3]. W tym samym czasie w Polsce zawiązał się Związek Zawodowy „Solidarność”, z którym papież sympatyzował[40]. W grudniu 1981 prezes Rady Ministrów Wojciech Jaruzelski wprowadził stan wojenny, co doprowadziło do represji wobec członków „Solidarności”[40]. W tym okresie Jan Paweł II często prowadził prywatne rozmowy z władzami polskimi i radzieckimi[40].
W 1982 papież odbył pierwszą w historii pielgrzymkę do Wielkiej Brytanii, gdzie doszło do spotkania z głową Kościoła anglikańskiego – królową Elżbietą II[3], a także z przedstawicielami polskich władz emigracyjnych[41]. Rok później, podczas wizyty w Afryce Środkowej, papież apelował o pokój w państwach ogarniętych wojną domową. W 1986 papież odwiedził zlaicyzowaną Holandię, gdzie został chłodno przyjęty przez postępowych katolików[3].
Z punktu widzenia religijnego i ekumenicznego przełomowy był rok 1986, kiedy to papież modlił się w Asyżu wspólnie z przywódcami wielkich religii o pokój na świecie (27 października)[2]. Oprócz tego był pierwszą głową Kościoła katolickiego, który odwiedził synagogę (Rzym)[2]. Na okres lat osiemdziesiątych przypada także zaangażowanie papieża w sprawy doktrynalne. Podobnie jak w przypadku Hansa Künga, cofnięto zezwolenia na działalność naukową lub udzielono upomnień od Kongregacji Nauki Wiary. Upomniano m.in. Charlesa Currana, Edwarda Schillebeeckxa (za głoszenie poglądów niezgodnych z doktryną wiary), Gustavo Gutiérreza i Leonardo Boffa (za popieranie teologii wyzwolenia)[3]. W 1988 Jan Paweł II ekskomunikował konserwatywnego arcybiskupa Marcela Lefebvre’a (od którego pochodzi ruch lefebrystów)[3].
W 1982 nadał status prałatury personalnej instytucji Opus Dei[3].
Jesień Ludów w Europie Wschodniej
Osobne artykuły: Okrągły Stół (Polska), Wybory parlamentarne w Polsce w 1989 roku, Wybory prezydenckie w Polsce w 1989 roku i Jesień Ludów.
Zdaniem historyków papież, popierając ideę niezależnych, wolnych związków zawodowych, walnie przyczynił się do upadku systemów komunistycznych w państwach bloku wschodniego[3]. Zapoczątkowały to wydarzenia w Polsce z 1989: w kwietniu nastąpiło zalegalizowanie związków zawodowych, a w czerwcu odbyły się pierwsze częściowo wolne wybory[40]. Jan Paweł II, podobnie jak włoscy politycy, uważał wybór generała Wojciecha Jaruzelskiego na prezydenta Polskiej Rzeczypospolitej Ludowej za konieczną gwarancję realizacji postanowień Okrągłego Stołu. W przemówieniu z początku lipca, ostrzegał Polaków przed nadużywaniem wolności[42].
Po tych wydarzeniach podobne zmiany ustrojowe rozpoczęły się w innych państwach, m.in.: aksamitna rewolucja na Czechosłowacji, Trójkątny Stół na Węgrzech czy Okrągły Stół w Bułgarii. W tym czasie, ówczesny przywódca ZSRR, Michaił Gorbaczow odwiedził Jana Pawła II w Watykanie, jako pierwszy władca tego kraju w historii[40]. Dwa lata później, kiedy Gorbaczow był już prezydentem, Związek Radziecki rozpadł się[40].
Lata 1989–2000
Jeszcze w 1990, dzięki dobrym relacjom z Gorbaczowem, Stolica Apostolska nawiązała stosunki dyplomatyczne z Federacją Rosyjską[3]. Zarazem jego ustalenia z prezydentem USA, Billem Clintonem, doprowadziły do ustalenia w 1994 stanowiska ws. wspólnego działania Stanów Zjednoczonych i Watykanu, na rzecz pokoju na świecie[3]. Zaowocowało to kolejnym wystąpieniem przed Zgromadzeniem Ogólnym Narodów Zjednoczonych (w 1995), gdzie Jan Paweł II zaapelował o uwolnienie przyszłości polityki i ludzi od obciążenia cynizmem[2]. Ponadto ze względu na dobre stosunki z wyznawcami judaizmu w 1993 Stolica Apostolska uznała państwo Izrael[2].
Lata 90. były kolejną dekadą naznaczoną licznymi pielgrzymkami, choć z powodu operacji stawu biodrowego w 1994, papież musiał nieco ograniczyć swoją działalność misyjną[3]. Jeszcze w 1992 odbył podróż do Afryki, gdzie w senegalskim Domu Niewolników na Gorée modlił się o przebaczenie dla handlarzy czarnoskórej ludności, którzy sprzedawali niewolników do pracy przy zbiorach kawy i bawełny[2]. W latach 1995–1996 odbył też pielgrzymki do państw Ameryki Środkowej i Centralnej, a także na Filipiny – największego katolickiego państwa Azji[3].
Początek dekady to także starania papieża o pokój na świecie – zwłaszcza w ogarniętych wojnami domowymi państwach afrykańskich oraz na Bałkanach[3]. Niektóre papieskie działania pozostawały jednak bez odpowiedzi, jak choćby apele o zaprzestanie wojen w Zatoce Perskiej oraz o zniesienie embarga nałożonego na Kubę[40]. Prawdopodobnie dzięki takiemu stanowisku, kiedy w 1998 wizytował ten kraj został ciepło przyjęty przez komunistycznego prezydenta Fidela Castro, co doprowadziło do większej akceptacji kubańskiego Kościoła katolickiego przez władze[40].
W tym czasie Jan Paweł II zadbał także o reformę Kościoła[43]. Jeszcze pod koniec lat 80. zreformował Kurię Rzymską, a w 1992 wydał nowy Katechizm Kościoła Katolickiego[43]. Siedem lat później poparł działania na rzecz ochronę środowiska naturalnego, uznając, że niszczenie środowiska może być grzechem ciężkim[43].
Jubileusz Roku 2000
Osobny artykuł: Wielki Jubileusz Roku 2000.
Od początku pontyfikatu planem papieża było wprowadzić Kościół w nowe tysiąclecie[2]. Z okazji roku milenijnego postanowił to uczcić, ogłaszając obchody Roku Jubileuszowego. Obchody poprzedziły jedne z ważniejszych wydarzeń pontyfikatu pod względem dialogu z innymi religiami[44]. W marcu 2000 papież odbył pielgrzymkę do Ziemi Świętej i spotkał się w Jerozolimie z premierem Izraela Ehudem Barakiem[44]. W trakcie pielgrzymki papież odwiedził m.in. instytut Jad Waszem, poświęcony ofiarom Holocaustu, a także modlił się przy Ścianie Płaczu[44].
Lata 2000–2005
Papież Jan Paweł II podczas audiencji generalnej w dniu 29 września 2004 na placu św. Piotra w Rzymie
W ostatnich latach pontyfikatu Jan Paweł II musiał ograniczyć swoją aktywność ze względu na stan zdrowia[45]. Postępująca choroba Parkinsona oraz przebyte w latach 90. operacje znacznie nadszarpnęły zdrowie papieża i zmusiły do mniejszej ilości pielgrzymek, jednak pomimo tego nie rozważał możliwości rezygnacji[45]. Od 2003 jego stan nie pozwolił mu już poruszać się w pozycji stojącej, więc pokazywał się publicznie wyłącznie siedząc[45].
Od 14 marca 2004 pontyfikat Jana Pawła II jest uznawany za najdłuższy, po pontyfikacie św. Piotra i bł. Piusa IX. Był papieżem przez 26 i pół roku (9666 dni). Długość jego pontyfikatu podkreśla także kontrast z papiestwem jego poprzednika Jana Pawła I, który papieżem był jedynie 33 dni. Osobistym sekretarzem Jana Pawła II przez cały pontyfikat był Stanisław Dziwisz (od 2006 kardynał). Jego drugim osobistym sekretarzem był natomiast Mieczysław Mokrzycki.
Pomimo choroby, usiłował doprowadzić do powstrzymania inwazji na Irak. Z tego powodu 13 stycznia 2003 Jan Paweł II apelował do przedstawicieli korpusu dyplomatycznego o pokój w Iraku: Nie wolno się uciekać do wojny, nawet gdy chodzi o tzw. dobro wspólne[46]. Zaznaczał, że wojna jest zawsze porażką ludzkości i jedynie w skrajnej ostateczności oraz na bardzo rygorystycznych warunkach może być ona ogłaszana[46]. Potępił wszelkie formy przemocy, w tym przede wszystkim terroryzm[46].
Pielgrzymki
Osobny artykuł: Podróże apostolskie Jana Pawła II.
Papież na lotnisku w Gdyni, 11 czerwca 1987
Jan Paweł II w Sejmie Rzeczypospolitej Polskiej w 1999
Liczba podróży apostolskich Jana Pawła II 9+ 8 7 5 4 3 2 1 0
Charakterystycznym elementem pontyfikatu Jana Pawła II były podróże zagraniczne. Odbył ich 104, odwiedzając wszystkie zamieszkane kontynenty[47]. W wielu miejscach, które odwiedził, nigdy przedtem nie postawił stopy żaden papież. Był m.in. pierwszym papieżem, który odwiedził Wielką Brytanię (od 1534 Kościół Anglii nie uznaje władzy zwierzchniej Stolicy Apostolskiej), jest też pierwszym w historii papieżem, który odwiedził Biały Dom[48] oraz jest też pierwszym papieżem, który odwiedził Sejm RP[49]. Mimo wielu zabiegów nie udało mu się jednak odbyć pielgrzymki do Rosji, prawdopodobnie ze względu na niechęć ze strony patriarchatu moskiewskiego, który zarzuca Watykanowi prozelityzm[4].
Zobacz więcej w artykule Podróże apostolskie Jana Pawła II, w sekcji Podróże apostolskie papieża Jana Pawła II do Polski.
Jan Paweł II jako papież najwięcej razy odwiedził m.in. Polskę (9 razy), USA (7 razy), Francję (7 razy) oraz spotykał się z młodzieżą na Światowych Dniach Młodzieży (9 razy).
Zobacz więcej w artykule Podróże apostolskie Jana Pawła II, w sekcji Podróże apostolskie papieża Jana Pawła II na terenie Włoch.
Jan Paweł II odbył także blisko 100 podróży na terenie Włoch (najważniejsze z nich):
20–22 maja 1985 – Mediolan
8–10 maja 1993 – Sycylia
5 września 2004 – Loreto
Beatyfikacje i kanonizacje
Osobny artykuł: Beatyfikowani i kanonizowani przez Jana Pawła II.
Podczas swojego pontyfikatu Jan Paweł II beatyfikował i kanonizował więcej osób niż wszyscy jego poprzednicy w okresie pięciu poprzedzających wieków. Ogłosił błogosławionymi w sumie 1338 ludzi, a świętymi 482 osoby, podczas 51 uroczystości[47][50].
Nominacje kardynalskie
Osobny artykuł: Kardynałowie z nominacji Jana Pawła II.
Jan Paweł II kreował 231 kardynałów, na dziewięciu konsystorzach[10]. Mianował także jednego kardynała in pectore – jego nazwisko nigdy nie zostało ujawnione[10].
Ostatnie lata
Choroba i śmierć
Zobacz wiadomości w Wikinews:
2005-04-02: Jan Paweł II odchodzi
Jan Paweł II nie żyje
Tłumy wiernych oczekujących w kolejce, aby oddać hołd zmarłemu Janowi Pawłowi II, przechodząc obok jego ciała wystawionego w bazylice św. Piotra na Watykanie (5 kwietnia 2005)
Jan Paweł II od 1992 cierpiał na postępującą chorobę Parkinsona[51][52]. Mimo licznych spekulacji i sugestii ustąpienia z funkcji, które nasilały się w mediach zwłaszcza podczas kolejnych pobytów papieża w szpitalu, pełnił ją aż do śmierci. W lipcu 1992 przeszedł operację w celu usunięcia guza nowotworowego na jelicie grubym[52]. Jego długoletnie zmagania z chorobą i ze starością były osobistym przykładem głoszonych na ten temat poglądów, w których podkreślał godność ludzkiego cierpienia i odnosił je do męki Chrystusa. 13 maja 1992 papież, w 11. rocznicę zamachu, ustanowił Światowy Dzień Chorego.
Nagłe pogorszenie stanu zdrowia papieża rozpoczęło się 1 lutego 2005. Przez ostatnie dwa miesiące życia Jan Paweł II wiele dni spędził w szpitalu i nie udzielał się publicznie. Przeszedł grypę oraz zabieg tracheotomii, wykonany z powodu niewydolności oddechowej[52].
