Nareszcie skończyłam kolejną postać. Zajęło mi to dużo dłużej niż przewidywałam, bo moja pisarska sytuacja ciągle skakała między absolutnym brakiem pomysłu a absolutnym brakiem czasu. Oprócz poniższej postaci postaram się stworzyć jeszcze jedną. Imię i nazwisko: Ofelia Damarytia, jako mężatka Cornwall, ale przestała korzystać z tego nazwiska po owdowieniu. Płeć: Kobieta Pochodzenie: Slumsy, gdzie przyszła na świat. Po kilkunastu latach zamieszkała w nieco lepszej dzielnicy, ale po śmierci męża, dzięki któremu wyszła z nędzy, powróciła do rodzinnego domu. Profesja: Przede wszystkim lichwiarka, ale handluje także informacjami zdobywanymi od swoich licznych informatorów, których tożsamość jest okryta tajemnicą. Wygląd: Mawia się, że za młodu Ofelia była naprawdę piękna w sposób niepospolity i nadzwyczaj jak na biedą dzielnicę szlachetny. Jednakże wraz z biegiem lat uroda nieco ją opuściła, więc teraz, gdy przeżyła już niemal połowę wieku, nie prezentuje się już nawet częściowo tak okazale, jak niegdyś. Nieszczególnie wysoka, za to okrutnie wychudła, o kościstych rękach i zapadłych policzkach. Jej bladą twarz pokrywają płytkie jeszcze zmarszczki, a blade, wąskie usta zdają się zawsze być zaciśnięte w grymasie jak gdyby dezaprobaty. Z chudych, wąskich ramion spływają zazwyczaj zaplecione w warkocza kasztanowe, przebijane srebrem siwizny włosy. Tym, co nadaje jej prawdziwie groźnego wyglądu, wzbudzającego niepokój nawet w dzielnych ludziach, są jej okalane cieniami głęboko osadzone oczy, wyglądające jak oczy drapieżnego ptaka. Mają kolor intensywnej, ciemnej żółci czystego złota, są duże i okrągłe, zdają się lśnić złowrogim blaskiem jak u bestii w ciszy wpatrującą się w swoją ofiarę. Co więcej, starowinka wydaje się nigdy nie mrugać, gdy ktoś na nią patrzy, a sama zawsze wpatruje się prosto w oczy swoich rozmówców, zbijając ich z tropu. Ubiera się w sposób pozornie niewyróżniający, jak na mieszkankę slumsów zadziwiająco wytworny – długie suknie z kołnierzem u szyi, długie rękawy, falbaniaste rękawiczki, ciągnące się po ziemi treny. Jednak niektórzy zauważają, że cała jej garderoba obraca się wokół koloru czarnego. Głowę i plecy nagrywa dużą czarną chustą, materiały sukni są czarne, pokryte jeszcze ciemniejszymi haftami kwiatów, rękawiczki i płaszcze także uszyte są z ciemnych materiałów. Zupełnie, jakby wciąż nosiła żałobę po swoim mężu lub kimś innym. Historia: Przyszła na świat w slumsach w wyniku nieszczególnie udanego małżeństwa – jej ojciec, Oliver, miał mieszczańskie, dość imponujące nazwisko i rodowód, ale żadnego majątku, który od lat notorycznie przepijał jego ojciec i on sam. Natomiast jej wywodząca się z chłopstwa matka, Cecilia, wyszła za mąż bardzo młodo za przedmiejskiego rozbójnika wzbogacającego się na włamaniach i napadach. Po jego wczesnej śmierci odziedziczyła skradzioną fortunę, co sprawiło, że zwróciła uwagę zubożałego Olivera. To właśnie jej majątek doprowadził do ich ślubu, ale małżeństwo przyniosło nieszczęście im obu. Oliverem pogardzano za podłe pochodzenie żony i to z tego względu musiał przenieść się do jej domu w slumsach, natomiast Cecilia musiała żyć pod jednym dachem z pijakiem, którego utrzymywał jej spadek po pierwszym mężu. Ofelia dorastała więc w nieprzyjaznym środowisku, otoczona wiecznymi krzykami ojca i milczącym nieszczęściem matki. Przy tym ledwo wiązali koniec z końcem, bo większość zarabianych przez matkę pieniędzy przepijał ojciec. Ze względu na przebycie dzieciństwa w slumsach Ofelia już od samego początku miała kontakt ze skrajnym ubóstwem, którego w trudniejszych sezonach doświadczała także sama. Zatem gdy tylko podrosła na tyle, by zrozumieć otaczający ją świat, zaczęła interesować się tematem pieniędzy. Z początkowo największym problemem, jakim była nieznajomość liczb, pomogła jej najlepsza przyjaciółka z nieco bardziej przyzwoitego domu, o imieniu Samanta, która pobierała lekcje i była w stanie udzielić jej pewnych rad. Ofelia wyjątkowo szybko zrozumiała podstawowe pojęcia liczb i wartości, a by wcielić swoją nową wiedzę w życie, zaczęła wyszukiwać po domu i wysypanych na ulice śmieciach różnych przedmiotów, które następnie odnawiała i sprzedawała po jak najniższych cenach w nieco lepszych dzielnicach. Do pracy zagrzewało ją wspomnienie ubóstwa czekającego ją w domu i postanowienie, że nie chce skończyć w podobny sposób. O ile początkowo pieniądze były tylko zainteresowaniem Ofelii, to po pewnym czasie zmieniły się w jej prawdziwą pasję. Myślała o nich na jawie i śniła o nich w nocy, całe dnie spędzała na bawieniu się zdobytymi pieniążkami, a wielką, ale okrutną przyjemność sprawiało jej patrzenie, jak znienawidzony ojciec biegał po domu jak w amoku, na próżno szukając miedziaków zarobionych wcześniej tego dnia przez matkę, nieświadomy, że w skrytce w izdebce jego córki kryło się dużo większe bogactwo – wciąż skromne, ale wyjątkowo imponujące jak na ówcześnie młody wiek Ofelii. Niedługo po osiągnięciu lat nastoletnich młoda, ale już bardzo bystra i dość wyedukowana Ofelia zaczęła rozglądać się za pracą. W tej sprawie także pomogła jej przyjaciółka Samanta, dzięki czemu dziewczynka została najęta do pomocy w sklepie galanteryjnym w porządnej dzielnicy. Z początku była odpowiedzialna za układanie towarów i sprzątanie, przy czym nabierała poczucia wartości danych przedmiotów i wciąż nabywała doświadczenia w handlu z samej obserwacji. Jakiś czas później, gdy nieco podrosła, została pełnoprawnym, zajmującym się pieniędzmi pracownikiem – od asystenta kasjera po odpowiedzialnego za rachunki subiekta. To było jeszcze zanim osiągnęła wiek dwudziestu lat. Jako kobieta pracująca w sklepie i dodatkowo rach**ąca, wzbudzała spore zainteresowanie towarzystwa (a niektórzy oskarżali ją o czary), do czego dodawała jeszcze jej niepospolita uroda. Wieści o niej przyciągnęły do sklepu pewnego mężczyznę kupczącego biżuterią, złotem i innymi luksusowymi towarami. Nazywał się Gajus Cornwall i zakochał się w Ofelii od pierwszego wejrzenia. Od tamtego dnia zaczął pozornie w sprawach biznesowych przychodzić do sklepu coraz częściej, ale jego starania wydały owoce dopiero po roku takich wizyt. Wtedy to Ofelia przyznała się do odwzajemnienia jego uczuć i zgodziła się za niego wyjść. Tak naprawdę jej zgoda na ślub wynikała nie tylko z uczuć, bo choć te były obecne, to ich siła nie była na tyle duża, by w zwykłych okolicznościach zgodziła się związać z Gajusem na całe życie. Ale małżeństwo okazało się doskonałym pretekstem do opuszczenia rodzinnego domu, gdzie oboje jej rodziców zaczęło poczynać sobie coraz bardziej nieprzyzwoicie, w sekrecie sprowadzając do domu kochanków i kochanki i wykradając sobie wzajemnie pieniądze. Poślubiwszy zamożnego kupca Ofelia wykonała ogromny skok w górę drabiny społecznej. Przy tym szybko zdała sobie sprawę, że jej mąż nie był szczególnie rozgarniętym człowiekiem, więc szybko wzięła w swoje ręce jego biznes. Nabywając coraz szerszą wiedzę o finansach prowadziła dużą część rachunków, wyceniała i sprowadzała towary. Zauważyła także, jak wielu ludzi zwracało się do męża o pożyczki, więc wprowadziła zmiany w dotychczasowym systemie pożyczania. Podniosła procenty i dodała obowiązek oddania jakiegoś wartościowego przedmiotu pod zastaw (co wiele lat później później przekuła w ‘pełnoetatową’ pracę jako lichwiarka). Równocześnie zaczęła także rozwijać swoją sieć kontaktów. Zbierała informacje od swoich znajomych w swoim dawnym miejscu pracy, ze slumsów oraz od swojej przyjaciółki Samanty i jej otoczenia. Robiła to głównie po to, by znać posunięcia innych kupców i potencjalnej konkurencji mogącej zaszkodzić pozycji jej męża na rynku. Kilka następnych lat miało być najszczęśliwszymi w jej życiu. Wraz z mężem doczekała się córki, Klary, która zaprzyjaźniła się z córką Samanty Randą. Jednak toczona u boku męża i córki sielanka nie trwała długo. Seria niefortunnych zdarzeń w jej życiu zaczęła się od pożaru w domu Samanty, w wyniku czego kobieta została ciężko poparzona. Pomimo zamożności jej rodziny nawet im nie starczyło środków na pokrycie absurdalnie wysokich kosztów leczenia, podczas gdy operację należało podjąć natychmiast. Zanim zdążono kogokolwiek poinformować i poprosić o pożyczkę, Samanta zmarła. Dowiedziawszy się o tym zdarzeniu Ofelia popadła w pewnego rodzaju paranoję. Zaczęła obawiać się wybuchu podobnego pożaru we własnym domu i panicznie bać o życie swoje i swojej córki, ale najmocniej uderzyła ją sama utrata Samanty. Świadomość, że przyjaciółka umarła przez brak pieniędzy, sprawiła, że w każdej monecie i wartościowym przedmiocie Ofelia zaczęła widzieć jej twarz – jasny uśmiech gasnący wśród płomieni. Wzięła pod swoje skrzydła córkę Samanty, Randę, i traktowała ją jak własne dziecko. Nim minęły dwa