Głosowanie!


Tak wiem. Nie skończyłam nawet pisać 1 roku, a chcę już pisać kolejną serię ale mniejsza z tym XD Daje wam kilka propozycji więc wybierajcie. Będę dodawać prologi w oddzielnych głosowaniach i wybierzecie.
Brawo XD
Jaki mózg z ciebie - Wiem XD

1. Wstałaś jak co dzień. Ubrałaś się i zeszłaś do kuchni. Znowu zobaczyłaś tą durną sowę. Który to już rok z rzędu? Aaa tak, czwarty. Z grymasem otworzyłaś okno, wyszarpałaś jej z dzioba kopertę i trzasnęłaś zamykając okno. Nie otwierając listu podarłaś go na strzępy, potem wzięłaś różdżkę ojca i podpaliłaś go zaklęciem Incendio. Zrobiłaś sobie śniadanie nie zapominając o kawie dla taty. - Witaj ojcze. -Dzień dobry. Dziekuję za kawę. Znowu spaliłaś list z Hogwartu? - Tak. Poszłaś do salonu poćwiczyć zaklęcia (a zwłaszcza czarną magię). Po godzinie ktoś zapukał do drzwi. Nikogo się nie spodziewałaś, jednak w drzwiach stał sam Albus Dumbledore. [D]Witaj Brooklyn. Mogę wejść? [B] Dzień dobry. Oczywiście, zapraszam. - ton twojego głosu był obojętny - Tato! Gość do ciebie! Dumbledore wszedł do środka. [D] Dzień dobry Rudolfie. [R] Dumbledore? Witaj, może przejdźmy do salonu. Brook zrób nam herbatę. Po chwili weszłaś do salonu z herbatą i ciastkami. [R] Co cię sprowadza w moje skromne progi Albusie? *Czy, aż takie skromne? Jesteśmy bogatym rodem.* [D] Nie co, tylko kto. Chodzi o Brook. Taca o mało nie wypadła ci z rąk. Twoje duże oczy zrobiły się jeszcze bardziej okrągłe. [B] Jak to o mnie? [D] Brook chodź tu do nas. Musimy porozmawiać - powiedział to bardzo spokojnie - Mam dla ciebie propozycję. [B] Nie jadę do Hogwartu - powiedziałaś ostro. [D] Proszę posłuchaj.Masz 14 lat. Powinnaś zaczynać swój czwarty rok. Nie możesz tak opuszczać szkoły. [B] Umiem więcej niż większość moich rówieśników. [D] Tak, ale czarna magia nie wystarczy ci na całe życie. W Hogwarcie nauczysz się nie tylko białej magii, ale i wielu innych pożytecznych rzeczy. [R] Masz tam jechać. [B] Ale... [R] Albus ma rację.Poza tym Hogwart to dobra szkoła. Ja i twoja matka też do niej uczęszczaliśmy. [D] To więc jak? Skorzystasz z mojej oferty? [B] Dobra niech będzie. Tato kiedy idziemy na Pokątną? [D] Na Pokątną pójdziesz ze mną. Nie chcę, żebyś robiła wokół siebie sensację zanim będziesz w Hogwarcie. Przyjdę po ciebie jutro o 11. [B] Niech będzie. Dyrektor tak jak obiecał przyszedł punktualnie. [B] Jestem gotowa. [D] Najpierw to wypij. [B] Co to? [D] Specyfik, dzięki któremu zmienisz wygląd. Jesteś... Dość charakterystyczna.Wyglądasz zupełnie jak matka. Wypij to. Jednym łykiem pochłonęłaś zawartość fiolki. Poczułaś się dziwnie. Spojrzałaś w lustro. Twoja cera zrobiła się ciemniejsza. Oczy miały kolor brązu, taki sam jak falowane włosy. [D] Jesteś już prawie gotowa. Załóż jeszcze to. [B] Naprawdę? Sukienka? Do tego żółta? [D] Nie możesz rzucać się w oczy. Gdyby ktoś się ciebie o coś pytał nazywasz się Brooklyn White. Idź się przebrać. Przyszłaś zniesmaczona. [B] Dlaczego White? [D] Twoje nazwisko jest owiane niezbyt dobrą sławą, nie sądzisz? [B]Mądre posunięcie - wzięłaś różdżkę do ręki. [D]To twoja różdżka? [B] Nie [D] Więc czyja? [B] Nie wiem. - wzruszyłaś ramionami - Znalazłam ją kiedyś w domu. Jest dobra ale nie zawsze posłuszna. [D] Odłóż ją. Pójdziemy do Olivandera. [B] On jest wtajemniczony? [D] Tak, Chodź już. Teleportowaliście się na Pokątną. Najpierw poszłaś do Madame Maklin. W tym czasie profesor poszedł po książki dla ciebie. [M.M] Już zdjęłam z ciebie miarę kochanie. Szaty będą za 15 minut. Jak się nazywasz? [B] Brooklyn White. Ile