
Przy pomocy wpisów możesz zadać autorowi pytanie, pochwalić go, poprosić o pomoc, a
przede wszystkim utrzymywać z nimi bliższy kontakt. Pamiętaj o zachowaniu kultury,
jesteś gościem :) *Jeśli chcesz odpisać konkretnej osobie, użyj funkcji " Odpowiedz" - osoba ta dostanie powiadomienie* ×







Redbird2
AUTOR•REDEKIN BUDOWNICZY!
DA RADĘ !
ZNISZCZY WSZYSTKIE NINTENDIAKI!
S...2
@Redbird2 Gdzie był Psi Patrol podczas kryzysu zakładników w Iranie?
O ile nam wiadomo, Psi Patrol ma możliwości podróży międzynarodowych i ewentualnych możliwości operacji tajnych. Jednak Psi Patrol nie pomógł w jakikolwiek sposób podczas kryzysu zakładników w Iranie w 1979 r., Co jest niedopuszczalne, biorąc pod uwagę, że amerykańscy dyplomaci byli zakładnikami od 4 listopada 1979 r. Do 20 stycznia 1981 r. Czy to możliwe, że PAW Patrol jest prowadzony? islamskich ekstremistów, którzy wykorzystują PAW Patrol do zwiększenia pozytywnych wizerunków ekstremistów, jednocześnie biorąc pieniądze z ONZ? Albo że PSI Patrol jest prowadzony przez Stany Zjednoczone i CIA kazała mu nie interweniować w kryzysie zakładników? Jeśli to pierwsze, dlaczego tak? Czy irański kryzys zakładników może być mistyfikacją, używaną do rozprawienia się z Iranem za obalenie monarchii, która rządziła Iranem, co było możliwe dzięki zamachowi stanu dokonanemu przez Stany Zjednoczone i Wielką Brytanię?
LysyZBrazzers666
@SexiestBoy2012 Kiedyś kupiłem półkę na książki na OLX i historia tego zakupu była niesamowita.
Znacie to uczucie, gdy wpisujecie coś do wyszukiwarki i wychodzi coś całkowicie nie mającego związku z tym co szukacie, w stylu półka, półka, półka, gramofon… półka, półka, KOMBAJN ROLNICZY, że co k***a… szczerze mówiąc niezła cena …
Zresztą, tego szczególnego dnia znalazłem dwie półki, które wpasowały się w moje dwa wymagania – koszt i położenie geograficzne, ponieważ szlag by mnie trafił, gdybym miał jechać przez Sosnowiec po półkę.
Więc sprawdzam te dwie oferty, pierwsza jest od Kaśki, a drugi od Marka, wysyłam obojgu te same wiadomości:
Cześć, widziałem twoją ofertę na temat półki na książki. Czy oferta jest wciąż ważna?
Kaśka od razu odpisuje "SORKI, POSZŁA DZISIAJ RANO".
Marek odpisuje po paru minutach z takim tekstem – "to była półka mojej żony…
Jak na to odpowiedzieć?! Sam fakt, że nie odpowiedział na moje p*******e pytanie, on użył czasu przeszłego w tym zdaniu, co mnie trochę przeraziło. Pomyślałem wtedy, że powinienem poszukać innej półki, ale zauważyłem, że mieszka na przedmieściach blisko mnie, więc odpowiedziałem: "Czy jest wciąż dostępne?"
Odpowiedział mi "T". Czy to "T", w sensie, że co mnie TO obchodzi? Czy może "T" znaczące TAK , i jest w takim załamaniu nerwowym, że nie może odpowiedzieć pełnymi zdaniami. Uznałem, że chodzi o opcję drugą, i odpowiedziałem "Fajnie, wezmę ją. Kiedy bym mógł po nią przyjechać?"
Przez 15 minut nie otrzymałem żadnej odpowiedzi, pomyślałem j***ć, poszukam innej półki i kiedy jego odpowiedź przyszła, zrozumiałem, że spędził ten kwadrans tworząc swoją odpowiedź, ponieważ była długości p********j pracy dyplomowej! Chyba poczuł się źle po wysłaniu wiadomości zawierającej jedną literę ostatnim razem, bo tym razem całkowicie przesadził. Przy okazji, pomyślał, że użycie interpunkcji jest całkowicie niepotrzebne. Więc wyszło z tej wiadomości jedno długie zdanie, a oto i one:
" Musisz przyjechać i zabrać ją teraz mam mało czasu w mieszkaniu jest ona całkiem szeroka więc przyjedź jakąś ciężarówką lub przyczepą jest na piętrze lecz pomogę ci ją ściągnąć na dół jeśli nie będziesz mógł zaparkować przed domem to zadzwoń na dzwonek pomogę ci znieść ją do ciężarówki bądź przyczepy przyjmuję tylko gotówkę i jeśli nie przyjedziesz teraz to sprzedam ją komuś innemu "
Znowu pomyślałem, że powinienem poszukać innej półki, ale teraz jestem zafascynowany Markiem i po prostu gościa muszę poznać! Zanim do niego pojechałem, odpisałem mu "Fajnie, będę za 10 minut", na co odpisał "Okej", ale napisał to w postaci " O K A Y ", co zaciekawiło mnie bardziej, bo najpierw napisał normalnie, później jedną literą, następnie referat, a teraz to!
Gdy jechałem do jego domu zacząłem wyobrażać sobie jak on wygląda, po stylu jego pisania mógłbym określić jego pochodzenie, ale nie chciałem zrobić mu profilowania rasowego.
Może to jakiś staruszek, któremu zmarła żona i nie jest za dobry w pisaniu. Mam jednak szczególną nadzieję, że mam rację, a Marek jest k***a szalony.
Więc przyjechałem do niego, specjalnie nie parkując przed domem by zadzwonić i przygotowuję się, by zostać przywitanym przez jakiegoś staruszka w skórzanej kamizelce, kabaretkach i szelkach, pykając z fajki i przez tyciego mopsa z fezem na głowie, biegającego po przejściu, by sobie siednąć na dywaniku i spoglądając na mnie powiedzieć " Włitamy w noszym saloniku! "
Po chwili drzwi się otwierają i jestem szalenie zawiedziony. Przede mną stał typowy mężczyzna blisko czterdziestki, ubrany normalnie, lekko hipstersko, okulary ze stylowymi ramkami, drogi zegarek. Natychmiast pomyślałem, że jest architektem, ale mieszkanie było lekko tandetne, ale wyglądał na projektanta, może projektant graficzny. Był za chudy na pracę fizyczną, zbyt modny na kogoś z rządu, ale to nie mógł być Marek. Ponieważ wiadomości Marka świadczyły o osobie nieobeznanej w technologi, a gościu mówi "Dzień dobry, nazywam się Marek", normalnie robi się coraz ciekawiej!
