Pamiętaj, że quizy są tworzone przez użytkowników i nie należy ich traktować jako porady medycznej. Jeżeli szukasz informacji dot. depresji lub pomocy, to odwiedź strony: Nastoletnia depresja, Telefon zaufania dla dzieci i młodzieży, Pokonać kryzys.

Jaki morderca targnie się na Twoje życie?

Zaznacz poprawną odpowiedź, aby przejść do następnego pytania.
Quiz w Poczekalni. Zawiera nieodpowiednie treści? Wyślij zgłoszenie
AnnieOaklay
AnnieOaklay
Zobacz profil

Komentarze sameQuizy: 29

vaal.

vaal.

Zabójca
Bardzo fajny pomysł na quiz^*^

Odpowiedz
4
AnnieOaklay

AnnieOaklay

•  AUTOR

@.Margherita. dziękuję

Odpowiedz
1
WeraHatake

WeraHatake

Zwyrodnialec :') No tak – bo płatnego nie miałby kto zatrudnić (szkoda na mnie hajsu), zaś dla psychopaty pewnie nie jestem zbyt ciekawym celem xd
Ogólnie najpierw muszę Ci mocno pogratulować – nigdy tak ciekawego quizu o mordercach nie robiłam! Bardzo dopracowane pytania, odpowiedzi, no i, oczywiście, wyniki – mega! ♥
Na pewno lepszej historii od Twoich nie wymyślę, jednak chcę sprawdzić, czy taki ziom byłby w stanie mnie zabić… Ok, so… zaczynajmy!