W czwartek 31 marca tuż po godzinie 11, gdy Jan Paweł II udał się do swej prywatnej kaplicy, wystąpiły u niego silne dreszcze, ze wzrostem temperatury ciała do 39,6 °C. Był to początek wstrząsu septycznego połączonego z zapaścią sercowo-naczyniową. Czynnikiem wywołującym była infekcja dróg moczowych w osłabionym chorobą Parkinsona i niewydolnością oddechową organizmie[52].
Uszanowano wolę papieża, który chciał pozostać w domu. Podczas mszy przy jego łożu, którą Jan Paweł II koncelebrował z przymkniętymi oczyma, kardynał Marian Jaworski udzielił mu sakramentu namaszczenia. 2 kwietnia, w dniu śmierci, o godzinie 7:30 rano, papież zaczął tracić przytomność, a późnym porankiem przyjął jeszcze watykańskiego sekretarza stanu kardynała Angela Sodano. Później tego samego dnia doszło do gwałtownego wzrostu temperatury. Około godziny 15:30 bardzo słabym głosem papież powiedział: Pozwólcie mi iść do domu Ojca. O godzinie 19 wszedł w stan śpiączki, a monitor wykazał postępujący zanik funkcji życiowych. Osobisty lekarz papieski Renato Buzzonetti stwierdził śmierć papieża Jana Pawła II o godzinie 21:37 czasu miejscowego, a elektrokardiograf wyłączono po 20 minutach od tej chwili. Zmarł po zakończeniu Apelu Jasnogórskiego, w pierwszą sobotę miesiąca i wigilię Święta Miłosierdzia Bożego, w 9666. dniu swojego pontyfikatu[10]. Informację o śmierci papieża podał na placu świętego Piotra abp Leonardo Sandri, mówiąc: Najdrożsi bracia i siostry, o godz. 21.37 nasz ukochany Ojciec Święty powrócił do Domu Ojca. Módlmy się za niego[53]. W ciągu ostatnich dwóch dni życia nieustannie towarzyszyli mu wierni z całego świata, śledząc na bieżąco wiadomości dochodzące z Watykanu oraz trwając na modlitwie w jego intencji[54].
Po otrzymaniu zgody kardynała kamerlinga Eduarda Somalo[c] 3 kwietnia 2005 zabalsamowane[55] ciało Jana Pawła II umieszczono na katafalku, ubrano w ozdobne szaty papieskie i wystawiono na widok publiczny w Sali Klementyńskiej Pałacu Apostolskiego. Następnego dnia zostało przeniesione do bazyliki Świętego Piotra, dostępne dla delegacji państwowych i pielgrzymów przybyłych na obrzędy pogrzebowe.
Pogrzeb
Zobacz wiadomości w Wikinews:
2005-04-07: Ujawniono testament Jana Pawła II
2005-04-08: Łódź: Uroczystości pogrzebowe z Watykanu na telebimach w centrum miasta
Osobne artykuły: Testament Jana Pawła II i Pogrzeb Jana Pawła II.
Ciało Jana Pawła II, wystawione w bazylice św. Piotra; w tle widać prezydentów USA: George’a W. Busha (z żoną Laurą), George’a H.W. Busha i Billa Clintona oraz sekretarz stanu Condoleezzę Rice i Andy’ego Carda
Uroczystość pogrzebowa Jana Pawła II
Grób Jana Pawła II
Grobowiec w Grotach Watykańskich
(Pierwsze miejsce pochówku Jana Pawła II)
Pogrzeb Jana Pawła II odbył się w piątek 8 kwietnia 2005. Trumnę z prostych desek z drewna cyprysowego (symbolu nieśmiertelności) ustawiono wprost na rozłożonym na bruku placu św. Piotra dywanie. Mszy świętej koncelebrowanej przez kilka tysięcy kardynałów, arcybiskupów, biskupów i patriarchów katolickich Kościołów wschodnich przewodniczył dziekan kolegium, kardynał Joseph Ratzinger (który 11 dni później został następcą zmarłego papieża)[10]. Uczestniczyło w niej na placu św. Piotra ok. 300 tysięcy wiernych oraz 200 prezydentów i premierów, a także przedstawiciele różnych religii światowych, w tym duchowni islamscy i żydowscy[56][57]. Wielu zgromadzonych na uroczystości ludzi miało ze sobą transparenty z włoskim napisem santo subito („święty natychmiast”). W całym Rzymie przed ekranami rozstawionymi w wielu miejscach miasta zgromadziło się 5 mln ludzi, w tym ok. 1,5 mln Polaków[58].
Procesji z trumną przewodniczył kardynał kamerling, Eduardo Martínez Somalo. W krypcie Jana XXIII w Grotach Watykańskich trumnę złożono w drugiej, cynkowej, którą szczelnie zalutowano, a tę w trzeciej, wykonanej z drewna orzechowego. Do trumny został włożony woreczek z medalami wybitymi w czasie pontyfikatu Jana Pawła II oraz umieszczony w ołowianym pojemniku akt, który zawiera najważniejsze fakty z okresu jego pontyfikatu. Trumny zostały opatrzone watykańskimi pieczęciami. W złożeniu trumny uczestniczyli jedynie najbliżsi współpracownicy papieża, arcybiskupi Stanisław Dziwisz i Piero Marini.
Grobowiec Jana Pawła II początkowo był umiejscowiony w krypcie w podziemiach bazyliki Świętego Piotra, w pobliżu miejsca, gdzie według tradycji ma znajdować się grobowiec św. Piotra[59]. W tym samym miejscu przez 37 lat (w latach 1963–2000), do czasu beatyfikacji, pochowany był papież Jan XXIII[60].
W ramach uroczystości związanych z beatyfikacją 29 kwietnia 2011 w obecności kardynała Tarcisio Bertone dokonano otwarcia grobu i wyjęcia z niego trumny z ciałem papieża Jana Pawła II[61]. Następnie trumna bez otwierania została wystawiona na widok publiczny w bazylice Świętego Piotra, gdzie odwiedził ją m.in. papież Benedykt XVI[62].
Po uroczystościach związanych z beatyfikacją Jana Pawła II, 2 maja 2011, trumna ze szczątkami Jana Pawła II została złożona, w dotychczasowym miejscu pochówku bł. Innocentego XI, w kaplicy Świętego Sebastiana bazyliki Świętego Piotra, na lewo od Piety Michała Anioła[63]. Trumnę przykryto płytą z białego marmuru, na której widnieje napis: „Beatus Ioannes Paulus PP. II”. Nowy grób został udostępniony dla wiernych 3 maja 2011[64]. Poprzednia płyta nagrobna, po obrzędach beatyfikacyjnych w 2011, została przewieziona do Krakowa[65] i spoczywa w łagiewnickim sanktuarium Błogosławionego Jana Pawła II, stanowiącym część Centrum Jana Pawła II „Nie lękajcie się”[66].
Reakcje na śmierć
Rada Ministrów uchwałą z 3 kwietnia 2005 nr 80/2005 opublikowaną w Monitorze Polskim numer 19, pozycja 307 wprowadziła żałobę narodową na terytorium Rzeczypospolitej Polskiej od 3 kwietnia 2005 do dnia pogrzebu, ponadto zwróciła się z apelem do wszystkich obywateli Rzeczypospolitej Polskiej, władz państwowych, samorządowych, organizacji społecznych i zawodowych, innych podmiotów i instytucji oraz organizatorów imprez masowych o zachowanie żałoby narodowej i wspólne uczczenie pamięci Jego Świątobliwości Papieża Jana Pawła II[67].
Na czas żałoby w miastach odwoływano zaplanowane seanse filmowe, przedstawienia teatralne oraz wszelkie inne imprezy rozrywkowe. TVP zaprzestała także transmisji meczów Ligi Mistrzów. Stacje telewizyjne większość (a TVP i TVN24 – całość) czasu antenowego poświęcały aktualnym wydarzeniom w Watykanie i wspomnieniom o zmarłym papieżu. Część polskich stacji (m.in. MTV, Jetix i VIVA Polska) całkowicie wstrzymała emisję swoich programów do poniedziałku, 4 kwietnia. Wszystkie stacje wstrzymały emisję reklam. Przez cały żałobny tydzień polskie telewizje muzyczne prezentowały spokojną, stonowaną muzykę[68].
Jan Paweł II Wielki
Po śmierci papieża zaczęto dodawać mu nowy przydomek, nazywając go Janem Pawłem Wielkim. Tylko trzech papieży w historii Kościoła katolickiego nosiło taki przydomek: Leon I, Mikołaj I i Grzegorz I.
Przydomek ten pojawił się po raz pierwszy w homilii wygłoszonej przez kardynała Angelo Sodano w czasie żałobnej mszy na placu św. Piotra w niedzielę 3 kwietnia 2005[69] (nazajutrz po śmierci Jana Pawła II), w publikacjach „Tygodnika Powszechnego” oraz programach informacyjnych i publicystycznych największych amerykańskich stacji telewizyjnych (John Paul the Great – CNN, Fox News, ABC, CBS)[70][71].
Tablica przodków
Tablica rodowodowa[72]
Prapradziadkowie Bartłomiej Wojtyła
(30.08.1788–15.09.1848)
Anna Chudecka
(24.07.1794–17.02.1831) Kacper Gałuszka
(~1768–1.07.1828)
Apolonia Kaspera
(19.02.1797–25.07.1861) Bernard Przeczek
(18.10.1784–3.04.1841)
Helena Pawlica
(20.01.1793–3.07.1846) Jan Karol Heß
(28.01.1802–1858)
Teresa Rek
(1804–12.03.1858) Jan Kaczorowski
(1741–14.04.1827)
Ewa Adamkiewicz
(1760–14.10.1830) Jan Malinowski
(~1779–?)
Agata Migora
(28.01.1790–?) Józef Scholz
(1790–1856)
Łucja Podworska
(1790–22.12.1856) Jan Rubicki
(1778–19.03.1841)
Marianna Szafran
(27.06.1786–17.08.1864)
Pradziadkowie Franciszek Wojtyła
(11.02.1815–25.04.1872)
Franciszka Gałuszka
(~1820–18.03.1879) Franciszek Przeczek
(28.01.1821–2.08.1885)
Maria Heß
(19.11.1824–6.12.1884) Mikołaj Kaczorowski
(1797–7.07.1872)
Urszula Malinowska
(22.10.1818–7.10.1873) Jan Franciszek Scholz[73]
(12.10.1815–9.03.1882)
Zuzanna Rubicka
(3.05.1821–21.04.1900)
Dziadkowie Maciej Wojtyła
(1.02.1852–25.09.1923)
Anna Marianna Przeczek
(19.07.1853–17.09.1881) Feliks Paweł Kaczorowski
(21.05.1849–19.08.1908)
Maria Anna Scholz
(18.02.1854–21.04.1897)
Rodzice Karol Wojtyła
(18.07.1879–18.02.1941)
Emilia Anna Kaczorowska
(26.03.1884–13.04.1929)
John paul 2 coa.svg św. Karol Józef Wojtyła, papież
(18.05.1920–2.04.2005)
Proces beatyfikacyjny i kanonizacyjny
Abdur.Raqeeb.al-Moradi
zerniejewo (gmina)
Przejdź do nawigacji
Przejdź do wyszukiwania
Czerniejewo
gmina miejsko-wiejska
Herb
Herb
Państwo
Polska
Województwo
wielkopolskie
Powiat
gnieźnieński
TERYT
4303903023
Burmistrz
Tadeusz Szymanek (2014)
Powierzchnia
112,01 km²
Populacja (30.06.2016)
• liczba ludności
7 290[1]
• gęstość
65,1 os./km²
Nr kierunkowy
61
Tablice rejestracyjne
PGN
Adres urzędu:
ul. Poznańska 8
62-250 Czerniejewo
Szczegółowy podział administracyjny
Plan gminy Czerniejewo
Liczba sołectw
15
Położenie na mapie województwa wielkopolskiego
(Przełącz na mapę Polski)
Mapa konturowa województwa wielkopolskiego, w centrum znajduje się punkt z opisem „Czerniejewo”
Czerniejewo
Czerniejewo
Ziemia52°26′N 17°29′E
Multimedia w Wikimedia Commons
Strona internetowa
Biuletyn Informacji Publicznej
Portal Polska
Pałac w Czerniejewie
Czerniejewo – gmina miejsko-wiejska w województwie wielkopolskim, w powiecie gnieźnieńskim. W latach 1975–1998 gmina położona była w województwie poznańskim.
Siedziba gminy to Czerniejewo.
Według danych z 31 marca 2011 gminę zamieszkiwało 7172 mieszkańców[2].
Spis treści
1 Struktura powierzchni
2 Demografia
3 Sołectwa
4 Pozostałe miejscowości
5 Sąsiednie gminy
6 Ochrona przyrody
7 Przypisy
Struktura powierzchni
Według danych z roku 2002[3] gmina Czerniejewo ma obszar 112,01 km², w tym:
użytki rolne: 62%
użytki leśne: 30%
Gmina stanowi 8,93% powierzchni powiatu.