Zaprasza mnie do mieszkania, potrząsa dłoń i zamyka drzwi. 20 minut później byłem świadkiem jak Marek wykonuje najbardziej agresywne akty przemocy jakie w życiu doświadczyłem, a następnie będę jechał jak szalony do domu, krwawiąc od tych faktów.
Oto jak ta cała historia wyglądała.
Wchodzę do domu i od razu dwie rzeczy przykuły moją uwagę. Pierwsza – dom jest w trakcie renowacji, nic nadzwyczajnego, są typowe folie ochronne na meblach, są świeżo pomalowane ściany, na korytarzu siedzi wanna owinięta folią, oczekująca instalacji.
Drugą rzeczą, którą zauważyłem to na schodach na piętro, na podłodze półpiętra leży zdjęcie ze ślubu, przedstawiające zgolonego na gładko Marka z przepiękną panną młodą, widocznie zakochani. Zdjęcie leży na podłodze, z rozbitą ramką i szkłem. Ona nie zmarła, ona go opuściła i historia Marka robi się jeszcze ciekawsza! A Marek bezceremonialnie kopie ramkę na drugą stronę po drodze na schodach. Naprawdę chciałbym się więcej dowiedzieć o życiu Marka, jak i zadawać nieadekwatne pytania, lecz widać było, że był z niego wrak człowieka, powietrze wokół niego miało aurę smutku, więc nie chciałem mu przeszkadzać.
Szczęśliwie dla mnie nie musiałem, ponieważ Marek natychmiast zaczął opowiadać i opowiedział mi całą, j****ą historię. DZIĘKUJĘ MARKU! Wysłucham każdego twojego słowa, a następnie będę opowiadał twoją historię wszędzie gdzie się da!
Jest projektantem graficznym (miałem rację!) i do tego naprawdę dobrym. Robił masywne kampanie rebrandingowe dla dużych firm i z tego powodu dużo lata po świecie.
Około 4 lata temu pewna kobieta zatrudniła Marka by zrebrandował jej firmę kwiaciarską i tak dobrze sobie poradził, że za niego wyszła.
Myślał że wszystko będzie w porządku, aż do trzech miesięcy temu. Marek miał zrobić prezentację w Sydney, lecz gdy był w drodze do domu z zagranicy, utknął w Dubaju z powodu anulowania jego lotu. Więc, zamiast odrzucenia prezentacji, Marek zasugerował tym biznesmenom w Sydney wykonanie wideokonferencji na Skype, ponieważ jest tak obeznany w technologii nie licząc tych jego p********ch wiadomości tekstowych.
Marek zakwaterował się w hotelu rozpoczął rozmowę z całą salą biznesmenów w Sydney, którzy oglądali Marka na wielgachnym ekranie ściennym w pokoju konferencyjnym i wszystko szło genialnie, Markowi wszystko szło z płatka, dopóki w połowie konferencji odkrywa, że prezentacja którą chce pokazać tym gościom jest na komputerze w jego domu.
Postanawia puścić prezentację zdalnie z monitora w jego domu przez rozmowę na Skype. Wie jak to zrobić, technologia ta jest już całkiem stara, lecz Marek robił z tego takie cuda, że ci wszyscy biznesmeni z wytrzeszczem patrzą na ten ekran w stylu "Margaret, przynieś tu jakieś ciastka bo coś z*********o się tu o********a!".
Gdy Marek wcisnął parę guzików i wyświetla pulpit swojego domowego komputera na Skype, cóż, tego czego Marek się nie spodziewał, to tego, że jego żona używała aplikacji do robienia zdjęć z kamerki, by robić sobie zdjęcia. Robić sobie zdjęcia nagiej. Robić sobie zdjęcia nagiej w trakcie robienia całkiem p**********ch rzeczy. Wstyd jest po prostu widzieć, szczególnie gdy Margaret wróciła z ciasteczkami.
Ci z was którzy znają takie aplikacje, to wiedzą że wykorzystuje podłączone do komputera kamery i za wciśnięciem przycisku robi ci zdjęcie gdy stoisz przed ekranem. Jeśli wiesz o tym, to wiesz także o tym, że jeśli zostawisz aplikację włączoną, kamera również pozostaje włączona, będąc świadkiem tego co się dzieje w przed komputerem w czasie rzeczywistym.
Tak na przykład twoją żonę. W twoim biurze. Uprawiającą seks z twoim najlepszym kumplem.
Marek powiedział mi, że ona zatrzymuje dom, jego były najlepszy kumpel się wprowadza i gdy oni spokojnie jadą na zakupy, Marek musi doświadczyć cierpienia pakowania swoich rzeczy i sprzedawania g***a którego nie chcą na OLX mnie we własnej osobie.
W tym momencie historii Marek zaczyna płakać, załamuje się, a ja gościa o nic nie obwiniam. Jest to k***a okropne, że chcę dać mu wielkiego przytulasa i powiedzieć "Wszystko będzie dobrze Marku", ale jako iż trzymam pełną wagę półki na książki w połowie drogi na parter, a Marek jest jedyną osobą powstrzymującą tą półkę wbicia mi się w twarz, ryknąłem "Marek, MAREK!", więc Marek się ogarnął, na około 8 sekund, gdy całkowicie się rozkleił.
Przewróciłem się na plecy, gdy półka przejechała po mnie rozbijając wiszącą lampę, więc leżę na plecach dając się obsypać rozbitym szkłem, gdy półka postanowiła walnąć wprost na świeżo pomalowaną ścianę na końcu schodów.
Miałem po tym małe rozcięcie na czole, które z nieznanego powodu lało krwią po mojej twarzy, lecz nie licząc tego, nic się mi nie stało.
Marek, natomiast, był moim całkowitym przeciwieństwem.
Coś się stało w momencie gdy półka walnęła w tą ścianę, ponieważ ten cały jego smutek, pyk, znikł, a on wpadł w maniakalny śmiech. Histeryczny i miał najstraszniejszy śmiech jaki w życiu słyszałem. Uznałem to za dziwne, a on tymczasem "Błehehehe…błehehehe", jak jakaś śmiejąca się Kookaburra.
