Patryk

Safe.Place

Patryk

Safe.Place

0

Ulubieni

Safe.Place nie ma ulubionych autorów

Ulubione

Safe.Place nie ma ulubionych quizów

Przy pomocy wpisów możesz zadać autorowi pytanie, pochwalić go, poprosić o pomoc, a przede wszystkim utrzymywać z nimi bliższy kontakt. Pamiętaj o zachowaniu kultury, jesteś gościem :)

*Jeśli chcesz odpisać konkretnej osobie, użyj funkcji " Odpowiedz" - osoba ta dostanie powiadomienie* ×

Zaloguj się, aby dodać nowy wpis.

Wszystkie wpisy:

D...t

Marta, tam na dole masz mój fragment XD

Odpowiedz

D...t

Kiedy obudziłam się następnego dnia, głowa trochę mnie bolała, w dodatku nie pamiętałam ani jednego snu, co wydało mi się dziwne, zważywszy, że zazwyczaj większość dość dobrze zapisywała się w mojej pamięci. Aczkolwiek często były to jedynie niedorzeczne wizje, których nie potrafiłam zrozumieć i zwykle odrzucałam od siebie pomysł, aby zadręczać się nieskutecznym staraniem ich interpretacji.
Wstałam, rozglądając się po dormitorium, co było łatwiejsze teraz, niż wczoraj wieczorem. Wtedy ze zmęczenia po prostu opadłam na łóżko, nie zwracając uwagi na nic innego, a obecnie dostrzegłam, że prócz kufra z moimi rzeczami, o dziwo już stojącego przy łóżku, pozostałe świeciły pustkami. Pokój bez innych lokatorów nie przeszkadzał mi w żadnym stopniu, wręcz przeciwnie, jednak nie mogłam wyzbyć się wrażenia, iż prawdopodobnie kiedyś się to zmieni.
Gdy przebrałam się w szkolny mundurek, stałam chwilę przed lustrem, próbując minimalnie zmienić swój wygląd. Metamorfomagia od zawsze szła mi dobrze, pewnie dlatego, że w dzieciństwie dużo czasu poświęciłam na naukę kontrolowania jej. Zdecydowanie wolałam ją od choćby animagii — była umiejętnością wrodzoną, więc nie musiałam się jej uczyć, dodatkowo była dość przydatna.
Kiedy już doprowadziłam się do takiego stanu, który mi odpowiadał, wyszłam z dormitorium i pokoju wspólnego, kierując się w stronę Wielkiej Sali.
Znów poczułam dokuczliwy głód, co przypomniało mi, że zeszłego wieczora nic nie zjadłam. Przyspieszyłam kroku, spojrzawszy kilkakrotnie dookoła siebie, jednakowoż nie potrafiłam za nic odzyskać orientacji w terenie. Po kilku minutach, które zdawały mi się wiecznością, dotarłam do miejsca, z którego drogę już pamiętałam. Popędziłam przed siebie, by z prędkością światła wpaść do Wielkiej Sali. Siedziało w niej zaledwie kilka osób, które obdarzyły mnie przelotnymi spojrzeniami i wróciły do swojego życia.
Wzruszyłam ramionami, siadając przy stole Ślizgonów w pewnym odstępie od innych uczniów; nie miałam teraz ochotę na rozmowę z nikim. Nie podejrzewałam siebie o możność jedzenia w tak zastraszającym tempie, ale najwidoczniej zdolność tę posiadałam — jeśli można to nazwać zdolnością. Przy stole zbierali się kolejni uczniowie, ale niezbyt mnie to obchodziło. Po skończonym posiłku wiedziałam, że będzie boleć mnie brzuch. Odsunęłam jednak tę myśl od siebie i zaczęłam w milczeniu bawić się kosmykiem włosów, który owijałam o palec, przy okazji zatapiając się w wirze rozmyślań. Byłam tak zajęta tą czynnością, iż nie zauważyłam, że czas zleciał mi o wiele szybciej, więc czekanie na rozdanie planów zajęć nie było tak nudne. Spojrzałam na niego ukosem, dowiadując się, że pierwszą lekcją w tym dniu jest Obrona Przed Czarną Magią, którą pierwszoroczni Ślizgoni mieli łączoną z Gryfonami, w tym z Harrym Potterem. Mimowolnie zerknęłam w stronę stołu Gryffindoru, przy którym dostrzegłam Pottera, rozmawiającego z tym swoim rudym przyjacielem z pociągu.