Demografia
Dane z 30 czerwca 2008[4]:
Opis Ogółem Kobiety Mężczyźni
jednostka osób % osób % osób %
populacja 6984 100 3522 50,4 3462 49,6
gęstość zaludnienia
(mieszk./km²) 61,4 30,2 31,2
Piramida wieku mieszkańców gminy Czerniejewo w 2014 roku[1].
Piramida wieku Gmina Czerniejewo.png
Sołectwa
Czeluścin, Gębarzewo, Goraniec, Goranin, Graby, Kąpiel, Kosowo, Nidom, Pakszyn, Pakszynek, Pawłowo, Rakowo, Szczytniki Czerniejewskie, Żydowo.
Pozostałe miejscowości
Bure, Daniele, Gębarzewko, Głożyna, Golimowo, Goranin (leśniczówka), Karw, Kosmowo, Linery, Nowy Las, Rakowo (osada), Starzenina.
Sąsiednie gminy
Gniezno, Gniezno, Łubowo, Nekla, Niechanowo, Pobiedziska, Września
Ochrona przyrody
rezerwaty przyrody
rezerwat przyrody Bielawy
Przypisy
Gmina Czerniejewo w liczbach, Polska w liczbach [dostęp 2016-03-17] (pol.), liczba ludności w oparciu o dane GUS.
Ludność w gminach woj. wielkopolskiego (pol.). W: Ludność w gminach. Stan w dniu 31 marca 2011 r. – wyniki spisu ludności i mieszkań 2011 r. [on-line]. Główny Urząd Statystyczny, 2012-07-26. s. 16. [dostęp 2013-04-13].
Portal Regionalny i Samorządowy REGIOset (pol.). regioset.pl. [dostęp 2010-09-14].
Lucyna Nowak, Joanna Stańczyk, Agnieszka Znajewska: Ludność. Stan i struktura w przekroju terytorialnym (Stan w dniu 30 VI 2008 r.). Warszawa: Główny Urząd Statystyczny, 2008. ISSN 1734-6118. (pol.)
pde
Gmina Czerniejewo
pde
Powiat gnieźnieński
pde
Powiat gnieźnieński (1919–1975)
Kategoria:
Czerniejewo (gmina)
Abdur.Raqeeb.al-Moradi
Adolf Hitler Rede am 30. Januar 1941 in Berlin
ANMERKUNG: UNSERE VERÖFFENTLICHUNGSPRINZIPIEN
Der Welt Zukunfts Fonds ist eine Quelle für Dokumente, Dokumentationen, Leseanregungen und -listen und Links zu anderen Websites, von dessen Wichtigkeit wir überzeugt sind. Die Veröffentlichung dieses Materials bedeutet keineswegs, dass der Welt Zukunfts Fonds die hervorgebrachten Ideen und Ideologien unterstützt, ausser wenn wir dies ausdrücklich erklären. Wie man an unserer Website sehen kann, sind wir überzeugte Gegner fanatistischer Ideologien wie Rassismus, religiöser Intoleranz, und Kommunismus. Wir bekämpfen solche Übel durch die Veröffentlichung zentraler Quellen. Das Studium und Verständnis der Quellen soll helfen, das Wiederaufkeimen totalitärer oder auch intoleranter Ideologien zu verhindern. Für eine detailliertere Erklärung unserer Veröffentlichungsstandards, klicken Sie bitte hier.
Meine deutschen Volksgenossen und -genossinnen!
Regierungswechsel hat es in der Geschichte schon oft gegeben, auch in der Geschichte unseres eigenen Volkes. Es ist aber sicher noch kein Wechsel einer Regierung von so tiefgreifenden Folgen begleitet gewesen wie der vor acht Jahren. Die Lage des Reiches war damals eine verzweifelte. Man hat uns nicht gerufen, in einem Augenblick die Führung der Nation zu übernehmen, da diese in einem großen Emporstieg begriffen zu sein schien, sondern man gab uns die Macht unter dem härtesten Zwang, den es geben konnte, nämlich unter dem Druck der Einsicht, daß an sich alles verloren war, und daß in den Augen der Bestgesinnten dies vielleicht noch ein letzter Versuch sein konnte, in den Augen Übelwollender aber damit endgültig auch die nationalsozialistische Bewegung zum Scheitern verdammt sein würde.
In der Folge mußte die damalige Situation, wenn es nicht gelang, das deutsche Volk wie durch ein Wunder zu retten, einen katastrophalen Ausgang nehmen. Denn schon fünfzehn Jahre vorher war der Weg nach unten ein ununterbrochener. Allerdings war diese Situation selbst ja nur das Ergebnis des Weltkrieges und des Ausganges des Weltkrieges, unseres eigenen inneren politischen, moralischen und damit auch militärischen Zusammenbruchs.
Es ist daher gerade an einem solchen Tage wichtig, uns wieder zurückzubesinnen auf die Ursache dieses ganzen nationalen Unglücks.
Was war der Grund zum Weltkrieg? Ich möchte das nicht auf das persönliche Gebiet schieben. Darüber ist zuviel bereits an Abhandlungen geschrieben worden. Amerikanische Doktoren haben im Auftrag des derzeitigen Präsidenten Roosevelt die Ursache des Weltkrieges untersucht und dabei festgestellt, daß es sich nicht um ein deutsches Verschulden handeln konnte. Persönlichkeiten spielen in so großen zeitgeschichtlichen Augenblicken nur dann eine Rolle, wenn sie wirklich als überragende Erscheinungen in den Bannkreis der Umwelt treten. Das war damals nicht der Fall. Weder auf der deutschen noch auf der anderen Seite befanden sich Persönlichkeiten von überragendem Format. Es konnte also der Grund an sich gar nicht im Versagen oder auch nur im Wollen Einzelner liegen, sondern die Ursachen waren tiefere.
Keine Ursache zum damaligen Kriege konnte zunächst die deutsche Staatsform sein. Denn Deutschland war schon eine Demokratie, und zwar was für eine! Streng kopiert nach den Vorbildern des Auslandes, des Westens, eine Kompromißlösung zwischen Monarchie und parlamentarischer Demokratie, also sogenannte konstitutionelle Monarchie mit praktisch parlamentarischer Führung. Dieser Staat also konnte in seiner Staatsform wirklich nicht die Ursache zum damaligen Krieg der Demokratien gegen das damalige Reich sein.
Deutschland als politischer Faktor gesehen, der Welt gegenüber, konnte schon mehr Grund abgeben, denn nach jahrhundertelanger Zerrissenheit und damit gleichbedeutender Ohnmacht haben sich endlich die deutschen Stämme und Staaten, wenn auch mehr äußerlich gesehen, zusammengefügt zu einem neuen Staat, zu einem Reich, und haben damit in Europa naturgemäß ein neues Kraftelement dem sogenannten Gleichgewicht der Kräfte eingefügt, das verständlicherweise als Fremdkörper empfunden wurde.
Noch zwingender war vielleicht die Abneigung gegenüber dem damaligen Reich als wirtschaftlichem Faktor. Während jahrhundertelang Deutschland seine wirtschaftliche Not zu beheben versuchte, indem es entweder die Menschen allmählich verhungern ließ oder sie zur Auswanderung zwang, begann das damalige Deutschland nunmehr steigend mit der Konsolidierung seiner politischen Macht sich auch zu einer Wirtschaftlichen zu entwickeln, d. h. statt Menschen zu exportieren, Waren zu exportieren und sich damit die notwendigen Absatzmärkte auf der Welt sicherzustellen. Ein Vorgang, der, von unserem Standpunkt aus gesehen, natürlich und recht war, vom Standpunkt anderer allerdings als ein Eingriff in ihre heiligsten Domänen empfunden wurde. Und wir kommen dann gleich zu dem Staat, der diesen Eingriff als unerträglich empfand: England!
Dreihundert Jahre lang vor dem hat England allmählich sein sogenanntes Weltreich gebildet. Nicht gebildet durch den freien Willen oder durch die übereinstimmenden Kundgebungen der Absichten oder Anschauungen der Betroffenen, sondern dreihundert Jahre lang ist dieses Weltreich zusammengeschmiedet worden nur durch Gewalt. Krieg um Krieg wurde geführt, Volk um Volk wurde seiner Freiheit beraubt, Staat um Staat wurde zerbrochen, um endlich dieses Gebilde zu schaffen, das sich britisches Imperium heißt.
Dabei war die Demokratie überall nur eine reine Maske. Hinter der Demokratie steht in Wirklichkeit die Völkerbeherrschung im Großen und die Menschenunterdrückung und Knebelung im Einzelnen. Dieser Staat kann es heute nicht wagen, seine Glieder wirklich abstimmen zu lassen, ob sie jetzt nach jahrhundertelanger Bearbeitung etwa bereit wären, freiwillig Glieder dieser Weltgemeinschaft zu sein. Im Gegenteil! Ägyptische Nationalisten, indische Nationalisten, sie wandern zu Tausenden in die Kerker und in die Gefängnisse. Konzentrationslager sind nicht in Deutschland erfunden worden, sondern Engländer sind die genialen Erfinder dieser Idee. Sie haben mitgeholfen, durch derartige Institutionen anderen Völkern allmählich das Rückgrat zu zerbrechen, den nationalen Widerstand aufzulösen, ihn zu zermürben und endlich die Völker geneigt zu machen, dieses britische Joch der Demokratie zu übernehmen. Dabei war allerdings noch ein gewaltiges Mittel, das Mittel der Lüge, der Phrase und damit der Propaganda. Es gibt ein Sprichwort, das besagt, daß, wenn der Engländer von Gott spricht, er Kattun weint. Und es ist auch heute so. Wenn man bedenkt, wie fromm und gläubig nach außen hin Menschen tun, die eiskalten Herzens Volk um Volk in einen Kampf hineintreiben, der nur ihren materiellen Interessen dient, dann kann man nur sagen: Selten ist die menschliche Heuchelei zu einer solchen Höchstleistung gediehen, wie dies beim heutigen Engländer der Fall ist. Jedenfalls aber war das Ergebnis eines dreihundertjährigen blutbedeckten Weges, den die britische Geschichte zurücklegte, die Tatsache, daß 46 Millionen Engländer im Mutterlande heute rund ein Viertel der Erdoberfläche beherrschen raummäßig und auch menschenmäßig, d. h., daß auf 46 Millionen Mensehen rund 40 Millionen Quadratkilometer Raum kommen.
Es ist das Wichtige, meine Volksgenossen, daß wir das immer wieder in die Welt hinausschreien, weil unverschämte demokratische Lügner auftreten und behaupten, die sogenannten autoritären Staaten wollten die Welt erobern, während in Wirklichkeit die Welteroberer unsere alten Feinde sind. Dieses britische Weltreich hat auf dem Weg seiner Entstehung nur einen einzigen Strom von Blut und Tränen hinterlassen. Es beherrscht heute ohne Zweifel einen gewaltigen Teil der Erde. Allein, auch jetzt wird diese Weltbeherrschung nicht etwa nur durch die Macht einer Idee durchgeführt, sondern im wesentlichen durch die Macht der Gewalt und, soweit diese Gewalt nicht reicht, durch die Macht kapitalistischer oder wirtschaftlicher Interessen.
Wenn wir uns dieses sonderbare Entstehen des britischen Weltreiches vor Augen halten, dann wird der Prozeß selbst nur verständlich durch die Tatsache des vollkommenen Ausscheidens des europäischen Kontinents als geschlossener Faktor dieser Entwicklung gegenüber. Und dieses Ausscheiden wurde vor allem dokumentiert durch das Ausscheiden des Deutschen Reiches. Dreihundert Jahre lang hat es ein Deutschland praktisch nicht gegeben. Während die Briten wohl von Gott redeten, aber ihre wirtschaftlichen Interessen im Auge hatten, hat das deutsche Volk aus einer Überspanntheit religiöse Streitfragen zu einer solchen Bedeutung erhoben, daß es dafür jahrhundertelang blutige Kriege führte, etwas, was mit die Voraussetzung war für die Möglichkeit der Entstehung des britischen Weltreiches. Denn in eben dem Maße, in dem die deutsche Nation ihre Kraft im Innern zu verbrauchen begann und allmählich praktisch damit auch als Machtfaktor nach außen ausschied, in eben dem Maß konnte selbstverständlich England, basierend auf dieser neu sich bildenden europäischen Umordnung, in aller Ruhe sein Weltreich zusammenräubern.
Aber nicht nur Deutschland war in diesen drei Jahrhunderten praktisch ausgeschieden vom Wettbewerb auf dieser Erde. Das gleiche galt auch von Italien. Ähnliche Erscheinungen wie in Deutschland, dort weniger religiöser Art, dafür aber staatlicher Art, dynastischer Art. Und wieder aus anderen Gründen auch das Ausscheiden einer weiteren großen Nation in Ostasien, die ebenfalls seit nun fast vierhundert Jahren sich von der übrigen Welt allmählich abzuseilen begann und den eigenen Lebeneraum nicht mehr als wesentlich beachtete und sich in eine freiwillige Zurückgezogenheit versenkte.