Zapytałem się "Czy mogę wciąż tą półkę?", a on "Takahahahaha…", po czym wyciągnęliśmy ją ze ściany, sama półka bez śladu jakiegokolwiek zjechania z schodów i zderzenia ze ścianą.
Zanieśliśmy tą półkę do przyczepy z sześcioma przystankami, bo Marek znowu robił swoje "Błehehehe…".
Wrzuciliśmy ją do przyczepy i Marek był w tak dobrym humorze, że dał mi ją za darmo.
W tym momencie ta historia się nie kończy, ponieważ to coś z półką w ścianie przekręciło jakiś trybik w głowie Marka i teraz jest głodny destrukcji.
Więc kiedy próbowałem przywiązać półkę do przyczepy, Marek podchodzi sobie do skrzynki na listy sprzed jego domu i zaczyna się z nią szamotać, naprawdę wkładał w to dużo siły.
Zapytałem się "Wszystko w porządku?". "TA!".
Wyciąga ją z ziemi i trzyma ją jak jakiś topór, a następnie zaczyna nawalać w kwietnik, by tylko walnąć w stokrotki, r***********ć lawendę, powiedziałem mu by się uspokoił i to przemyślał, a od machnął dookoła i spojrzał na mnie jak Korwin na dowolnego europosła w parlamencie, i ryknął "PILNUJ SWOJEGO K***A NOSA!".
Jako iż lubię wiązać supły, żeby jako tako trzymały, to zajmują mi trochę czasu. Jednakże widok Marka przechodzącego nonszalancko do garażu i wbijającego skrzynkę na listy przez przednią szybę Audi, to muszę przyznać, trochę się popędziłem. I gdy już siadam za kółkiem, patrzę przez okno na ten dom, myślę "Chyba wszystko będzie w porządku", to widok okna na piętrze wybitego przez fotel odbijający się po trawniku, to pomyślałem o tym jaki jest zakres mojego obowiązku zachowania ostrożności.
Nie chciałem wzywać na niego glin lecz nie chciałem żeby rozwalał dom, pomyślałem "K***a, muszę porozmawiać z Markiem". Więc wyszedłem na ulicę s***ąc pod gacie, bo wiecie jak to jest gdy ktoś zrobi coś naprawdę brutalnego, to się reaguje w stylu "K***a, tego k***a się nie robi", normalnie żołądek mi się przewraca, i stoję tam w garażu, a tam są takie drzwi, i stoję w tych drzwiach krzycząc za Markiem jak na kota gdy jest pora karmienia. Wtedy zauważyłem jak ze szczytu schodów zaczyna cieknąć woda, a następnie trochę więcej, a następnie więcej wody, zupełnie jak z wodospadu po tych schodach. Pomyślałem że jest coś nie tak, i po chwili Marek pojawia się na schodach trzymając młot wyburzeniowy z tym jego "Błehehehe…". Idzie z nim do mnie śmiejąc się gdy ja płaczę mówiąc "Ja tylko chciałem kupić półkę…", gdy po chwili przebiega obok mnie.
Zapytałem się "Czemu tak biegniesz?!", gdy po chwili zauważyłem że biegł w kierunku mojego auta, wtedy krzyknąłem do niego "Stój! Zatrzymaj się!.
W tym momencie odwrócił się do mnie i powiedział – "Właśnie sprawdziłem swój telefon. Ona 15 minut temu napisała, że będzie tutaj za 15 minut! Musimy uciekać!" i wsiada do mojego auta!
Usiadłem za kierownicą i zapytałem się o co chodzi z tą całą wodą. "Zatkałem wszystkie spłuczki i puściłem wszystkie kurki. " "To jest p******e." "Jedź nie gadaj!"
Przejechałem szybko na skrzyżowaniu, a półka tymczasem 'siup' wypadła i eksplodowała przy zderzeniu z słupem. Eksplodowała deszczem źle zawiązanych supłów i niespełnionych marzeń. I po prostu ją tam k***a zostawiliśmy.
Taki okruszek chleba do znalezienia dla jego byłej po drodze do jej zniszczonego piernikowego domu.
Podwiozłem Marka pod stację kolejową i już więcej go nie widziałem.
Właśnie dlatego nie kupuję już na OLX
Redbird2
AUTOR•Chyba na zawsze będę zabawką.
Zmienię się w innego Redekina.
Redbird2
• AUTOR@SQPS Only one will survive .
And that person is me!
LysyZBrazzers666
@Redbird2 Mój ojciec załatwił mi pracę w dziale IT. Nie wiem za dużo o IT, poza grami.
To moje opowieści z pracy.
Dzień 1
>kobieta prosi mnie o zainstalowanie najnowszego adobe readera
>spoko, mam to
>ściągam program
>"Wow, jesteś w tym ekspertem"
>"No cóż…"
>komputer prosi o wpisanie hasła admina
>zapomniałem hasła admina
>próbuje: hasło
>nope.jpg
>"ehh… emm… cholera, chyba coś jest z serwerem, zaraz wracam"
>3 miesiące później, ona wciąż nie ma adobe readera
Dzień 2
>w*****ony koleś do mnie dzwoni, pyta o coś w programie domowym
>nie mam pojęcia co mówi
>pauza
>koleś czeka na odpowiedź
>przypominam sobie "IT Crowd"
>"Próbował pan wyłączyć go i włączyć na nowo?
>Zresetować znaczy się?"
>"Moment…"
>zadziałało
Dzień 3
>laska ze sprzedaży przychodzi z laptopem, jakiś problem
>kocica 9/10
>flirtuje ze mną
>mówi, że potrzebuje ściągnąć jakąś aktualizacje
>jedyne co słyszę to jej cycki
>jej laptop pachnie truskawkami
>ściągam adobre reaera i oddaję jej laptopa
Dzień 4
>nauczyłem się wyłączać serwery
>ludzie zaczynają prosić o pomoc, idę do serwerowni
>wyłączam serwery
>wychodzę zdezorientowany, zaczynam instalować adobe readera
>w końcu ludzie zaczynają się drzeć
>STRONA NIE DZIAŁA! STRONA NIE DZIAŁA!
>"biore się za to!"
