Patryk

Valyrias

Patryk

Valyrias

imię: Zakończ Moje Cierpienie

o mnie: przeczytaj

110

O mnie

Nwm co jeszcze robię na tej stronie

Będę robił spam postów teraz sry

Ostatni wpis

Valyrias

Valyrias

samequizy to teraz troche taka poetycka nazwa. teraz chyba literalnie na tej stronie... Czytaj dalej
Przy pomocy wpisów możesz zadać autorowi pytanie, pochwalić go, poprosić o pomoc, a przede wszystkim utrzymywać z nimi bliższy kontakt. Pamiętaj o zachowaniu kultury, jesteś gościem :)

*Jeśli chcesz odpisać konkretnej osobie, użyj funkcji " Odpowiedz" - osoba ta dostanie powiadomienie* ×

Zaloguj się, aby dodać nowy wpis.

Wpisy autora: Wróć do wszystkich wpisów
Valyrias

Valyrias

AUTOR•  

szukam emo hot blade runner boia żeby pogadać o systemie levelowania postaci w knights of the old republic

Odpowiedz
3
Valyrias

Valyrias

AUTOR•  

moje luźne przemyślenia wsm sory za błędy
Dostęp do międzynarodowego internetu, gdzie każdy może mieć dostęp do informacji i może dzielić się swoimi poglądami, oraz poznawać poglądy innych, może być największą zagładą umierającego liberalnego świata.
W Chinach dostęp do internetu z góry jest ograniczony, a informacje, które wyświetlą się na ekranie komputera w Szanghaju są sortowane, polaryzowane i dostosowywane do tego stopnia, żeby odpowiadał rządowi i wpasowywał się do archetypu mieszkańca Chińskiej republiki ludowej, tak więc nie występuje tam problem krążących i zdobywających uwagę informacji, nie odpowiadających rządowi.
Jednak w krajach, w których internet jest nieocenzurowany (przynajmniej oficjalnie), ludzie odkrywają odpowiadające im ideologie, które sprzeciwiają się statusowi quo, lub znajdują fakty, które w ich oczach niszczą wizerunek ojczyzny i zachęcają ich do emigracji. Przez to ludzie wymykają się z rąk liberalnej władzy, wyjeżdżając do krajów, które mogą zapewnić im lepszy byt, albo które wyznają preferowaną przez nich ideologię, albo przeciwnie, zostają, żeby walczyć o nowy porządek świata. I najciekawsze w tym wszystkim jest to, że nie da się tego powstrzymać. Pewnie w niektórych krajach szerzona jest odpowiednia propaganda, jednak ludzie, którzy odkryli już swoją prawdę, będą odporni na rządową agitację.
Ignorowanie tego problemu też nie przynosi rezultatów, co doskonale widać po przykładzie USA. Przez nieskończoną ilość prawicowych i lewicowych stron internetowych, komentarzy, filmików itd. społeczeństwo Stanów stało się tak zdecentralizowane i podzielone, że kraj stoi na skraju wojny domowej. Na dodatek wiedza o, przykładowo często poruszanej, darmowej opiece medycznej, dostępnej w niemal wszystkich krajach Europy, powoduje, że bystrzejsi Amerykanie stają się wściekli i budzi się w nich chęć zmiany.
Propaganda nie działa, ignorowanie też nie, więc co?
Oczywiście najlepszym sposobem byłoby wysłuchanie ludu, poprawienie sytuacji w swoim kraju, walka z dezinformacją i nienawiścią we własnym społeczeństwie, zamiast ją podsycać dla wpływów. Jednak ta ścieżka, w najlepszym wypadku tworząca egalitarne społeczeństwo, odsuwa od władzy ludzi tak do niej przyzwyczajonych. Jednak to tylko sfera marzeń, w praktyce trzeci sposób jest mniej moralny, acz równie skuteczny.
Zamiast idealizować ojczyznę, postanowili kompletnie ją niszczyć.
Dostęp do internetu pozwala obywatelom poznać lepszy świat i odtwarzać w głowie niekończące się pytanie "a co gdybym ja mógł tak żyć". I ta myśl wystarczy, żeby zastosować drenaż mózgów na swoją własną korzyść. Zdemolować kraj do tego stopnia, że zrezygnowani, bądź zastraszeni opozycjoniści, będą zmuszeni uciekać z kraju. Do tego stopnia, że niepotrzebna grupa społeczna, klasowa, bądź etniczna, będzie eksterminowana pod przykrywką konserwatywnych poglądów lub braku odpowiedniego dofinansowania. Do tego stopnia, że ludzie stracą już jakąkolwiek nadzieję na lepszą przyszłość dla kraju, w którym przyszli na świat. Wykorzystali więc internet po to, żeby pokazać niepokornym, gdzie mają uciekać.
W pierwszych dwóch sposobach walki z problemem, ludzie, przez nieudolność i nieprzystosowanie rządu, po prostu wysypywali się z rąk rządzących.
W trzecim i tak zabójczo powszechnym sposobie, rząd zaciska ręce tak mocno, że wszyscy ludzie kruszą się między palcami, a w dłoni pozostają tylko okruchy.
Możemy zaprzeczać, przeklinać, wykłócać się, ale w rzeczywistości tylko ten ostatni sposób zapewnia nieograniczoną i stabilną władzę. I w przeciwieństwie do Chin, które są otwarcie opresyjne, tak w przypadku rządzenia okruchami, robisz to przykryty liberalnym płaszczem.
Bo w świecie, który skonstruowaliśmy, nie liczy się los otaczających nas ludzi, a zwykły trybik w mózgu, który produkuje hormony szczęścia i to tylko dzięki iluzji, że w jakiś sposób jesteśmy lepsi od innych.