się należy? [M.M] 13 galeonów i 6 sykli. Wyszłaś ze sklepu. Zostało co około 20 galeonów. Postanowiłaś iść kupić sobie różdżkę. Dyrektor się tego spodziewał i czekał na ciebie w środku z kompletem podręczników. Sklep Olivandera był mały i zawalony pudełkami. Dumbledore i Olivander przyjaźnie się do ciebie uśmiechnęli. Ty zachowałaś jednak obojętność i chłodne oczy. [O] Witaj Brook. Spróbuj tą. Ostrokrzew ,pióro hipogryfa. Machnęłaś ale zbiłaś lampę. [O] Nie. To nie ta. Teraz weź tą. Dąb,włos z grzywy testrala. Bardzo rzadka. Tym razem zbiłaś szybę. Szybko odłożyłaś przedmiot na ladę. Stary Olivander chwilę się zamyślił. Po chwili rozpromienił się jakby dostał olśnienia. [O] Głóg. Rdzeń to włos jednorożca i pióro feniksa - wcisnął ci trzecią różdżkę w rękę. Machnęłaś nią, a wokół ciebie powstał delikatny wiatr. Z różdżki wyleciały kwiaty i płatki czerwonej oraz białej wiśni. Szybko złapałaś te dwa kwiaty. Nie minęły 2 sekundy, a wszystko zniknęło. [O] Tak to ta. [B] Ile się należy? [O] 8 galeonów. [D] Dziękujemy. Do widzenia. [O] Powodzenia w Hogwarcie Brooklyn. Do widzenia i miłego dnia. Przed sklepem odezwałaś się. [B] Muszę iść odebrać szatę, kupić fiolki, kociołek, pergamin i pióro. [D] Wszystko jest zakupione.Musisz tylko odebrać szaty. No idź. Odebrałaś szatę. Szłaś koło swojego towarzysza wzdłuż wąskiej uliczki. [D] Taki ładny dziś dzień. Może kupić ci sorbet? Ja mam straszną ochotę na cytrynowy. [B] Niech będzie. Tylko ja chcę limonkowy. - prawie niezauważalnie się uśmiechnęłaś. Po chwili deportowaliście się do twojego domu. [B] To do zobaczenia na peronie profesorze. [D] Nie pojawisz się na peronie. To zbyt niebezpieczne. Przyjdzie po ciebie mój przyjaciel Alastor Moody. Radzę ci się uczyć,bo masz dużo do nadrobienia.Zostawiłem ci tu dodatkowe książki, żebyś zmniejszyła swoje zaległości.Do zobaczenia w Hogwarcie. Od rzazu wzięłaś się do nauki. Całe szczęście masz dobrą pamięć. 1 września o godzinie 17:50 ktoś zapukał do drzwi. Otworzyłaś, a w nich stał gość z latającym okiem w szkle i wielkim kijem Bez słowa wszedł do środka. [B] Dobry wieczór - powiedziałaś zirytowana. [M] Ty jesteś Brooklyn tak? Gdzie twój kufer? [B] A ty zapewne jesteś Alastor Moody. Jest na górze już po niego idę. [M] Szybko nie mamy czasu na pogaduszki. Po chwili byłaś już na dole razem z kufrem i rodzinną sową Andrzejliną (tak wiem XD). [M] Załóż coś na siebie. Nie chcę żadnych rewelacji - warknął ochrypłym głosem. Twoje czarne oczy błysnęły rozbawieniem. [B] Aż tak jestem popularna? [M] Wystarczy twoje pojawienie się na Wielkiej Sali. Wcześniej nie musi wzrastać. Założyłaś na siebie pelerynę/płaszcz (był zaczarowany. Rękawy pojawiały się gdy ktoś tego chciał.) Złożyłaś głęboki kaptur na głowę. Po sekundzie byłaś przed wejściem na WS. [M] Idź przede mną, nie zdejmuj kaptura i nie podnoś do góry głowy. Masz tam przygotowane specjalne miejsce obok mnie. [B] Jak sobie życzysz - ukłoniłaś się teatralnie. Weszłaś na WS, a za tobą Moody Usiadłaś na krześle obok szalonookiego. Trzymał on swoją różdżkę cały czas w pogotowiu. Ty się nudziłaś i rozbawiona zawijałaś jeden z wystających spod kaptura czarny lok na różdżkę.Zaczęła się ceremonia przydziału. [M] Zostaniesz wyczytana jako pierwsza. Po chwili usłyszałaś McGonagall. [McG] Brooklyn Lestrange! C.D.N.
Podoba mi się.
Czekam na dalsze propozycje.

1 Super!
Quiz w Poczekalni. Zawiera nieodpowiednie treści? Wyślij zgłoszenie
DarkGwen
DarkGwen
Zobacz profil

Komentarze sameQuizy: 0


Nowe

Popularne

Kategorie

Powiadomienia

Więcej