lata od tego tragicznego wypadku, nadeszła kolejna tragedia. Mąż Ofelii, Gajus, zmarł na nieznaną przypadłość – choć niektórzy sugerowali otrucie. Zaczęto szukać także połączenia między postacią Ofelii a tymi dwoma zgonami. Ponownie pojawiły się oskarżenia co do jej rzekomej natury jako czarownicy, a pozbawionej ochrony męża kobiecie trudniej było ochronić się przed tymi zarzutami. Tym bardziej, że istotnie przejawiała wiele dziwnych zachowań. Dwie najbliższe jej osoby zginęły w sposób gwałtowny, pozornie przypadkowy, ale po prawdopodobnym otruciu męża Ofelia zaczęła szukać mających uderzyć w nią spisków i nawet w starym wypadku Samanty doszukiwać się celowego działania. W swoim bogatym mieszkaniu wytrzymała po śmierci męża jeszcze cztery lata, podczas których zaczęła izolować się od wszystkich oprócz Klary i Randy – córki biologicznej i przybranej. Już nastoletnie dziewczynki praktycznie przejęły jej obowiązki w sklepie, podczas gdy ona barykadowała się w mieszkaniu z nikim poza starym, ślepym sługą – jedynym, po którym nie spodziewała się zdrady. Nikt nie wiedział, co właściwie robiła z wolnym czasem. Niektórzy mówili, że jedynie pieściła w dłoniach monety i wpatrywała się w nie chciwie. Po czterech latach takiego stylu życia podjęła decyzję o powrocie do rodzinnego domu, gdzie mogłaby pomnożyć swój majątek poprzez lichwę. Tak zatem uczyniła – wzięła najdroższe sobie przedmioty i pieniądze i pozostawiła sklep w rękach Klary, tymczasem dla Randy zakupiła nowy lokal po drugiej stronie miasta. Zarządzające tymi przedsiębiorstwami dziewczyny stały się jej informatorkami na terenie bogatszych dzielnic. Po powrocie do slumsów lokalne dzieci (i nie tylko) szybko nauczyły się, że za zbieranie prawdziwych informacji mogły zdobyć drobną zapłatę, i tym sposobem Ofelia utkała swoją informatorską sieć. Jak się okazało, jej rodzice umarli lata temu, a sposób ich odejścia z tego świata odpowiadał ich wzajemnym sposobom życia – matka próbowała zatopić smutki w winie i w tym trunku znalazła swój koniec, a ojciec zginął zadźgany przez kochankę na rzecz swojego miedzianego pierścienia znalezionego na ulicach. Ofelia nie płakała za nimi, tak samo jak nie wróciła do rodzinnego domu. Wspomnienia skrajnej biedy z dzieciństwa wciąż bodły ją tak żywo, jakby doświadczyła ich miesiące temu, a nie całe dekady. Kupiła zatem piętrowy lokal, odnowiła go i tam zaczęła żyć, przyjmując tylko kolejnych nieszczęśników chcących zgodzić się na jej warunki pożyczek lub tych pragnących informacji, oraz tych, którzy te informacje przynosili. Niektórzy szemrają o źródłach jej dochodu i utrzymują, że kwoty, którymi dysponuje, są zbyt ogromne, by pochodziły tylko z lichwy i sklepów w mieście; zatem wspomina się czasami o tym, jakoby kobieta była zaangażowana w bardziej mroczne aktywności przynoszące jej ogromny zysk. Wyjątkowe cechy: Ruchy jej prawej ręki są ograniczone ze względu na głębokie blizny na przedramieniu. Gdy Randa niegdyś spytała o ich pochodzenie, Ofelia wyjaśniła je atakiem zamachowca; jednak ktoś zasugerował, że kobieta oszalała z samotności i strachu przed spiskiem i sama je sobie zadała. Cechy pozytywne: Ofelia jest piekielnie sprytną i spostrzegawczą kobietą, co można zaobserwować już przy pierwszym spotkaniu. Świetnie czyta ludzi – przygląda się ich mimice i gestom, wsłuch**e w ton głosu, śledzi spojrzenie i rysujące się w nim emocje, i na tej postawie jest w stanie bardzo precyzyjnie ocenić człowieka oraz jego zamiary. Zawsze utrzymuje wielką czujność i ostrożność i wiecznie jest świetnie doinformowana co do obecnej sytuacji w mieście. Jest uczciwa, przynajmniej w pokrętny sposób i na tyle, na ile uczciwy może być lichwiarz; nigdy nie łamie danego słowa, choć wynika to głównie z konieczności utrzymania jej reputacji. Także bardzo stanowcza, co często jest nie na rękę jej klientom nie mającym szans na negocjację korzystniejszych warunków. Cechy negatywne: Ma zdecydowanie więcej wad od zalet. I paradoksalnie chciwość jest najmniej szkodliwą z nich. W Ofelii razi przede wszystkim jej absolutna obojętność wobec cudzych żyć. Jedynym, co jest dla niej istotne, jest jej własny interes i zysk. Gdyby ktoś ubogi konał na jej progu, zamknęłaby mu drzwi przed nosem, bo nie otrzymałaby niczego w zamian za pomoc. Oprócz tego charakteryzuje ją ogromna podejrzliwość granicząca z paranoją. Drzwi zabezpiecza łańcuchami, okna na parterze – kratami, a za próg wpuści tylko człowieka pozbawionego wierzchnich warstw okrycia, by upewnić się, że pod szatami nie kryje się broń. Wizytujących czujnie bada wzrokiem, a w rękawie sukni zawsze trzyma nóż. Z tego względu w rozmowie jest niecierpliwa, ostra i bezpośrednia, w dyskusji – bezlitosna i cięta, gdy z elegancją zbija argumenty przeciwnika. Właśnie niecierpliwość jest kolejną cechą, która utrudnia obcowanie z nią. Łatwo ściągnąć na siebie jej gniew, ciężko zyskać przebaczenie – a posiadanie jej jako wroga nie jest komfortową sytuacją. Cele: Cel Ofelii jest prosty – mnożyć swój majątek. By go osiągnąć, nie zatrzyma się przed niczym. Zasady: Właściwie brak. Liczy się dla niej gotówka, oraz może jeszcze bezpieczeństwo jej córek. Jak widzisz swoją postać: Postać raczej dalszego planu, która w zależności od sytuacji swoimi wpływami może pomagać lub utrudniać życie bohaterom. Inne: Kupczy nie tylko informacjami – za odpowiednio kolosalną opłatą może zorganizować rozpuszczenie po mieście nieprawdziwych wieści, podniecić lub zgasić plotki albo umieścić czyjegoś informatora w odpowiednim miejscu. Pomimo swojego wielkiego majątku nie wydaje pieniędzy na nic poza podstawowymi dobrami i dalszymi inwestycjami w biznes. Swoje ulubione monety gromadzi w skrzyneczce, którą wieczorami wyciąga i zwraca się do niej imieniem Samanty.
@StarStableQuiz Wielkie dzięki za postać. Widać, że tworzenie ich jest procesem bardzo czasochłonnym i dziękuję, że postanowiłaś ten czas poświęcić na wsparcie mnie w pisaniu opowiadania. Ofelia to kolejna świetnie stworzona postać i na pewno znajdzie się dla niej miejsce w kilku rozdziałach. Na razie napisałem dość słaby wstęp do pierwszego rozdziału, ale wakacje zbliżają się wielkimi krokami i mam nadzieję, że go poprawię i skończę pisać.
Nadal można się zapisać? To jedne z niewielu jakikchkolwiek zapisów także trochę byłoby szkoda, ale jeśli nie to okej. Nieważne, odbiegam od tematu, no, w każdym razie, czy jeszcze po prostu zaposy otwarte chciałam spytać.
Hej! Już nie mogę się doczekać aż powstanie opowiadanie! Zapowiada się super. Mam nadzieję że moja postać ci się spodoba :) Imię i nazwisko: Avice Woodvilie Płeć: kobieta Pochodzenie: pochodzi z miasta, mieszka z poznanym w mieście mężczyzną w bogatym domu Profesja: Avice zajmuje się głównie haftowaniem i sprzedaje swoje prace za niemałe sumy ( są warte swojej ceny). Zarabia w ten sposób na boku. Dodatkowe zarobki nie są jej potrzebne gdyż jej mąż niemało zarabia. Zdolności posiada od swojej mamy która pochodzi z miasta znajdującego się daleko od Willburton w którym jej prace sprzedają się jak świeże bułeczki. Wygląd: dziewczyna ma duże jasnoniebieskie oczy z długimi, czarnymi rzęsami. Włosy ma jasnobrązowe, sięgające za ramiona i lekko falowane. Sylwetki może jej pozazdrościć wiele dziewcząt. Jest dość niska. Rysy twarzy ma piękne choć wygląda na zmęczoną, jakby czymś niezwykle strapioną. Avice zwykle nosi niebieską sukienkę z białymi koronkami. Wyjątkowe cechy: dziewczyna zawsze nosi przy sobie nożyk którego nigdy nikomu nie pozwala dotknąć. Często się rozgląda i wydaje się mocno roztargniona, zaniepokojona. Cechy pozytywne: Avice jest bardzo wrażliwa co często bywa również jej wadą. Jest troskliwa oraz kochająca. Cechy negatywne: dziewczyna jest nieufna. Jest cicha i niezwykle ciężko zdobyć jej zaufanie. Cele: celem Avice jest schować się przed ludźmi którzy 8 lat temu zaatakowali jej dom by zemścić się na jej ojcu. Wdał się on w konflikt z niewłaściwymi osobami. Żeby utrzymać całą ośmioosobową rodzinę ojciec Avice kradł. Napotkał się na tych ludzi i okradł z tego co wydawało mu się najcenniejsze, między innymi z nożyka… Ta szajka 8 lat temu zamordowała ojca oraz trzech braci Avice w ich domu. Jej udało się uciec i teraz wraz z nożykiem który znalazła u ojca ukrywa się w Willburton. Twierdzi że kryje się w nim coś niezwykłego. Zasady: Nie pozwolić nikomu oprócz jej ukochanego się do siebie zbliżyć. Chować się i jak najmniej o sobie mówić. Jak widzę swoją postać: tobie pozwalam zupełnie decydować o tym co Avice będzie robić w opowiadaniu. Mam nadzieję że postać jest fajna :D
Nawet po krótkim opisie opowiadanie zapowiada się bardzo ciekawe. Będę z niecierpliwością wyczekiwać rozpoczęcia. Od razu chciałabym zadać także pytanie, czy możliwe jest zapisać więcej niż jedną postać?