>biegnę do serwerowni
>gram w Hotline Miami przez kilka godzin
>włączam serwery pod koniec dnia
>wychodzę z serwerowni
>wycieram pot z czoła
>"dałem rade…"
>ludzie chwalą mnie, mówią że uratowałem firmę
>tak naprawdę to uratowałem swoją dziewczynę w HM
Dzień 5
>spotykam kocicę przy ekspresie do kawy
>zapytałem się co u niej, proste pytanie
>zaczyna opowiadać o problemach z jej komputerem
>nie widzi we mnie człowieka
>widzi we mnie IT
>mówię, żeby podrzuciła do mnie laptopa
>robi to
>upgrade'uję jej IE
>instaluje adobe reareda
>resetuje komputer
>wszystko śmiga
>zanoszę go jej
>poprawiam fryzurę
>sprawdzam oddech
>zachowuje się jak bym ją ocalił
>siedzi w swoim biurze, gada przez telefon
>ręką pokazuje, żebym położył laptopa na biurko
>robię to, i trochę się ociągam
>"To wszystko skarbie?"
>wychodzę
>słyszę jak mówi "oh, to był tylko IT"
>tylko IT
>teraz jestem tylko tym
Dzień 6
>cholernie się nudzę
>postanowiłem ściągnąć emulator gameboya i pograć w pokemony
>filtry go blokują, więc je wyłączam, nie dodaje emulatora do listy, po prostu wyłączam filtry
>uruchomiłem stronę z emulatorem, ale muszę wyłączyć antywirusa
>używam konta admina, bo w końcu znam hasło
>wyłączyłem globalnie antywirusa na całym serwerze
>ściągnąłem emulator i pokemony
>gram sobie
>koleś przychodzi do mojego biura
>"chyba mam wirusa"
>ja: "złap je wszystkie"
>do czasu aż doszedłem do Misty, 4 osoby złapały wirusy
Dzień 7
>ten sam koleś który darł się na mnie drugiego dnia znowu się na mnie drze
>nie może się zalogować, a ja właśnie wychodziłem do domu
>"wyłącz i uruchom ponownie i oddzwoń"
>idę do domu
Dzień 8
>koleś z siódmego dnia znowu dzwoni
>jest w*****ony
>mówi mi, że przez moją głupotę stracił klienta
>"zdarza się stary, ja przed chwilą przegrałem z zespołem r"
>"o czym ty k**** mówisz?"
>click
Dzień 9
>jedna z drukarek zużyła cały toner
>jakiś grubas każe mi go zmienić
>"to tylko toner stary, nie umiesz go sam zmienić? pracuję teraz nad jednym sporym problemem z serwerem"
>tak serio to ściągam steama
>"to zajmie tylko sekunde… boże, mam dużo do zrobienia, od tego ty jesteś"
>wzdycham i idę to zrobić
>nie potrafię otworzyć pieprzonej drukarki żeby dostać się do tonera
>zaczynam w nią walić jak w "zoolanderze"
>mówię nieco opóźnionemu kolesiowi w biurze że mam dla niego specjalną misje
>musi schować magiczne jajko w skrzyni Hewlett Packarda
>wracam do sprawy z serwerem
>pół godziny później grubas wchodzi do biura
>"ćoś ty k**** zrobił z drukarką?"
>"zmieniłem tusz"
>zaczyna kręcić głową i coś mówi pod nosem
>idziemy do drukarki
>opóźniony koleś wcisnął kardridż w złą stronę i go zaklinował, połowa wystaje
>drukarka nawet się nie zamknie
>są czarne ślady dłoni na całej drukarce
>czuje że grubas mnie osądza, więc coś szybko wymyślam
>"chyba jest coś nie tak z siecią"
>drukarka nie działa przez miesiąc zanim się skapnąłem, że mamy numer do kolesia z serwisu HP
Dzień 10
>muszę zamotntować projektor w biurze do prezentacji
>nie mogę znaleźć kable thunderbolt-hdmi, żeby go podpiąć, a nie chce mi się iść do sklepu
>nie mam nawet karty firmowej
>mówię kolesiowi który potrzebuje projektora, że jest problem kompatybilności z macbookiem
>może użyć della kogoś innego
>pliki z maca nie działają na dellu
>zadzwonili do mnie w trakcie zebrania
>wszyscy ci beznesmeni na mnie patrzą, jak losowo klikam i szybko ruszam myszką, wyglądając na profesjonalistę
>ściągam adobe readera
>otwieram plik
>działa
>"Dzięki Anon, ocaliłeś mnie"
Dzień 11
>nowy pracownik w firmie
>nikt mnie nie poinformował
>opieprzyli mnie za to, że nie przygotowałem komputera dla nowej osoby
>idę do magazynu zobaczyć czy mamy tam coś
>jest kilka sztuk
>ale jest jakiś naprawdę stary komputer, z początku lat 90tych
>odpalam
>działa
>ustawiam go dla nowego kolesia
>wszystko laguje
>odpalasz adobe readera? masywny lag
>odsyłam komputer
>"sorry, ale tylko to udało mi się załatwić bez wcześniejszego powiadomienia"
>koleś ciągle prosi mnie o pomoc
>jest beznadziejny
>po tygodniu odszedł z firmy, twierdząc, że nie może pracować w takich warunkach
Dzień 12
>czyiś komputer się spieprzył
>kurrrrr
>ustawiam
>przypominam sobie coś o profilach zapisywanych w wewnętrznej sieci
>idę do serwerowni
>patrzę się na serwery jak kompletny idiota, próbując się zorientować jak to działa
>wracam i mówię kolesiowi, że nie mogę z tym nic zrobić
>"a… ale mój projekt, muszę go pokazać zarządowi w piątek…"
>"sorry stary, ale nic się nie da z tym zrobić"
>gram sobie w sim theme park przez resztę dnia
Dzień 13
>przychodzę do pracy godzinę spóźniony
>całe biuro w chaosie
>upadekrzymu.jpg
>"JEST TUTAJ!"
>odpalam komputer w swoim biurze, sprawdzam maila
>dziesiątki mailu w stylu:
>"coś jest nie tak z serwerem, nie mogę się zalogować do…"
>"wiesz czemu strona nie działa?"
>serwer faktycznie nie działa
>adobe reader mnie teraz nie ocali
>"po prostu idź tam i zrób to samo, co zrobiłeś ostatnio!"