– Wychodzę! – krzyknęłam, opuszczając dom. Nie chadzam zbyt często samotnie na spacery, jednak tym razem nikt nie miał na to ochoty, tym bardziej, że zrobiło się zimno. Ja jednak nie mogłam się powstrzymać – sypnęło śniegiem, a to niechybnie święto!
Kroki swe skierowałam ku polom uprawnym i lasom, które rozpościerają się tuż za końcem mojej ulicy (która ulicą jest tylko z nazwy, ponieważ, w odróżnieniu od wszystkich okolicznych dróg, jest jedynie posypana żużlem, a nie zalana asfaltem). Miejsce to jest bardzo zaciszne i rzadko uczęszczane. Jeśli ktokolwiek się tam zapuszcza, to ludzie z psami, szczególnie podopiecznymi schroniska, starsi ludzie z kijkami do nordic walkingu czy żule w towarzystwie majestatycznych żubrów i figlarnych małpek, które postem ostentacyjnie wyrzucają, gdzie popadnie.
Miałam nadzieję, że tym razem będę tam sama. W końcu chciałam się nacieszyć pięknem natury, a nie pooglądać ludzi z bliska. Gdybym to chciała zrobić, to włączyłabym YouTube’a, a nie wychodziła na dwór w czasie pandemii.
Niestety moje ciche błagania nie zostały wysłuchane. Na ścieżce, którą kroczyłam, na świeżym śniegu można było dostrzec ślady mącące ten idealny, biały ład. Wyglądały na nowe, jednak miałam nadzieję, że ich właściciel jest już daleko przede mną. Zwolniłam kroku. Ku mojemu zdziwieniu w pewnym momencie ślady te zbaczały z szerokiej ścieżki, prowadząc w głąb gęstwiny drzew.
— Po co ktoś miałby skręcać w tę stronę? Przecież tu nie ma ścieżki i to donikąd nie prowadzi… — zastanawiałam się. Na myśl przyszło mi kilka rozwiązań, w tym to o samobójcy, a także kimś, kto ochoczo idzie pozbyć się własnych śmieci, zostawiając je nielegalnie na łonie natury. Właśnie ta druga opcja nie pozwoliła mi przejść obok tego obojętnie. Intuicja podpowiadała mi, że nie jest to zbyt mądre i w pełni bezpieczne podejście, więc tym razem postanowiłam jej nie bagatelizować. Wymacałam w kieszeni rozbite szkło, które kiedyś znalazłam na polach, zaś trzymałam je… po prostu w razie potrzeby. Nigdy nie wiadomo, co się wydarzy. Miałam przy sobie również telefon, więc napisałam do ojca. Właściwie nie wiedziałam zbytnio, co mu przekazać – w końcu to był tylko zlepek moich domysłów, a pewnie i tak przesadzałam, jak zwykle. Dlatego skończyło się na: „Jestem na polach. Przyjdziesz? Proszę”. Wiedziałam, że będzie pytał, po co, dlatego wyłączyłam dzwonki. Jeśli ktoś tam jest, to nie chcę go spłoszyć. A tata i tak prędzej czy później się pojawi, zaniepokojony moim zniknięciem. Przynajmniej taką miałam nadzieję.
Ruszyłam powoli w głąb lasu. Po drodze mijałam różnorakie śmieci – porzuconą wersalkę, butelki, papierosy. Wyglądały znad cienkiej warstwy śniegu, a im głębiej wchodziłam, tym mniej puchu było na leśnej ściółce.
— Cholera — przeklęłam w myślach, uświadamiając sobie, że mój trud poszedł na marne, jeśli straciłam trop.
— Pewnie tylko mi się zdawało. Chyba popadam w paranoję — uznałam, po czym postanowiłam wyjść z lasu jak najszybciej. Jednak zaczęłam czuć dziwny niepokój. Czy to ciemna aura tego miejsca mnie nastraszyła? Możliwe. Ale było coś jeszcze. Niedaleko wśród drzew ujrzałam coś, co przypominało niemowlę. Serce podeszło mi do gardła. Nie słyszałam płaczu. Cała się trzęsłam, ale mimowolnie szłam w tamtym kierunku. Gdy byłam już dostatecznie blisko, nachyliłam się w tę stronę.
To tylko stara lalka. Ktoś musiał tu ją kiedyś wyrzucić. Z jednej strony czułam ulgę, a z drugiej mój puls był nadal niepokojąco przyspieszony. Puste oczy lalek zawsze mnie jakoś przerażały.
W tym momencie usłyszałam za sobą szmer. Z jednej strony miałam nadzieję, że to tata w końcu zwlekł się z kanapy i po mnie przyszedł, ale mój instynkt mówił jednoznacznie – 'uciekaj!'.
Więc uciekłam. A raczej pognałam na ślepo między drzewami, co wcale nie było takie łatwe, gdyż niektóre iglaki rozpościerały swoje gałęzie niesamowicie nisko i trudno było znaleźć wyrwy mojej wielkości. Na szczęście jestem dość małą istotą, więc wybiegłam z gęstwiny na puste pole. Znów otoczył mnie biały puch. Zdyszana przystanęłam, aby uspokoić puls. Kątem oka [wiem, nie ma czegoś takiego, ale ya know – po prostu to tu pasuje] dostrzegłam zbliżającą się od strony drogi sylwetkę. Nie wzbudzała ona jednak we mnie niepokoju, tak, jak ta cała akcja w lesie. To pewnie tylko żul. Albo staruszek… bez kijków. Lub któryś z moich sąsiadów.