Imię i nazwisko: Ilia Astaforov ps. ‘Białokwiat’ Płeć: Mężczyzna Pochodzenie: Włóczęga, szukający okazji do pracy w mieście Profesja: Tancerz oraz muzyk. Swoimi występami uświetnia przyjęcia i spotkania wyższych klas społecznych, z czego się utrzymuje. Wygląd: Młody Ilia prezentuje się nad wyraz okazale. Dość wysoki, o smagłej, wyjątkowo szczupłej sylwetce, silnych, długich nogach i bladej skórze. Jego jasna twarz o diamentowym kształcie ma wyraziste rysy i ostro zaznaczone, wysokie kości policzkowe – co przez delikatne złudzenie zapaści policzków nadaje mu wygląd nieco wychudły, ale zarazem dodaje dziwnej powagi i lekkości. Głęboko osadzone, lekko ukośne oczy jarzą się zimną barwą szmaragdu miejscami prześwitującego srebrem. Łagodnie falowane, gęste włosy są długie, sięgające niemalże do talii, o kolorze blondu tak jasnego, że zdają się być niemalże platynowe. Stonowaną kolorystykę jego twarzy zakłóca wyglądające na bliznę lub oparzenie znamię bladoczerwonej skóry, przechodzące od lewej części czoła, obok kącika lewego oka niemalże po ucho. W kwestii ubioru zazwyczaj ogranicza się do eleganckich, ale minimalistycznych strojów przylegających do ciała, nigdy w barwach innych od czerni, bieli lub szarości, dodatkowo pozbawionych zwyczajowych dodatków takich jak bufiaste rękawy lub barwne elementy. Niekiedy stosuje na to długie narzuty. Dłonie zakrywa rękawiczkami bez palców. Co do okryć cieplejszych, z reguły wybiera luźne, utrzymane w ciemnych kolorach, długie płaszcze. Na szyi zawsze nosi dwa srebrne łańcuszki o różnej długości. Krótszy z nich zakończony jest wisiorem z białego złota w kształcie słońca, dłuższy – podobizną księżyca z tego samego kruszcu. Przez długi czas głowił się nad tym, w jaki sposób oderwać uwagę od znaczącego jego oblicze znamienia, i w tym celu przekłuł swoje prawe ucho (co wzbudza sporą fascynację i kontrowersję zarazem). Kolczyk, który nosi, jest długi, ze srebra i małych szmaragdów, zakończony gwiazdą – w domyśle ma przyciągać uwagę, stanowiąc tym samym przeciwwagę dla lewej strony twarzy. Wyjątkowe cechy: Nawet po dłuższym czasie znajomości z nim mało kto zauważa, że można odczytać niektóre jego nastroje i uczucia poprzez element jego srebrnego wyposażenia. Gdy czuje się przez coś uspokojony, sięga do wisiora w kształcie słońca. Do księżyca sięga w sytuacjach, w których czuje się zestresowany, gwiezdnym kolczykiem bawi się w chwilach zamyślenia. Natomiast w chwilach niepokoju lub strachu jego dłoń wędruje do naznaczonej znamieniem skroni. Cechy pozytywne: Cała jego osoba – aparycja, gesty, dobór słów czy sposób bycia – odznacza się niezwykłą gracją i elegancją, a także jego maniery są w każdym calu nienaganne oraz poprawne. Podczas przemów całą uwagę absorbują jego stateczne, ale powabne gesty i elokwentne brzmienie cichego, zimnego głosu; podczas gry na harfie lub lutni nie sposób oderwać wzroku, podczas tańca – wręcz hipnotyzuje pełnią płonącej pasji wyzierającej z ideału jego kunsztu. Nawet tak zwyczajne czynności jak chód zadziwiają naturalną finezję ruchów. Ważniejszym od siebie zawsze okazuje należyty szacunek i w życie wciela swoją znajomość manier, zarazem nigdy nie tracąc swojej chłodnej, dumnej aury. Wypowiada się w sposób zwięzły, konkretny, a zarazem inteligentny i bogaty pomimo oszczędnej formy. Jego wrodzony, przychodzący bez najmniejszego wysiłku polor i lekkość, jakby każdą chwilę życia spędzał na parkiecie, prezentując zgromadzonym sztukę swojej gracji, wraz z dosadną znajomością etykiety i imponującym jak na jego status społeczny obyciem w sztuce czynią zeń pozornie człowieka idealnego. Tkwi w nim jednakże pewien mankament, który sprawia, że oprócz podziwu w szczególności wśród niższych warstw społecznych wzbudza też sporą obawę. Cechy negatywne: Tym, co w nim zarazem intrygujące i niepokojące, jest jego jak gdyby absolutna obojętność wobec świata i ludzi ocierająca się o apatię. Nieważne, z kim i o czym rozmawia, przy kim stoi, co przyjdzie mu zrobić – jego twarz wiecznie utrzymuje doniosły wyraz zimnej, stężonej powagi, w czystym głosie niezmiennie dźwięczy chłód i dystans, wśród ciemnej zieleni oczu błyszczy kryształ lodu. Jakby przestrzeń tańca i muzyki, w której trwa niezależnie od czasu i godziny, pozostawała odizolowana od reszty świata wysokim murem twardej jak kamień, beznamiętnie zdystansowanej uprzejmości, która może i nie odpycha, ale sukcesywnie powstrzymuje od przejścia na drugą, tą bardziej emocjonalną stronę. Ciężko nawet określić go zamkniętym w sobie – wydaje się zwyczajnie nie być zainteresowany jakimikolwiek formami bliższych kontaktów międzyludzkich niezwiązanych z zagadnieniami zawodowymi. Tym samym ma niewielkie baczenie na kłopoty i uczucia innych. Być może nie wygłasza pochopnie opinii mogących zachwiać jego publiczną renomą i nie gani ludzi mogących w jakiś sposób mu zaszkodzić, ale tam, gdzie nie widzi dla siebie ani korzyści, ani zagrożenia zszargania swej reputacji, nawet najostrzejsze opinie, tak długo jak uważa je za słuszne, wygłasza jasno i spokojnie. Z tego powodu niektórzy niżej urodzeni, którzy spotkali się z jego strony z ośmieszeniem, uznają go za dwulicowego i pogardzającego niższymi warstwami, od których nie dostaje pieniędzy. Cele: Całkowita bezstronność Białokwiata budzi niepokój w sercach niektórych mieszczan, którym wydaje się to podejrzane. Istotnie, celem Ilii jest zjednanie sobie wszystkich ważnych ludzi w możliwie największej ilości miast i tym samym otwarcie sobie drogi do wielkiej kariery – a w przyszłości może nawet zostania szarą eminencją sterującą najważniejszymi osobistościami w każdym z miast, choć te górnolotne plany zostawia na dalszą przyszłość i utrzymuje je w najdalszym zakątku głowy, by przedwcześnie się z nimi nie zdradzić. Zasady: Żadnych jawnych więzów. Najważniejszym jest dla niego zachowanie stałej pozycji wysoko cenionego artysty, więc wobec wszystkich znaczących w mieście ludzi trzyma dystans wystarczający, by intrygować i zyskać ich szacunek, zarazem na tyle odległy, by nie zostać posądzonym o polityczny sojusz. Nie podlizuje się, zarazem nie robi sobie wrogów z nikogo spośród możnych. Jest to strategia, dzięki której zyskał szacunek w wielu miejscach, które odwiedził na przestrzeni kilku lat swoich podróży, przy tym nie spotykając się ze zbytnią wrogością ze strony oponentów lub rywali politycznych. Jak widzisz swoją postać: Ktoś, kto zamknięty w zimnych murach swojej duszy, dbający jedynie o własną stabilność, w obliczu realnego zagrożenia będzie musiał rozliczyć się z przeszłością i nauczyć się patrzeć na ludzi nie tylko przez pryzmat ich majątku i potencjalnych korzyści, które mogą zapewnić jemu samemu. Inne: Swój pseudonim Białokwiat zyskał na drodze serii nieporozumień. Po przybyciu w nowe miejsca jego imię z reguły mylono z kwiatem lilią, co natomiast uznawano za mało męskie. Zatem rozmówcy szukali innego sposobu na nazywanie go i przez pewien czas pozostawał Kwiatem, zanim podczas wizyty w jednym z miast dodano przymiotnik Biały – i po kilku modyfikacjach i przesłyszeniach powstał jego obecny przydomek. Wywodzi się ze średnio zamożnej rodziny szlacheckiej dalekiego wschodniego kraju (stąd jego nazwisko), gdzie kształcił się u mistrzów w dziedzinach tańca i muzyki. Żywot włóczęgi wybrał ze względu na okoliczności owiane tajemnicą. Niewielu zdaje sobie sprawę z jego wysokiego pochodzenia, a posiadający tą wiedzę zastanawiają się nad motywami wiodącymi go do porzucenia wygodnego życia. Niektórzy twierdzą, że został wydziedziczony ze względu na niestosowne uczucie, inni – że to opresyjność rodziców wypchnęła go z rodzinnego gniazda, a czasami słychać nawet szepty, jakoby zbiegł z rodzimej miejscowości w ucieczce przed tajemniczą zgubą powoli wyniszczającą okoliczne włości.