>wszyscy myślą, że to tak łatwo naprawić
>roztrzęsiony wchodzę do serwerowni, bo nie wiem co mam robić
>ucinam sobie drzemkę przez cały dzień
>ludzie są w*****eni, walą w drzwi do serwerowni
>terminy minięte
>wychodzę o 18:30
>manager widzi mnie na parkingu
>był na spotkaniu cały dzień, nie wie przez co przeszedłem
>"wciąż tutaj? podoba mi się twoje podejście!"
Dzień 14
>serwery dalej nie działają
>wszyscy w*****eni
>idę na wczesny lunch
>słyszę jak ktoś w jadalni gada o kupnie nowego modemu do biura
>dziekibogu.jpg
>"Hej, sorry że przeszkadzam, ale czy któryś z was jest IT?"
>zanim któryś z nich zareagował i pyta "jak śmię" mówię
>"też jestem IT"
>pokazuję im dłoń którą poobdzierałem kablami w serwerowni
>obaj kiwają głową
>"co byście zrobili, gdyby wasze serwery się całkowicie spieprzyły?"
>"próbowałeś go zrestartować?"
>wracam i restartuje serwer
>k****, działa!
Dzień 15
>kocica chodzi po biurze poddenerwowana
>"Wszystko ok?"
>"Nie mogę się zalogować na maila. Możesz mi pomóc? Proszę"
>"Spoko"
>biorę laptopa
>reinstaluje office'a
>outlook znowu działa
>przeglądam maile, żeby upewnić się że działają
>wysyłam testowego maila
>czytam tytuły jej nowych maili
>"Rozwód"
>oddaje jej laptopa
>"Wygląda na to, że działa"
>"Dzięki…"
>"Wszystko ok?"
>"Cóż…"
>tak! wypłacz mi się na ramieniu i się rozkręcimy!
>"Mysz się chyba zepsuła, mogę dostać nową?"
Dzień 16
>jeden z monitorów upośledzonego nie działa
>wyświetla się całkowicie na zielono
>na temat: dałem mu drugi monitor, bo myślałem że jak ktoś zasługuje na dwa, to właśnie ten biedak
>jedyne co robi to przegląda tapety na msn
>i używa jakiegoś programu fedexa
>jest miły, więc faktycznie próbuję mu to naprawić
>nic nie działa
>to nie sterownik
>to nie ustawienia
>to chyba coś z samym montorem
>cały czas ludzie do mnie przychodzą z prawdziwymi problemami, zbywam ich mówiąc "zaraz będę"
>po dwóch godzinach koleś mówi
>"może wtyczka jest zepsuta?"
>zmieniłem kabel hdmi na nowy
>zadziałało
>oficjalnie jestem gorszy w swoim zawodzie niż opóźniony umysłowo koleś
Dzień 17
>miła staruszka narzeka, że jej się zepsuła klawiatura
>jest najstarszą osobą w biurze
>stara jak dinozaury
>mówię, że coś dla niej mam
>wracam do tyłu i odpakowywują nową klawiaturę dla programistów
>zanoszę ją jej
>"jesteś taki pomocny"
>sięgam do tyłu żeby podpiąć nową klawiaturę
>podnoszę się i otrzepuję spodnie
>staruszka wygląda jakby miała zawał
>patrze na ekran
>czarny
>wstając nacisnąłem przycisk power
>straciła 3 godziny pracy
>3 godziny których nigdy nie odzyska
Dzień 18
>firmowe spotkanie
>przekroczyliśmy budżet
>było dużo wydatków
>straciliśmy dużo pieniędzy przez prawie cały ostatni miesiąc
>dzień 18
>prawie cały miesiąc
>wylecę na zbity pysk
>budżet departamentu IT zostaje poruszony
>są tylko dwa departamenty które nie przekroczyły budżetu
>"Dobra robota Anon, słyszałem o problemach z serwerem. Jesteś dobrym człowiekiem na dobrym miejscu"
>pod koniec spotkania kobieta, około 45 lat, podchodzi i pyta czy naprawiam komputery poza firmą
>"Niezbyt…"
>"Oh, bo mam jedną cholerną rzecz której nie mogę naprawić. Nie mógłbyś wpaść i tego naprawić?"
>gówno prawda
>dla jaj mówię "dobra, spoko, daj adres i podjadę po pracy"
>nie wiem czy będzie seks
>kupuje gumki
>nie jest taka ładna 6/10 góra
>nie będę kłamał
>mocno średnia
>podjeżdżam do jej domu
>dzwonię do drzwi, staram się wyglądać słodko
>mąż otwiera drzwi
>pokazuje mi konputer
>instaluje najnowszego adobe readera
>zarabiam 20$
>jadę do domu
Dzień 19
>jakiś koleś zepsuł program, więc muszę ustawić wszystko na nowo
>sprawdzam ustawienia
>po dwóch godzinach
>"zepsułeś mój komputer… chcę żebyś naprawił mój cholerny komputer, ma być tak jak było, nie wiem co zrobiłeś, ale coś jest nie tak, moje usb bzyczy"
>wtf
>nie zrobiłem nic z kompem, tylko sprawdziłem program który odpalasz 20 razy dziennie
>w*****ony wracam do serwerowni i gram w Thomas Was Alone
>pukanie do drzwi
>to ten koleś
>"hej, dzięki za naprawienie tego"
>"czego?"
>"mojego usb"
>nic nie zrobiłem
>"a, to… spoko"
Dzień 20
>spędziłem cąły dzień sprzątająć serwerownię
>wygląda całkiem nieźle
>odpiąłem kable sieciowe żeby je oznaczać kolorami
>ludzie tracą swoje projekty
>losowo są wywalani z serwera
>mówię, że są problemy z isp
>staram się mówić ISP, bo nauczyłem się, że jak używam skrótów to brzmię jak bym wiedział o czy mówię
>pod koniec dnia serwerownia wygląda wręcz ślicznie
>niestety nie oznaczyłem nic i niektórzy ludzie nie są podpięci
>mówię im, że ISP naprawi to ASAP i wracam do domu
Dzień 21
>teraz jak serwerownia jest uporządkowana, podpinam testowe jednostki
>8 komputerów podpiętych do jednej sieci
>próbuję połączyć monitory ze sobą, jak to czasami na forach można zobaczyć
>to są stare monitory i nie można tego zrobić
>wpadłem na pomysł użycia tych komputerów do kopania bitcoinów
>ustawiłem wszystko do południa
>po lunchu zaczynam kopanie
>okropnie powoli, ale zaczynam
>ludzie narzekają na lagi serwera
>obwiniam olimpiadę za lagi
>mówię, że całe buro musi je streamować
>banuję olimpiadę na filtrze systemowym
>biuro jest podzielone, widzę ten podział na swoim mailu
>ludzie w*****eni, że nie mogą oglądać igrzysk
>i pozostali, którzy twierdzą, że praca to nie zabawa
>oficjalnie zyskałem władzę w firmie, ludzie wiedzą kto tu rządzi
>"To jest koleś którego ta firma potrzebowała"
Dzień 22
>dzień urodzin
>całe biuro świętuje urodziny ludzi w danym miesiącu
>biorę ciasto
>podpinam n64 w jednym z biur
>wyzywam ludzi na partyjkę w goldeneye
>mówię "hej, mam 5 minut przerwy na ciasto… zagramy partyjkę?"