Nie zwróciłabym na niego większej uwagi, gdyby nie to, że mijając mnie o coś zapytał. Przez rozkojarzenie i szum własnych myśli zupełnie nie zrozumiałam pytania, więc odwróciłam się w jego stronę.
– Przepraszam, co? – zdążyłam zapytać, zanim zauważyłam błysk noża w jego ręku.
— Kurna mać! — krzyknęłam w środku, ale na zewnątrz nadal byłam tą zmęczoną stresem i biegiem kluską. Jak to czasem dobrze, że pierwotne instynkty są krok przed rozumem.
Widziałam w jego posturze chęć zrobienia pierwszego kroku w moją stronę. Ale ja byłam szybsza. Z okrzykiem bojowym i nadzieją, że ktokolwiek go stąd usłyszy, rzuciłam się wprost na niego. Sądziłam, że z rozpędu uda mi się go przewalić, jednak tylko lekko się zachwiał, a ja obiłam się o jego klatkę piersiową (a raczej kilka warstw, w tym kurtkę, na niej).
— Cholera — cóż, nie było czasu na odwrót. Teraz ma moment na namysł, pewnie opcjonalnie: czy mnie złapać czy od razu dźgać. Organizm znów szybciej zareagował niż rozsądek. Kucnęłam w momencie, kiedy się na mnie zamachnął swoim ostrym narzędziem. Może to komicznie zabrzmi, ale przeczołgałam się między jego nogami. Niestety nie było to tak sprawne, jak na Hollywoodzkich filmach – wierzcie mi, że w śniegu i ciuchach niekoniecznie szybko się to robi. Dlatego też udało mu się jeszcze złapać mnie za nogę i przeciąć ją w łydce. Krzyknęłam z przerażenia. Owszem, chciałam, aby było mi ciepło, ale nie chodziło mi o wykrwawianie się na polu, ok? Ja naprawdę chciałam wrócić jeszcze kiedyś do domu. Ta motywacja (szczególnie miękkie łóżko i gorący kaloryfer, bynajmniej nie na moim brzuchu) spowodowała, że zamiast skupiać się na bólu, tylko mocniej chwyciłam odłamek szkła i odwracając się w jego stronę również przecięłam mu… nogawkę. Niestety szkło zadziałałoby na gołą nogę, ale nie na obutą w grube spodnie. Jeszcze na dodatek ich włókna unieruchomiły je i nie mogłam go wyjąć. W geście narastającej frustracji skupiłam tyle siły, na ile było mnie stać, a że mięśnie rąk mam wyćwiczone, to pchnięcie było skuteczne. Pierwszy raz czułam, jak to jest naruszać tkanki miękkie czyjegoś żyjącego organizmu. Niby nic przyjemnego, ale dzięki temu jego uścisk na mojej kostce trochę zelżał… Żeby zaraz znów mocniej się na niej zacisnąć. Adrenalina na niego również działała, nic na to nie poradzę. Mimo mojego szarpania, zaczął mocniej ciągnąć mnie w swoją stronę. Chyba planował jakoś zmienić chwyt, odwracając się przodem do mnie, ale w tym momencie dostał soczystego kopa w dupę, a że grawitacja lubi o sobie przypominać, to gość zachwiał się i upadł – tym łatwiej, że jego ciało było tak ładnie ustawione, jakby miał zrobić fikołka do przodu. Pani od w-fu byłaby z niego dumna.
Zachłysnęłam się powietrzem z nadmiaru emocji. Jeszcze żyję.
Spojrzałam w stronę właściciela nogi, która kopnęła zbira. To był tata… z kosą. Ja wiedziałam, że to najlepsza broń, jaką mamy na podwórku. Ale skąd on…?
– Wstawaj, wywłoko! – krzyknął do faceta, który, choć zdezorientowany, to dość żwawo się podniósł i stanął na nogi. Nie wiem, czy mi się tylko wydawało, czy serio przeklął pod nosem, ale już wszystko mieszało mi się w głowie.
– s********, dziadu! – usłyszałam z ust taty, na co napastnik podniósł ręce w obronnym geście, widząc broń dzierżoną w jego rękach. Chyba nie wyglądał na osobę, której sianokosy były obce. Odszedł. Zniknął wśród bieli sypiącego coraz mocniej śniegu i w czerni lasu.
– Potrzymasz? – zapytał ojciec. Widziałam, że miał łzy w oczach, ale teraz chyba oboje mieliśmy w głowie jedno: ważne, aby jak najszybciej się stąd oddalić i zgłosić to zdarzenie na policję. Wzięłam więc z jego rąk kosę, a sama trafiłam w jego ramiona. Trochę komicznie musiało to wyglądać. Mężczyzna niosący w rękach ranną kostuchę. Jak to mawiał klasyk: śmierć za późno nadejdzie przedwczoraj.
– Mogę o coś spytać?
– Wal.
– Czemu wziąłeś ze sobą kosę? Wysyłając Ci wiadomość nawet nie wiedziałam, że coś serio mi grozi. Jasnowidz czy co?
– Ha ha, a co Ty myślałaś? Że kto Cię wychował?
– Tati, bez żartów!
– No dobrze, dobrze… Po prostu… Wolałem coś wziąć, tak na zapas. Wiem, że rzadko wychodzisz z tej swojej jaskini, ale mogłabyś się choć trochę zainteresować tym, co dzieje się w naszym mieście, co? Od kilku tygodni dochodzi do różnych incydentów, brutalnych napadów… Jeśli to ta sama osoba, co Cię zaatakowała, to Twoje zeznania przydadzą się na policji.
– Dzwonić?
– Dzwoń.
– Halo? Chciałam zgłosić napad z bronią w ręku. Proszę się pospieszyć. Pewnie jeszcze nie zdążył opuścić obszaru Starej Wsi…