@Charles_Calvin Zatem powodzenia na egzaminach. Co do kolejnych postaci, myślę, że stworzę co najmniej dwie, jeśli to nie za dużo, bo mam dość dużo pomysłów.
Od razu dodaję historię: Ilia przyszedł na świat jako syn rodu Astaforov – starego i szanowanego, o bogatej historii oraz tradycjach. Jednakże majętność rodziny w żadnym stopniu nie dorównywała jej renomie już od kilku pokoleń, gdy jeden z jej patriarchów zdecydował się wycofać z życia dworskiego i skupić na swoich posiadłościach – co okazało się być błędem i przyczyną postępującego upadku majątkowego stanu rodziny, a przy tym spadku jej ważności politycznej. Młody Ilia już od dnia urodzenia był jedynym mężczyzną w rodzinie. Jego ojciec, Herodion, który od lat działał w stolicy w płonnych próbach przywrócenia swojemu nazwisku ważności, został zasztyletowany niedługo przed narodzinami syna najprawdopodobniej za sprawą swoich politycznych wrogów obawiających się powrotu Astaforovów do władzy. Brat Herodiona, potencjalny spadkobierca fortuny, uciekł z kraju kilka lat wcześniej po okryciu się niesławą podczas próby uwiedzenia własnej pasierbicy. W rodzinie pozostały zatem same kobiety – matka Ilii, Waleria Aleksandrowna, oraz jego trzy starsze siostry. Majątkiem zarządzała tajemnicza kobieta, podobno prababka Herodiona, będąca stara już podczas narodzin najstarszego sługi w dworze, której zarówno przeszłość, jak i imię zostały zapomniane już dawno temu. Mieszkańcy okolicznych włości i słudzy nadali jej zatem zdrobniałe, niemalże pieszczotliwe imię Wdówka. W związku z tymi mało sprzyjającymi okolicznościami na barkach Ilii od samego początku życia spoczywało dużo oczekiwań, a największą presję nakładała nań stara Wdówka – i to wcale nie w kwestiach dotyczących dziedziczenia fortuny. Ta ekscentryczna starowinka miała w sobie zadziwiająco hardego, ale zimnego ducha i ogromne pokłady dumy. Plotki mówiły o niej dużo rzeczy. Podobno wiele lat temu, jeszcze za młodu była zachwycającą tancerką w dalekiej stolicy kraju, ale wieśniacy szeptali, że za swój talent i chwilowe sukcesy sprzedała diabłu swoje imię oraz miejsce w historii, czym tłumaczyli jej pozorny brak imienia. Także żaden z jej licznych uczniów nie osiągnął sukcesu, co zostawiło ją zgorzkniałą i rozsierdzoną brakiem swojego następcy na scenie. Przynajmniej takie opowieści krążyły wśród miejscowych już od lat. Choć matka Ilii Waleria pragnęła, by chłopak jak każdy szlachetnie urodzony mężczyzna nauczył się wojować i zarządzać majątkiem, żeby podążył śladami ojca, to nie ona, a Wdówka miała najwięcej do powiedzenia w kwestii jego wychowania, z racji swojej pozycji jako opiekunka rodu. A ona nie przywiązywała do rodowego nazwiska takiej wagi, jak Waleria, i bardziej dbała o własne ambicje. I to ona właśnie niemalże siłą wepchnęła Ilię w świat tańca. Podobno gdy ujrzała go po raz pierwszy, leżącego jeszcze w kołysce, zesłano jej ‘widzenie’ pokazujące jej przyszłość małego Ilii jako tancerza i muzyka jeszcze bardziej wybitnego od niej samej. W obliczu rzekomej wizji Wdówka jakby ponownie odsprzedała diabłu swoją tożsamość i duszę – tym razem nie na rzecz własnej kariery, ale jej prawnuka. Wydawała fortunę na permanentne sprowadzenie i utrzymywanie najlepszych możliwych nauczycieli tańca i gry na instrumentach. Gdy tylko podrósł na tyle, by móc komunikować się z ludźmi samodzielnie, zaczęła wysyłać go na całe miesiące do większych miast, gdzie spotykał się z innymi tancerzami i występował u ich boku, by obywać się ze sceną. Skąpiła mu jedzenia, by utrzymywał smukłą sylwetkę. Sama też obserwowała jego postępy i bezlitośnie karała go, gdy uznawała jego postępy za niezadowalające, i wymierzała równie twarde kary, gdy chłopak płaczem lub gniewem wyrażał jakikolwiek sprzeciw – co także nie zdarzało się niemalże nigdy. Choć dobrze wiedziano, że ród potrzebuje patriarchy i opiekuna, a nie tancerza, nikt nie miał odwagi sprzeciwić się ambitnej Wdówce – oprócz matki Ilii, Walerii. Między tymi dwoma kobietami trwała pewnego rodzaju walka o czas chłopaka, w której raz za razem wygrywała Wdówka, ale niekiedy Walerii udawało się wyrwać syna z cugu wiecznego ćwiczenia – i podczas rzadkich chwil spędzanego wspólnie czasu mogła na przestrzeni lat obserwować jego postępujący dystans wobec świata. Choć zawsze był cichym dzieckiem, ciągła izolacja sprawiła, że stopniowo pozornie tracił jakiekolwiek zainteresowanie czymkolwiek niezwiązanym z uprawianą przez niego sztuką. Z biegiem czasu rósł także jego mimowolny podziw wobec Wdówki – od jej zdecydowania i poświęcenia, po twardy sposób, w jakim dzierżyła władzę nad rodem. Przez lata obserwował ją i potęgę, jaką trzymała w garści pomimo niepozornej, starczej aparycji. Tak minęło jego dzieciństwo i lata nastoletnie – ćwiczenia pod okiem zaborczej babki i okazjonalne chwile spędzone z matką, która wciąż próbowała przygotować go do roli pana domu i polityka. Śmierć Walerii nadeszła mniej więcej w połowie lat nastoletnich Ilii. Nie wiadomo dokładnie, w jaki sposób wpłynęło na niego to wydarzenie – bo tamtego dnia jak gdyby ostatecznie domknęła się żelazna zasłona oddzielająca jego myśli od świata i ciała. Nawet na pogrzebie oblicze młodego panicza pozostawało niby wykute z kamienia, zimne i nieruchome, i od tego wydarzenia nikt nie ujrzał innego wyrazu na jego twarzy. Jego uczucia można było odczytać jedynie z ruchów, z płonącej pasji płynącej z niego podczas tańca lub dziwnej czułości, gdy palcami przesuwał po strunach harfy lub lutni – jego dwóch ulubionych instrumentów, w których zdecydował się doskonalić. Rok po śmierci matki w życiorysie Ilii Astaforova zaczyna się dziura, bo o ile wcześniejszych swoich losach mówi beznamiętnie i bez szczególnych zahamowań, o tyle nikt nie zna przyczyny jego odejścia z rodzinnego domu. Wersji jest kilka: większość utrzymuje, że ostatecznie Ilia złamał się pod presją Wdówki i nie mogąc już znieść jej opresyjności zbiegł spod jej władzy. Inni – zwłaszcza młode dziewczęta i młodzieńcy marzący o uniesieniach serc – dzielą się swoimi teoriami o niemożliwej do spełnienia miłości, przed którą odszedł w dzikie ostępy zachodu, by gorycz nie zatruła jego duszy; natomiast bardziej niepokojące plotki mówią, że Ilia uciekł nie przed wymaganiami babki ani nieszczęśliwym afektem, a przed prawdziwą grozą, która zaczęła pustoszyć okoliczne włości, i że w drogę wcześnie wyprawiła go Wdówka, mająca kolejne ‘widzenie’ ostrzegające ją przed niebezpieczeństwem. Bardziej mu nieprzychylni twierdzą, że diabeł, któremu wzorem babki już dawno zaprzedał duszę w zamian za talent, szeptał mu do ucha o bogactwach i zaszczytach czekających go jako podróżnego tancerza, i że to owe poszepty wypchnęły go z domu w pogoni za sławą. Niezależnie od przyczyny, Ilia wyruszył w drogę na kilka lat przed osiągnięciem wieku dwudziestu wiosen. W ciągu swoich podróży dotarł do wielu miast, w wielu ludziach znalazł potencjalnych sprzymierzeńców, drugie tyle oczarował, a niemalże z nikogo istotnego nie zrobił sobie wroga. W ten sposób włóczy się już od trzech lat, spędzając tu tydzień, tu miesiąc, tu pół roku, i w każdym możliwym mieście budując dla siebie potencjalną bezpieczną przystań, bez żadnych wrogów, otoczony jedynie sprzymierzeńcami i ich podziwem dla jego sztuki.
StarStableQuiz
Nareszcie skończyłam kolejną postać. Zajęło mi to dużo dłużej niż przewidywałam, bo moja pisarska sytuacja ciągle skakała między absolutnym brakiem pomysłu a absolutnym brakiem czasu.
Oprócz poniższej postaci postaram się stworzyć jeszcze jedną.