So entstand besonders in Europa eine Kräfteordnung, die England als sogenanntes Gleichgewicht der Kräfte bezeichnete, das heißt in Wirklichkeit eine Desorganisation des europäischen Kontinents zugunsten des britischen Inselreiches. Daher war es auch das Ziel der britischen Politik seit Jahrhunderten, diese Desorganisation aufrechtzuerhalten; natürlich nicht unter dem Wort Desorganisation, sondern unter einem schöneren Wort wieder. Man spricht, wie gesagt, auch nicht von Kattun, sondern man sagt Gott. Man redet nicht von der Desorganisation Europas, sondern man redet vom "Gleichgewicht der Kräfte".
Und dieses sogenannte Gleichgewicht der Kräfte, das heißt die wirkliche innere Ohnmacht Europas, hat es England ermöglicht, immer wieder von Fall zu Fall und je nach Bedarf Staat gegen Staat auszuspielen und dadurch die europäischen Kräfte stets in inneren Kämpfen zu verzehren, um seinerseits nun in aller Ruhe in verhältnismäßig widerstandsarme Räume der übrigen Welt vorzustoßen.
Und doch, wenn man heute noch spricht von einer Weltmacht England oder von England als Herrn der Welt, so ist das nur noch ein Wahn. England ist zunächst schon im Innern trotz seiner Welteroberung der sozial rückständigste Staat, den es wohl in Europa gibt; sozial rückständig, das heißt, ein Staat, dessen gesamte Ausrichtung nach den Interessen einer verhältnismäßig kleinen und dünnen Oberschicht hin erfolgt und der mit dieser Oberschicht verbündeten jüdischen Genossenschaft. Die Interessen der breiten Massen spielen bei der Ausrichtung dieses Staates überhaupt keine Rolle. Auch hier behilft man sich mit Phrasen, man redet von Freiheit, man redet von Demokratie, man redet von den Errungenschaften eines liberalen Systems und versteht darunter doch nichts anderes als die Stabilisierung des Regimes einer Gesellschaftsschicht, die es möglich macht, dank ihres Kapitals die Presse in ihre Hand zu bekommen und zu organisieren und zu dirigieren und damit die öffentliche Meinung zu bilden. So ist es möglich, daß in einem Staat, der über die größten Reichtümer der Erde verfügt, dem gigantische Lebensräume zur Verfügung stehen, der im gesamten gesehen kaum einen Menschen auf den Quadratkilometer besitzt, so ist es möglich, daß in einem so von der Natur gesegneten Gebilde Millionen Menschen an diesen Segnungen keinerlei Anteil haben, sondern armseliger leben als die Menschen in irgendeinem unserer übervölkerten mitteleuropäischen Staaten. Das Land, das für einige wenige ein Paradies ist, ist für viele, das heißt für die Masse, in Wirklichkeit nur ein laufendes Elend. Elend in der Ernährung, Elend in der Kleidung, Elend vor allem in der Wohnung, Elend in der Sicherheit des Verdienstes, Elend in der gesamten sozialen Gesetzgebung.
Und wenn heute plötzlich ein britischer Arbeitersekretär, der aber nebenbei als "Oppositioneller" von Staats wegen bezahlt wird, wenn der nun auftritt und sagt: "England wird nach diesem Krieg, nach seinem Sieg, beginnen müssen, soziale Fragen in Angriff zu nehmen und soziale Probleme zu lösen; wir werden uns auch um die breite Masse kümmern müssen", – dann kann ich diesem Sekretär nur sagen: Das ist bei uns schon längst geschehen!
Es ist nur für uns interessant, weil es eine Bestätigung unserer Behauptung ist, daß England in Wirklichkeit das sozial rückständigste Land der Welt ist. So ist also zunächst nach innen gesehen dieser gigantische Reichtum nach außen eigentlich ein unfruchtbarer, wenn man von einigen wenigen Menschen absieht und die breite Masse zum Vergleich heranzieht.
Aber auch nach außen ist diese Weltbeherrschung doch nur mehr ein Schein. Die Welt hat neue Zentren erhalten. Riesenstaaten sind entstanden, die von England weder angegriffen, ja nicht einmal bedroht werden können. Die ganze britische Weltbeherrschungsidee basiert noch darauf, immer wieder Fremde bekommen zu können, um gegen den Kontinent vorzugehen. Allein, außerhalb dieses europäischen Kontinents oder weit über diesen Kontinent hinaus sind große Staatengebilde entstanden. Und diese Staatengebilde sind überhaupt unangreifbar für England. Die britische Diplomatie kann höchstens durch ein geschicktes Lavieren, durch den Versuch des Ausspielens anderer Kräfte dort ihre Stellung zu halten versuchen. Das heißt also, sie muß schon jetzt versuchen, das sogenannte Gleichgewicht der Kräfte in Europa zu einem Gleichgewicht der Kräfte der Welt zu erheben, mit anderen Worten, Weltstaaten gegeneinander auszuspielen, um noch den Schein wenigstens einer Weltmacht aufrechtzuerhalten.
In Europa selbst aber hat das Erwachen der Völker die sogenannte Gleichgewichtstheorie, das heißt, das Prinzip der Desorganisation des Kontinents, bereits beseitigt. In diesem desorganisierten europäischen Kontinent ist die Volkwerdung und damit die Bildung des neuen Reiches, der deutschen Nation gestoßen. Und im Süden von uns die Italiens. Neue Elemente sind damit gekommen, die dieses Gleichgewicht der Kräfte als eine Chimäre erscheinen lassen. Es existiert nicht mehr. Und allerdings, darin sehen wir nun wirklich den tiefsten Grund zum Weltkrieg.
Seit 1871, seit sich die deutschen Stämme zu organisieren begannen und unter der Führung eines genialen großen Staatsmannes wieder ein Reich bildeten, seit also die an sich schon langsam sich ankündigende nationale Wiedergeburt des deutschen Volkes die staatliche Einheit fand, seitdem begann England dieses neue Gebilde mit seinem Haß zu verfolgen. Schon 1871, ja schon 1870, sofort nach der Schlacht von Sedan, begannen britische Zeitungen darauf hinzuweisen, daß dieses neue Gebilde für England schädlicher sei als etwa das alte Frankreich. Ja, man hatte erhofft – schon damals -, daß Preußen es gelingen könnte, vielleicht in einem langen Krieg Frankreich wieder zurückzuweisen. Aber man wollte nicht, daß etwa aus der preußischen Erhebung eine deutsche nationale Wiedergeburt oder gar ein neues Deutsches Reich entstehen würde. So kam jene Zeit seit 1871 bis 1914, in der England unentwegt gegen Deutschland zum Kriege hetzte, bei jeder Gelegenheit Deutschland anfeindete und anfeindete, bis endlich der Weltkrieg ausbrach, das Werk einer ganz kleinen Gruppe internationaler gewissenloser Strolche.
Und England hat für diesen Weltkrieg, den es auch wieder nur führen konnte mit fremder Hilfe, die fremde Hilfe bekommen. Und es ist nun interessant, sich den ganzen Entwicklungsgang dieser britischen Weltmachtpolitik seit etwa vierhundert Jahren vorzustellen. Erst Kampf gegen Spanien mit Hilfe der Holländer, dann Kampf gegen die Holländer mit Hilfe anderer europäischer Staaten, darunter auch Frankreich, dann Kampf endlich gegen Frankreich mit Hilfe Europas, dann endlich Kampf gegen Deutschland mit Hilfe Europas und der zur Verfügung stehenden anderen Welt. Der Weltkrieg, der 1914 bis 1918 Europa erschütterte, war ausschließlich das gewollte Produkt britischer Staatskunst. Trotzdem nun damals die ganze Welt gegen Deutschland mobilisiert worden war, ist Deutschland tatsächlich nicht besiegt worden. Wir können das heute ruhig aussprechen. Ich möchte nicht Kritiker der Vergangenheit sein dann, wenn ich eine Sache nicht besser gemacht habe. Heute aber kann ich als einer der geschichtlichen Männer, die eine Sache besser gemacht haben, auch die Vergangenheit kritisch betrachten und beurteilen. Und ich kann nur sagen: der Erfolg des Jahres 1918 ist das ausschließliche Ergebnis einer seltenen Anhäufung persönlicher Unfähigkeiten in der Führung unseres Volkes, einer einmaligen Anhäufung, die in der Geschichte weder früher bisher da war, noch in der Zukunft, das können die Herren glauben, sich wiederholen wird.
Und trotzdem hat dieses Land und hat der deutsche Soldat über vier Jahre lang einem Ansturm einer feindlichen Welt standgehalten. Und er hätte ihr noch länger standgehalten, wenn nicht als weiteres Moment dazugekommen wäre die damals noch vorhandene Gläubigkeit des deutschen Volkes in die Ehrenhaftigkeit einer übrigen demokratischen Welt und ihrer Staatsmänner. Diese Gutgläubigkeit des deutschen Volkes, die von vielen damals bedauert wurde, hat einen furchtbaren geschichtlichen Lohn erhalten.
Und wenn nun heute Engländer kommen und glauben, daß es genügt, die alten Propagandawalzen des Jahres 1917/18 wieder in das Grammophon einzulegen, um eine neue Wirkung zu erzielen, dann kann ich nur sagen: sie haben nichts vergessen, aber auch leider oder zu ihrem Unglück nichts gelernt! Und darin unterscheiden sie sich nun vom deutschen Volk. Das deutsche Volk hat seitdem gelernt, und es hat aber auch nichts vergessen. Wir wollen dabei nicht kleinlich sein. In der Geschichte sind einzelne Wortbrüche in der Vergangenheit schon oft geschehen. Was aber im Jahre 1918, 1919, 1920, 1921 usw. stattfand, war nicht ein Wortbruch, sondern das waren Wortbrüche am laufenden Band! Nicht ein Wortbruch, sondern kein Wort hat man gehalten! Es ist eine große Nation noch nie so betrogen worden wie damals das deutsche Volk. Was hat man uns zugesichert, was hat man diesem gutgläubigen Volk versprochen – und was haben sie dann mit unserem Volke getan! Es ausgeplündert und ausgepreßt. Man hat sich dabei eines fremden Staatsmannes bedient, eines Amerikaners, um eine größere Gläubigkeit beim deutschen Volk zu erzielen. Und vielleicht war das ja wohl auch die Ursache, warum das deutsche Volk auf diese ganzen Manöver hereinfiel. Allein, das ist daher auch in dieser Hinsicht nun immunisiert worden gegen alle ähnlichen Versuche der Zukunft. Das deutsche Volk hat Jahr für Jahr damals Gelegenheit gehabt, über die Ehrenhaftigkeit demokratischer Zusicherungen, Versprechungen, demokratischer Worte und demokratischer Staatsmänner nachzudenken und Vergleiche anzustellen und das praktisch am eigenen Leibe nun zu prüfen. Und aus dieser Zeit ist ja endlich die nationalsozialistische Bewegung hervorgegangen!
Wenn man nun sagt: "Warum haben Sie sich auf eine ganz neue Ideologie gestürzt?" Weil die alte jammervoll versagt hat. Nicht nur im Innern. Gott, die Demokratie war bei uns ein miserables Gebilde. Wenn so vierzig, fünfzig Parteien konkurrieren mit ihren gewaltigen Weltanschauungsinteressen, die vom Besitz aus dem Niveau von Radfahrervereinigungen bis zum Hausbesitz usw. fortgehen, dann ist das schon an sich ein sehr schlechtes Bild. Aber davon ganz abgesehen – wenn wir wenigstens für diese erbärmliche innerdemokratische Mißgestaltung unseres Lebens nach außen hin belohnt worden wären, dann könnte man noch sagen, gewiß, im Innern hat das Zeug ja versagt, aber nach außen, ihr habt doch wenigstens dafür eine anständige Behandlung bekommen. Im Innern war das ganze natürlich ein Witz, aber man hat euch wenigstens nach außen hin ernst genommen, man hat wenigstens so getan, als wollte man euch ernst nehmen. Man hat euch wenigstens etwas erfüllt von dem, was man euch versprach, wenn ihr brave Demokraten nach dem Vorbild der anderen sein wollt. – Wenn wenigstens das der Fall gewesen wäre. Aber wen haben sie denn fünfzehn Jahre lang ausgeplündert, wen haben sie denn betrogen, wen haben sie denn erpreßt, wen haben sie denn ausgeschunden? Etwa den nationalsozialistischen Staat? Die deutsche Demokratie!