Odpowiedz
4
AnnieOaklay

AnnieOaklay

•  AUTOR

@WeraHatake no zdecydowanie zbyt często wypadali, pozmieniałam trochę w punktach przez to. I dziękuję bardzo, Twoja historia też mi się bardzo podobała.

Odpowiedz
1
WeraHatake

WeraHatake

@AnnieOaklay Wiesz, to pewnie nie tak, że za często – ja po prostu nie jestem dobra w klikaniu wszystkich opcji xd
Nie ma za co – tak je po prostu odebrałam :D ♥
Naprawdę? :o W takim razie to dla mnie życiowy sukces – naprawdę mi miło! x’D ♥

Odpowiedz
1
pokaż więcej odpowiedzi (2)
Lusia_Hope

Lusia_Hope

Psychopata
Ciekawie
no to bierzemy się za historię!

~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~
Mimo, że było już późno, Luna stwierdziła, że należałoby wyjść z jaskini. Gdy dziewczyna przebrała się w strój do ćwiczeń i przyszykowała się do biegania, skierowała się do parku. Ostatnio była tam chyba dwa miesiące temu. Biegnąc uliczką, nastolatka wstąpiła na plac. Weszła na górę rury do przechodzenia dla dzieci. Gdy rozsiadła wygodnie, zaczęła rozmyślać. Nagle dostrzegła jakiegoś gościa, przyciskającego dziewczynkę, najpewniej w wieku około 11 lat do drzewa dusząc ją. Zeskoczyła ze sprzętu i podeszła powoli
– Przepraszam, ale ma pan ją w tej chwili puścić albo dostanie pan w ryj. – powiedziała niewinnie wyglądająca dziewczyna z promiennym uśmiechem na twarzy. Mężczyzna przyjrzał jej się po czym puścił dziecko. Wyglądał na bardzo zadowolonego. Zdziwiło to trochę Lunę, obróciła się jednak z zamiarem odejścia. Gdy poczuła jednak dłoń na ramieniu, zrobiła obrót w tył i kopnęła go z obrotu w głowę. Mężczyzna zachwiał się, zaśmiał, a w jego oczach błysnęło szaleństwo. Dziewczyna zachowując gardę oddalała się wolno. Jednak mężczyzna wyjął już pistolet.
– Jeden krok moja miła. Jeden krok a moja kulka przeszyje twój brzuch.
Luna zatrzymała się posłusznie. Nie wiedząc co miałaby zrobić, stała tak dopóki znów się nie odezwał.
– Gdybyś miała wybrać… jak byś umarła?
– Chcesz mnie zabić?
– Nie ja cię zabiję, sama się zabijesz. Zabijesz się śmiercią, którą wybierzesz.
– A jak nie, strzelisz mi tą atrapą w brzuch..?
– Nie tą atrapą, a prawdziwą bronią. – odparł z rozbawieniem. Luna nie widziała zbytnio tutaj nic śmiesznego…
– Nie spodziewałem się, ze szesnastolatka rozpozna sfałszowaną broń. – stwierdził i wyjął prawdziwy pistolet z tłumikiem. Uśmiechnął się do niej.
– Dobrze. Pytanie, czy mogę wybrać dowolną śmierć?
– Tak, ale realną.
– Dobrze. A zabijesz mnie śmiercią, którą wybiorę czy dowolną?
– Tą którą wybierzesz, jaki to byłby wybór?
– Przysięgnij.
– Przysięgam.
– Chcę zginąć śmiercią naturalną, dokładniej ze starości. – Powiedziała dziewczyna, uśmiechnęła się szeroko, wyjmując dłoń z kieszeni. Dopiero teraz mężczyzna zorientował się, że ma tam telefon. Wysłała ona już jednak swoją lokalizację rodzinie. Po chwili obróciła się na pięcie i odeszła w o wiele lepszym nastroju.