Imię i nazwisko: Ofelia Damarytia, jako mężatka Cornwall, ale przestała korzystać z tego nazwiska po owdowieniu.
Płeć: Kobieta
Pochodzenie: Slumsy, gdzie przyszła na świat. Po kilkunastu latach zamieszkała w nieco lepszej dzielnicy, ale po śmierci męża, dzięki któremu wyszła z nędzy, powróciła do rodzinnego domu.
Profesja: Przede wszystkim lichwiarka, ale handluje także informacjami zdobywanymi od swoich licznych informatorów, których tożsamość jest okryta tajemnicą.
Wygląd: Mawia się, że za młodu Ofelia była naprawdę piękna w sposób niepospolity i nadzwyczaj jak na biedą dzielnicę szlachetny. Jednakże wraz z biegiem lat uroda nieco ją opuściła, więc teraz, gdy przeżyła już niemal połowę wieku, nie prezentuje się już nawet częściowo tak okazale, jak niegdyś. Nieszczególnie wysoka, za to okrutnie wychudła, o kościstych rękach i zapadłych policzkach. Jej bladą twarz pokrywają płytkie jeszcze zmarszczki, a blade, wąskie usta zdają się zawsze być zaciśnięte w grymasie jak gdyby dezaprobaty. Z chudych, wąskich ramion spływają zazwyczaj zaplecione w warkocza kasztanowe, przebijane srebrem siwizny włosy. Tym, co nadaje jej prawdziwie groźnego wyglądu, wzbudzającego niepokój nawet w dzielnych ludziach, są jej okalane cieniami głęboko osadzone oczy, wyglądające jak oczy drapieżnego ptaka. Mają kolor intensywnej, ciemnej żółci czystego złota, są duże i okrągłe, zdają się lśnić złowrogim blaskiem jak u bestii w ciszy wpatrującą się w swoją ofiarę. Co więcej, starowinka wydaje się nigdy nie mrugać, gdy ktoś na nią patrzy, a sama zawsze wpatruje się prosto w oczy swoich rozmówców, zbijając ich z tropu.
Ubiera się w sposób pozornie niewyróżniający, jak na mieszkankę slumsów zadziwiająco wytworny – długie suknie z kołnierzem u szyi, długie rękawy, falbaniaste rękawiczki, ciągnące się po ziemi treny. Jednak niektórzy zauważają, że cała jej garderoba obraca się wokół koloru czarnego. Głowę i plecy nagrywa dużą czarną chustą, materiały sukni są czarne, pokryte jeszcze ciemniejszymi haftami kwiatów, rękawiczki i płaszcze także uszyte są z ciemnych materiałów. Zupełnie, jakby wciąż nosiła żałobę po swoim mężu lub kimś innym.
Historia: Przyszła na świat w slumsach w wyniku nieszczególnie udanego małżeństwa – jej ojciec, Oliver, miał mieszczańskie, dość imponujące nazwisko i rodowód, ale żadnego majątku, który od lat notorycznie przepijał jego ojciec i on sam. Natomiast jej wywodząca się z chłopstwa matka, Cecilia, wyszła za mąż bardzo młodo za przedmiejskiego rozbójnika wzbogacającego się na włamaniach i napadach. Po jego wczesnej śmierci odziedziczyła skradzioną fortunę, co sprawiło, że zwróciła uwagę zubożałego Olivera. To właśnie jej majątek doprowadził do ich ślubu, ale małżeństwo przyniosło nieszczęście im obu. Oliverem pogardzano za podłe pochodzenie żony i to z tego względu musiał przenieść się do jej domu w slumsach, natomiast Cecilia musiała żyć pod jednym dachem z pijakiem, którego utrzymywał jej spadek po pierwszym mężu. Ofelia dorastała więc w nieprzyjaznym środowisku, otoczona wiecznymi krzykami ojca i milczącym nieszczęściem matki. Przy tym ledwo wiązali koniec z końcem, bo większość zarabianych przez matkę pieniędzy przepijał ojciec. Ze względu na przebycie dzieciństwa w slumsach Ofelia już od samego początku miała kontakt ze skrajnym ubóstwem, którego w trudniejszych sezonach doświadczała także sama. Zatem gdy tylko podrosła na tyle, by zrozumieć otaczający ją świat, zaczęła interesować się tematem pieniędzy. Z początkowo największym problemem, jakim była nieznajomość liczb, pomogła jej najlepsza przyjaciółka z nieco bardziej przyzwoitego domu, o imieniu Samanta, która pobierała lekcje i była w stanie udzielić jej pewnych rad. Ofelia wyjątkowo szybko zrozumiała podstawowe pojęcia liczb i wartości, a by wcielić swoją nową wiedzę w życie, zaczęła wyszukiwać po domu i wysypanych na ulice śmieciach różnych przedmiotów, które następnie odnawiała i sprzedawała po jak najniższych cenach w nieco lepszych dzielnicach. Do pracy zagrzewało ją wspomnienie ubóstwa czekającego ją w domu i postanowienie, że nie chce skończyć w podobny sposób.
O ile początkowo pieniądze były tylko zainteresowaniem Ofelii, to po pewnym czasie zmieniły się w jej prawdziwą pasję. Myślała o nich na jawie i śniła o nich w nocy, całe dnie spędzała na bawieniu się zdobytymi pieniążkami, a wielką, ale okrutną przyjemność sprawiało jej patrzenie, jak znienawidzony ojciec biegał po domu jak w amoku, na próżno szukając miedziaków zarobionych wcześniej tego dnia przez matkę, nieświadomy, że w skrytce w izdebce jego córki kryło się dużo większe bogactwo – wciąż skromne, ale wyjątkowo imponujące jak na ówcześnie młody wiek Ofelii.
Niedługo po osiągnięciu lat nastoletnich młoda, ale już bardzo bystra i dość wyedukowana Ofelia zaczęła rozglądać się za pracą. W tej sprawie także pomogła jej przyjaciółka Samanta, dzięki czemu dziewczynka została najęta do pomocy w sklepie galanteryjnym w porządnej dzielnicy. Z początku była odpowiedzialna za układanie towarów i sprzątanie, przy czym nabierała poczucia wartości danych przedmiotów i wciąż nabywała doświadczenia w handlu z samej obserwacji. Jakiś czas później, gdy nieco podrosła, została pełnoprawnym, zajmującym się pieniędzmi pracownikiem – od asystenta kasjera po odpowiedzialnego za rachunki subiekta. To było jeszcze zanim osiągnęła wiek dwudziestu lat.
Jako kobieta pracująca w sklepie i dodatkowo rach**ąca, wzbudzała spore zainteresowanie towarzystwa (a niektórzy oskarżali ją o czary), do czego dodawała jeszcze jej niepospolita uroda. Wieści o niej przyciągnęły do sklepu pewnego mężczyznę kupczącego biżuterią, złotem i innymi luksusowymi towarami. Nazywał się Gajus Cornwall i zakochał się w Ofelii od pierwszego wejrzenia. Od tamtego dnia zaczął pozornie w sprawach biznesowych przychodzić do sklepu coraz częściej, ale jego starania wydały owoce dopiero po roku takich wizyt. Wtedy to Ofelia przyznała się do odwzajemnienia jego uczuć i zgodziła się za niego wyjść.
Tak naprawdę jej zgoda na ślub wynikała nie tylko z uczuć, bo choć te były obecne, to ich siła nie była na tyle duża, by w zwykłych okolicznościach zgodziła się związać z Gajusem na całe życie. Ale małżeństwo okazało się doskonałym pretekstem do opuszczenia rodzinnego domu, gdzie oboje jej rodziców zaczęło poczynać sobie coraz bardziej nieprzyzwoicie, w sekrecie sprowadzając do domu kochanków i kochanki i wykradając sobie wzajemnie pieniądze.
Poślubiwszy zamożnego kupca Ofelia wykonała ogromny skok w górę drabiny społecznej. Przy tym szybko zdała sobie sprawę, że jej mąż nie był szczególnie rozgarniętym człowiekiem, więc szybko wzięła w swoje ręce jego biznes. Nabywając coraz szerszą wiedzę o finansach prowadziła dużą część rachunków, wyceniała i sprowadzała towary. Zauważyła także, jak wielu ludzi zwracało się do męża o pożyczki, więc wprowadziła zmiany w dotychczasowym systemie pożyczania. Podniosła procenty i dodała obowiązek oddania jakiegoś wartościowego przedmiotu pod zastaw (co wiele lat później później przekuła w ‘pełnoetatową’ pracę jako lichwiarka).
Równocześnie zaczęła także rozwijać swoją sieć kontaktów. Zbierała informacje od swoich znajomych w swoim dawnym miejscu pracy, ze slumsów oraz od swojej przyjaciółki Samanty i jej otoczenia. Robiła to głównie po to, by znać posunięcia innych kupców i potencjalnej konkurencji mogącej zaszkodzić pozycji jej męża na rynku.
Kilka następnych lat miało być najszczęśliwszymi w jej życiu. Wraz z mężem doczekała się córki, Klary, która zaprzyjaźniła się z córką Samanty Randą. Jednak toczona u boku męża i córki sielanka nie trwała długo. Seria niefortunnych zdarzeń w jej życiu zaczęła się od pożaru w domu Samanty, w wyniku czego kobieta została ciężko poparzona. Pomimo zamożności jej rodziny nawet im nie starczyło środków na pokrycie absurdalnie wysokich kosztów leczenia, podczas gdy operację należało podjąć natychmiast. Zanim zdążono kogokolwiek poinformować i poprosić o pożyczkę, Samanta zmarła.