Odpowiedz
1
Lexi2002

Lexi2002

@Valyrias trzeci sposób też nie jest efektywny
patrz: rewolucja francuska

Odpowiedz
Valyrias

Valyrias

•  AUTOR

@Nyx1984 rewolucja francuska i jej fatalne pożytkowanie internetu w celach propagandowych

Odpowiedz
1
pokaż więcej odpowiedzi (6)
Valyrias

Valyrias

AUTOR•  

oficjalnie rozpoczynam spam postow

Odpowiedz
3

m...n

@Valyrias rób kłizy i posty

Odpowiedz
Valyrias

Valyrias

•  AUTOR

@Peten nigdy

Odpowiedz
1
pokaż więcej odpowiedzi (2)
Valyrias

Valyrias

AUTOR•  

ok ludziska krótka piłka
opowiadanie jest tworzone, ale od jakiegoś tygodnia fest nie chce mi się go pisać więc nwm wrzuce wam tu moje przemyślenia, żeby was czymkolwiek nakarmić

Ludzie potrzebują w coś wierzyć, ulżyć sobie w zmartwieniach, zrzucając odpowiedzialność za potencjalne niepowodzenie na kogoś innego, albo okłamując się, że jako jednostka są zabezpieczeni przed rychłym zgonem, bo nieokreślona siła wyższa obejmuje nad nimi piecze, no i oczywiście po to, żeby jakoś pchać życie do przodu.
Najpierw, jeszcze w naszej pierwotnej, niezdolnej do socjalizacji formie, wierzyliśmy tylko i wyłącznie w siebie. Przypominało to galop konia przez niekończące się pole. Możliwości wydawały się nieograniczone, ale w praktyce cały nasz cel ograniczał się do biegu bez mety, a w przypadku odniesienia jakieś rany, umieraliśmy sami na owym polu, żeby ktoś inny, w tym samym biegu, mógł przebiec po naszych zwłokach.
Następnie, wraz z rozwojem naszego mózgu, staliśmy się bardziej empatyczni, więc najprawdopodobniej zdominowała nas wiara w ludzi, która była niczym koegzystencja cegieł, tworzących mur. Wszyscy się wspierali, ale kiedy jedną w końcu zabrało pruchno, ciągnęła jeszcze kilka innych za sobą, co powodowało wszystkim znany efekt domino.
Kiedy wiara w siebie samego i wiara w otaczających nas ludzi zawiodła, pozostaliśmy bez wiary, co zostało szybko wykorzystane i wypełnione syntetyczną wersją owej potrzeby, tak zwaną religią.
Kiedy poprzednie przypadki wiary były naturalnie uzasadnione i były napędzane przez fizycznie niepodważalne czynniki jak samodzielność, czy wspólnota, tak napędem dla wiary w religię, była tylko i wyłącznie sama wiara w ową religię. Czyli to tak jakby podać komuś talerz na talerzu i życzyć smacznego. Jednak pomijając gwałt na logice, będącym jej filarem, co tak właściwie daje nam religia? Świadomość, że wyższe bóstwo obejmuje nad nami opiekę powoduje, że stajemy się bardziej frywolni i lekceważący, zwłaszcza kiedy dana religia celebruje śmierć, paradując z hasłami będącymi antytezą degradującą życie. Życie nie zaczyna się po śmierci. Życie kończy się, kiedy kończy się życie. Śmierć zaczyna się, kiedy kończy się ludzka wyobraźnia. Tak więc wiara w religię, jest niczym patrzenie się w słońce, bez okularów przeciwsłonecznych. Ślepniesz, ale dla jakiego widoku!

No i potem mamy wiarę obecną, wszechogarniającą i równie niedorzeczną. Wiara, będącą połączeniem wszystkich wad poprzednich wiar. Wiara łamiąca nam nogi, pozostawiających nas na staranowanie przez innych, których czeka później taki sam los. Wiara powodująca nasz upadek, z winy drugiego, niezależnego od nas człowieka. Wiara zabijająca naszą wolę i determinację, tworząc z nas endorfiniarzy nastawionych na pusty odbiór. Nie jest to wiara w pieniądze, ani w technologię, a w ludzi, którzy swoją niekompetencją i ignorancją doprowadzili do upadku resztek solidarności międzyludzkiej, skazując nas na indywidualną śmierć. Obecnie dominuje wiara, że ten j***** syf, w który sami jako cywilizacja się wciągnęliśmy, rozwiąże ktoś inny. Kim będzie "ktoś inny" dla siedmiu miliardów trupów?

Odpowiedz
3
mayhemiara

mayhemiara

mądre

Odpowiedz
2
Valyrias

Valyrias

AUTOR•  

zapomniałem wziąc maszynke do golenia na wakacje i już wyrósł mi wons 🤧

Odpowiedz
2