Opowiadanie do skopiowania: Mieszkam w Małopolsce, w małej wiosce. Przyjeżdża tu wiele turystów ze Śląska a ich liczba się z roku na rok powiększa (niestety). Z tego powodu pies już nie może być wypuszczany wolno na wieś bo głupie mieszczuchy się czepiają. Pewnego spaceru z psem, mój pies obsikuje drzewka na działce Ślązaków. Ci się zaczynają drzeć ,,Zabierz tego psa!". Pies się zaplątuje między tymi pół rocznymi sadzonkami, ja full zestresowany próbuję go odplątać. Udało się! Te mieszczuchy dalej się drą a ja uciekam. Postanowiłem zemsty. Ta zemsta będzie polegała na dawaniu im prezentów. Następnego dnia idę z psem pod ich działkę, siedzą w domku. Przywiązuję Fafika do słupa. Strasznie mi go żal, gdyż oprócz tulipana na parapecie w moim pokoju i sołtyski był moim jedynym przyjacielem, ale ma to cel ,,wyeliminować mieszczuchów". Daję obok psa karteczkę z napisem ,,Pies dla was :-)". Przypada mi pomysł na kolejny punkt zemsty. Lecę do domu, do auta i jadę jak najszybciej do najbliższego klucz mistrza. Już tam zarezerwowałem na dziś dodatkowy klucz do mojego domu gdyż warto mieć dwa klucze niż jeden. Ale co mi tam z tym! Może jak zgubię swój klucz nie dostanę się do domu ale mogę być bezdomny ale najważniejsza jest akcja ,,mieszczuch". Wracam do domu i piszę własną krwią którą sobie pobrałem (mam ukończone studia medyczne). Często przed chlaniem pobierałem sobie część krwi żeby szybciej się nachlać, a z powrotem wstrzykiwałem potem krew żeby szybciej otrzeźwieć. Raz zapomniałem wstrzyknąć sobie ponownie krwi więc na +. Piszę na karteczce własną krwią ,,Mój klucz". Na więcej nie starczyło, a do jutra powinno zaschnąć. Jest jutro. Lecę pod ich domek letniskowy z prędkością 100 km/h i zostawiam klucz razem z karteczką. Z podobnym speedem wracam do domu by przyszykować grubszy projekt. Stworzyłem znak drogowy ,, Zakaz Tablic SL". W nocy zbliżam się do ich działki. Rodzinka śpi. Dodatkowo dowiedziałem się, że ktoś adoptował Fafika. Trafił w dobre ręce :-). Stawiam znak. Następnego dnia rodzinka szykuje się na wyjazd na zakupy. Czegoś chyba zapomnieli bo wrócili do domu. Jazda!!!!! Kładę kartkę z napisem (długopisem nie krwią) ,,Samochód do odebrania u sołtysa". Jedziemy!. Szybko wytłumaczyłem sołtysce co się działo. Ta przyznała, że gdyby mogła, to by wprowadziła zakaz mieszczuchów, ale to wójtowa rządzi. Rodzinka się zmacha. Z opowieści sołtyski wynikło, że rodzinka po przebiegnięciu całej długości wsi (sołtys jest po drugiej stronie wsi od ich domku)(2km) rodzinka zaczęła panikować. Ta im powiedziała, że przecież sami przyjechali tu wczoraj autem żeby zostawić je na przechowanie i wrócili piechotą do domu (XD) oraz dodała, że jeśli chcą niech se je wezmą. Dodatkowo to kaszojad zauważył znak ,,Zakaz tablic SL". Oj dobry kaszojad, za dużo ogarnia mieszczuch. Natsępnego dnia gdy kaszojad huśta się na huśtawce w ogródku ja go chwytam od tyłu i porywam. W domu związuję do krzesła i zaklejam usta taśmą. Oj, tego to by nawet sołtyska nie wybaczyła. Podstawiam im pod chate dużą tablicę z napisem ,,Jeśli odzyskacie psa (tego co wam podrzuciłem) i wypuścicie wolno na wieś to odzyskacie dzieciaka". Dziecko oczywiście karmiłem jedynie kaszą z wodą, a co tydzień, w niedzielę otrzymywał jednego Cukierka. Kasza na śniadanie, obiad i kolację. Sikał i srał do wiadra. Po 4 dniach wraca Fafik pod dom. Tym nowym właścicielom nie spodobało się to, że Fafik cały czas piszczał z tęsknoty za mną. Tak się cieszył, że prawie mnie przewrócił, a waży jedynie 12 kg. Dzieciaka wypuściłem. Ślązacy tak bardzo się wystraszyli, że nie zadzwonili na policję, a jedynie wystawili działkę na sprzedaż i wyjechali do Chorzowa. Morał z tego prosty, pozwalajcie psom sikać na drzewa na twojej działce.