Dowiedziawszy się o tym zdarzeniu Ofelia popadła w pewnego rodzaju paranoję. Zaczęła obawiać się wybuchu podobnego pożaru we własnym domu i panicznie bać o życie swoje i swojej córki, ale najmocniej uderzyła ją sama utrata Samanty. Świadomość, że przyjaciółka umarła przez brak pieniędzy, sprawiła, że w każdej monecie i wartościowym przedmiocie Ofelia zaczęła widzieć jej twarz – jasny uśmiech gasnący wśród płomieni. Wzięła pod swoje skrzydła córkę Samanty, Randę, i traktowała ją jak własne dziecko.
Nim minęły dwa lata od tego tragicznego wypadku, nadeszła kolejna tragedia. Mąż Ofelii, Gajus, zmarł na nieznaną przypadłość – choć niektórzy sugerowali otrucie. Zaczęto szukać także połączenia między postacią Ofelii a tymi dwoma zgonami. Ponownie pojawiły się oskarżenia co do jej rzekomej natury jako czarownicy, a pozbawionej ochrony męża kobiecie trudniej było ochronić się przed tymi zarzutami. Tym bardziej, że istotnie przejawiała wiele dziwnych zachowań.
Dwie najbliższe jej osoby zginęły w sposób gwałtowny, pozornie przypadkowy, ale po prawdopodobnym otruciu męża Ofelia zaczęła szukać mających uderzyć w nią spisków i nawet w starym wypadku Samanty doszukiwać się celowego działania. W swoim bogatym mieszkaniu wytrzymała po śmierci męża jeszcze cztery lata, podczas których zaczęła izolować się od wszystkich oprócz Klary i Randy – córki biologicznej i przybranej. Już nastoletnie dziewczynki praktycznie przejęły jej obowiązki w sklepie, podczas gdy ona barykadowała się w mieszkaniu z nikim poza starym, ślepym sługą – jedynym, po którym nie spodziewała się zdrady. Nikt nie wiedział, co właściwie robiła z wolnym czasem. Niektórzy mówili, że jedynie pieściła w dłoniach monety i wpatrywała się w nie chciwie.
Po czterech latach takiego stylu życia podjęła decyzję o powrocie do rodzinnego domu, gdzie mogłaby pomnożyć swój majątek poprzez lichwę. Tak zatem uczyniła – wzięła najdroższe sobie przedmioty i pieniądze i pozostawiła sklep w rękach Klary, tymczasem dla Randy zakupiła nowy lokal po drugiej stronie miasta. Zarządzające tymi przedsiębiorstwami dziewczyny stały się jej informatorkami na terenie bogatszych dzielnic. Po powrocie do slumsów lokalne dzieci (i nie tylko) szybko nauczyły się, że za zbieranie prawdziwych informacji mogły zdobyć drobną zapłatę, i tym sposobem Ofelia utkała swoją informatorską sieć.
Jak się okazało, jej rodzice umarli lata temu, a sposób ich odejścia z tego świata odpowiadał ich wzajemnym sposobom życia – matka próbowała zatopić smutki w winie i w tym trunku znalazła swój koniec, a ojciec zginął zadźgany przez kochankę na rzecz swojego miedzianego pierścienia znalezionego na ulicach. Ofelia nie płakała za nimi, tak samo jak nie wróciła do rodzinnego domu. Wspomnienia skrajnej biedy z dzieciństwa wciąż bodły ją tak żywo, jakby doświadczyła ich miesiące temu, a nie całe dekady. Kupiła zatem piętrowy lokal, odnowiła go i tam zaczęła żyć, przyjmując tylko kolejnych nieszczęśników chcących zgodzić się na jej warunki pożyczek lub tych pragnących informacji, oraz tych, którzy te informacje przynosili.
Niektórzy szemrają o źródłach jej dochodu i utrzymują, że kwoty, którymi dysponuje, są zbyt ogromne, by pochodziły tylko z lichwy i sklepów w mieście; zatem wspomina się czasami o tym, jakoby kobieta była zaangażowana w bardziej mroczne aktywności przynoszące jej ogromny zysk.
Wyjątkowe cechy: Ruchy jej prawej ręki są ograniczone ze względu na głębokie blizny na przedramieniu. Gdy Randa niegdyś spytała o ich pochodzenie, Ofelia wyjaśniła je atakiem zamachowca; jednak ktoś zasugerował, że kobieta oszalała z samotności i strachu przed spiskiem i sama je sobie zadała.
Cechy pozytywne: Ofelia jest piekielnie sprytną i spostrzegawczą kobietą, co można zaobserwować już przy pierwszym spotkaniu. Świetnie czyta ludzi – przygląda się ich mimice i gestom, wsłuch**e w ton głosu, śledzi spojrzenie i rysujące się w nim emocje, i na tej postawie jest w stanie bardzo precyzyjnie ocenić człowieka oraz jego zamiary. Zawsze utrzymuje wielką czujność i ostrożność i wiecznie jest świetnie doinformowana co do obecnej sytuacji w mieście. Jest uczciwa, przynajmniej w pokrętny sposób i na tyle, na ile uczciwy może być lichwiarz; nigdy nie łamie danego słowa, choć wynika to głównie z konieczności utrzymania jej reputacji. Także bardzo stanowcza, co często jest nie na rękę jej klientom nie mającym szans na negocjację korzystniejszych warunków.
Cechy negatywne: Ma zdecydowanie więcej wad od zalet. I paradoksalnie chciwość jest najmniej szkodliwą z nich.
W Ofelii razi przede wszystkim jej absolutna obojętność wobec cudzych żyć. Jedynym, co jest dla niej istotne, jest jej własny interes i zysk. Gdyby ktoś ubogi konał na jej progu, zamknęłaby mu drzwi przed nosem, bo nie otrzymałaby niczego w zamian za pomoc.
Oprócz tego charakteryzuje ją ogromna podejrzliwość granicząca z paranoją. Drzwi zabezpiecza łańcuchami, okna na parterze – kratami, a za próg wpuści tylko człowieka pozbawionego wierzchnich warstw okrycia, by upewnić się, że pod szatami nie kryje się broń. Wizytujących czujnie bada wzrokiem, a w rękawie sukni zawsze trzyma nóż. Z tego względu w rozmowie jest niecierpliwa, ostra i bezpośrednia, w dyskusji – bezlitosna i cięta, gdy z elegancją zbija argumenty przeciwnika.
Właśnie niecierpliwość jest kolejną cechą, która utrudnia obcowanie z nią. Łatwo ściągnąć na siebie jej gniew, ciężko zyskać przebaczenie – a posiadanie jej jako wroga nie jest komfortową sytuacją.
Cele: Cel Ofelii jest prosty – mnożyć swój majątek. By go osiągnąć, nie zatrzyma się przed niczym.
Zasady: Właściwie brak. Liczy się dla niej gotówka, oraz może jeszcze bezpieczeństwo jej córek.
Jak widzisz swoją postać: Postać raczej dalszego planu, która w zależności od sytuacji swoimi wpływami może pomagać lub utrudniać życie bohaterom.
Inne: Kupczy nie tylko informacjami – za odpowiednio kolosalną opłatą może zorganizować rozpuszczenie po mieście nieprawdziwych wieści, podniecić lub zgasić plotki albo umieścić czyjegoś informatora w odpowiednim miejscu.
Pomimo swojego wielkiego majątku nie wydaje pieniędzy na nic poza podstawowymi dobrami i dalszymi inwestycjami w biznes. Swoje ulubione monety gromadzi w skrzyneczce, którą wieczorami wyciąga i zwraca się do niej imieniem Samanty.
Charles_Calvin
• AUTOR@StarStableQuiz Wielkie dzięki za postać. Widać, że tworzenie ich jest procesem bardzo czasochłonnym i dziękuję, że postanowiłaś ten czas poświęcić na wsparcie mnie w pisaniu opowiadania. Ofelia to kolejna świetnie stworzona postać i na pewno znajdzie się dla niej miejsce w kilku rozdziałach. Na razie napisałem dość słaby wstęp do pierwszego rozdziału, ale wakacje zbliżają się wielkimi krokami i mam nadzieję, że go poprawię i skończę pisać.
_atropos
Nadal można się zapisać? To jedne z niewielu jakikchkolwiek zapisów także trochę byłoby szkoda, ale jeśli nie to okej. Nieważne, odbiegam od tematu, no, w każdym razie, czy jeszcze po prostu zaposy otwarte chciałam spytać.
Charles_Calvin
• AUTOR@.oneirataxia Tak, można.
_atropos
@Charles_Calvin Okej. To dziś pistaram się dać kogoś, a jak nie to jutro.
Hania_i_Konie
Hej! Już nie mogę się doczekać aż powstanie opowiadanie! Zapowiada się super. Mam nadzieję że moja postać ci się spodoba :)
Imię i nazwisko: Avice Woodvilie Płeć: kobieta Pochodzenie: pochodzi z miasta, mieszka z poznanym w mieście mężczyzną w bogatym domu
Profesja: Avice zajmuje się głównie haftowaniem i sprzedaje swoje prace za niemałe sumy ( są warte swojej ceny). Zarabia w ten sposób na boku. Dodatkowe zarobki nie są jej potrzebne gdyż jej mąż niemało zarabia. Zdolności posiada od swojej mamy która pochodzi z miasta znajdującego się daleko od Willburton w którym jej prace sprzedają się jak świeże bułeczki. Wygląd: dziewczyna ma duże jasnoniebieskie oczy z długimi, czarnymi rzęsami. Włosy ma jasnobrązowe, sięgające za ramiona i lekko falowane. Sylwetki może jej pozazdrościć wiele dziewcząt. Jest dość niska. Rysy twarzy ma piękne choć wygląda na zmęczoną, jakby czymś niezwykle strapioną. Avice zwykle nosi niebieską sukienkę z białymi koronkami.
Wyjątkowe cechy: dziewczyna zawsze nosi przy sobie nożyk którego nigdy nikomu nie pozwala dotknąć. Często się rozgląda i wydaje się mocno roztargniona, zaniepokojona.