Odpowiedz
3
AnnieOaklay

AnnieOaklay

•  AUTOR

@Luna_Hope sam ten pomysł wyboru jest często robiony, jak i również Twoja odpowiedź na niego. Nie mniej cieszę się z stworzenia możliwości wykorzystania tego pomysłu.

Odpowiedz
1
Lusia_Hope

Lusia_Hope

@AnnieOaklay hah wiem, że moja odpowiedź jest dość banalna. Ale mam ją przemyślaną we wszystkich około 80 przypadkach które wymyśliłam(tak nudziło mi się)

Odpowiedz
1
pokaż więcej odpowiedzi (2)
shamballa.

shamballa.

Psychopata
Nie podłączony do macierzy społeczeństwa i nie spętany żadnymi jego ograniczeniami. Może się tak czujesz, może nie, ale tak postrzega Cię człowiek, do którego te określenia dokładnie pasują. Ponadto jest bezwzględny i wyrafinowany. Decyzja morderstwa jest podjęta szybko i w wyniku tylko przez niego znany proces myślenia. —————————————— Zaśmiałeś się nerwowo. Ostatni raz, dalej niż na podjazd, wyszedłeś z domu dwa tygodnie temu. Teraz kurczowo trzymałeś się ramienia przyjaciela, który na tą przechadzkę Cię wyciągnął. Był jedną z tych osób, które na jesienny ziąb mówiły „rześkie powietrze”, które nie może się zmarnować, dlatego oczywiście nie dał się namówić na wspólne rżnięcie w CODa, albo chociaż oglądanie jakiegoś serialu, dzięki którym Ty mógłbyś uniknąć narażania się na obcowanie z ludźmi. Wykazał się na szczęście na tyle zrozumieniem, aby wybrać się do mało zaludnionego w tym sezonie parku. Kiedy zaczęłeś się już nawet rozluźniać, przyjaciel oznajmił, że dostał niespodziewane i niesamowicie ważne wezwanie i natychmiast musi iść. Pozostawiony sam zdecydowałeś, że jeszcze chwileczkę pospacerujesz, a potem wrócisz i zabarykadujesz się w swojej piwnicy. Aby się rozgrzać w kilku skokach przeciąłeś trawnik, a potem przeskoczyłeś oparcie ławki. Niepewnie ustałeś na chodniku przed nią, ale akurat przejeżdżał rowerzysta, więc cofnołeś się lądując obok jakiegoś gościa. – Chyba nigdy wcześniej cię tu nie widywałem. – zwrócił się do Ciebie nieznajomy. Zdziwiło Cię to, bo mimo twojego notorycznie dziwnego zachowania mało ludzi zwracało na to uwagę. Albo raczej mało ludzi w związku z tym zaczynało rozmowę. – Może widziałeś, ale nie zapamiętałeś – zaśmiałeś się. – Oj, zapamiętałbym, zapewniam – odparł z tajemniczym uśmiechem. – Słyszałem trochę co opowiadałeś, ale chyba nie było już wtedy twojego przyjaciela. Wspominałeś, jeśli się nie mylę o dżinach… – Ah tak, monolog o ghulach, musiałem myśleć na głos. – „Monolog o Ghulach”? Ciekawe… – Zawsze warto mieć przygotowaną pogadankę, aby zanudzić rozmówcę i się ostatecznie z nim pożegnać. Ja na przykład dysponuje „monologiem o ghulach”, „historią praw autorski bohaterów Marvela” oraz „teorią złożonej beki, czyli Wielkiego Cyrku Ludzi Poważnych –teoria niefalsyfikowalna”. – A co do ghuli mają dżiny? – Otóż ghule mylnie mogą być kojarzone z mitologią słowiańską, przez prozę Sapkowskiego. Tak naprawdę pochodzą z mitologii islamskiej i były odmianą dżina, zdaje się mniej rozumuną. Bardziej powszechne w kulturze wyobrażenie dżina również wystąpiło w „Wiedźminie”, razem z innym mniej rozumnym dżinem – Ifrytem. – Zaskakująco rozległa wiedza. Pewnie więc wiesz, że dżiny w niektórych przekazach spełniały tylko życzenia dotyczące wyboru śmierci…? – Tak… – poczułeś kończący się limit czasu możliwego spędzenia z ludźmi – Wiesz, ja musiałbym już chyba… – powoli zaczełeś wstawać z ławki. – O jaką śmierć byś poprosił? – zapytał nie znajomy łapiąc Cię szybko za rękę i stanowczo ciągnąc z powrotem na ławkę. – Eee… – zmarszczyłeś brwi zdziwiony zachowaniem nieznajomego, ale nie wyrwałeś się. – Dematerializacja, albo przedawkowanie ketaminy. – Myślałeś o tym wcześniej? – Bardzo często. – Więc masz – wcisnął Ci w dłoń małą foliową torebkę wypełnioną białym proszkiem. – Jeśli weźmiesz na „złoty strzał” twoje serce przestanie bić po góra czterdziestu sekundach. – Fajna opcja, ale nie skończyłem jeszcze ostatniego sezonu „Gry o Tron”, także… – znowu chciałeś wstać, ale gość już nie stanowczo, a wręcz brutalnie pociągnął Cię do siebie jedna ręką. W drugiej pojawił się rewolwer o bardzo krótkiej lufie. – Albo to, albo strzelę ci w brzuch. Wtedy zgon nastąpił, może nawet za parę godzin. Rozejrzałeś się. Mógłbyś zacząć uciekać, a jakby strzelił Ci w plecy, to po prostu zarzyłbyś narkotyki. Albo dobra, jak to powiedział wielki wieszcz: lać na to. – No dobra, podobno ostatnie odcinki są słabe. To się wciąga? – zapytałeś potrząsając torebeczką. Nieznajomy tylko kiwnął głową z upiornym uśmiechem. Niemrawo odwzajemniłeś, ten wątpliwie sympatyczny gest i rozdarłeś delikatnie torebeczkę, tak żeby nic się nie wysypało. – No to zdrowie, przyjacielu! – powiedziałeś obejmując go ramieniem i łapczywie wciągając cały biały proszek. Psychopata zaskoczony tym gestem przypadkiem nacisnął na spust. Na szczęście wedle obietnicy czułeś cokolwiek przez zaledwie parę sekund, a umarłeś w przeciągu kilkudziestu następnych.