Als ich 1918 nach Hause kam und den Winter 1918 auf 1919 nun so durchlebte, da wurde mir natürlich wie vielen anderen klar, daß von der vorhandenen politischen Welt in Deutschland eine Erneuerung nicht mehr erwartet werden durfte. Und ich begann daher, wie so viele andere, zu suchen. Und es entstand die Konzeption, die später als Nationalsozialismus das deutsche Volk eroberte, ausgehend von einer Erkenntnis: die deutsche Nation ist gefallen, weil sie sich den Luxus erlaubte, ihre Kraft im Innern zu verbrauchen. Nach einem ewig gültigen Gesetz hat dieser Kräfteverbrauch im Innern ihre Kraft nach außen beseitigt. Sie hat dafür gehofft, die freundliche Sympathie der anderen zu erringen, und sie hat nichts kennengelernt als den nackten Egoismus grausamster, niederträchtigster Finanzinteressenten, die nun auszuplündern anfingen, wo etwas auszuplündern war. Man durfte nichts anderes erwarten.
Aber nun, die Würfel waren gefallen. Eines schien mir klar zu sein: Jeder Wiederaufstieg konnte überhaupt nicht von außen seinen Anfang nehmen, sondern nur von innen. Erst mußte die deutsche Nation eine Konzeption erfahren ihres inneren politischen Kampfes, die es ermöglichte, die ganze Kraft Deutschlands wieder zusammenzufassen, und zwar vor allem die idealistische Kraft. Und diese idealistische Kraft, sie steckte, wie die Dinge lagen damals, ja nur in zwei Lagern, im sozialistischen und im nationalistischen. Gerade die beiden Lager, die sich auf das tödlichste befehdeten und am schärfsten bekämpften, diese beiden Lager mußten zusammengefügt werden zu einer neuen Einheit.
Heute, meine Volkgenossen, da im Zeichen dieser Einigung Millionen und Millionen marschieren, scheint das so selbstverständlich zu sein. Im Jahre 1918 und 1919 erschien das als Ausgeburt einer kranken Phantasie. Man bemitleidete mich höchstens. Vielleicht aber, meine Volksgenossen, war das ein Glück! Hätte man mich damals ernst genommen, dann würde man mich wahrscheinlich vernichtet haben. Denn die Bewegung war ja viel zu klein, um einer solchen Vernichtung einen Widerstand entgegensetzen zu können. So war es vielleicht naturgewollt oder auch gottgewolltes Schicksal, daß man uns damals auslachte, verspottete und daß schon damals eine gewisse Propaganda sich über uns nur lustig machte und uns nur als einen Witz ansah. So gelang es allmählich, den ersten Keim und damit Kern einer neuen Volksgemeinschaft zu bilden in unserer Bewegung – eine fast unglaubliche geschichtliche Erscheinung -, eingeleitet durch lauter unbekannte Menschen, Anhänger zu gewinnen in erster Linie aus der breiten Masse, aus dem Volke selbst.
Es ist nur in einem zweiten Staat dieser Prozeß bisher als gelungen anzusehen, in Italien, sonst bisher noch nirgends in Europa. In vielen Staaten sehen wir vielleicht einen Beginn. In einigen Demokratien, da erkennt man wohl die Bedeutung eines solchen Prozesses, und man glaubt nun, durch Schwindeleien ein Ähnliches erreichen zu können. Man vergißt darüber aber vor allem immer eines: eine solche Neugeburt eines Volkes ist wirklich ein wunderbarer Vorgang, ein Vorgang, der mehr Glauben voraussetzt als etwa sogenanntes abstraktes geistreiches Wissen. Und daß uns in den Jahren 1918 und 1919 und 1920 und 1921 allmählich dieser primitive Glaube der breiten Masse zuströmte, das bildete den ersten Kern unserer Bewegung, das ließ damals diese kleinen Menschen, die aus den Betrieben, aus den Fabriken, aus den Bergwerken, von den Bauernhöfen, von den Kontoren usw. kamen, das ließ diese kleinen Menschen glauben an ihre Zukunft, an die Zukunft dieser Idee, dieser Bewegung und an den späteren Sieg.
Wir haben eine Erkenntnis damals vertreten: wenn die deutsche Nation nicht ihre Stellung der Welt gegenüber repariert, d. h. wieder ein Machtfaktor wird, dann wird Deutschland tatsächlich in kurzer Zeit zwanzig Millionen Menschen weniger haben. Denn das konnte man ja ausrechnen: die Erwerbslosigkeit griff Jahr um Jahr um sich. Es kam damit erst recht die Ziellosigkeit und Planlosigkeit der nationalen Konzeptionen, der wirtschaftlichen Planungen. Der ewige Wechsel des Regimes verhinderte jede Voraussicht auf längere Zeiten. Projekte über zwei, drei Monate Dauer hatten keinen Sinn mehr, weil der Betreffende von vornherein wissen konnte, daß er in drei Monaten nicht mehr regieren würde. Der eine sagte "Warum soll ich das wegräumen, was andere schlecht gemacht haben?" – und der andere sagte: "Warum soll ich etwas besser machen, damit sich ein anderer dann hier hineinsetzt." – Es wurde kein Grund mehr gefunden, überhaupt zu durchgreifenden wirklichen Lösungen zu schreiten. Damit aber mußte die nationale Ohnmacht zwangsläufig zunehmen, der wirtschaftliche Verfall sich ausdehnen, die Zahl der Erwerbslosen sich vergrößern, die Zahl der im Erwerbsleben Stehenden sich vermindern, die Belastung auf diesen Schultern immer noch mehr zu erhöhen, ihre Tragfähigkeit damit vermindern, und endlich mußte darüber ein Zusammenbruch kommen, dessen Ende nicht abzusehen war. Aber es war schon anzunehmen, daß die gemütvolle und humane Prophezeiung des großen französischen Demokraten Clemenceau, daß wir zwanzig Millionen Menschen zuviel hätten, daß diese Prophezeiung verwirklicht würde. So entstand demgegenüber damit das Programm einer Zusammenfassung der deutschen Kraft mit der Zielsetzung, unser Lebensrecht nach allen Seiten hin zu wahren.
Wir haben damit einen Weg gewählt, der zwischen zwei Extremen lag. Vorerst waren wir einem Extrem schon verfallen, dem liberalen, individualistischen, das das Individuum in den Mittelpunkt nicht nur der Betrachtung, sondern auch des ganzen Handelns stellte. Auf der anderen Seite stand lockend vor unserem Volk die Theorie der Menschheit als universaler Begriff, die den Einzelnen allein verpflichtet. Und zwischen diesen beiden Extremen stand nun unser Ideal: das Volk, in dem wir eine seelische und körperliche Gemeinschaft erblicken, die die Vorsehung gestaltet und damit gewollt hat, in die wir gesetzt sind und in der wir allein unser Dasein meistern können. Und wir haben nun bewußt alle unsere Gedanken diesem Ziele untergeordnet, die Interessen diesem Ziele angepaßt, alle Maßnahmen in Übereinstimmung mit diesem Ziel gebracht. So entstand die nationalsozialistische Gedankenwelt, die eine Überwindung des Individualismus darstellt, nicht etwa in dem Sinne, daß sie die individuelle Fähigkeit beschneidet oder die Initiative des Einzelnen lähmt, sondern nur in dem Sinne, daß über der individuellen Freiheit und über jeder Initiative des Einzelnen das gemeinsame Interesse steht, daß dieses gemeinsame Interesse das Regulierende, das Bestimmende, wenn notwendig das Hemmende, wenn notwendig aber auch das Befehlende ist.
Damit begannen wir einen Kampf damals gegen Alle, gegen die Anhänger des individualistischen Prinzips genau wie gegen die Anhänger des Menschheitsgedankens. Und in diesem Kampf haben wir in fünfzehn Jahren so allmählich die deutsche Nation erobert. Ich habe dabei immer die Auffassung vertreten, meine Mitbürger zu gewinnen. Und wenn diese Bewegung nach einem Jahr die ersten zehntausend Anhänger zählte und dann später immer wuchs, dann waren diese Anhänger ja doch Volksgenossen, die früher etwas anderes geglaubt hatten. In den Reihen meiner Partei marschierten ja doch nur Deutsche, die früher bei anderen Bewegungen waren. Hunderttausende Männer meiner SA, meiner SS waren früher Kämpfer in anderen Organisationen gewesen. Das heißt, wir haben sie alle überzeugt und erobert, indem wir sie innerlich gewonnen haben. Es war der größte Seelenkampf, der je in unserer Geschichte vielleicht ausgefochten worden war. Denn ich konnte ja keinen zwingen, mit mir zu gehen, in meine Organisationen einzutreten; sie alle mußten innerlich überzeugt werden, und nur aus ihrer inneren Überzeugung heraus haben sie dann die großen Opfer auf sich genommen.
Dieser Kampf sollte wirklich mit dem Geist, d. h. mit der Kraft der Rede, des Wortes, der Schrift und damit der Überzeugung geführt werden. Und nur dort, wo ein böswilliger Gegner sagte: "Im Geiste kann ich euch nicht widerstehen, aber ich bin stärker als ihr. Und weil ich euch im Geiste nicht widerstehen kann, werde ich euch mit der Gewalt Widerstand leisten", – nur dort allerdings, da habe ich als einstiger Frontsoldat auch die Antwort gewählt, die der Gewalt gegenüber allein am Platz ist: Gewalt gegen Gewalt!
So entstand die streitende Bewegung, die mit dem Geiste focht, solange der andere bereit war, ebenfalls mit geistigen Waffen anzutreten, die aber auch nicht davor zurückschreckte, sofort auch an die Gewalt zu appellieren, sowie der andere seinerseits glaubte, mit der Gewalt den Geist töten zu können.
Wir hatten dabei die Gegner, die uns auch nach außen immer entgegengetreten sind: eine Verschmelzung aller international fühlenden, denkenden und handelnden Personen aus allen Lagern. Wir kennen die damaligen Koalitionen, die gegen uns antraten, und ich darf heute schon sagen: in diesem Geisteskampf sind wir ihrer überall Herr geworden, denn als ich endlich zur Macht gerufen wurde, da kam ich unter der Präsidentschaft des Generalfeldmarschalls von Hindenburg als Reichspräsidenten auf legalem Wege, infolge der stärksten Bewegung, die hinter mir stand, zur Macht!
Das heißt also: die sogenannte nationalsozialistische Revolution hat in der Demokratie mit der Demokratie die Demokratie besiegt!
Sie hat sich auf streng legalem Wege alle Machtmittel gesichert. Auch heute stehe ich vor Ihnen auf Grund des Mandat der deutschen Nation, und zwar eines Mandates, das umfassender ist, als es irgendein sogenannter demokratischer Staatsmann heute besitzt.
Als ich nun 1933 zur Macht kam, war unser Weg klar vorgezeichnet. Er war im Innern genau bestimmt durch einen fünfzehnjährigen Kampf, der uns in tausend Kundgebungen dem deutschen Volke verpflichtet hatte. Und ich wäre ehrlos und würde verdienen, daß man mich steinigen würde, wenn ich auch nur einen Schritt von diesem Programm zurückgewichen wäre oder zurückweichen würde.
Dieses Programm besagte, gesellschaftlich gesehen: Herstellung der deutschen Volksgemeinschaft, Überwindung aller Klassen und Standesvorurteile, Erziehung des deutschen Menschen zur Gemeinschaft, wenn notwendig Brechung des Widerstandes derjenigen, die sich dieser Gemeinschaft nicht fügen wollen.
Wirtschaftlich: Aufbau einer deutschen Nationalwirtschaft, die unter Anerkennung der Bedeutung der privaten Initiative doch das gesamte wirtschaftliche Leben dem allgemeinen Interesse unterstellt und unterordnet.
Und glauben Sie mir, auch hier ist eine andere Zielsetzung nicht mehr denkbar. In Zeiten, in denen die Völker gezwungen sind, auf den Schlachtfeldern zur Verteidigung ihrer Interessen anzutreten und dabei keine Ausnahme machen können zwischen solchen, die viel, oder solchen, die wenig zu vertreten haben, in solchen Zeitläufen sind wirtschaftliche Vorteile oder Vormachtstellungen zuungunsten der Interessen der Allgemeinheit nicht mehr aufrechtzuerhalten.
Wie überall, so ging ich auch hier den Weg der Belehrung, der Erziehung, des langsamen Anpassens. Denn es war mein Stolz, diese Revolution durchzuführen, ohne daß in Deutschland auch nur eine Fensterscheibe zerstört wurde, eine Revolution, die zu den größten Umwälzungen, die jemals auf der Erde geschehen, führt, und die nicht das Geringste zerstört, sondern nur allmählich alles umstellt, die Weiche um Weiche neu ausrichtet, bis endlich diese ganze große Gemeinschaft ihren neuen Weg gefunden hat. Das war unser Ziel.