Cechy pozytywne: Avice jest bardzo wrażliwa co często bywa również jej wadą. Jest troskliwa oraz kochająca. Cechy negatywne: dziewczyna jest nieufna. Jest cicha i niezwykle ciężko zdobyć jej zaufanie.
Cele: celem Avice jest schować się przed ludźmi którzy 8 lat temu zaatakowali jej dom by zemścić się na jej ojcu. Wdał się on w konflikt z niewłaściwymi osobami. Żeby utrzymać całą ośmioosobową rodzinę ojciec Avice kradł. Napotkał się na tych ludzi i okradł z tego co wydawało mu się najcenniejsze, między innymi z nożyka… Ta szajka 8 lat temu zamordowała ojca oraz trzech braci Avice w ich domu. Jej udało się uciec i teraz wraz z nożykiem który znalazła u ojca ukrywa się w Willburton. Twierdzi że kryje się w nim coś niezwykłego. Zasady: Nie pozwolić nikomu oprócz jej ukochanego się do siebie zbliżyć. Chować się i jak najmniej o sobie mówić. Jak widzę swoją postać: tobie pozwalam zupełnie decydować o tym co Avice będzie robić w opowiadaniu.
Mam nadzieję że postać jest fajna :D
Charles_Calvin
• AUTOR@Hania_i_Konie Sorry, zapomniałem dodać w formularzu, że trzeba napisać backstory postaci. Mogłabyś to zrobić?
StarStableQuiz
Nawet po krótkim opisie opowiadanie zapowiada się bardzo ciekawe. Będę z niecierpliwością wyczekiwać rozpoczęcia.
Od razu chciałabym zadać także pytanie, czy możliwe jest zapisać więcej niż jedną postać?
Imię i nazwisko: Ilia Astaforov ps. ‘Białokwiat’
Płeć: Mężczyzna
Pochodzenie: Włóczęga, szukający okazji do pracy w mieście
Profesja: Tancerz oraz muzyk. Swoimi występami uświetnia przyjęcia i spotkania wyższych klas społecznych, z czego się utrzymuje.
Wygląd: Młody Ilia prezentuje się nad wyraz okazale. Dość wysoki, o smagłej, wyjątkowo szczupłej sylwetce, silnych, długich nogach i bladej skórze. Jego jasna twarz o diamentowym kształcie ma wyraziste rysy i ostro zaznaczone, wysokie kości policzkowe – co przez delikatne złudzenie zapaści policzków nadaje mu wygląd nieco wychudły, ale zarazem dodaje dziwnej powagi i lekkości. Głęboko osadzone, lekko ukośne oczy jarzą się zimną barwą szmaragdu miejscami prześwitującego srebrem. Łagodnie falowane, gęste włosy są długie, sięgające niemalże do talii, o kolorze blondu tak jasnego, że zdają się być niemalże platynowe. Stonowaną kolorystykę jego twarzy zakłóca wyglądające na bliznę lub oparzenie znamię bladoczerwonej skóry, przechodzące od lewej części czoła, obok kącika lewego oka niemalże po ucho.
W kwestii ubioru zazwyczaj ogranicza się do eleganckich, ale minimalistycznych strojów przylegających do ciała, nigdy w barwach innych od czerni, bieli lub szarości, dodatkowo pozbawionych zwyczajowych dodatków takich jak bufiaste rękawy lub barwne elementy. Niekiedy stosuje na to długie narzuty. Dłonie zakrywa rękawiczkami bez palców. Co do okryć cieplejszych, z reguły wybiera luźne, utrzymane w ciemnych kolorach, długie płaszcze.
Na szyi zawsze nosi dwa srebrne łańcuszki o różnej długości. Krótszy z nich zakończony jest wisiorem z białego złota w kształcie słońca, dłuższy – podobizną księżyca z tego samego kruszcu.
Przez długi czas głowił się nad tym, w jaki sposób oderwać uwagę od znaczącego jego oblicze znamienia, i w tym celu przekłuł swoje prawe ucho (co wzbudza sporą fascynację i kontrowersję zarazem). Kolczyk, który nosi, jest długi, ze srebra i małych szmaragdów, zakończony gwiazdą – w domyśle ma przyciągać uwagę, stanowiąc tym samym przeciwwagę dla lewej strony twarzy.
Wyjątkowe cechy: Nawet po dłuższym czasie znajomości z nim mało kto zauważa, że można odczytać niektóre jego nastroje i uczucia poprzez element jego srebrnego wyposażenia. Gdy czuje się przez coś uspokojony, sięga do wisiora w kształcie słońca. Do księżyca sięga w sytuacjach, w których czuje się zestresowany, gwiezdnym kolczykiem bawi się w chwilach zamyślenia. Natomiast w chwilach niepokoju lub strachu jego dłoń wędruje do naznaczonej znamieniem skroni.
Cechy pozytywne: Cała jego osoba – aparycja, gesty, dobór słów czy sposób bycia – odznacza się niezwykłą gracją i elegancją, a także jego maniery są w każdym calu nienaganne oraz poprawne. Podczas przemów całą uwagę absorbują jego stateczne, ale powabne gesty i elokwentne brzmienie cichego, zimnego głosu; podczas gry na harfie lub lutni nie sposób oderwać wzroku, podczas tańca – wręcz hipnotyzuje pełnią płonącej pasji wyzierającej z ideału jego kunsztu. Nawet tak zwyczajne czynności jak chód zadziwiają naturalną finezję ruchów. Ważniejszym od siebie zawsze okazuje należyty szacunek i w życie wciela swoją znajomość manier, zarazem nigdy nie tracąc swojej chłodnej, dumnej aury. Wypowiada się w sposób zwięzły, konkretny, a zarazem inteligentny i bogaty pomimo oszczędnej formy. Jego wrodzony, przychodzący bez najmniejszego wysiłku polor i lekkość, jakby każdą chwilę życia spędzał na parkiecie, prezentując zgromadzonym sztukę swojej gracji, wraz z dosadną znajomością etykiety i imponującym jak na jego status społeczny obyciem w sztuce czynią zeń pozornie człowieka idealnego. Tkwi w nim jednakże pewien mankament, który sprawia, że oprócz podziwu w szczególności wśród niższych warstw społecznych wzbudza też sporą obawę.
Cechy negatywne: Tym, co w nim zarazem intrygujące i niepokojące, jest jego jak gdyby absolutna obojętność wobec świata i ludzi ocierająca się o apatię. Nieważne, z kim i o czym rozmawia, przy kim stoi, co przyjdzie mu zrobić – jego twarz wiecznie utrzymuje doniosły wyraz zimnej, stężonej powagi, w czystym głosie niezmiennie dźwięczy chłód i dystans, wśród ciemnej zieleni oczu błyszczy kryształ lodu. Jakby przestrzeń tańca i muzyki, w której trwa niezależnie od czasu i godziny, pozostawała odizolowana od reszty świata wysokim murem twardej jak kamień, beznamiętnie zdystansowanej uprzejmości, która może i nie odpycha, ale sukcesywnie powstrzymuje od przejścia na drugą, tą bardziej emocjonalną stronę. Ciężko nawet określić go zamkniętym w sobie – wydaje się zwyczajnie nie być zainteresowany jakimikolwiek formami bliższych kontaktów międzyludzkich niezwiązanych z zagadnieniami zawodowymi.
Tym samym ma niewielkie baczenie na kłopoty i uczucia innych. Być może nie wygłasza pochopnie opinii mogących zachwiać jego publiczną renomą i nie gani ludzi mogących w jakiś sposób mu zaszkodzić, ale tam, gdzie nie widzi dla siebie ani korzyści, ani zagrożenia zszargania swej reputacji, nawet najostrzejsze opinie, tak długo jak uważa je za słuszne, wygłasza jasno i spokojnie. Z tego powodu niektórzy niżej urodzeni, którzy spotkali się z jego strony z ośmieszeniem, uznają go za dwulicowego i pogardzającego niższymi warstwami, od których nie dostaje pieniędzy.
Cele: Całkowita bezstronność Białokwiata budzi niepokój w sercach niektórych mieszczan, którym wydaje się to podejrzane. Istotnie, celem Ilii jest zjednanie sobie wszystkich ważnych ludzi w możliwie największej ilości miast i tym samym otwarcie sobie drogi do wielkiej kariery – a w przyszłości może nawet zostania szarą eminencją sterującą najważniejszymi osobistościami w każdym z miast, choć te górnolotne plany zostawia na dalszą przyszłość i utrzymuje je w najdalszym zakątku głowy, by przedwcześnie się z nimi nie zdradzić.
Zasady: Żadnych jawnych więzów. Najważniejszym jest dla niego zachowanie stałej pozycji wysoko cenionego artysty, więc wobec wszystkich znaczących w mieście ludzi trzyma dystans wystarczający, by intrygować i zyskać ich szacunek, zarazem na tyle odległy, by nie zostać posądzonym o polityczny sojusz. Nie podlizuje się, zarazem nie robi sobie wrogów z nikogo spośród możnych. Jest to strategia, dzięki której zyskał szacunek w wielu miejscach, które odwiedził na przestrzeni kilku lat swoich podróży, przy tym nie spotykając się ze zbytnią wrogością ze strony oponentów lub rywali politycznych.
Jak widzisz swoją postać: Ktoś, kto zamknięty w zimnych murach swojej duszy, dbający jedynie o własną stabilność, w obliczu realnego zagrożenia będzie musiał rozliczyć się z przeszłością i nauczyć się patrzeć na ludzi nie tylko przez pryzmat ich majątku i potencjalnych korzyści, które mogą zapewnić jemu samemu.