lafu_like_si
• AUTORM
lafu_like_si
• AUTOROpowiadanie do skopiowania: Mieszkam w Małopolsce, w małej wiosce. Przyjeżdża tu wiele turystów ze Śląska a ich liczba się z roku na rok powiększa (niestety). Z tego powodu pies już nie może być wypuszczany wolno na wieś bo głupie mieszczuchy się czepiają. Pewnego spaceru z psem, mój pies obsikuje drzewka na działce Ślązaków. Ci się zaczynają drzeć ,,Zabierz tego psa!". Pies się zaplątuje między tymi pół rocznymi sadzonkami, ja full zestresowany próbuję go odplątać. Udało się! Te mieszczuchy dalej się drą a ja uciekam. Postanowiłem zemsty. Ta zemsta będzie polegała na dawaniu im prezentów. Następnego dnia idę z psem pod ich działkę, siedzą w domku. Przywiązuję Fafika do słupa. Strasznie mi go żal, gdyż oprócz tulipana na parapecie w moim pokoju i sołtyski był moim jedynym przyjacielem, ale ma to cel ,,wyeliminować mieszczuchów". Daję obok psa karteczkę z napisem ,,Pies dla was :-)". Przypada mi pomysł na kolejny punkt zemsty. Lecę do domu, do auta i jadę jak najszybciej do najbliższego klucz mistrza. Już tam zarezerwowałem na dziś dodatkowy klucz do mojego domu gdyż warto mieć dwa klucze niż jeden. Ale co mi tam z tym! Może jak zgubię swój klucz nie dostanę się do domu ale mogę być bezdomny ale najważniejsza jest akcja ,,mieszczuch". Wracam do domu i piszę własną krwią którą sobie pobrałem (mam ukończone studia medyczne). Często przed chlaniem pobierałem sobie część krwi żeby szybciej się nachlać, a z powrotem wstrzykiwałem potem krew żeby szybciej otrzeźwieć. Raz zapomniałem wstrzyknąć sobie ponownie krwi więc na +. Piszę na karteczce własną krwią ,,Mój klucz". Na więcej nie starczyło, a do jutra powinno zaschnąć. Jest jutro. Lecę pod ich domek letniskowy z prędkością 100 km/h i zostawiam klucz razem z karteczką. Z podobnym speedem wracam do domu by przyszykować grubszy projekt. Stworzyłem znak drogowy ,, Zakaz Tablic SL". W nocy zbliżam się do ich działki. Rodzinka śpi. Dodatkowo dowiedziałem się, że ktoś adoptował Fafika. Trafił w dobre ręce :-). Stawiam znak. Następnego dnia rodzinka szykuje się na wyjazd na zakupy. Czegoś chyba zapomnieli bo wrócili do domu. Jazda!!!!! Kładę kartkę z napisem (długopisem nie krwią) ,,Samochód do odebrania u sołtysa". Jedziemy!. Szybko wytłumaczyłem sołtysce co się działo. Ta przyznała, że gdyby mogła, to by wprowadziła zakaz mieszczuchów, ale to wójtowa rządzi. Rodzinka się zmacha. Z opowieści sołtyski wynikło, że rodzinka po przebiegnięciu całej długości wsi (sołtys jest po drugiej stronie wsi od ich domku)(2km) rodzinka zaczęła panikować. Ta im powiedziała, że przecież sami przyjechali tu wczoraj autem żeby zostawić je na przechowanie i wrócili piechotą do domu (XD) oraz dodała, że jeśli chcą niech se je wezmą. Dodatkowo to kaszojad zauważył znak ,,Zakaz tablic SL". Oj dobry kaszojad, za dużo ogarnia mieszczuch. Natsępnego dnia gdy kaszojad huśta się na huśtawce w ogródku ja go chwytam od tyłu i porywam. W domu związuję do krzesła i zaklejam usta taśmą. Oj, tego to by nawet sołtyska nie wybaczyła. Podstawiam im pod chate dużą tablicę z napisem ,,Jeśli odzyskacie psa (tego co wam podrzuciłem) i wypuścicie wolno na wieś to odzyskacie dzieciaka". Dziecko oczywiście karmiłem jedynie kaszą z wodą, a co tydzień, w niedzielę otrzymywał jednego Cukierka. Kasza na śniadanie, obiad i kolację. Sikał i srał do wiadra. Po 4 dniach wraca Fafik pod dom. Tym nowym właścicielom nie spodobało się to, że Fafik cały czas piszczał z tęsknoty za mną. Tak się cieszył, że prawie mnie przewrócił, a waży jedynie 12 kg. Dzieciaka wypuściłem. Ślązacy tak bardzo się wystraszyli, że nie zadzwonili na policję, a jedynie wystawili działkę na sprzedaż i wyjechali do Chorzowa. Morał z tego prosty, pozwalajcie psom sikać na drzewa na twojej działce.