Und genau so war es auch außenpolitisch. Und hier habe ich ein Programm aufgestellt: Beseitigung von Versailles. Man soll heute in der anderen Welt nicht blöde tun, als ob das etwa ein Programm wäre, das ich im Jahre 1933 entdeckt hätte oder 1935 oder 1937. Die Herren hätten bloß über mich, statt daß sie ihr blödes Emigrantengeschwafel anhörten, einmal lesen sollen, was ich geschrieben habe, und zwar tausendmal geschrieben habe. Öfter hat es kein Mensch erklärt und kein Mensch niedergeschrieben, was er will, als ich es getan habe, und ich schrieb immer wieder: Beseitigung von Versailles. Und zwar nicht, weil wir uns das so in den Kopf setzten, sondern weil Versailles das größte Unrecht und die niederträchtigste Mißhandlung eines großen Volkes war, die je in der Geschichte stattfand, und weil ohne Beseitigung dieses Zwangsinstruments der deutschen Vernichtung jede Lebenserhaltung unseres Volkes unmöglich gewesen wäre.
Mit diesem Programm bin ich im Jahre 1919 als Soldat noch aufgetreten und habe darüber zurn ersten Male gesprochen, und dieses Programm habe ich nun als ein feierliches, verpflichtendes Gebot vor mir getragen die ganzen Jahre des Kampfes um die Macht. Und als ich zur Macht kam, da sagte ich mir nun nicht wie demokratische Politiker: Nun hat der Mohr seine Schuldigkeit getan, jetzt kann er gehen, sondern in dem Augenblick sagte ich mir: Ich danke Dir, mein Herrgott, daß Du mich jetzt dorthin gebracht hast, wo ich endlich mein Programm verwirklichen kann.
Aber ich wollte auch hier dieses Programm nicht mit Gewalt verwirklichen, sondern ich habe geredet, was ein Mensch nur reden konnte. Meine Reichstagsreden, die nicht irgendein demokratischer Staatsmann wegschwindeln kann vor der Geschichte, die sind Zeugnis dafür. Was habe ich ihnen für Angebote gemacht! Wie habe ich sie angebettelt, Vernunft anzunehmen und einem großen Volk nicht die Lebens- und Existenzmöglichkeiten zu beschneiden. Wie habe ich ihnen nachgewiesen, daß das für sie selber gar keinen Zweck hat, keinen Nutzen in sich trägt und sinnlos ist, ja, ihnen selbst nur schadet! Was habe ich in diesen langen Jahren alles getan, um ihnen den Weg zu einer Verständigung zu erleichtern! Es wäre nie möglich gewesen, in dieses Wettrüsten zu kommen, wenn die anderen es nicht gewollt hätten. Ich habe ihnen Vorschläge unterbreitet. Aber es war doch so, daß jeder Vorschlag, der von mir bloß kam, sofort genügte, um eine gewisse jüdisch-internationale kapitalistische Clique sofort in Erregung zu versetzen, genau, meine Volksgenossen, wie bei uns früher in Deutschland selbst, wo auch jeder vernünftige Vorschlag von uns Nationalsozialisten schon primär abgelehnt wurde, weil er von uns kam. So war es auch hier. Meine Reichstagsrede vom 17. Mai 1933 und meine späteren Reden, meine zahllosen Kundgebungen in öffentlichen Versammlungen, alle meine Denkschriften, die ich damals verfertigte, sie sind beherrscht von dem einen Gedanken: unter allen Umständen einen Weg zu finden, die Revisionen dieses Vertrages friedlich durchzuführen.
Und daß dieser Vertrag ein niederträchtiges Dokument war, das haben doch seine Verfasser am Ende selbst zugegeben, ja sie gaben sogar selbst zu, daß die Möglichkeit einer Revision offengehalten werden sollte. Sie haben dafür den Völkerbund bestimmt, das heißt also, sie haben den Bock zum Gärtner gemacht. Dieser Völkerbund, der auf der einen Seite dazu da war, zu verhindern, daß dieser Vertrag revidiert wurde, der sollte auf der anderen Seite dann wieder für seine Revision zuständig sein. Zunächst waren wir nicht im Völkerbund, und später war die deutsche Teilnahme im Grunde genommen nichts anderes als eine Ablieferung von jährlichen Zahlungen. Das war das einzige Positivum, das sich für Deutschland bemerkbar machte. Aber im übrigen war ja Deutschland noch eine Demokratie. Und diese Demokraten von Berlin haben doch gebettelt, sie rutschten doch in Genf buchstäblich vor diesem internationalen Forum auf den Knien und baten: "Gebt uns die Revision, und die Revision!" Es war alles vergeblich!
Ich habe als Nationalsozialist nach wenigen Monaten gesehen, daß vor diesem Forum nichts mehr zu gewinnen ist. Ich habe dann allerdings die Konsequenz gezogen. Denn ich muß schon sagen, unsere Gegner, die haben aus anscheinend auch immer verwechselt mit den Leuten, mit denen sie seit dem November 1918 zu tun hatten. Mit diesen Leuten hat weder das deutsche Volk, noch haben wir etwas gemein. Das war nicht Deutschland! Das waren ein paar von Engländern und Franzosen und anderen Leuten ausgehaltene miserable Subjekte, die sie bezahlt haben. Das war aber nicht das deutsche Volk! Das deutsche Volk hatte mit denen nichts zu tun. Und uns damit in Verbindung zu bringen, ist eine Beleidigung für uns!
Wenn man also glaubte, gegen uns die selben Methoden anwenden zu können wie vor den Novembermännern, dann allerdings, da waren sie irre. Da redeten sie dann selbstverständlich an den Dingen vorbei. Das durften sie von uns nicht erwarten, daß wir etwa nach Genf gehen und hier dauernd betteln und Tritte empfangen und wieder betteln. Sie verwechseln da den einstigen deutschen Frontsoldaten mit den Verrätern des Jahres 1918. Diese Novembermänner, die konnten nicht anders handeln, als sich unterwerfen. Denn sie waren ja in den Fesseln, in den finanziellen Fesseln dieser anderen Welt gefangen. Wir aber, wir hatten vor dieser anderen Welt ja keinen Grund, uns ihr vielleicht zu unterwerfen; oder bilden sich vielleicht wirklich Engländer ein, daß wir etwa einen Minderwertigkeitskomplex Engländern gegenüber hätten, die es notwendig haben, eine Welt zu mobilisieren gegen uns? Sie haben uns damals durch einen Schwindel und durch eine Lüge niedergezwungen. Aber die britischen Soldaten haben uns nicht niedergezwungen! Und es hat auch in dem Feldzug noch nicht den Anschein gehabt, als ob sich da etwas geändert hätte.
Für uns war es also klar und für mich, daß, wenn auf dem Wege der freiwilligen Abhandlung und Aushandlung in Genf nichts zu erreichen war und ist, daß wir uns dann von Genf entfernen. Ich habe mich noch in meinem Leben niemandem aufgedrängt. Wer mit mir nicht sprechen will, der braucht es nicht. Ich habe es noch viel weniger notwendig.
Und hier sind fünfundachtzig Millionen Deutsche, und diese Deutschen brauchen es auch nicht, denn die haben eine gewaltige geschichtliche Vergangenheit. Die waren schon ein Weltreich, als England noch eine ganz kleine Insel war. Und etwas länger als dreihundert Jahre.
Somit zwang man uns ja den Weg auf, den wir dann gegangen sind. Der Völkerbund, er hatte nur Hohn für uns Übrig und Spott. Darauf entfernten wir uns. Die Abrüstungskonferenz: das Gleiche. Darauf verließen wir sie. Und nun sind wir den Weg gegangen, den wir zwangsläufig gehen mußten, immer dabei besorgt, wenn irgend möglich doch zu einer Verständigung zu kommen. Und ich darf nur darauf hinweisen, daß es in einem Fall fast zu gelingen schien, nämlich mit Frankreich. Als die Saarabstimmung stattfand und das Saargebiet zurückkehrte, da haben wir auch die Konsequenzen gezogen, sehr schwere Konsequenzen. Ich habe damals für das deutsche Volk auf jede weitere Revision im Westen verzichtet. Die Franzosen haben das so als selbstverständlich hingenommen. Ich habe dem damaligen französischen Botschafter einmal erklärt: "Sie, das ist nicht so selbstverständlich, wie Sie sich das einbilden. Wir bringen hier um des Friedens willen ein Opfer. Wir bringen es, aber wir wollen dafür wenigstens dann auch den Frieden erhalten." Es ist aber die Rücksichtslosigkeit dieser kapitalistischen Plutokraten in diesen Ländern in kurzer Zeit doch immer wieder zum Durchbruch gekommen, gefördert durch Emigranten, die ein Bild der deutschen Lage gaben, das natürlich nur verrückt war, aber geglaubt wurde, weil es angenehm zu sein schien, und dann selbstverständlich befruchtet durch den jüdischen Haß. Diese Koalition von kapitalistischen Interessen einerseits, jüdischen Daßinstinkten und den Rachegelüsten der Emigranten hat es fertiggebracht, immer mehr die Weit zu umnebeln, mit Phrasen zu umgarnen und gegen das heutige Deutsche Reich genau so wieder aufzuputschen wie gegen das Reich vor uns. Damals sagten sie: gegen das kaiserliche Deutschland. Jetzt sagten sie: gegen das nationaisozialistische Deutschland. In Wirklichkeit also gegen das jeweilige Deutschland!
Nun allerdings war mein Entschluß auch feststehend: unter keinen Umständen von seinen Rechten etwas preisgeben, denn man gibt hier nicht Theorien preis, sondern man gibt das Leben von Millionen Menschen in der Zukunft preis. Ich opfere nicht irgendeinen Programmpunkt eines Parteiprogramms, sondern man opfert in so einem Fall die Zukunft einer Rasse. Und dazu ist niemand berechtigt, außer er tritt vor ein Volk hin und sagt: Ich kann deine Interessen nicht mehr vertreten. Dann muß eben ein anderer kommen.
Wir sind aber nicht zur Macht gekommen mit dem Programmpunkt: wir sind bereit, Interessen der deutschen Nation preiszugeben, sondern ich bin gekommen mit der Schwur: ich gebe keine Interessen preis! Es ist ja nicht so, meine Volkegenossen, als ob etwa das Preisgeben von Interessen in einem Jahr für alle Zeiten dann die Ruhe bringen würde. Wir haben das am alten Deutschen Reich gesehen. Das hat angefangen mit der Preisgabe von westlichen Reichsprovinzen und ging weiter und weiter. Und jedes Jahrzehnt hat neue Preisgaben gefordert, bis endlich Deutschland zertrümmert war und dann diese jahrhundertelange Ohnmacht über unser Volk kam. Ich bin demgegenüber entschlossen, von vornherein nicht einen Schritt zurückzuweichen!
Als ich daher sah, daß in England die alten Kriegshetzer des Weltkrieges ihre verbrecherische Tätigkeit wieder aufnahmen, als die Herren Churchill und Eden und Duff Cooper und Hore Belisha usw. und Vansittard, unser großer alter Freund, und dann Chamberlain und Halifax, als diese alten Männer nun genau wie damals wieder mit ihren Hieben begannen, da war ich mir darüber klar, daß es den Leuten nicht darum zu tun war, eine gerechte Verständigung mit Deutschland zu finden, sondern daß sie wieder glaubten, auf eine billige Weise, und zwar je schneller um so leichter, Deutschland niederbrechen zu können. Was dann geschah, das wissen Sie nun, meine Volksgenossen.
In diesen Jahren, von 1934 angefangen, habe ich nun gerüstet. Als ich im Reichstag, 1939 im September, das Ausmaß der deutschen Rüstung bekanntgab, da hat diese andere Welt das nicht geglaubt. Verständlich -, denn wer selbst nur vom Bluff lebt, glaubt auch beim anderen nur an Bluff! Aber wir haben das auch im Inneren schon erlebt. Auch hier haben meine Gegner mir nie etwas geglaubt. Wenn man sagt, daß der Prophet im eigenen Lande nichts gilt, dann möchte ich das dahin erweitern, daß seine Prophezeiungen nichts gelten. Das war bei mir immer so der Fall. Und jetzt geht es über unser eigenes Land hinaus. Wir erleben genau das Gleiche, meine nationalsozialistischen Mitkämpfer, was wir im Inneren erlebten. Jede Prophezeiung von uns, die wurde ausgelacht, jede Erklärung wurde als lächerlich hingestellt, jedes Zukunftsbild als eine phantastische Chimäre gekennzeichnet und gebrandmarkt. Man hat über uns nur mit Spott und mit Lachen geurteilt. Ich kann nun nur dieser Welt sagen: Ich habe doch gerüstet, und zwar sehr gerüstet. Das deutsche Volk weiß es ja heute. Es weiß aber noch lange nicht alles. Es ist auch nicht notwendig. Es ist aber auch gar nicht notwendig, daß bei uns alles gesagt wird. Entscheidend ist, daß alles geschehen ist!