Inne: Swój pseudonim Białokwiat zyskał na drodze serii nieporozumień. Po przybyciu w nowe miejsca jego imię z reguły mylono z kwiatem lilią, co natomiast uznawano za mało męskie. Zatem rozmówcy szukali innego sposobu na nazywanie go i przez pewien czas pozostawał Kwiatem, zanim podczas wizyty w jednym z miast dodano przymiotnik Biały – i po kilku modyfikacjach i przesłyszeniach powstał jego obecny przydomek.
Wywodzi się ze średnio zamożnej rodziny szlacheckiej dalekiego wschodniego kraju (stąd jego nazwisko), gdzie kształcił się u mistrzów w dziedzinach tańca i muzyki. Żywot włóczęgi wybrał ze względu na okoliczności owiane tajemnicą. Niewielu zdaje sobie sprawę z jego wysokiego pochodzenia, a posiadający tą wiedzę zastanawiają się nad motywami wiodącymi go do porzucenia wygodnego życia. Niektórzy twierdzą, że został wydziedziczony ze względu na niestosowne uczucie, inni – że to opresyjność rodziców wypchnęła go z rodzinnego gniazda, a czasami słychać nawet szepty, jakoby zbiegł z rodzimej miejscowości w ucieczce przed tajemniczą zgubą powoli wyniszczającą okoliczne włości.
StarStableQuiz
@Charles_Calvin Zatem powodzenia na egzaminach. Co do kolejnych postaci, myślę, że stworzę co najmniej dwie, jeśli to nie za dużo, bo mam dość dużo pomysłów.
StarStableQuiz
Od razu dodaję historię:
Ilia przyszedł na świat jako syn rodu Astaforov – starego i szanowanego, o bogatej historii oraz tradycjach. Jednakże majętność rodziny w żadnym stopniu nie dorównywała jej renomie już od kilku pokoleń, gdy jeden z jej patriarchów zdecydował się wycofać z życia dworskiego i skupić na swoich posiadłościach – co okazało się być błędem i przyczyną postępującego upadku majątkowego stanu rodziny, a przy tym spadku jej ważności politycznej.
Młody Ilia już od dnia urodzenia był jedynym mężczyzną w rodzinie. Jego ojciec, Herodion, który od lat działał w stolicy w płonnych próbach przywrócenia swojemu nazwisku ważności, został zasztyletowany niedługo przed narodzinami syna najprawdopodobniej za sprawą swoich politycznych wrogów obawiających się powrotu Astaforovów do władzy. Brat Herodiona, potencjalny spadkobierca fortuny, uciekł z kraju kilka lat wcześniej po okryciu się niesławą podczas próby uwiedzenia własnej pasierbicy. W rodzinie pozostały zatem same kobiety – matka Ilii, Waleria Aleksandrowna, oraz jego trzy starsze siostry. Majątkiem zarządzała tajemnicza kobieta, podobno prababka Herodiona, będąca stara już podczas narodzin najstarszego sługi w dworze, której zarówno przeszłość, jak i imię zostały zapomniane już dawno temu. Mieszkańcy okolicznych włości i słudzy nadali jej zatem zdrobniałe, niemalże pieszczotliwe imię Wdówka.
W związku z tymi mało sprzyjającymi okolicznościami na barkach Ilii od samego początku życia spoczywało dużo oczekiwań, a największą presję nakładała nań stara Wdówka – i to wcale nie w kwestiach dotyczących dziedziczenia fortuny. Ta ekscentryczna starowinka miała w sobie zadziwiająco hardego, ale zimnego ducha i ogromne pokłady dumy. Plotki mówiły o niej dużo rzeczy. Podobno wiele lat temu, jeszcze za młodu była zachwycającą tancerką w dalekiej stolicy kraju, ale wieśniacy szeptali, że za swój talent i chwilowe sukcesy sprzedała diabłu swoje imię oraz miejsce w historii, czym tłumaczyli jej pozorny brak imienia. Także żaden z jej licznych uczniów nie osiągnął sukcesu, co zostawiło ją zgorzkniałą i rozsierdzoną brakiem swojego następcy na scenie. Przynajmniej takie opowieści krążyły wśród miejscowych już od lat.
Choć matka Ilii Waleria pragnęła, by chłopak jak każdy szlachetnie urodzony mężczyzna nauczył się wojować i zarządzać majątkiem, żeby podążył śladami ojca, to nie ona, a Wdówka miała najwięcej do powiedzenia w kwestii jego wychowania, z racji swojej pozycji jako opiekunka rodu. A ona nie przywiązywała do rodowego nazwiska takiej wagi, jak Waleria, i bardziej dbała o własne ambicje. I to ona właśnie niemalże siłą wepchnęła Ilię w świat tańca. Podobno gdy ujrzała go po raz pierwszy, leżącego jeszcze w kołysce, zesłano jej ‘widzenie’ pokazujące jej przyszłość małego Ilii jako tancerza i muzyka jeszcze bardziej wybitnego od niej samej. W obliczu rzekomej wizji Wdówka jakby ponownie odsprzedała diabłu swoją tożsamość i duszę – tym razem nie na rzecz własnej kariery, ale jej prawnuka. Wydawała fortunę na permanentne sprowadzenie i utrzymywanie najlepszych możliwych nauczycieli tańca i gry na instrumentach. Gdy tylko podrósł na tyle, by móc komunikować się z ludźmi samodzielnie, zaczęła wysyłać go na całe miesiące do większych miast, gdzie spotykał się z innymi tancerzami i występował u ich boku, by obywać się ze sceną. Skąpiła mu jedzenia, by utrzymywał smukłą sylwetkę. Sama też obserwowała jego postępy i bezlitośnie karała go, gdy uznawała jego postępy za niezadowalające, i wymierzała równie twarde kary, gdy chłopak płaczem lub gniewem wyrażał jakikolwiek sprzeciw – co także nie zdarzało się niemalże nigdy.
Choć dobrze wiedziano, że ród potrzebuje patriarchy i opiekuna, a nie tancerza, nikt nie miał odwagi sprzeciwić się ambitnej Wdówce – oprócz matki Ilii, Walerii. Między tymi dwoma kobietami trwała pewnego rodzaju walka o czas chłopaka, w której raz za razem wygrywała Wdówka, ale niekiedy Walerii udawało się wyrwać syna z cugu wiecznego ćwiczenia – i podczas rzadkich chwil spędzanego wspólnie czasu mogła na przestrzeni lat obserwować jego postępujący dystans wobec świata. Choć zawsze był cichym dzieckiem, ciągła izolacja sprawiła, że stopniowo pozornie tracił jakiekolwiek zainteresowanie czymkolwiek niezwiązanym z uprawianą przez niego sztuką. Z biegiem czasu rósł także jego mimowolny podziw wobec Wdówki – od jej zdecydowania i poświęcenia, po twardy sposób, w jakim dzierżyła władzę nad rodem. Przez lata obserwował ją i potęgę, jaką trzymała w garści pomimo niepozornej, starczej aparycji.
Tak minęło jego dzieciństwo i lata nastoletnie – ćwiczenia pod okiem zaborczej babki i okazjonalne chwile spędzone z matką, która wciąż próbowała przygotować go do roli pana domu i polityka.
Śmierć Walerii nadeszła mniej więcej w połowie lat nastoletnich Ilii. Nie wiadomo dokładnie, w jaki sposób wpłynęło na niego to wydarzenie – bo tamtego dnia jak gdyby ostatecznie domknęła się żelazna zasłona oddzielająca jego myśli od świata i ciała. Nawet na pogrzebie oblicze młodego panicza pozostawało niby wykute z kamienia, zimne i nieruchome, i od tego wydarzenia nikt nie ujrzał innego wyrazu na jego twarzy. Jego uczucia można było odczytać jedynie z ruchów, z płonącej pasji płynącej z niego podczas tańca lub dziwnej czułości, gdy palcami przesuwał po strunach harfy lub lutni – jego dwóch ulubionych instrumentów, w których zdecydował się doskonalić.
Rok po śmierci matki w życiorysie Ilii Astaforova zaczyna się dziura, bo o ile wcześniejszych swoich losach mówi beznamiętnie i bez szczególnych zahamowań, o tyle nikt nie zna przyczyny jego odejścia z rodzinnego domu. Wersji jest kilka: większość utrzymuje, że ostatecznie Ilia złamał się pod presją Wdówki i nie mogąc już znieść jej opresyjności zbiegł spod jej władzy. Inni – zwłaszcza młode dziewczęta i młodzieńcy marzący o uniesieniach serc – dzielą się swoimi teoriami o niemożliwej do spełnienia miłości, przed którą odszedł w dzikie ostępy zachodu, by gorycz nie zatruła jego duszy; natomiast bardziej niepokojące plotki mówią, że Ilia uciekł nie przed wymaganiami babki ani nieszczęśliwym afektem, a przed prawdziwą grozą, która zaczęła pustoszyć okoliczne włości, i że w drogę wcześnie wyprawiła go Wdówka, mająca kolejne ‘widzenie’ ostrzegające ją przed niebezpieczeństwem. Bardziej mu nieprzychylni twierdzą, że diabeł, któremu wzorem babki już dawno zaprzedał duszę w zamian za talent, szeptał mu do ucha o bogactwach i zaszczytach czekających go jako podróżnego tancerza, i że to owe poszepty wypchnęły go z domu w pogoni za sławą.
Niezależnie od przyczyny, Ilia wyruszył w drogę na kilka lat przed osiągnięciem wieku dwudziestu wiosen. W ciągu swoich podróży dotarł do wielu miast, w wielu ludziach znalazł potencjalnych sprzymierzeńców, drugie tyle oczarował, a niemalże z nikogo istotnego nie zrobił sobie wroga. W ten sposób włóczy się już od trzech lat, spędzając tu tydzień, tu miesiąc, tu pół roku, i w każdym możliwym mieście budując dla siebie potencjalną bezpieczną przystań, bez żadnych wrogów, otoczony jedynie sprzymierzeńcami i ich podziwem dla jego sztuki.