>skopałem im wszystkim d***
>zdałem sobie sprawę, że cały dzień nie robiłem nic poza graniem i jedzeniem ciasta
>nikt nie zauważył
Dzień 23
>kocica dzwoni z trasy
>ma problemy dostać się do jednej z ważniejszych aplikacji dla klienta na jej ipadzie
>mówi nazwę tej apki
>nie mam pojęcia co to jest
>staram się brzmieć jakbym rozumiał wszystko
>pytam, czy używa WIFI czy 3G
>"jak to sprawdzam?"
>"nieważne, czekaj, sprawdzę nasz główny system"
>googluję apke, ale nic się nie pojawia
>pytam kogoś ze sprzedaży
>"oh, to tylko infografika z naszej strony"
>mówię kocicy, że musi się wrócić do biura bo muszę jej wgrać zmiany do ipada
>jedzie 2 godziny do pracy tylko żebym mógł otworzyć Safari i dodać zakładkę do strony głównej
Dzień 24
>45 latka wygadała się, że robię też poza pracą
>teraz idioci proszą o naprawę ich komputerów w domu, telefonów komórkowych, wszystkiego co techniczne
>mówię, że mogę to zrobić tylko po pracy, 20$ za małe rzeczy, 50$ za duże
>większość to proste naprawy
>aktualizowanie windowsa albo adobe readera wszystko naprawia
>ale wtedy trafił mi się on
>laptop z piekła rodem
>gruby indianin daje mi swojego laptopa w plastikowej reklamówce, nie torbie na laptopa, reklamówce
>"co z nim nie tak?"
>"ty mi powiedz, geniuszu"
>odpalam komputer, prosi o przywracanie systemu
>klikam enter
>naprawia to, ale prosi o uruchomienie chkdisk?
>wydaje mi się, że to coś z napędem cd
>otwieram napęd
>jest tam gruba warstwa okruchów
>przechylam laptopa na bok
>pieprzone okruchy wysypują się z laptopa
>resetuję laptopa
>wczytuje się bez problemu
>okazuje się, że koleś używał cd w swoim laptopie jako podkładki pod kanapki
>pieprzone laptopy
Dzień 25
>mimo, że jestem gówniany w sprawach IT
>jeden koleś myśli, że skoro jestem IT wiem dużo o technologii
>pyta się mnie jaka jest moja ulubiona przeglądarka
>"Google… Ultron"
>"Jest taka jak chrome?"
>cholera. to miałem na myśli
>"tak, ale lepsza… nasa jej używa"
>"super, mógłbyś mi ją ściągnąć?"
>gulp
>"spoko"
>dosłownie zaczynam ruszać myszą wte i wewte tak szybko, że nie widać kursora
>ctrl alt delete do managera zadań
>"proszę. Zrobione, wygląda jak chrome. ale to jest Ultron, nikt inny nie zobaczy różnicy"
>do dzisiaj myśli, że pracuje na google ultron
Dzień 26
>jakaś kobieta mnie woła
>"to zajmie tylko minutkę. prościzna!"
>cholera
>prosi mnie o podłączenie nowej drukarki
>wstaje ze swojego krzesła i pozwala mi usiąść
>zapomniałem jak dodać sieciowe drukarki
>z koleżanką stoją za mną i obserwują ekran
>"czy to będzie trwało długo?"
>Udaję zamyślonego, patrzę w ekran z dłonią na skroni
>"Anon? Mamy deadline które się zbliża…"
>"Co do…?"
>obie kobiety wyglądają na zaniepokojone
>"NA TYM KOMPUTERZE JEST WIRUS!"
>i wybiegłem wyglądając na w*****onego
Dzień 27
>nauczyłem się używać narzędzia do zdalnego sterowania którego używa całe biuro
>postanowiłem pomęczyć tą miłą staruszkę z wcześniej
>losowo ruszam myszą przez kilka godzin
>ona męczy się z podstawowymi rzeczami
>przyszła do mnie po nową myszkę
>pomagam jej
>podpinam ją i wracam
>mysz się znowu rusza. uruchamia worda
>zaczynam pisać
>"Cześć."
>brak odpowiedzi
>"Cześć."
>"Cześć? Kto to?"
>"Śmierć :("
Dzień 28
>jakiś koleś prosi mnie o wypalenie mu prezentacji na płytę dvd
>k**** mać wiem jak to zrobić
>wypalam płytę
>maszeruję do jego biura, dumnie trzymając płytę wysoko w powietrzu
>jakaś kobieta próbuje mnie zatrzymać "Hej, mógłbyś…"
>"Nie teraz, ważna sprawa IT którą muszę się zająć!"
>daje kolesiowi jego wypaloną płytę
>to może być pierwsza rzecz tutaj którą zrobiłem poprawnie
>łza się w oku kręci
>taki dumny z siebie, że tak daleko zaszedłem
>jestem prawdziwym IT
>5 minut później koleś do mnie dzwoni "hej… cóż, na płycie nic nie ma…"
Dzień 29
>dałem nowej kobiecie w firmie laptopa
>nic nie jest ustawione
>zapomniałem jak podpiąć outlooka
>spoko, zrobiła to sama
>super
>pyta mnie czy mogę wpisać dane admina. żeby mogła ściągnąć jakieś narzędzie do mediów
>"Pewnie"
>z*****em hasło 3 razy i mnie zablokowało
>muszę odblokować komputer z mojego pcta
>nie wiem jak to zrobić ale muszę wrócić do jej biura, bo zostawiłem tam swojego gameboya
>zaczyna zagadywać
>"Gdzie się uczyłeś, że skończyłeś tu jako IT?"