Wir haben von den Anderen nichts gefordert. Als Frankreich in diesen Krieg eintrat, da hatte es überhaupt keinen Grund. Es war einfach die Lust, wieder gegen Deutschland zu kämpfen. Allerdings, sie sagten: "Wir wollen das Rheinland! Wir wollen selbstverständlich jetzt Deutschland zersplittern! Wir wollen wieder die Ostmark wegreißen, wir wollen Deutschland auflösen!" Man hat sich förmlich in Phantasien der Vernichtung unseres Reiches hineingelebt, die ganz unwirklich sind im 20. Jahrhundert, im Jahrhundert des Nationalitätengedankens. Kindisch einfach das alles!
Und England? Ich habe England die Hand hingehalten, noch und noch. Es war geradezu mein Programmpunkt, mit dem englischen Volk zu einer Verständigung zu kommen. Wir hatten auch gar keinen Streitpunkt, überhaupt nichts. Es war ein einziger Punkt: Rückgabe der deutschen Kolonien, und dabei sagte ich: das wollen wir einmal aushandeln. Auch die Zeit, ich setzte gar keine Zeit fest. Für England sind sie zwecklos, die Kolonien. Sie haben 40 Millionen Quadratkilometer, was machen sie damit? Gar nichts. Es ist nur der Geiz von alten Wucherern, die etwas besitzen und es nicht hergeben wollen. Krankhafte Wesen, die sehen, daß ihr Nachbar nichts zu essen hat, selber das, was sie besitzen, nicht gebrauchen können, es ins Meer hineinschütten, wenn notwendig, aber krank werden bei dem Gedanken, sie könnten ihm etwas abgeben. Noch dazu, ich habe nichts verlangt, was den Engländern gehört hat, sondern nur das, was sie uns geraubt und gestohlen haben im Jahre 1918 und 1919, und zwar geraubt und gestohlen gegen die feierliche Zusicherung des Herrn amerikanischen Präsidenten Wilson! Wir haben nichts von ihnen gefordert, haben nichts verlangt. Immer gab ich ihnen wieder die Hand, und trotzdem war alles vergeblich. Die Gründe sind uns klar: es ist eben doch die deutsche Einigung an sich. Sie hassen diesen Staat hier, ganz gleich, wie er aussieht, ob kaiserlich oder nationalsozialistisch, demokratisch oder autoritär. Das ist ganz gleichgültig. Und zweitens: sie hassen vor allem aber den sozialen Aufstieg dieses Reiches.
Und hier, da verbünden sich wirklich Herrschsucht auf der einen Seite mit gemeinstem Egoismus auch nach innen. Wenn sie sagen heute: "Mit dieser Welt können wir uns niemals verständigen", – das ist die Welt des erwachenden sozialen Gewissens, mit der sie sich nicht verständigen können. Da kann ich diesen Herren hüben und drüben über dem Ozean nur eines sagen: diese Welt wird am Ende die erfolgreiche sein! In allen Völkern wird das soziale Gewissen zu schlagen beginnen. Sie können Kriege führen für ihre kapitalistischen Interessen, aber die Kriege selbst werden letzten Endes die Wegbereiter sein der sozialen Erhebungen innerhalb der Völker.
Es ist unmöglich, daß auf die Dauer Hunderte von Millionen Menschen nach den Interessen von wenigen einzelnen ausgerichtet werden. Auf die Dauer wird hier das größere Interesse der Menschheit über die Interessen dieser kleinen plutokratischen Geschäftemacher siegen. Wir haben Beweise dafür, daß es auch in den anderen Ländern auf diesem Gebiete heute bereits zu kriseln beginnt; wenn englische Arbeiterführer jetzt plötzlich mit "neuen" sozialen Gedanken kommen, so abgedroschen und uralt, daß ich nur sagen kann: Legen Sie sie wieder in die Kiste zurück, das ist bereits abgelegtes Material von uns, schon längst überholt, meine Herren. Wenn Sie da wissen wollen, wie man so etwas macht, dann dürfen Sie nicht Programme nehmen, die bei uns in den achtziger oder neunziger Jahren etwa modern waren, sondern müssen Sie kommen und jetzt studieren bei uns, da können Sie etwas lernen, meine Herren, wie man das macht.
Aber immerhin, schon die Tatsache, daß man so etwas als Zielsetzung jetzt plötzlich angibt! Ja, warum führen denn die Herren eigentlich Krieg? Erst sagten sie: Um den Nationalsozialismus zu bekämpfen, müssen die Völker der Welt verbluten – und jetzt plötzlich holen sie aus ganz zuunterst liegenden Schubladen Programmpunkte unserer Vorvorgänger heraus. Weshalb denn das dann überhaupt? Das hätten sie billiger haben können. Aber es ist nur der Beweis, daß sich auch dort die Völker zu regen beginnen. Oder wenn beispielsweise ein Sturm in England ausbricht, weil ein Oberst, glaube ich, oder General erklärt: "In diesem Lande – das heißt also, das sozialfortschrittliche England – in diesem Lande kann man Offiziere aus unteren Schichten nicht gebrauchen, sondern Offiziere können nur aus den oberen Schichten geholt werden, die unteren taugen dazu nicht", da kann ich nur sagen- Sie regen sich auf? Weil der das gesagt hat? Sie sollten sich aufregen, weil das nicht ist, aber doch nicht nur deshalb, weil einer das endlich ausspricht. Es ist interessant, daß keiner sich dabei darüber aufregt, daß es in Wirklichkeit so ist. Das heißt also, daß tatsächlich dort nur aus dieser obersten Schicht Menschen etwas werden können. Darüber sollten sie sich aufregen, doch nicht darüber, daß das einer jetzt dummerweise ausspricht im Kriege. Bei uns aber, wenn sie etwas lernen wollen, ist das schon längst behoben. Sie haben uns allerdings vor kurzem noch nachgewiesen, daß unsere Offiziere und Generale nichts taugen, weil sie alle zu jung sind und etwas angekränkelt vom nationalsozialistiseiten Gedankengut seien, also auch etwas etwa mit der breiten Masse zu tun haben. Unterdes hat ja die Entwicklung schon gezeigt, wo die besseren Generale sitzen, da drüben oder bei uns. Wenn der Krieg noch länger dauert, wird das ein großes Unglück für England sein. Denn man wird dann noch allerhand erleben. Plötzlich werden die Engländer überhaupt eine Kommission schicken, um unser Programm zu übernehmen. Das wird das Ende ihres ganzen Kampfes sein. Dieses soziale Deutschland ist es, was diese Clique, gemischt aus Juden und ihren Finanzleuten da drüben und ihren Geschäftemachern, am meisten haßt.
Demgegenüber steht unsere Außenpolitik und unsere Innen- und unsere Wirtschaftspolitik eisern klar fest. Es gibt nur ein Ausrichtungsziel, das heißt- das Volk. Alle Wege, die wir betreten, müssen am Ende dort münden. Wir sind uns dabei darüber klar, daß, wenn man nicht alles zerstören will, man nur mit vielen, vielen Kompromissen, mit vielen Nachsichtigkeiten diesen Weg betreten, besehreiten und einhalten kann. Aber die Bewegung ist ja auch nicht nur eine zeitliche Erscheinung eines Mannes. Ich habe schon früher vor vielen Jahren im Kampf gesagt: Der Nationalsozialismus wird die kommenden tausend Jahre der deutschen Geschichte bestimmen. Er ist nicht mehr wegzudenken. Er wird erst dann vergehen, wenn seine Programmpunkte Selbstverständlichkeit geworden sind, früher nicht.
Aber selbst im Kriege war noch die Möglichkeit einer Verständigung gegeben. Ich habe sofort nach dem Polenkrieg wieder die Hand gegeben. Ich habe gar nichts verlangt, weder von Frankreich noch von England. Es war umsonst. Ich habe dann sofort nach dem Zusammenbruch im Westen wieder England die Hand hingestreckt. Es hat mich ein Gegeifer empfangen und ein Geschrei. Sie spuckten förmlich auf mich los. Sie waren entrüstet. Auch gut. Es ist alles umsonst. Die Finanzinteressen dieser Demokratien siegen über ihre wahren Volksinteressen! Das Blut der Völker muß also wieder in den Dienst des Geldes dieser ganz kleinen Interessentengruppen gestellt werden.
So kam es zum ersten Kampf, und so wird nun dieser Kampf eben weitergehen. Ich darf aber doch zurückweisend schon eines sagen: schon das Jahr, das hinter uns liegt, und der letzte Teil des vorvergangenen Jahres haben praktisch diesen Krieg entschieden. Der Gegner, den sie zuerst im Osten gegen uns mobilisierten, wurde in wenigen Wochen beseitigt. Der Versuch, uns von Norwegen, von den Erzhasen, abzuschneiden und eine Angriffsbasis gegen Nordostdeutschland zu gewinnen, wurde in wenigen Wochen desgleichen erledigt. Der Versuch, über Holland und Belgien die Ruhrgrenze und Ruhrzone zu erreichen, brach nach wenigen Tagen zusammen. Frankreich ging den gleichen Weg. England wurde von dem Kontinent weggejagt. Ich lese einige Male jetzt so, daß die Engländer die Absicht haben, mit einer großen Offensive jetzt irgendwo zu beginnen. Ich hätte nur den einen Wunsch, wenn die mir das vorher mitteilen wollten. Ich würde dann das Gebiet in Europa vorher räumen lassen, damit sie kommen. Ich würde sehr gerne ihnen die Schwierigkeiten der Landung ersparen, und wir würden uns dann wieder vorstellen und noch einmal aussprechen, und zwar mit der Sprache, die sie wohl allein verstehen!
Sie haben nun Hoffnungen, denn sie müssen Hoffnungen besitzen. Was erwarten sie sich nun? Wir stehen hier auf diesein Kontinent, und wo wir stehen, bringt aus niemand mehr weg! Und wir haben bestimmte Basen geschaffen, und wir werden, wenn die Stunde kommt, zu den entscheidenden Schlägen ausholen. Und daß wir die Zeit dafür genützt haben, das werden die Herren in diesem Jahr geschichtlich zur Kenntnis nehmen.
Auf was hoffen sie? Auf andere Hilfe? Auf Amerika? Ich kann nur eines sagen: Wir haben jede Möglichkeit von vornherein einkalkuliert. Daß das deutsche Volk gegen das amerikanische Volk nichts hat, das ist jedem klar, der nicht bewußt die Klarheit verdrehen will und das Gegenteil behauptet. Deutschland hat noch niemals auf dem amerikanischen Kontinent Interessen vertreten, es sei denn, daß es mitgekämpft hat für die Freiheit dieses Kontinents! Wenn Staaten dieses Kontinents nun versuchen, vielleicht in den europäischen Konflikt einzugreifen, dann wird nur noch schneller die Zielsetzung sich verändern. Es wird dann eben doch Europa sich verteidigen.
Und man soll sich über eines keiner Täuschung hingeben: wer glaubt, England helfen zu können, muß eines auf alle Fälle wissen: jedes Schiff, ob mit oder ohne Begleitung, das vor unsere Torpedorohre kommt, wird torpediert!
Wir sind in einem Kriege, den wir nicht gewollt haben. Im Gegenteil! Öfter kann man dem Anderen nicht die Hand hinhalten. Wenn aber diese Finanzhyänen den Kampf wollen und etwa das Ziel haben, die deutsche Nation auszurotten, dann werden sie ihre blauen Wunder erleben. Dieses Mal trifft man nicht auf ein ermattetes Deutschland wie im Weltkrieg, sondern dieses Mal stößt man auf ein in höchstem Grade mobilisiertes und kampffähiges und kampfentschlossenes Deutschland.
Wenn man aber andere Hoffnungen hat, so kann ich nur sagen, ich verstehe sie nicht. Sie sagen: "Italien wird abfallen." Die Herren sollen ja nicht Revolutionen in Mailand erfinden, sondern sie sollen aufpassen, daß bei ihnen selbst keine Unruhen ausbrechen! Das Verhältnis Deutschlands und Italiens wird überhaupt von diesen Staaten nur so gesehen, wie sie das selber meistens zu tun pflegen. Also, wenn bei den Demokratien einer dem anderen hilft, dann verlangt er dafür irgend etwas, Stützpunkte oder so irgend etwas – das besetzt er dann. Als daher die Italiener Flugzeuggeschwader nach der Atlantikküste legten, da schrieben die englischen Zeitungen, daß die Italiener nun in unsere Kriegführung hineinreden und daß sie in der Zukunft auf dem Atlantik dafür einen Stützpunkt verlangen. Und jetzt, da wieder deutsche Geschwader in Sizilien sind, da sagen sie, daß Deutschland Sizilien wahrscheinlich jetzt beschlagnahmen wird. Die Herren können überzeugt sein: mit diesen Mätzchen, da kann man weder in Deutschland noch in Italien einen Menschen bewegen. Es zeigt nur die krankhafte Geistlosigkeit der Leute, die so etwas in England verzapfen. Und vor allem, es zeigt nur, daß sie den Sinn dieses Krieges nicht begreifen, den wir aber begreifen: wo wir England schlagen können, werden wir es schlagen! Wenn sie aber in einigen Mißerfolgen unseres Partners jetzt bereits den Beweis ihres Sieges sehen, dann verstehe ich gerade die Engländer nicht. Die haben bisher in ihren eigenen Mißerfolgen immer nur den Beweis für ihren großen Sieg gesehen. Die Herren können der Überzeugung sein: diese Rechnung ist eine Gesamtrechnung, und sie wird am Ende dieses Krieges beglichen werden, Punkt für Punkt, Quadratkilometer um Quadratkilometer. Da können sie überzeugt sein!