Hmmm ciekawie. Myślę że pasuje choć wolałabym strzał brzuch. Większe szanse na przeżycie.

Odpowiedz
2
AnnieOaklay

AnnieOaklay

•  AUTOR

@MARVEL_Forever chyba ta odpowiedź miała być docelowo do ludzi niechcących przeżyć 😅. Możesz oczywiście napisać własną wersję, to jest tylko Twój morderca i jego poprzednia ofiara.

Odpowiedz
1
Crookedflight

Crookedflight

Nie spodziewałam się czegoś takiego, ale było świetne, więc życzę SG jak najszybciej
Taki morderca chyba do mnie pasuje jeżeli to zdanie ma jaki kolwiek sens.
Jest u mnie w ulu

Odpowiedz
2
Crookedflight

Crookedflight

@AnnieOaklay
Psychopata

Odpowiedz
1
AnnieOaklay

AnnieOaklay

•  AUTOR

@Hp_time hm, no to nie źle.

Odpowiedz
pokaż więcej odpowiedzi (1)
ohh_seriously

ohh_seriously

Genialny pomysł i świetne wykonanie całego quizu zdecydowanie trafia u mnie do ulubionych <3

Odpowiedz
3
AnnieOaklay

AnnieOaklay

•  AUTOR

@ohh_seriously no z wykonaniem było dużo pracy. Wszystkie odpowiedzi wypisałam sobie na karteczkach i ustawiałam, żeby było dobrze, cieszę się że to jakoś tam widać. Dziękuję bardzo za hm, docenienie.