>zaczyna coś podejrzewać
>próbuję się jeszcze raz zalogować
>dalej jest zablokowane
>"Hmm… wiesz co? Chyba to rozszerzenie Hootsuite jest zawirusowane. Nie chcę tego gówna w swojej sieci."
Dzień 30
>dzisiaj wszystko zaczęło się pieprzyć
>jeśli pamiętacie, ustawiłem maszynę do miningu bitcoina w serwerowni
>używało prawie cały przesył
>sieć ledwo działała
>a teraz przez moje zrzucanie wszystkiego na wirusy i ogólne lenistwo ludzie zaczęli plotkować
>że firma jest atakowana przez grupę hakerską
>po lunchu szefostwo zaciągnęło mnie do biura na spotkanie
>"Jak wiesz, mieślmy ostatnio spore problemy z naszą siecią…"
>jestem w d****
>"od powolnego transferu danych po wirusy"
>bardzo głębokiej d****
>"Chcemy, żebyć zaczął śledztwo i dowiedział się kto to robi i dlaczego"
>ROFL
>Jestem p********m gliniarzem którego zadaniem jest znaleźć pieprzonego gliniarza
>Jestem p********m prawem.
Dzień 31
>mówię ludziom, że robię kalibrację serwera
>"to coś jakby pobieranie odcisków palców"
>nie ma mądrzejszego ode mnie
>pokazałem jednemu facetowi w średnim wieku, z brodą, jak używać aplikacji
>wrzucam mu ją do ulubionych i na pasek skrótów
>patrzę na jego ulubione
>Matula z Dużymi Cyckami
>Piżamowe Dziwko-party
>Mexykanka w autobusie
>przejeżdżam nad każdym z nich kursorem myszy, czytając bezdźwięcznie ich tytuły
>facet zaczyna się denerwować
>prosi. żebym nie powiedział nikomu
>"Czemu nie?"
>"Kupię ci lunch"
>dostałem 10 nuggettów z kurczaka
Dzień 32
>z jakiegoś dziwnego powodu całe biuro musi przepisywać captcha zawsze gdy coś googlują
>nie mam pojęcia dlaczego
>koleś od google ultrona pyta, czy ma to coś wspólnego z wirusem i czy powinien tworzyć kopię zapasową danych
>"Pi pierwsze. Zawsze twórz kopie zapasowe"
>kiwa głową
>"Po drugie. To tylko zabezpieczenie które założyłem. Roboty się tu czają"
>znowu kiwa głową, jakby moje słowo było prawem
Dzień 33
>koleś od ultrona wygadał się o google ultron
>teraz każdy w biurze chce, żebym mu go zainstalował
>kilka osób które wiedziały nieco więcej pyta co to do cholery google ultron
>zbywam ich środkowym palcem
>spędzam cały dzień instalując nieistniejący program na komputerach
>dosłownie spędziłem 3-4 godziny udając, że to jest program którego używa nasa
>jakaś dziewczyna pyta. czy to jest legalne
>"Jesteś policjantką?"
>podała mnie do HR za "zachowanie bliskie karnemu"
>już wyjaśniłem kolesiowi w HR co to google ultron…
>HR myśli, że to jest prawdziwe
>HR myśli. że nasa tego używa
>Hr mówi lasce, żeby mi nie przeszkadzała w sprawach technologii bo nie zna się na tym tak jak ja
>nie zna się na tym tak jak ja
Dzień 34
>cały dzień grałem w portala 2
>nie było ani słowa skargi
>ani jednego update'a adobe readera czy flasha przez cały dzień
>coś jest nie tak
>sprawdzam co się dzieje
>wszyscy pracują bez przerwy
>pytam jakiegoś kolesia jak jego komputer działa
>"Świetnie. Odkąd ściągnąłeś mi Google Ultron mój komputer wręcz śmiga"
>wtf
>szybkie wyszukiwanie na temat chroma
>okazuje się, że automatycznie ściąga najnowsze oprogramowanie adobe
>omfg
>bez pieprzonego adobe readera nie mam pieprzonej pracy
>wysyłam masowego maila
>UWAGA: nie otwierajcie google ultron, został shackowany
>resztę dnia wywalałem ultrona i ustawiałem IE jako domyślną przeglądarkę
Dzień 35
>ludzie zaczynają się denerwować tym całym hakerem/wirusem
>zastanawiają się dlaczego jeszcze tego nie rozwiązałem
>niektórzy nawet wierzą. że to nie jest żadna grupa hakerska jak mówiłem
>"To nie są amatorzy. To są profesjonaliści. Dlatego muszę update'ować waszego antywirusa."
>żeby ludzi nieco przestraszyć po kryjomu uruchomiłem komputer jednej z osób na chorobowym, ustawiony mniej więcej pośrodku jednej z większych sal
>głośniki na maksa
>puszczam Jitterbug Whama co 3 sekundy przez cały dzień
>w końcu ludzie przychodzą do mojego biura informując mnie o tym
>kiwam głową
>"To gorzej niż myślałem"
>"Co? Co takiego?"
>"To gang Jitterbug. Jedna z najlepszych grup hakerskich"
>"Nigdy o nich nie słyszałem"
>"To dlatego są najlepsi"
Dzień 36
>sprawdzam wiadomości
>policja dzwoniła
>KUUURRRWAAAA
>jako, że jestem IT muszą ze mną porozmawiać na temat ostatnich ataków hakerskich w naszej firmie
>usuwam wiadomość
>kocica przychodzi do mnie do biura
>pyta, czy mógłbym jej ustawić pulpit tak. żeby tapeta zmieniała się co kilka minut
>"Spoko."
>Idę z nią do biura
>mówi mi, że bierze rozwód
>"Oh."
>mówi, że zaczyna znowu chodzić na randki i to jest trochę dziwne
>pieprzyć to
>"Może pójdziemy na piwo kiedyś po pracy?"
>śmieje się
>"Co? To znaczy, czemu nie?"
>"Żartujesz, prawda? Jesteś IT…"
>oczy mi zaczynają łzawić jak wpatruję się w powiadomienie o nowym update adobe readera
>"Po prostu to ściągnę"
Dzień 37
>czuję się gównianie
>kocica powiedziała koleżanką z działu sprzedaży. że próbowałem ją zaprosić na randkę
>wszyscy się śmieją za moimi plecami
>słyszę ich szepty
>leee hahaha IT? łeee"
>mam ochotę otworzyć komputer i wskoczyć w wiatrak na procesorze
>koleś z działu sprzedaży który zawsze dzwoni (tak, ten) przychodzi do mnie do biura
>"Mój laptop nie działa"
>Idę z nim do jego biura
>Naciskam przycisk power żeby zresetować
>nie mówię nic, tylko odchodzę
>"Jeśli to jest wszystko co tu robisz… po co nam tu jesteś?"