Pierwszym, co dało się zauważyć, wchodząc do klasy, w której miała odbyć się Obrona, był nieprzyjemny, uderzający irytacją zapach czosnku. Może mnie za bardzo to przeszkadzało, ale po minach kilku innych uczniów wywnioskowałam, iż również są tym faktem zdegustowani. Szukając wolnego miejsca, wbrew sobie odrzuciłam propozycję Dracona i podeszłam do Pottera, który już miał zamiar usiąść w ławce obok Weasleya. Chwyciłam go za rękę i wymusiłam na swojej twarzy trochę sztuczny uśmiech.
— Harry, chciałbyś siedzieć ze mną? — w moich ustach te słowa aż nazbyt wypełnione były nutką niepewności, jak gdybym wahała się, zadając to pytanie i istotnie tak było. Nie rozumiałam, co skłoniło mnie do takiego działania, może wynikało to z tego, że Potter był sławny, a co za tym idzie, ja również zyskałabym trochę uwagi skupionej wokół mojej osoby, przebywając blisko niego. Jednak z drugiej strony wydawało się to dość niedorzeczne, przecież wiedziałam, iż nie moglibyśmy być przyjaciółmi, to po prostu nie miało sensu.
Chłopak spojrzał na mnie trochę zdziwiony, a zarazem speszony.
— Tak, jasne. — odparł, jakby odklepywał jakąś wyuczoną formułkę. Kątem oka dostrzegłam, że posłał jakieś dziwne spojrzenie rudemu, po czym udał się ze mną do pierwszej ławki. Ciągle nie mogłam wyzbyć się wrażenia, iż zrobił to jedynie z grzeczności, w dodatku wyglądał na kogoś, kto nasłuchał się dużo złych plotek o Ślizgonach. Sama też przeklinałam siebie w duchu, bo kilku uczniów obdarzyło nas niedowierzającymi spojrzeniami. Z początku myślałam, że Potter odmówi, ale stało się wręcz przeciwnie, co też było zastanawiające, zważywszy na to, jak potraktowałam go w pociągu.
Odetchnęłam z ulgą, dopiero kiedy do sali wszedł profesor Quirrel, dzięki czemu myślałam, że będę mogła skupić się na lekcji, choć na chwilę odrzucając na bok natłok myśli. Szkoda, że przez ten jeden moment nie wiedziałam, jak bardzo się myliłam.
Kwiryniusz Quirrel był naprawdę dziwnym człowiekiem. Z niewiadomych zapewne nie tylko dla mnie przyczyn, nosił na głowie turban, pod którym spokojnie zmieściłoby się jakieś małe zwierzątko, co przywołało na moje usta uśmiech rozbawienia, gdy przypomniałam sobie śmiesznych mugolskich magików, którzy ukrywali w ogromnych czarnych kapeluszach króliki. Jednak najgorszą jego wadą nie był dziwny ubiór, ale głos. Profesor jąkał się przy niemalże każdym słowie, co było dość irytujące. Dodatkowo co kilka minut zerkał w kierunku Pottera, a co za tym idzie mnie, gdyż siedziałam obok niego. Rozumiem, że Potter był sławny, chociaż Quirrel nie wyglądał mi na kogoś, kto zaraz po lekcji poprosi chłopaka o zdjęcie z autografem. W jego spojrzeniu kryło się coś zupełnie innego, co ciężko było mi rozszyfrować. Za to, kiedy ja napotkałam na sobie jego wzrok, przeszył mnie nieprzyjemny dreszcz, choć wytłumaczyłam to sobie chłodną temperaturą. Jednak chwilowego bólu głowy, który dotknął mnie w tym samym momencie, nie było tak łatwo usprawiedliwić. Zdarzyło się to na szczęście pod koniec lekcji. Jęknęłam cicho, niepotrzebnie zwracając na siebie uwagę Pottera.
— Wszystko dobrze? — zapytał chłopak. Odebrałam to jako zwykły objaw uprzejmości.
— Tak, Harry, nie martw się. — odpowiedziałam nie do końca zgodnie z prawdą, po raz drugi dzisiaj łapiąc się na tym, że zwróciłam się do niego jego imieniem, ale zignorowałam to, zbyt zaaferowana staraniem się jak najszybszym opuszczeniem sali, gdyż Quirrel nadal mi się przyglądał, a jego usta delikatnie drżały, jakby zastanawiał się, czy nie powiedzieć „Riddle, zostań po lekcjach!”, a ja nie miałam najmniejszej ochoty na zostanie sam na sam z dziwnym nauczycielem, więc zniechęcona tą perspektywą, mimowolnie złapałam Harry’ego za rękę i pociągnęłam za sobą, wychodząc z klasy. Gdy na korytarzu zdałam sobie sprawę z tego, co się stało, moja twarz zrobiła się czerwona ze wstydu.

Odpowiedz

D...t

Odpowiedz