Und noch etwas müssen sie der Überzeugung sein: der Duce und ich, wir zwei sind weder Juden, noch sind wir Geschäftemacher. Wenn wir zwei uns die Hand geben, dann ist das der Handschlag von Männern, die eine Ehre besiten. Das wird, hoffe ich, auch im Laufe dieses Jahres den Herren noch dämmern und klar werden.
Vielleicht hoffen sie auch auf den Balkan. Ich würde auch darauf nicht viel geben, denn das Eine ist sicher: wo England in Erscheinung tritt, werden wir es angreifen, und wir sind stark genug dazu.
Vielleicht haben sie die Hoffnung auf andere Staaten, die sie noch hereinziehen. Ich weiß es nicht, aber ich kann ihnen, meine Parteigenossen und Parteigenossinen, die Sie mich nun seit so vielen Jahren kennen, als einen besorgten Mann, der immer vorausblickt, nur die eine Versicherung geben: jede Möglichkeit, die überhaupt denkbar ist, haben wir nüchtern abgewogen und in Rechnung gesetzt. Am Ende steht unser Sieg!
Sie hoffen dann vielleicht noch etwas – nicht mehr so stark – auf den Hunger. Wir haben unser Leben organisiert. Wir wußten von vornherein, daß es im Kriege einen Überfluß natürlich nicht geben kann. Aber verhungern wird das deutsche Volk niemals – niemals! Eher das englische! Da können die Herren überzeugt sein.
Rohstoffmangel? Auch das haben wir alles vorhergesehen. Daher der Vierjahresplan! Vielleicht ist das auch einigen Engländern schon zum Bewußtsein gekommen.
Es könnte nur Eines dann noch sein: nämlich, daß sie wirklich glauben, durch ihre Lügen und Propaganda, durch ihre Phrasen das deutsche Volk noch einmal benebeln zu können. Und da kann ich nur sagen: Sie hätten nicht so lange schlafen sollen! Sie hätten sich ein klein wenig um die innere Entwicklung des deutschen Volkes wirklich kümmern sollen. So wie sie jetzt diese Idiotie unternahmen, das italienische Volk dem Duce entfremden zu wollen – ein britischer Lord steht auf und appelliert an das italienische Volk, daß es nicht mehr dem Duce, sondern Seiner Lordschaft folgen soll! Es ist idiotisch, wenn man so einem Schafskopf so etwas überhaupt glauben soll.
Dann steht wieder ein anderer Lord auf und ermahnt das deutsche Volk, Seiner Lordschaft zu folgen und sich von mir abzuwenden. Ich kann diesen Männern nur sagen: Das haben schon ganz andere in Deutschland versucht. Die haben eine Vorstellung von dem deutschen Volk, vom nationalsozialistisehen Staat, von unserer Gemeinschaft, von der Armee unserer marschierenden Massen in unserem Volk! Die haben eine Ahnung von unserer Propaganda!
Sie haben sich, weil sie selber anscheinend nicht so ganz überzeugt waren von der Tüchtigkeit ihrer Gedanken, ein paar Kräfte ausgeliehen aus Deutschland. Aber das sind gerade die Kräfte, die hier jammervoll versagt hatten, nämlich die Emigranten, die hier den Kürzeren zogen. Das sind ihre Berater! Wir sehen das sofort an den Pamphleten. Wir wissen genau: das hat der gemacht, das hat der gemacht – genau so blöde wie damals hier. Nur daß damals der Stempel "Vossische Zeitung" darauf stand, und jetzt steht "Times" darauf oder so etwas. Und die Leute bilden sich ein, daß so eine alte, alte, alte Sache, die bei uns schon von der "Vossischen Zeitung" nicht mehr zog, jetzt wieder ziehen wird, wenn plötzlich von der "Times" oder vom "Daily Telegraph" irgend so was kommt. Es ist eine wirkliche Gehirnerweichung in diesen Demokratien ausgebrochen! Sie können beruhigt sein: das deutsche Volk wird alles das tun, was in seinem Interesse notwendig ist. Es wird seiner Führung folgen. Es weiß, daß seine Führung kein anderes Ziel hat. Es weiß, daß heute an der Spitze des Reiches kein Mann steht, der auch ein Aktienpaket in seiner Tasche hat, der andere Interessen verfolgt.
Dieses deutsche Volk – das weiß ich, und ich bin so stolz darauf – ist mit mir verschworen und geht durch dick und dünn.
In diesem Volke ist jetzt wieder ein alter Geist lebendig geworden, der uns schon einmal lange Zeit begleitet hat: dieser Fanatismus der Bereitwilligkeit, alles auf uns zu nehmen! Jeden Schlag, den wir empfangen, wir werden ihn mit Zins und Zinseszins zurückgeben! Uns wird er nur härter machen! Und was sie auch gegen uns mobilisieren. Und wenn die Welt voll Teufel wär', es wird uns dann doch gelingen.
Und wenn sie dann als letztes sagen: "Ja, aber die Fehler, die sie machen!" – Gott, wer macht keine Fehler? Ich habe heute früh gelesen, daß ein englischer Mister – ich weiß nicht, aus was – aber durch ein Verfahren ausgerechnet hat, daß ich im vergangenen Jahre, also im Jahre 1940, sieben Fehler gemacht habe, sieben Fehler! Der Mann hat sich geirrt, ich habe es nachgerechnet: ich habe nicht sieben Fehler gemacht, sondern 724. Aber ich habe weiter gerechnet, und meine Gegner haben 4 385 000 Fehler gemacht! Er kann mir das glauben! Ich habe es genau nachgerechnet.
Wir werden mit unseren Fehlern schon weiterkommen. Wenn wir in diesem Jahre soviele Fehler machen wie im vergangenen, und wenn ich soviele Fehler mache wie im vergangenen, dann werde ich am Ende dieses Jahres meinem Herrgott auf den Knien danken, daß er mich nur sieben Fehler hat machen lassen. Und wenn meine Gegner soviel Gescheites machen wie in diesem vergangenen Jahr, werde ich auch zufrieden sein.
So gehen wir jetzt in das neue Jahr hinein mit einer gerüsteten Wehrmacht wie noch nie in unserer deutschen Geschichte.
Zu Lande sind die Zahlen der Divisionen gewaltig vermehrt worden. Ihr Kampfwert wurde verbessert, die ungeheure einmalige Kriegserfahrung bei Führer und Mann verwertet und ausgewertet. Denn es ist gearbeitet worden und wird unentwegt gearbeitet. Die Ausrüstung ist verbessert, unsere Gegner werden sehen, wie sie verbessert wurde.
Zur See wird in diesem Frühjahr der U-Boot-Krieg beginnen, und sie werden auch dort dann bemerken, daß wir nicht geschlafen haben in diesen sechzehn Monaten!
Abdur.Raqeeb.al-Moradi
Witkowo (gmina)
Przejdź do nawigacji
Przejdź do wyszukiwania
Witkowo
gmina miejsko-wiejska
Herb Flaga
Herb Flaga
Państwo
Polska
Województwo
wielkopolskie
Powiat
gnieźnieński
TERYT
3003103
Siedziba
Witkowo
Burmistrz
Marian Gadziński
Powierzchnia
184,4 km²
Populacja (30.06.2016)
• liczba ludności
13 715[1]
• gęstość
74,3 os./km²
Nr kierunkowy
61
Tablice rejestracyjne
PGN
Adres urzędu:
ul. Gnieźnieńska 1
62-230 Witkowo
Szczegółowy podział administracyjny
Plan gminy Witkowo
Liczba sołectw
26
Położenie na mapie województwa wielkopolskiego
(Przełącz na mapę Polski)
Mapa konturowa województwa wielkopolskiego, w centrum znajduje się punkt z opisem „Witkowo”
Witkowo
Witkowo
Ziemia52°26′N 17°46′E
Multimedia w Wikimedia Commons
Strona internetowa
Biuletyn Informacji Publicznej
Portal Polska
Witkowo – gmina miejsko-wiejska w województwie wielkopolskim, w powiecie gnieźnieńskim. W latach 1975–1998 gmina położona była w województwie konińskim.
Siedziba gminy to Witkowo.
Według danych z 30 czerwca 2007[2] gminę zamieszkiwały 13 372 osoby. Natomiast według danych z 31 grudnia 2019 roku[3] gminę zamieszkiwało 13 539 osób.
Spis treści
1 Struktura powierzchni
2 Demografia
3 Sołectwa
4 Pozostałe miejscowości
5 Sąsiednie gminy
6 Przypisy
7 Linki zewnętrzne
Struktura powierzchni
Według danych z roku 2002[4] gmina Witkowo ma obszar 184,4 km², w tym:
użytki rolne: 65%
użytki leśne: 21%
Gmina stanowi 14,7% powierzchni powiatu.
Demografia
Dane z 31 grudnia 2017 roku[5]:
Opis Ogółem Kobiety Mężczyźni
jednostka osób % osób % osób %
populacja 13 666 100 6 839 50,0 6738 6 827
gęstość zaludnienia
(mieszk./km²) 74 37 37
Piramida wieku mieszkańców gminy Witkowo w 2014 roku[1].
Piramida wieku Gmina Witkowo.png
Sołectwa
Chłądowo, Czajki, Ćwierdzin, Dębina, Folwark, Gaj, Gorzykowo, Jaworowo, Kamionka, Kołaczkowo, Malenin, Małachowo-Kępe, Małachowo-Szemborowice, Małachowo-Wierzbiczany, Małachowo-Złych Miejsc, Mąkownica, Mielżyn, Odrowąż, Ostrowite Prymasowskie, Piaski, Ruchocin, Ruchocinek, Skorzęcin, Sokołowo, Strzyżewo Witkowskie, Wiekowo, Witkówko.
Pozostałe miejscowości
Głożyny, Królewiec, Krzyżówka, Popielarze, Raszewo, Skorzęcin (nadleśnictwo), Stary Dwór, Wierzchowiska.
Sąsiednie gminy
Gniezno, Niechanowo, Orchowo, Powidz, Strzałkowo, Trzemeszno, Września
Przypisy
Gmina Witkowo w liczbach, Polska w liczbach [dostęp 2016-03-17] (pol.), liczba ludności w oparciu o dane GUS.
Lucyna Nowak, Joanna Stańczyk, Agnieszka Znajewska: Ludność. Stan i struktura w przekroju terytorialnym (Stan w dniu 30 VI 2007 r.). Warszawa: Główny Urząd Statystyczny, 2006. ISSN 1734-6118. (pol.)
Gmina Witkowo w liczbach, Polska w liczbach [dostęp 2020-12-21] (pol.), liczba ludności w oparciu o dane GUS.
Portal Regionalny i Samorządowy REGIOset (pol.). regioset.pl. [dostęp 2010-09-14].
Gmina Witkowo w liczbach, Polska w liczbach [dostęp 2020-02-13] (pol.), liczba ludności w oparciu o dane GUS.
Linki zewnętrzne
Miasto i gmina Witkowo
pde
Gmina Witkowo
pde
Powiat gnieźnieński
pde
Powiat gnieźnieński (1919–1975)
Kategoria:
Witkowo (gmina)
Menu nawigacyjne
Nie jesteś zalogowany
Dyskusja
Edycje
Utwórz konto
Zaloguj się
Artykuł
Dyskusja
Czytaj
Edytuj
Edytuj kod źródłowy
Historia i autorzy
Szukaj
Strona główna
Losuj artykuł
Kategorie artykułów
Najlepsze artykuły
Częste pytania (FAQ)
Dla czytelników
O Wikipedii
Zgłoś błąd
Kontakt
Wspomóż Wikipedię
Dla wikipedystów
Pierwsze kroki
Portal wikipedystów
Ogłoszenia
Zasady
Pomoc
Ostatnie zmiany
Narzędzia
Linkujące
Zmiany w linkowanych
Prześlij plik
Strony specjalne
Link do tej wersji
Informacje o tej stronie
Cytowanie tego artykułu
Element Wikidanych
Zaproponuj do mediów społecznościowych
Drukuj lub eksportuj
Utwórz książkę
Pobierz jako PDF
Wersja do druku
W innych projektach
Wikimedia Commons
W innych językach
تۆرکجه
Bân-lâm-gú
Беларуская
Deutsch
English
Euskara
فارسی
Français
Italiano
Nederlands
Português
Русский
Slovenčina
Українська
Tiếng Việt
Winaray
Edytuj linki
Tę stronę ostatnio edytowano 23 mar 2022, 02:27.