>odwracam się
>"co?"
>"jeśli wszystko co tu robisz to resetowanie komputerów, to za co ci płacą? Sam mogę zresetować swój cholerny komputer"
>uśmiecham się
>"Naprawiałeś tu kiedyś serwer? Wiesz jak ciężko jest go potem ustawić, żeby działał? Pamiętasz jak nie działał przez ponad dzień?"
>kręci głową
>"tak myślałem"
>oczywiście tylko go zresetowałem lol
Dzień 38
>dalej czuję się gównianie po tym jak kocica dała mi kosza
>postanowiłem blokować jedną większą stronę co godzinę
>czułem się jak Joker
>najpierw youtube
>potem ebay
>potem reddit
słyszę ludzi narzekających na moją notkę odnośnie filtrowania stron
>"To jest miejsce pracy, a nie zabawy."
>jakaś kobieta wbiega mi do biura
>"Okej, to nie jest zabawne… to poważna sprawa"
>"why so serious?" (tłum. zostawiłem po angielsku, brzmi lepiej)
>"Musisz odblokować ebaya"
>lol serio
>"MAM AUKCJĘ KTÓRA KOŃCZY SIE ZA 5 MINUT"
>dałem ebaya na listę dostępnych stron
>ale było już za późno
>przegrała aukcję o pokrowiec na telefon
>mwahahahaha
Dzień 39
>"śledczy" przychodzi do biura
>szefostwo martwiło się. że mamy za dużo do stracenia i chcieli profesjonalistę
>jestem w d****
>pokazuję mu całe biuro
>pyta się gdzie leży serwerownia
>"A to Carol. Jest buntowniczką. Co nie, Carol?"
>robię wszystko co mogę by odciągnąć nieuniknione
>idziemy do serwerowni
>mówi, że podoba mu się jak kable są ładnie poukładane
>myślę nad podniesieniem monitora. rozbiciem mu głowy i ucieczką do Meksyku
>nie mogę tego zrobić
>nie jestem potworem
>jestem IT
>koleś sprawdza serwer
>pyta się o dane do logowania
>przesrane
>daję mu hasło
>loguje się
>otwiera IE
>spogląda na mnie przez ramię
>"Nie musisz tu być"
>"Zostanę"
>Muszę tu być kiedy to się stanie
>dosłownie zaczyna poruszać myszą w losowych miejscach i klika w różne miejsca na ekranie
>Wiem. bo okienko Home Depot wyskoczyło
>zaczyna coś mówić pod nosem… "hmm… hmmm"
>wpisuje adobe reader w googlach
>ściąga
>rusza kursorem jeszcze trochę
>i w końcu mówi
>"pieprzeni hakerzy. co nie?"
>jesteśmy braćmi. on i ja
>bracia IT
Dzień 40
>obudziłem się i zdałem sobie sprawę jakie mam szczęście, że nie jestem zwolniony albo gorzej
>widzę z parkingu jak kocica wchodzi do biura
>pyta się mnie co słychać
>myślę, że w koncu pokonaliśmy gang jitterbug
>"nie… mam na myśli poza pracą"
>patrzę na nią dziwnie i uśmiecham się
>"Ah, wiesz jak to jest"
>poprawia włosy i śmieje się
>co do cholery?
>"Super. Mam problem z jednym plikiem… możesz go dla mnie otworzyć, skarbie?"
>wzdycham
>"Okej, spoko…"
>idziemy do jej biura, cały czas flirtuje
>klikam na link do pliku .pdf
>nie otwiera się
>zaczynam ściągać adobe readera
>w międzyczasie pytam się jej jakie ma plany na weekend
>"Jadę z takim jednym facetem na weekend w góry, odpocząć trochę"
>zatrzymuję ściąganie na 80%
>wychodzę
>jestem IT
Dzień 41
>ta niezła laska ćwicząca yogę przychodzi do mnie do biura
>jej klawiatura pisze po francusku
>jestem za bardzo zajęty nappy birdem. żeby mnie to obchodziło
>"więc pomożesz mi?"
>"jeśli będę miał chwilę czasu, teraz jestem zawalony robotą"
>"kiedyś cię rozszarpię"
>zabiera swój cudowny tyłeczek z mojego biura
>śliczna dziewczyna, a ja mam to w d****, chcę. żeby ten dzień się skończył
>nienawidzę tej pieprzonej roboty
>wszystko co robię to dostaję opieprz i ściągam adobe readera
>nawet nie mogę sobie poprawić humoru grami
>tata wchodzi
>widzi, że wyglądam niewyraźnie
>zabiera mnie na lunch
>klepie po ramieniu
>"jestem z ciebie dumny. synu"
>firma jest w rozsypce
>a ja wciąż jestem głównym specem od ściągania adobe readera
>ale nie zamieniłbym nic z tego za jego kolejne słowa
>"Kocham cię, synu."
Dzięki wam wszystkim i dzięki tato za pracę. :) Nie zapomnijcie updatetować swojego adobe readera!
Redbird2
AUTOR•Kiedyś zaplanuję zrobić kilka zdjęć z pewnego moda do Angry Birds !
Jest do Sezonowej wersji.
SQPS
@Redbird2 Ja nie lubię, się ogółem y.. wys-ławiać
Redbird2
• AUTOR@SQPS Ale masz zgadnąć.
Redbird2
AUTOR•Uwaga!!!!
@Koxbyczeq69 wrócił!
Jest jako @BlackCock4 .
Zgłaszać go z SexiestBoy’em!
Redbird2
AUTOR•Już nie ma @Koxbyczeq69 i @Bluebird3 !
Teraz pora na @SexiestBoy2012 .
Dalej armio! Pokonać go na wieki!!!
B...4
@Redbird2 Pułapka nie jest obrzydliwością
JAK WIDZIEĆ OBRAD, JEZUSIE CHRYSTUSIE, TRAP TO MĘŻCZYŹNI CROSSRESSINGU, NIE TRANS KOBIETY, TY nieświadomy CUNT, TY p*******SZ IMBECILE, TY DUMB FUCK, Idź Ssij MÓJ DUŻY p********* KOGUT RETARD