Odpowiedz
1
MYSZA282

MYSZA282

Zwyrodnialec. Jak dziwnie by to nie zabrzmiało to uważam, że ten morderca do mnie pasuje. Spoko quiz :3

Odpowiedz
1
AnnieOaklay

AnnieOaklay

•  AUTOR

@MYSZA282 dzięki. Cieszę się, że się dogadujecie.

Odpowiedz
3
bro_

bro_

Zabójca

Generalnie przestępcy wybierają na ofiary kogoś, kto wydaje się słabszy. Ciebie by nikt za taką osobę prawdopodobnie nie wziął, więc Twój morderca nie był osobą decyzyjną. Na Twoje życie targnie się płatny zabójca, ale kto mógłby mu to zlecić już nie wiem. —————————— Powoli przechodziłeś między przedziałami. Kiedy już znalazłeś swój, delikatnie otworzyłeś kruche, jak to w tanich środkach transportu, drzwi. Zdziwiło Cię, że siedział tam już ktoś, ponieważ konduktor zapewniał, że cały wagon będzie pusty. Jegomość, w niepasującej do okoliczności eleganckiej marynarce, nawet nie spojrzał na Ciebie znad gazety, więc po prostu usiadłeś naprzeciw niego. Nie wiedzieć czemu, w tej ciszy przerywanej stukotem kuł, kiedy już pociąg ruszył, wzrastało coraz większe napięcie. Chociaż nie dałeś tego poznać na twarzy, to zaciśnięte w pięści dłonie, zdradziły Twoje zdenerwowanie. Kiedy już miałeś zacząć podejrzewać siebie o paranoję, Twoje przeczucia niespodziewanie się potwierdziły. Mężczyzna wystrzelił z chowanego za gazetą pistoletu. Na szczęście nie za bardzo mógł celować, więc trafił Cię tylko w ramie. Już miał wystrzelić ponownie, ale zdążyłeś się poderwać z siedzenia i staranować go barkiem. Wytrąciło mu to z ręki broń, niestety siedział, więc nie mogło go to przewróć. Złapałeś więc go sprawną ręką i sprowadziłeś do parteru, puki był chociażby lekko otumaniony. Przygniotłeś go do ziemi swoim ciężarem, a jego nadgarstki wbiłełeś w posadzkę kolanami, ponieważ ręką starałeś się powstrzymać krwawienie. Udało mu się jednak wyrwać jedną rękę i wyciągnął zza Twojego pasa Twój nóż. Zatrzymałeś jego zamach**ącą się rękę, ale końcówka noża wbiła się w Twoją klatkę piersiową. Siłowaliście się chwilę – udało mu się wepchnąć ostrze na jeszcze parę centymetrów, ale ostatecznie go odpechnąłeś. Odzyskałeś swój nóż, ale nie zdołałeś wbić mu go w szyję. W jego ręce niespodziewanie pojawił się pistolet, nawet nie zauważyłeś, czy wyciągnął kolejny, czy podniósł wcześniejszy, tak czy inaczej, zanim zdążyłeś wbić brzeszczot w jego krtań on ponownie wystrzelił w Twoją klatkę piersiową. Czy to była Twoja historia? Oczywiście, że nie, ale Twój morderca i jego poprzednia ofiara. Napisz własną historię, może uda Ci się go pokonać. Podziel się nią w komentarzu.

Uuuu. Fajny quiz

Odpowiedz
3
AnnieOaklay

AnnieOaklay

•  AUTOR
Odpowiedz
1
TW

TW

Jestem zachwycona precyzją tej odpowiedzi. Czy zrobiłaś kilkadziesiąt wersji zakończenia, czy po prostu mój wynik okazał się przypadkiem tak bardzo pasować, gratulacje.

Odpowiedz
4
AnnieOaklay

AnnieOaklay

•  AUTOR

@TW ech, jestem po prostu zbyt dobra.

Odpowiedz
2
TW

TW

@AnnieOaklay ano widocznie

Odpowiedz
1
pokaż więcej odpowiedzi (2)

Nowe

Popularne

Kategorie

Powiadomienia

Więcej